Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Ale o co chodzi? Czyli w poszukiwaniu Graala, Elfów i św. Mikołaja

Wydawnictwo: G+J
5,56 (48 ocen i 7 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
3
8
2
7
9
6
8
5
11
4
9
3
3
2
1
1
1
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
978-83-7596-100-3
liczba stron
288
słowa kluczowe
podróże, ciekawostki
język
polski

Ta książka składa się w dużym stopniu z pytań i z próby odpowiedzi na te pytania. Wszystko co jest pomiędzy jednym a drugim wydaje się być nieistotne. Ale to owo "pomiędzy" jest właśnie podróżą. Czy wiesz ze nazwa Portugalia prawdopodobnie pochodzi od słów "porto graale" - port Graala i że została stworzona przez Templariuszy jako miejsce ukrycia św.Graala? Czy wiesz czym jest naprawdę...

Ta książka składa się w dużym stopniu z pytań i z próby odpowiedzi na te pytania. Wszystko co jest pomiędzy jednym a drugim wydaje się być nieistotne. Ale to owo "pomiędzy" jest właśnie podróżą.

Czy wiesz ze nazwa Portugalia prawdopodobnie pochodzi od słów "porto graale" - port Graala i że została stworzona przez Templariuszy jako miejsce ukrycia św.Graala? Czy wiesz czym jest naprawdę św,Graal? Czy wiesz, co łączy Graala i karty kredytowe? Czy wiesz dlaczego piątek 13 jest pechowy i co do tego ma picie porto w Porto oraz muzyka Wagnera?

Czy wiesz, ze elfy są milsze od krasnoludków? Czy wiesz na co można wymienić starego i brzydkiego elfa? Czy wiesz co krowy mają wspólnego z elfami? Czy wiesz, że Jezus Chrystus był Irlandczykiem?

Czy wiesz, ze św. Mikołaj pochodzi z Turcji? Czy wiesz dlaczego święty Mikołaj wchodzi przez komin? Czy wiesz czemu św. Mikołaj mówi HOHOHO i pije mleko? Czy wiesz co łączy Całun Turyński ze Stambułem i z kukurydzą?

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 0

Od momentu kiedy 31. października zobaczyłam w TVN24 wywiad z Edim, dotyczący tradycji Halloween, z niecierpliwością czekałam na książkę Pyrków... która niestety okazała się jednym z moich największych tegorocznych literackich rozczarowań.

"Ale o co chodzi?" powstawało równolegle z cyklem programów „Ziemia nieznana”, który emitowała jakiś czas temu TVP i jest w zasadzie literacką wersją trzech odcinków cyklu: „Portugalia – W poszukiwaniu świętego Graala”, „Irlandia – W poszukiwaniu elfów” i „Turcja – W poszukiwaniu świętego Mikołaja”.
Te trzy części stanowią swego rodzaju dzienniki z wypraw do wspomnianych wyżej krajów (we wspomnianych wyżej celach), co jakiś czas przeplatane dygresjami luźno powiązanymi z danym miejscem czy tematem (w których mowa m.in. o Tablicy Szmaragdowej, fascynacji Hitlera okultyzmem czy o Fado).

Zaczyna się pięknie – w Lizbonie, gdzie Asia i Edi rozpoczynają poszukiwanie współczesnych masonów, po drodze trafiając m.in. do Fatimy czy klasztoru Convento de Cristo w Tomarze... Niestety zaraz po tym następuje część poświęcona Irlandii i Sídhe, która rozczarowuje, bardzo rozczarowuje. Ostatni etap – poszukiwanie świętego Mikołaja, próbował się zrehabilitować, ale wyszło średnio. Dlaczego w ogóle potrzebna była rehabilitacja?

Od razu zaznaczę, że książka to zdecydowanie produkt pop (i absolutnie nie jest to zarzut) – obliczona tak, by w sposób bezbolesny przybliżyć czytelnikowi trzy legendy zakorzenione w różnym stopniu w świadomości przeciętnego Europejczyka. Nie twierdzę, że takie książki nie są potrzebne – nie każdy ma czas czy ochotę na zgłębianie naukowych publikacji (nawet na temat tak radosny i niezobowiązujący jak działalność Świętego Mikołaja), jednak faktem jest, że osoby, które trochę już „siedzą” w danym temacie nie znajdą w niej nic odkrywczego (a przyznam, że na to właśnie liczyłam po obejrzeniu wywiadu z Edim). Tak, muszę przyznać, że nie zaskoczył mnie nawet fakt, że Wielki Mistrz Zakonu Templariuszy wygląda raczej jak księgowy i z politowaniem mówi o „Kodzie da Vinci”...

