7,81 (1518 ocen i 152 opinie) Zobacz oceny
10
331
9
309
8
260
7
299
6
159
5
78
4
31
3
29
2
10
1
12
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
À la recherche du temps perdu. Du côté de chez Swann
data wydania
ISBN
8389651610
liczba stron
377
kategoria
klasyka
język
polski
dodała
Oceansoul

Trudno uwierzyć, ale niewiele brakowało, żeby maszynopis "W poszukiwaniu straconego czasu" powędrował do kosza. Nikt nie chciał drukować Prousta. "Być może na niczym się nie znam, ale nie rozumiem, jak pewien jegomość może poświęcić trzydzieści stron, by opisywać, jak wierci się w łóżku przed zaśnięciem" - powiedział jeden z wydawców. Zdesperowany pisarz opublikował dzieło na własny koszt....

Trudno uwierzyć, ale niewiele brakowało, żeby maszynopis "W poszukiwaniu straconego czasu" powędrował do kosza. Nikt nie chciał drukować Prousta. "Być może na niczym się nie znam, ale nie rozumiem, jak pewien jegomość może poświęcić trzydzieści stron, by opisywać, jak wierci się w łóżku przed zaśnięciem" - powiedział jeden z wydawców. Zdesperowany pisarz opublikował dzieło na własny koszt. Pierwszy tom cyklu - "W stronę Swanna" - ukazał się 14 listopada 1913 r. i przeszedł bez echa. Dziś nikt nie ma wątpliwości, że to jedna z najważniejszych dat w historii literatury. Proust zmienił oblicze powieści. W jego prozie czas jest lustrem świata wewnętrznego narratora, jego skojarzeń, wspomnień i myśli. Akcja ma znaczenie drugorzędne, rozgrywa się w cieniu impresyjnych opisów. Bohater "W stronę Swanna", Marcel, potomek bogatej mieszczańskiej rodziny, dzieli życie między naukę w Paryżu, wakacje w rodzinnym Combray lub w nadmorskim kurorcie i kocha się w Gilbercie, córce bogacza, konesera sztuki i światowca Charlesa Swanna. I dywaguje.

Na podstawie wątków powieści Volker Schlöndorff zrealizował głośny film "Miłość Swanna" (1984) z Jeremym Ironsem.

Publikując "W stronę Swanna", Proust wzbogacił także sztukę cukierniczą. Magdalenki, których smak przenosił bohatera w przeszłość, zrobiły ogólnoświatową karierę. Plotka głosi, że te ciastka w kształcie małży są wynalazkiem polskim, a rozprzestrzeniły się we Francji za sprawą króla Stanisława Leszczyńskiego, który miał nauczyć ich wypieku swoją kucharkę Magdalenę. Inna wersja głosi, że kuchta była służką Marii Leszczyńskiej, małżonki Ludwika XV.

Pierwsze próby literackie nie zapowiadały, że Marcel Proust zostanie wielkim pisarzem. Kiedy 25-letni syn profesora medycyny i pisarza Adriena Prousta oraz córki przemysłowców żydowskich, ulubieniec paryskich salonów, wydał debiutancki zbiór szkiców "Przyjemności i dni" (1896), recenzenci wyszydzili, a czytelnicy zbojkotowali książkę. W ciągu 22 lat sprzedano zaledwie 329 egzemplarzy, z których większość na prezenty dla przyjaciół wykupił autor. W latach 1895-1905 pracował nad powieściowym esejem o pisarskim powołaniu "Jan Santeuil". O tym, że w książce pojawiły się motywy i tematy, które rozwinął w monumentalnym cyklu "W poszukiwaniu straconego czasu", świat przekonał się wiele lat po śmierci pisarza - powieść trafiła do księgarń dopiero w 1952 r. Po śmierci rodziców (w 1903 r. umarł ojciec, a dwa lata później matka) ciężko chory na astmę pisarz zamknął się w pokoju obitym korkiem. Rzadko wychodził z domu, spał w dzień, pracował w nocy, zażywał trional i kofeinę. Korespondencyjnie zarządzał rodzinną fortuną, której część przepuścił w kasynach otoczony wiankiem młodych adoratorów (był homoseksualistą). Literackiej sławy doczekał się u schyłku życia. W 1919 r. wydał "W cieniu zakwitających dziewcząt", drugi tom "W poszukiwaniu straconego czasu", wyróżniony prestiżową Nagrodą Goncourtów. Po dwóch latach ukazały się następne części: "Strona Guermantes" oraz „Sodoma i Gomora". Kolejne - "Uwięziona" (1923), "Nie ma Albertyny" (1925) i "Czas odnaleziony" (1927) - wydano po śmierci pisarza, który umarł w 1922 r. Ostatni tom pisał w stanie agonalnym.


