Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Z pamiętnika Lucyfera

Tłumaczenie: Roman Chalupka
Wydawnictwo: Orion Plus
6,06 (34 ocen i 4 opinie) Zobacz oceny
10
1
9
2
8
4
7
8
6
7
5
8
4
0
3
2
2
0
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Lucifer Diary
data wydania
ISBN
83-915461-6-0
liczba stron
320
słowa kluczowe
Lucyfer,
język
polski
dodała
Ola

To nie jest kolejna książka o aniołach. Jest to historia, którą powinieneś poznać. Historia jakby epicznego bohatera i wojny kosmicznej, o najpotężniejszym ze wszystkich aniołów i o tym, co wydarzyło się, gdy stanął on w obliczu tajemniczego równania. Historia, która zaczyna się w kosmosie, w miejscu zwanym Królestwem Światła, a kończy się na ruinach San Francisco...

 

Brak materiałów.
książek: 595
kinkiet | 2013-11-02
Przeczytana: 02 listopada 2013

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Kilka lat temu był szał na książki stylizowane na dzienniki i tak mieliśmy pamiętniki narkomanek, nimfomanek itd. Generalnie ludzie z marginesu lubią, nie wiedzieć czemu, dokumentować swoje życie. Dlatego też nikogo nie powinno dziwić, iż wzięto na tapetę wspomnienia Lucyfera. Samo słowo "pamiętnik" kojarzy mi się raczej z dziewczęcym sposobem formułowania myśli. Chyba każdy przyzna, że ten tytuł nie brzmi poważnie. Nasuwa na myśl zapiski pokroju "Kochany Pamiętniczku, ale dziś napsociłem", albo "Od kiedy się przeciwstawiłem Jemu, czuję się taki samotny". Nie można było wymyślić jakiś kronik Lucyfera, lub czegoś podobnego? A może to zabieg zamierzony, bo treść utrzymana jest w nieco infantylnym tonie. Lucyfer przypomina 13-letnią dziewczynkę, która spiskuje przeciwko koleżance z klasy. Nie wiadomo też jakim cudem dowodzi chordą upadłych aniołów, skoro nie wzbudza respektu u swoich podległych, nie potrafi wysuwać wniosków (nie mówiąc o wymyśleniu czegoś autorskiego), jest nieudolny, nie przeraża, nieumiejętnie dzierży władzę... i tak można by bez końca.
Książkę można podzielić na 3 okresy: gdy panuje idylla i Niosący Światło jest pupilem; czas po buncie aż do końca wydarzeń biblijnych, historię upadku Cesarstwa Rzymskiego i lata następne, po współczesność. Pierwszy jest najkrótszy i najnudniejszy. Kolejny jest najobszerniejszy i tym samym autor poszedł na dużą łatwiznę. Wybrał kilka przypowieści oraz dorzucił trochę spisków. Mało przemyśleń, mało wizji świata oczyma Mistrza, a dużo przedstawiania zdarzeń, które dobrze znamy. Karygodnym błędem jest niedopasowanie języka do czasów jakie się opisuje i tak w starożytnym Egipcie mamy - "molestowanie seksualne", "styl życia", "materiał genetyczny", a w Cesarstwie Rzymskim nawet "nieautoryzowaną wersję Biblii". Zapewne winowajcą po części jest przekład (bywały zdania z powtórzeniami "W Ameryce znajdują się żyzne pola, a w środku kontynentu znajdują się olbrzymie prerie (...)"), ale prawda jest taka, że autor nie ma umiejętności literackich. W trzeciej części Mistrz upadłych aniołów nie stosuje nazwy luneta, mimo że mówi o wydarzenia równoległych do okresu jej wynalezienia, a w starożytności używał określeń na które przyszło ludzkości poczekać ponad 2 tys. lat? I tak dotarliśmy do ostatnich rozdziałów, bardziej nam współczesnych. Cieszyłam się na myśl o tej części, która okazała się być równie marna co reszta, a kilkanaście wieków historii skompresowano do 70 stron zawierających niemalże, tylko dzieje Ameryki. Po upadku Rzymian mamy od razu odkrycie Kolumba, następnie jest bój o wyzwolenie stanów, wojna secesyjna, kilka słów o I konflikcie światowym, krach na giełdzie w USA, kolejną wojnę światową (której zwrotnym punktem jest atak na Pearl Harbor, a największym złem to, że Amerykanie nie mają udanych Christmas), w końcu upadek ZSRR od strony wpływu USA na jego rozpad, potem zatarg o Zatokę Perską (inne wojny, w których Stany nie biorą udziału są nieistotne) i finally (jak ma być po amerykańsku to niech będzie) rozdział "Apokalipsa" zawierający opis ciężkiego życia w USA, gdzie znaki drogowe są pomazane, a parki zaniedbane... Boże dzięki Ci za Amerykę, kontynent wybrany i ostoję chrześcijaństwa, jak my bez niej mogliśmy kiedykolwiek egzystować? Pewien niemiecki zespół śpiewał kiedyś "We're all living in America". Miał rację.
Sam pomysł jest przedni, genialny w swej prostocie, bo jak wiadomo "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia", a fabułę napisała sama historia. Jednak tak książka to porażka. Okropna treść, przetłumaczona chyba w Google Translate oraz okraszona tandetną oprawą graficzną. Niech mnie Opatrzność Boża chroni przed twórczością tego Pana.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Zombie

Fabuła osadzona jest w ponurej, zapijaczonej i pełnej przemocy scenerii Śląska, konkretnie Gliwic, a dokładnie, głównie w środowisku osób dwadzieścia...

zgłoś błąd zgłoś błąd