Co więc tak naprawdę mi się nie podobało? Przede wszystkim nie lubię sytuacji, kiedy mam wrażenie, że autor co pół strony niemal krzyczy: Uwaga! Teraz będzie śmiesznie! - trochę jak w sitcomie. I o ile początkowo naprawdę jest zabawnie, to w którymś momencie (nawet dla osoby wychowanej w uwielbieniu dla Pythonów) pewien stopień natężenia gagów (zwłaszcza tych o tematyce gastryczno-seksualnej) przestaje być (nomen omen) strawny. To samo tyczy się ciągłego powtarzania haseł czy określeń, które w zamierzeniu autora miały być śmieszne, a okazały się, powiedzmy oględnie - takie sobie. To, co początkowo bawi, za którymś razem bawić przestaje a zaczyna męczyć. Zdecydowanie zabrakło lekkości w stylu chociażby Pete'a McCarthy'ego.

Jednej rzeczy z pewnością nie można książce zarzucić – mianowicie tego, że tytuł nie jest adekwatny do jej zawartości. Jest adekwatny - momentami niestety aż za bardzo, bo sama łapałam się na tym, że podczas czytania po głowie tłukło mi się: Ale o co tak właściwie chodzi?. Zwłaszcza przy fragmentach, kiedy w środku naprawdę ciekawego wywodu np. o tym jak różne wierzenia zazębiają się ze sobą w czasie i przestrzeni, pojawiał się ni stąd ni zowąd tekst, który kompletnie spłycał to, co przeczytałam przed chwilą i jednym słowem psuł całość. Chwilami miałam wrażenie, że Edi tak się rozbawił, że zapominał o czym chciał pisać...

Przyznaję więc bez bicia - nie wiem o co chodziło. Książka mogła być świetna – napisana przecież przez osoby, które dysponują ogromną wiedzą z zakresu historii, etnologii czy religioznawstwa (i to się naprawdę czuje) – a utonęła w powodzi niepotrzebnych i momentami mało śmiesznych gagów. Czemu Edi zrezygnował z podzielenia się tą wiedzą na rzecz przyciężkawych dowcipów, pozostaje dla mnie największą z poruszanych w "Ale o co chodzi?" tajemnic. To co u Pratchetta czy Brooksa wypada rewelacyjnie, tutaj chwilami wręcz drażni...

Dużym plusem książki jest to, że może stanowić całkiem oryginalny przewodnik. Tym bardziej, że po każdej z trzech części znajdziemy krótką informację ogólną dotyczącą danego kraju, oraz garść informacji typowo przewodnikowych - kiedy i czym warto się tam wybrać, adresy placówek dyplomatycznych itd. (i tu szczególnie ujęła mnie informacja, że "Noc Świętojańską najlepiej przeżyć w Porto, bo wtedy ludzie walą się [tam] po głowach plastikowymi młotkami..."* ;)

Na zakończenie warto jeszcze dodać, że jak wszystkie książki firmowane przez National Geographic, ta również jest pięknie wydana – przejrzysty układ, masa zdjęć. Za to (chyba żeby znów nie było zbyt różowo) korekta woła o pomstę do nieba – dawno nie widziałam takiej masy literówek i poplątanej składni.
Przyznam, że mam spory kłopot z oceną tej książki i wrażenie, że to zmarnowany ogromny potencjał. Naprawdę chciałam żeby mi się podobała...

*A. i E. Pyrek, Ale o co chodzi?, G+J, Warszawa 2010, s. 101.

[Recenzję zamieściłam wcześniej na swoim blogu: graceadieu.blogspot.com]

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Dziwna i piękna opowieść o Percy Parker

Zachwycająca, tajemnicza, osobliwa i pełna miłości. Żałuję tylko, że autorka nie dopracowała pewnych szczegółów stworzonego świata np tajemnego staro...

zgłoś błąd zgłoś błąd