"Widok magdalenki nie przypominał mi nic, nim ją skosztowałem; może dlatego, że widywałem je od tego czasu często - mimo że ich nie jadłem - na ladzie cukierni; obraz ich opuścił owe dni Combray, aby się skojarzyć z innymi, świeższymi; może dlatego, że z owych wspomnień, tak długo zostawionych poza pamięcią, nic nie przetrwało, wszystko rozpyliło się; kształty - także ten kształt małej muszelki z ciasta, tak pulchnej i zmysłowej pod swoim surowym i nabożnym rurkowaniem - znikły lub też, uśpione, straciły energię, która by im pozwoliła połączyć się ze świadomością. Ale kiedy, po śmierci osób, po zniszczeniu rzeczy, z dawnej przeszłości nic nie istnieje, wówczas jedynie zapach i smak, wątlejsze, ale żywsze, bardziej niematerialne, trwalsze, wierniejsze, długo jeszcze, jak dusze, przypominają sobie, czekają, spodziewają się - na ruinie wszystkiego - i dźwigają niestrudzenie na swojej znikomej kropelce olbrzymią budowlę wspomnienia.
I z chwilą gdy poznałem smak zmoczonej w kwiecie lipowym magdalenki, którą mi dawała ciotka (mimo że jeszcze nie wiedziałem i aż znacznie później miałem odkryć, czemu to wspomnienie czyniło mnie tak szczęśliwym), natychmiast stary, szary dom od ulicy, gdzie był jej pokój, przystawił się niby dekoracja teatralna do wychodzącej na ogród oficynki, którą zbudowano dla rodziców od tyłu (owa ścięta ściana, jedyna, którą wprzód widziałem), i wraz z domem miasto, rynek, na który wysyłano mnie przed śniadaniem, ulice, którymi chadzałem od rana do wieczora i w każdy czas, drogi, którymi się chodziło, kiedy było ładnie".

 

źródło opisu: Mediasat Poland, 2004

źródło okładki: Zdjęcie autorskie

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (163)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 81
vincent02 | 2019-09-06
Na półkach: Przeczytane

Ale z Prousta był obserwator. Jak mocno czuć, że z własnych przeżyć tworzył tak głębokie i rozbudowane refleksje i toki myślowe. A kiedy czytając to poczujemy, że w własnym życiu miewało się podobne myśli, ale nie potrafiło się ich tak jak Proust dobrać w słowa, to już w ogóle zaprząta to głowę.

książek: 393
pietrych | 2019-08-12
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 11 sierpnia 2019

Ta książką jest poetycko piękna w momentach mówiących o "niczym" i nudna gdy opowiada historie ckliwych romansów.

książek: 1308

No i cóż. Bywają takie książki, które co jakiś czas mrugają znacząco, że może już nastał ich czas, są takie, które wracają przez całe lata i zostawiają bilet wizytowy z podpisem "niebawem". Warto na nie poczekać, bo kiedy nastaje ich moment...
Nie pamiętam, kiedy ostatni raz książka w taki sposób ugodziła mnie prosto w serce, kiedy jakaś proza przy każdym zdaniu zostawiała mnie z prawie bolesnym zachwytem nad swoim pięknem; takim pięknem, które wymyka się definicji poza tym, że w jakimś sensie dotyka absolutu, że nigdy się nie zestarzeje, że zawsze będzie czystym pięknem.

