Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Trup ze złożonymi skrzydłami. Sobowtór zięcia Tołstoja

Wydawnictwo: Świat Książki
6,7 (104 ocen i 11 opinii) Zobacz oceny
10
6
9
5
8
17
7
35
6
19
5
15
4
1
3
6
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788324720026
liczba stron
136
słowa kluczowe
opowiadania, rodzina, proza polska
język
polski
dodała
cykuta

Dwa dłuższe opowiadania – barwne obrazki rodzinne – wywiedzione z biografii autora, rozgrywające się w jego rodzinnej Wiśle w latach 50. i 60. Nostalgia, ciepły humor, galeria malowniczych postaci. Wzruszający hołd złożony ludziom i czasom, których już nie ma.
Opowiadania z tomu „Moje pierwsze samobójstwo” ("Sobowtór zięcia Tołstoja" i "Trup ze złożonymi skrzydłami") Dwustronna okładka.

 

Brak materiałów.
książek: 387
Krasnoludek Monika | 2013-11-08
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 08 listopada 2013

Zbiory opowiadań to nie jest typ, któremu często folguję. Trudno potem wziąć i taki twór opisać. Powodów jest wiele: bo jedno pani z polskiego oceniłaby na piąteczkę, drugie na czwóreczkę, a trzecie kazałaby poprawić. Bo z bohaterem się zżyć nie da po paru stronicach, bo często w akcję ubogie, a opisami zapaćkane, bądź też dzieje się wiele, jak na wiejskiej dyskotece, a opisu nie da się dopatrzyć, nawet pod lupą… i takie tam inne wydumania.

Jednakże, czasem zdarza się tak, że autor przypadnie do gustu, podczas zaczytywania się w innej formie. Da się polubić, więc chce człowiek wciągnąć go jeszcze trochę. Idzie do biblioteki, a tam tylko niepozorna, mała książeczka z opowiadaniami właśnie. W dodatku wyciętymi z większego zbioru, w tym przypadku zatytułowanego „Moje pierwsze samobójstwo”. Ciekawie, poetycko nawet, metaforycznie… to biorę, najwyżej się zawiodę, po hejtersku w Internecie wyżyję – nic straconego nie będzie.

Szczęśliwie na lekturze się nie zawiodłam, nawet więcej zapragnęłam i teraz czatuję.

Jerzy Pilch to taki autor, co do czytelnika mówi po ludzku. Nie katuje nas wzniosłym słowotokiem (póki co oceniam po dwóch przeczytanych książkach, jak jest w innych – nie wiem), nie afiszuje się ze swoją elokwencją, tylko dzieli przemyśleniami, w pogawędce niemal koleżeńskiej.

W „Sobowtórze zięcia Tołstoja” oraz „Trupie ze złożonymi skrzydłami” autor ukazuje nam obraz sielski, anielski swojej rodzimej Wisły, z czasów gdy podlotkiem zaledwie był. Wykorzystując własne wspomnienia i pewną wiedzę na temat swych przodków (znaczy się babci) kreśli przed nami historie zwykłych ludzi: pewnego kierowcy pijaczka, rodziciela swego i przedmiotu dla niego ważnego oraz twórcy jego (tego przedmiotu oczywiście). Poprzez te, jakby nie było, krótkie historyjki daje nam się zżyć z samym sobą – trudno by było o coś innego, skoro siłą rzeczy na wszystko patrzymy jego oczami.

Opowieści z serii „bardzo osobiste, ale mogę się podzielić” przypadły do mojego gustu, w szczególności ze względu na „Sobowtóra…”, a to dlatego, że kojarzy mi się z moim własnym dzieciństwem. W szachy nikt u mnie nie pykał i pykać zapewne nie będzie, ale klimat Wisły bardzo wpasowuje się do realiów wsi, z której pochodzę. Co wskazuje na to, że wioska ta stoi w miejscu, skoro autor dzieli się z nami wspomnieniami z lat sześćdziesiątych. Życie.

Tym sposobem już po paru zdaniach byłam kupiona, a nawet sprzedana. Do tego tak kochana przez nas Polaków nostalgia, żeby było muzycznie, pojawia się też nutka melancholii. Pilch dobrze nakreśla nam przedstawianych bohaterów, cienie przeszłości nabierają realnych kształtów, w ich żyłach znów zaczyna płynąć krew, uśmiechają się do nas i płaczą ze stron, które na zawsze utrwaliły ich sylwetki. Mnie osobiście są bliscy ze względu na to, że takich ludzi spokojnie można spotkać na ulicy: staruszek pełnych przeczuć, wywołanych przez tysiąc pięćset sto dziewięćset zabobonów mamy na pęczki, rodziców pragnących wyrwania się z pipidówy również, dzieciaków z poobdzieranymi kolanami, pełno pałęta się pod nogami. Niby normalni, a to właśnie przez nich są przekazywane rzeczy niezwykłe – bo przecież coś tam przez lekturę, zawsze jest czytelnikowi dane.

Do tego mała tajemnica, obłąkańcze poszukiwanie wspomnienia, ukojenie gdy już przyjdzie – niby wszystko znane, a jednak nowe.

Język, po mojemu ulubionemu plastyczny. Dialogów, jak na opowiadanie przystało, nie za dużo, nie za mało, a w sam raz.

Z tego co zauważyłam, czytelnicy czepiają się, że tylko dwa opowiadania, że wyrwane ze zbioru i w ogóle książka powstała tylko po to, żeby z konsumenta kasę trzepać. Może i tak, ale co z tego? Mnie to akurat nie przeszkadza, tym bardziej, że szukałam czegoś nie za opasłego, co do torebki swobodnie zmieszczę, nie przyczyni się do skoliozy i w autobusie swobodnie da się wyjąć i czytać.

Dlatego polecam wszystkim, a w szczególności tym, którzy nie mają co ze sobą zrobić podczas półgodzinnej jazdy środkami komunikacji miejskiej – może potem najdzie was ochota na cały zbiór?

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Zatańcz ze mną

Monika Rebizant-Siwiło jest nauczycielką historii, bibliotekarką i przewodniczką turystyczną. Prowadzi również dwa blogi Historie rodzinne i Krajob...

zgłoś błąd zgłoś błąd