Metro 2034

Tłumaczenie: Paweł Podmiotko
Cykl: Metro (tom 2) | Seria: Uniwersum Metro 2033
Wydawnictwo: Insignis
6,6 (5038 ocen i 419 opinii) Zobacz oceny
10
239
9
357
8
732
7
1 335
6
1 271
5
693
4
193
3
162
2
39
1
17
Darmowe dodatki Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Метро 2034
data wydania
ISBN
9788361428244
liczba stron
488
język
polski
dodał
piotrex

Żyję w świecie, w którym nie ma jutra. Nie ma w nim miejsca na marzenia, plany, nadzieje… Uczucia ustępują tu miejsca instynktom, a najważniejszy z nich każe przeżyć. Za wszelką cenę przeżyć. Rok 2034. Od pamiętnych wydarzeń, które początek i finał miały na stacji WOGN, minął niespełna rok. Czarni, ponoć śmiertelne zagrożenie dla tych nielicznych, którzy w czeluściach moskiewskiego metra...

Żyję w świecie, w którym nie ma jutra. Nie ma w nim miejsca na marzenia, plany, nadzieje… Uczucia ustępują tu miejsca instynktom, a najważniejszy z nich każe przeżyć. Za wszelką cenę przeżyć.
Rok 2034. Od pamiętnych wydarzeń, które początek i finał miały na stacji WOGN, minął niespełna rok. Czarni, ponoć śmiertelne zagrożenie dla tych nielicznych, którzy w czeluściach moskiewskiego metra przetrwali atomową apokalipsę, zniknęli na dobre, zgładzeni przez Artema i jego towarzyszy. Na drugim krańcu metra mieszkańcy Sewastopolskiej toczą walkę o przetrwanie z nowymi formami życia, wdzierającymi się do tego ostatniego schronienia ludzkości. Los stacji i jej mieszkańców zależy od dostaw amunicji, a te nagle ustają. Karawany giną bez wieści, urywa się łączność. Z zadaniem wyjaśnienia zagadki i przywrócenia dostaw wyruszają: młody Ahmed, leciwy, niespełniony kronikarz metra Homer i Hunter, który niegdyś zaginął wśród czarnych, a teraz się odnalazł, choć jego tożsamość budzi wątpliwości… Do wyprawy dołącza Sasza, córka wygnanego naczelnika Awtozawodskiej. Kim naprawdę jest Hunter? Czy odwzajemni uczucie, jakim obdarzyła go Sasza? Jaką tajemnicę skrywają mroczne tunele? I czy garstce śmiałków uda się ocalić tych nielicznych, którzy przetrwali zagładę?

 

źródło opisu: opis okładkowy

pokaż więcej

książek: 139
kamil | 2013-09-07
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Metro 2033 pochłonęło mnie w całości. Wykreowany postapokaliptyczny świat i życie zamknięte hermetycznymi zaporami. Ciężki klimat, ciekawa historia, niezwykłe zakończenie. Przez to wszystko na kilka dni odbiegłem od rzeczywistości. Byłem oczarowany. Wziąłem sobie wolne, od dziewczyny odpocząłem, a psa wystawiłem na balkon. A jak z Metro 2034, nową powieścią Dmitrija Głuchowskiego?

Fabuła przedstawiona w książce jest bardzo intrygująca. Wraz z Hunterem, naszym starym znajomym, będziemy przemierzać kolejne brudne zakątki moskiewskiego metra. Podjął się bardzo niebezpiecznego zadania, o ile nie samobójczego, a w dodatku wmieszał w swoje chore ambicje zwykłych ludzi. Hunter, Homer i Ahmed wyruszają w drogę, by w porę dotrzeć na Tulską. Kto tam wejdzie, już nie wyjdzie.

Bohaterowie są schematyczni. Ciemna strona, jasna strona, miłosna strona. Wbrew pozorom nie zahaczają o sztampę i zaskakują nas swoim zachowaniem w najmniej oczekiwanych momentach. Nie są zwykłymi, bezdusznymi kukiełkami, którymi Głuchowski dyryguje, jak w teatrze lalek. Każdy z nich ma swoją przeszłość, swoje marzenia, plany. Każdy inaczej pojmuje otaczającą ich rzeczywistość. Homer, kompan naszego protagonisty, pragnie napisać książkę. Jego przezwisko, jak widać, nie ma nic wspólnego z bohaterem Simpsonów. Leciwy staruszek szwenda się po zaszczurzonych tunelach i rozmyśla nad całym swoim życie. Nad tym, co musi zrobić, a czego nie może. Jest takim, jakby się zdawało, piątym kołem u wozu w tej wyprawie. Czy aby na pewno?

Może to tylko moje urojenie, ale Hunter jest spychany na dalszy plan. Autor poświęca więcej uwagi jego towarzyszom, aniżeli jemu samemu. Nie jest to wcale bezsensowne posunięcie. Mamy okazję poznać psychologię każdego z bohaterów i stworzyć własną hierarchię ich wartości. Możemy ich pokochać, znienawidzić, rzucić wprost w paszcze potwora. In plus takiego przedsięwzięcia to na pewno utrzymanie w dalszym ciągu tajemniczości protagonisty. Możemy dalej domyślać się, co w nim drzemie, czego się obawia, co tak naprawdę jest głównym powodem jego niedostępności.

Powrót na stare śmiecie. Artem? Wujek Sasza? Czarni? Przekonacie się. Jedno mogę powiedzieć – świetnie i niebanalnie zorganizowane przedstawienie.

Książka w porównaniu do poprzedniej części jest bardziej filozoficzna. Jak zapewne pamiętacie w Metro 2033 akcja była dynamiczna, złożona . Działo się wiele. Mnogość zaskakujących wybrnięć z sytuacji wprawiała w osłupienie. Jeśli odsapaliśmy już od ciemnych pomieszczeń i przeszliśmy do jeszcze ciemniejszych, jeszcze bardziej niezależnych, częstowaliśmy się tortem, na którego wierzchu była mała wisienka. Zaś w tej części jemy wiśnie na których jest torcik. Lektura ta odstawiła na bok zapierające dech w piersiach momenty, które zdarzały się co pięć linijek. Przejęła pałeczkę nie od krwiożerczego wilka a zmyślnego lwa. Tutaj każde wypowiadane zdanie ma jakiś podtekst. O ile cała historia może nie jest jednym wielkim refleksyjnym tekstem, o tyle parę wątków posiada głębszy sens.
Opisy miejsc, jakie będziemy mieli okazję odwiedzić są szczegółowe. Dmitrij doskonale buduje świat i z każdym nowym słowem, epitetem, porównaniem w naszej głowie rodzi się nowa rzeczywistość.
Miłość, jak to miłość, dopadła w najmniej odpowiedniej chwili. Jednakże rola jaką odgrywa w tej powieści jest ważna. Kluczowa wręcz. To ona jest machiną napędzającą wszystko wokół albo, inaczej, to ona stoi za wszystkim dobrym, złym, pojętnym, nie mającym sensu.
Zakończenie książki jest tak samo porażające jak to było w poprzedniej części. Tu nie ma początku i końca. Punktu A i B. Po tej chaotycznej przejażdżce nie wysiadamy na mecie, nie kończymy zabawy. Klimat zawarty w tych pięciuset stronach wylewa się wprost na nas. Zalewa nasze oczy gęstością i… Nie widzimy nic poza krainą opowiedzianą przez pisarza.

Dmitrij Głuchowski po raz kolejny daje nam możliwość wejścia do cuchnącego, ciemnego, pokrytego krwią i jakby zaklętego metra. Jedynego miejsca, gdzie ludzkość ocalała, gdzie próbuje odnaleźć się na nowo, żyć normalnie, nie myśląc o tym, co dzieje się tam, na górze. I muszę przyznać, że po raz kolejny jest to godna uwagi przygoda pełna napięcia, trupów, rozważań. Nie jest to może żadna rewolucja w fantastyce ani gdziekolwiek indziej, ale nie przeszkadza to w byciu jedną z ciekawszych pozycji, jeśli chodzi o ten gatunek. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że to „must have” i pominąć ten tytuł byłoby niegodne fana fantastyki postapokaliptycznej.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Świt, który nie nadejdzie

To że Remigiusz Mróz jest niezwykle płodnym pisarzem wiemy już chyba wszyscy. Niestety wiemy też że poziom napisanych przez niego książek nie jest rów...

zgłoś błąd zgłoś błąd