Miarą klasy tej pięknej opowieści jest to, że w zasadzie nie ma fabuły, ale nie da się przestać jej czytać. Ja otworzyłam ją tylko na chwileczkę, żeby sprawdzić, czy to już jest ten moment.
Czterysta stron później nie mam wątpliwości, że osiem tomów to może być za mało.

książek: 3469
Monika Stocka | 2019-08-01
Na półkach: Ulubione, Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 01 sierpnia 2019

Po około 100 stronach zrezygnowałam z porównywania do Boya i do Prousta, bo zorientowałam się, że siedzę i rozkręcam bombę, która w ten sposób już nigdy nie wybuchnie a ja wiem, że nie po to trzymam w ją ręku, żeby rozkminiać śrubki.
I od tego momentu, przyznaję z ręką na sercu, czułam momentami przyspieszone bicie serca i nie jest to żadna hiperbola, parafraza czy eufemizm. To jest fakt.
Nie ośmielę się analizować lektury, już tyle o niej napisano, że wydam się śmieszna. Powiem tylko, że czytając po raz trzeci bodajże (ale po raz pierwszy w nowym tłumaczeniu) czułam, że Proust napisał tą książkę dla mnie, o mnie, z wnętrza mnie. Ile tam było moich przeżyć (moich własnych!), moich wzruszeń, moich drzwi i dziurek od klucza, na które patrzę na świat. I tyle jeśli chodzi o prywatę (choć to i tak za dużo).
A tak oficjalnie, nie ma drugiego takiego Geniusza, który na wskroś przenika poprzez człowieka, poprzez ludzi, ukazując (jakże trafnie i precyzyjnie) ich słabości (ach głupi Swann!...

książek: 279
coltazar | 2019-07-04
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 04 lipca 2019

Według Arystotelesa człowiek dąży do szczęścia, szuka go. Z perspektywy tej książki odkrywamy, że wbrew jednak narzucającej się siłą przyzwyczajenia właściwości tego poszukiwania, dążenie to nie jest skierowane ku przyszłości i z rzadka sięga po teraźniejszość. Przyszłość bowiem jako jeszcze niegotowa, w małym stopniu od nas zależna, żadnych gwarancji, rękojmi, czy nawet dużego prawdopodobieństwa nie daje na odnalezienie szczęścia. Jest wyłącznie dyskursywny nawykiem, ucieczką w marzenia. Teraźniejszość jako pole działania poszukiwaczy tym bardziej zawodzi. Jest ona tak mało uchwytna, tak nieprawdopodobnie nieobecna, tak uzależniona od przyszłości i w tym sensie tak mętna, że niemożliwa do spełnienia. Tylko pewnie istniejąca przeszłość daje nam tą szanse. Tym bardziej, że pamięć służy pomocą. Usuwa złe okoliczności, konfabuluje, uzupełnia optymistycznie i dodaje cudze historie jako nasze własne. Przy czym nie jest koniecznym nawet by jakieś szczęśliwe chwile przytaczać w umyśle....

książek: 1545
Kapitan Human | 2019-06-27
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2019
Przeczytana: 27 kwietnia 2019

A więc Proust naprawdę uwodzi codzienną narracją magdalenek, filiżanek i zaiste niespodziewanych romansów rzeczywistości z dziecięcą pamięcią!

książek: 1025
Piotr Prachnio | 2019-04-05
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 05 kwietnia 2019

Przekład inny od Boyowskiego i - w moim przekonaniu - słabszy literacko po prostu. Otrzymujemy Prousta skolokwializowanego, konsekwentnie zakorzenionego w polszczyźnie współczesnej.
Język przekładu - jeśli spojrzeć z perspektywy poprzedniego tłumaczenia - przypomina pacjenta po szeregu zabiegów chirurgicznych. Weźmy choćby dwa pierwsze zdania z tomu:

1. Przez długi czas kładłem się spać wcześnie. Niekiedy, zaledwie zgasiłem świecę, oczy zamykały mi się tak szybko, że nie zdążyłem powiedzieć sobie: „Zasypiam”. (przekład nowy)

2. Przez długi czas kładłem się spać wcześnie. Niekiedy, ledwiem zgasił świecę, oczy zamykały mi się tak pręd­ko, że nie zdążyłem powiedzieć sobie: „Zasypiam." (Boyowski)

Zaledwie czy ledwiem? Szybko czy prędko? Krótko: ''szybko'' i nie ''zaledwie'', ale całkiem zdecydowanie, nowe tłumaczenie zjeżdża z językowych pięter aż na sam parter polszczyzny. Całością tak leci - nie tylko fragmentami.

Tytuł: nad nim były kontrowersje od początku. Pisał o tym więcej...

książek: 240
Dominik | 2019-03-31
Przeczytana: 31 marca 2019

Chapeau bas, Monsieur Proust! I choć czytałem, to miałem wrażenie, że byłem w galerii sztuki pełnej obrazów; obrazów, które jednak nie powstały z pociągnięć pędzla, a dzięki zestawieniu pieczołowicie dobranych słów.

Autor - w całym swym procesie obserwacji - objął niemalże wszystkie możliwe do zarejestrowania przez ludzkie zmysły zjawiska i przelał je na płótno - tak, na płótno, a nie na papier. Odcień postarał się im nadać poprzez własną interpretację i dogłębną analizę. Z dużym powodzeniem.

książek: 814
Na półkach: Przeczytane

Na początek chwila szczerości. Tak, nie czytałem do tej pory Prousta. Czy to ze strachu, że odbiję się od ściany niezrozumienia fenomenu, czy może dlatego że po tej lekturze nic lepszego w literaturze już mnie nie czeka. Oczywiście istotna była też sprawa trudności i objętości utworu. Odkładałem ją na później, bo zawsze był zły czas na siedmiotomowe dzieło. Ta optyka zmieniła się nieco rok temu. Wtedy to przeczytałem artykuł o sponsorowanych przez samego autora opiniach na temat „W stronę Swanna”. Proust instruował swego redaktora Louisa Bruna z oficyny Grasset, ażeby wszelkie pochwały, które na swój temat przygotował, przepisać na maszynie. Miało to w zamierzeniu zataić pochodzenie słów. Z artykułu dowiadujemy się także, że pisarz zapłacił 300 franków za publikację w „Le Figaro” i 660 franków za artykuł w „Journal des débats”, trzeba przyznać, całkiem sporo. Niby nic wielkiego, a jednak tak właśnie w mojej głowie zaczęły ewoluować pierwsze wątpliwości, które rozwiać mogła jedynie...

książek: 2150
goskrzys | 2019-03-22
Na półkach: Przeczytane, 1860-1914
Przeczytana: 22 marca 2019

Zawsze, gdy sięgam po klasykę literatury, mam lekkie obawy. Bo czy książka uznana za „wielką”, kultową i tak dalej, może się nie podobać? I jak to świadczy o mnie, jako o czytelniku? Może po prostu intelektualnie do niej nie dorosłam? Cóż dopiero mówić o legendzie takiej, jak „W poszukiwaniu straconego czasu”, do której już się wiele lat temu przymierzałam, a której jednak wówczas nie podołałam.

Jest to książka, co by nie powiedzieć, specyficzna. I może się współczesnemu czytelnikowi nie podobać. Przyzwyczajeni jesteśmy do szybkiej akcji, pełnej intryg, zwrotów, do tego, że kolejne rozdziały pochłaniamy zaciekawieni, co się stanie z głównym bohaterem. Opisy – przyrody, otoczenia itp., gdy są dłuższe niż kilka linijek, zwykle omijamy, albo czytamy jedynie pobieżnie, byle dotrzeć do głębi treści, byle pchnąć akcję do przodu. Czy może być więc dziwne, że książka, w której podstawowym założeniem jest rozgrzebywanie wspomnień z dzieciństwa, wieloakapitowe refleksje nad smakiem jakiejś...

Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
5 pytań do czytelnika – Justyna Święs

W Plebiscycie Książka Roku 2018 głosują wszyscy, którzy lubią czytać. Namówiliśmy zaprzyjaźnionych znanych czytelników, by odpowiedzieli na kilka pytań i podzielili się z nami refleksjami na temat ulubionych książek. Dziś odpowiada wokalistka i współtwórczyni zespołu The Dumplings – Justyna Święs.


więcej
Kto dostanie Nagrodę za Twórczość Translatorską?

Poznaliśmy tłumaczy nominowanych do Nagrody Prezydenta Miasta Gdańska za Twórczość Translatorską im. Tadeusza Boya-Żeleńskiego. Dzięki ich pracy na polskim rynku książki ukazały się przekłady z języka angielskiego, niemieckiego, francuskiego i węgierskiego. Podczas festiwalu „Odnalezione w tłumaczeniu” zostanie również wręczona nagroda za całokształt twórczości – trafi do Małgorzaty Łukasiewicz.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd