pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!
Okruchy codzienności
Książka nagrodzona Pulitzerem w 2009 roku. Autorka dołączyła do takich twórców jak Philip Roth, John Updike i Annie Proulx.
Nigdy nie przeprasza. Arogancka, silna i bezceremonialna. Taka z pozoru jes...
Książka nagrodzona Pulitzerem w 2009 roku. Autorka dołączyła do takich twórców jak Philip Roth, John Updike i Annie Proulx.
Nigdy nie przeprasza. Arogancka, silna i bezceremonialna. Taka z pozoru jest Olive Kitteridge, surowa nauczycielka matematyki, oschła żona, despotyczna matka. Z okruchów codziennych wydarzeń można jednak złożyć obraz niejednoznacznej, fascynującej osoby. Poprzez losy Olive i innych mieszkańców niewielkiego miasteczka na Wschodnim Wybrzeżu autorka buduje mikroświat ludzkich lęków i pragnień.
Prawda psychologiczna, mistrzowski warsztat i misternie skonstruowana narracja zjednały Elizabeth Strout uznanie zarówno krytyków, jak i czytelników.
pokaż więcej.
Moja Biblioteczka
Gdzie kupić?
Opinie znajomych
-
85
-
373
-
335
Opinie czytelników
Ta książka na pozór wydaje się strasznie zwyczajna i zastanawiałam się dlaczego została nagrodzona w 2009 roku Pulitzerem... Dopiero po czasie dotarło do mnie, jak wielki ładunek emocjonalny zawarła autorka w tych histriach...
Powieść składa się z trzynastu, praktycznie niezwiązanych ze sobą opowiadań. W większości z nich pojawia się postać Olive, bezpretensjonalnej i z pozoru silnej kobiety, która jest dla otoczenia ostra i nigdy nie przeprasza. Ale to wszystko pozory. Za sprawą codziennych ludzkich historii poznajemy Olive jako współczującą i cierpiącą kobietę. Autorka pokazuje jej życie przez pryzmat historii osób ją otaczających.
Elizabeth Strout przeprowadziła głęboką analizę ludzkich zachowań i lęków. W każdym rozdziale mamy do czynienia ze zwyczajnymi ludźmi i ich codziennością. Z reguły nie jest ona kolorowa, bo ludzie moją swoje ukryte pragnienia, lęki, które zawsze muszą ujrzeć światło dzienne. Autorka w znakomity sposób prowadzi czytelnika od historii do historii, obnażając wszystkie skrywane uczucia. Te z pozoru małe i nieznaczące ludzkie troski, dla poszczególnych ludzi, zamkniętych w czterech ścianach domów rodzinnych, urastają do rangi wielkich dramatów.
To jest książka bez fajerwerków i zwrotów akcji, w której narracja prowadzona jest w spokojny powolny sposób. Czasami wręcz brakuje zakończeń niektórych historii, ale nie to jest ważne... To jest historia o skrywanych emocjach, jakie drzemią w każdym człowieku, także i w nas :)
Polecam
Czasami w życiu bywa tak, że zamykamy się w sobie, ukrywając głęboko w sobie swoje prawdziwe emocje, to co czujemy, tworzymy wokół siebie twardą skorupę nie do przebicia nawet przez naszych bliskich. Tak właśnie postępuje główna bohaterka powieści Elizabeth Strout, powieści, która całkiem słusznie (tak, w końcu przyznaję, że jakaś książka słusznie została nagrodzona!) otrzymała nagrodę Pulitzera 2009.
Olive Kitteridge w momencie, w którym ją poznajemy jest już emerytowaną nauczycielką matematyki, która za czasów, gdy jeszcze pracowała była uznawana za najbardziej ostre ciało pedagogiczne w miejscowej szkole. Pozornie zdaję się, że Olive jest silna, arogancka, oschła i na dodatek despotyczna. Nic ją nie interesuje, nic jej nie obchodzi. U wszystkich widzi wady tylko nie u siebie. Jednak poprzez misternie dobrane szczegóły zgoła mogłoby się wydawać błahych, normalnych, codziennych sytuacji wyłania nam się obraz osoby, która z pewnością posiada jakąś wrażliwość, ale myślę, że sama przed sobą uważa to za słabość i boi się do tego przyznać.
Autorka wspaniale pokazuje w tej książce lęki, pragnienia i słabostki ludzkie. Czytając tę powieść czułam się tak, jakby ktoś wszedł do wnętrza samej mnie i odczytał wszelkie emocje, jakie się w niej kłębią. Psychologiczne elementy powieści dodały jej tylko smaku. Zresztą ja akurat uwielbiam powieści z nutką psychologii.
Bohaterowie nie zawsze budzili moją sympatię. Tak naprawdę rzadko który to zrobił, lecz mimo wszystko czułam względem nich pewne hmmm... zafascynowanie ich postawami, wyborami, itp. Dla mnie pani Strout mistrzowsko i wyraziście przedstawiła ich charaktery.
Tak samo pełna zachwytu jestem dla pióra autorki. Lekkie, przyjemne, a jednocześnie niebanalne i nadające całej tej historii więcej polotu, niżby może trzeba było się w niej doszukiwać.
Na koniec jeszcze jedna seria zachwytów. Tym razem w stronę Wydawnictwa Nasza Księgarnia. Przepiękne wydanie. Okładka zachwyciła mnie od razu, gdy tylko ją zobaczyłam. To lekkie połączenie różu z wrzosem zachwyca, a na dodatek zarówno z wierzchu jak i w środku pozycję zdobią fantastyczne esy floresy. Super!
10/10 Arcydzieło
Na początku lektury byłem lekko zdezorientowany. Sposób opowiadania sprawiał wrażenie zbyt suchego, jakby pozbawionego empatii zarówno wobec świata przedstawionego, jak i bohaterów. Musiało potrwać zanim zorientowałem się, że narrator został ukształtowany na wzór postaci, o których opowiada. Mieszkańcy miasteczka Crosby w stanie Maine mogliby powiedzieć o sobie i innych znacznie więcej niż rzeczywiście mówią. Przy tym są powściągliwi nie tylko w mowie, ale i w zachowaniu, raczej skryci niż ekstrawertyczni, starają się ukrywać także emocje. Taką postacią jest Olive Kitteridge, główna bohaterka tego zbioru opowiadań, które niepostrzeżenie rozrastają się do większej formy epickiej. Kimś takim właśnie jest też narrator, stąd ten jego dyskretny dystans, obcość, osobność. Jakby patrzył zza lekko tylko uchylonej firanki...
W rezultacie otrzymujemy coś w rodzaju patchworku, puzzli lub fragmentów stłuczonego lusterka. Po prostu – okruchy, z których sami musimy ułożyć końcowy obraz. Każda postać pojawiająca się na kartach książki ma swoją tajemnicę, przed oczami czytelnika zostają odsłonięte jedynie ich rąbki. Strout pokazuje świat ludzi przegranych, zawiedzionych, zrezygnowanych, niechętnych, nieszczęśliwych, najeżonych w stosunku do innych ludzi, bywa że agresywnych. W znacznej mierze sami są sobie winni, gdyż nie umieją dostrzec własnych błędów lub zaniechań. Tylko nielicznym będzie dana kolejna szansa, promyczek nadziei.
Proza surowa, bez sentymentów i nowomodnych bajerów. Solidne rzemiosło, przed którym ma się ochotę odruchowo zdjąć czapkę. Mistrzostwo konstrukcji i stylu...
Początek czytania był niezbyt szczęśliwy. Po pierwsze nie bardzo odpowiadała mi czcionka - musiałam się do niej przyzwyczajać przez kilkadziesiąt stron. Po drugie - buntowałam się - nie chciałam czytać książki o starych ludziach. Bo bohaterami książki są ludzie u zmierzchu swej życiowej drogi - po siedemdziesiątce. Myślałam - co ze mną nie tak, że wszystkim tak podoba się ta książka, a mi nie bardzo? A potem coś się stało i wciągnęła mnie ta historia niesamowicie.
Jest to historia Olive (w mocno starszym wieku) i kilku innych osób z jej miasteczka także w podobnym wieku. Przemijanie, kończenie swej drogi życiowej, ponoszenie konsekwencji swoich błędów, próba naprawy, refleksja nad swoim życiem, postępowaniem i jego skutkami, pogodzenie się ze starością i piękne starzenie - to czeka każdego z nas i to właśnie zachwyca w tej książce. Te refleksje są bliskie każdemu myślącemu człowiekowi. Przy tej książce zatrzymujemy się na chwilę, wybiegamy myślami w przyszłość i wracamy do przeszłości.
Książkę warto przeczytać. Bohaterami powieści są mieszkańcy małego miasteczka na wschodnim wybrzeżu USA. Ukazuje życie zwykłych ludzi i problemy z jakimi przychodzi im się zmierzyć. Starość, śmierć, samotność, przemijanie to główne tematy powieści. To zagadnienia bolesne i niestety kurczowo związane z życiem. Bohaterowie książki są przeważnie smutni, poszukują wewnętrznego spokoju, który nie nadchodzi. Na końcu jednak tli się iskierka nadziei.
Zdecydowanie polecam.
Już widzę, że to książka watra przeczytania. bardzo życiowa. O naszej naturze i kolejach losu. O starości, samotności i przemijaniu. Taka opowieść wieloaspektowa, w której każdy czytelnik znajdzie coś dla siebie i coś o sobie. No i ten styl, to prawdziwe cacko literackie.
Własnie zabrałam się do czytania. I powiem jedno: warto. Pisana znakomitym językiem. Ciężko oderwać się od tej książki.
Książka nagrodzona Pulitzerem w 2009r. Niewątpliwie jest to kolejny sukces na koncie pani Strout, która pisywała wcześniej bestsellery takie jak „Nie odstępuj ode mnie”. Dla mnie jest to pierwsze spotkanie z pisarką, o jej książkach wcześniej nie słyszałam, ale cieszę się, że przeczytałam „Okruchy codzienności”.
Zazwyczaj jest tak, że po nagradzanych książkach spodziewamy się złotych gór. Ja podeszłam do tej z lekkim dystansem żeby w razie czego się nie rozczarować. Powieść ta należy do serii KontraPunkt, czyli, jak informuje nas nota na okładce, serii dzieł godnych uwagi, nagradzanych i zauważanych przez krytykę. Jest to, jakby nie było pewne brzemię do udźwignięcia, na szczęście „Okruchy codzienności” w pełni dają radę mu podołać.
Główna bohaterka – Olive Kitteridge mieszka w małym miasteczku Crosby na Wschodnim Wybrzeżu. Jawi nam się, jako wysoka kobieta, słusznej postury, która oschle traktuje swojego miłego męża Henry’ego. Jest byłą nauczycielką matematyki, ciągle z czegoś niezadowoloną. Wśród uczniów siała postrach, bali się jej dziwnego sposobu bycia, jej wrogości. To samo dotyczyło jej syna Christophera, który, gdy już wziął ślub, uciekł z rodzinnego miasta, byle dalej od matki.
Każdy kolejny rozdział, choć w jednym zdaniu przedstawia nam życie Olive. Większość dotyczy jej samej, są też takie, w których czytamy o życiu ludzi z miasteczka, ich problemach codziennego życia i zmaganiach z nim. Tam główna bohaterka występuje zazwyczaj epizodycznie, ale trzeba przyznać, że zawsze gdzieś tam jest o niej mowa. W końcu Crosby to małe miasto, ludzie znają się nawzajem.
Poznajemy między innymi chorą na anoreksję Ninę, która nie ma się gdzie podziać, a nie chce wracać do szpitala, Harmona, który po wielu latach małżeństwa znajduje nową miłość i postanawia odejść od żony, czy Rebbecę, która przez swoje gadulstwo nie potrafi znaleźć stałej pracy.
Całość wprawiła mnie w nieco melancholijny nastrój. Każdy rozdział skłania do refleksji nad własnym postępowaniem. Większość traktuje o ludziach starszych, więc możemy niejako zobaczyć świat z ich perspektywy i zastanowić się, czy w naszym życiu kiedyś będzie podobnie.
Główna bohaterka jest nieco denerwującą postacią, ma swoje humorki, często poznajemy jej irracjonalne lęki, co na dłuższą metę może być męczące, ale o dziwo nie jest.
Dużym plusem jest również szata graficzna, pięknie ozdobiona od wewnątrz okładka, ciekawe zdjęcie z przodu skutecznie przyciąga wzrok. Dodatkowo ułatwieniem w czytaniu jest przejrzysta czcionka, która ładnie komponuje się z całością.
Książkę czyta się szybko i łatwo. Możemy łatwo wcielić się w losy bohaterów, bo są oni wykreowani bardzo realistycznie, co sprawia, że czujemy, jakby mogli być naszymi znajomymi, jakbyśmy byli częścią życia miasteczka.
Zdecydowanie polecam, idealna na spokojny wieczór, wprawia w nieco refleksyjny nastrój, ale myślę, że większości się spodoba.
Tu w zasadzie kazdy rozdział mógłby tworzyć osobną historię. Momentami miałam wrażenie że czytam 3 tom opowiadan A Munro. Niby nie to samo, ale u obu pań w stylu pisania jest to coś, to coś, co pobudza komórki i zmysły zarazem. To coś, co zostawia wiele otwartych drzwi, które chce sie przekroczyć, albo choćby do nich dojść i zajrzeć, co jest po drugiej stronie.
Z pozornie zwykłej historii można wypleść niepozornie piękny dywan ...
Przyciągnęła mnie okładka. Ładne wydanie, twarda oprawa, intrygujące zdjęcie.. Ale potem rozczarowanie.
Kilka historii ludzi z jednego miasteczka, którzy zmagają się ze swoimi codziennymi problemami. Książka o refleksji nad życiem.
Niby tematyka ciekawa, ale w środku straszna nuda i dłużyzna. Absolutnie nie przemówiła do mnie ta książka..
Po przeczytaniu zamieszczonego na tylnej okładce książki 'wprowadzenia' przekonana byłam, że "Okruchy codzienności" to głównie powieść o Olive Kitteridge i jej życiu, które ta z pozoru arogancka osoba prowadzi w małym nadmorskim miasteczku. Jakież było więc moje zdziwienie, gdy już po przeczytaniu pierwszego rozdziału odkryłam, że tak w istocie nie jest, że Olive pomimo tego, iż niewątpliwie pojawia się w każdym opowiadaniu (jest postacią, która łączy wszystkie oddzielne rozdziały w jedną całość) tak samo jak i inni ich bohaterowie jest tylko tłem dla głównej bohaterki tej powieści, czyli samotności. Jak dla mnie bowiem to samotność, strach przed nią, pragnienie walki lub właśnie walka z nią są niezaprzeczalnie centrum każdego z opowiadań zawartych w tej książce.
Olive Kitteridge mieszka ze swoim mężem Henrym i synem Christopherem w małym nadmorskim mieście Wschodniego Wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Ta nauczycielka matematyki w miejscowej szkole podstawowej, przez mieszkańców miasta często określana jest mianem surowej, despotycznej i oschłej osoby, z którą trudno się rozmawia oraz która swoim zachowaniem wzbudza respekt połączony z niechęcią. To jej mąż, Henry jest tym z kim warto rozmawiać, tym który pomoże, pocieszy, uśmiechnie się i zażartuje kiedy trzeba. Pomimo tego, że ludzie w taki a nie inny sposób ich oceniają, zastanawiając się przy tym dlaczego nadal są razem, to tak naprawdę Olive i Henry są jednym z wielu mniej lub bardziej udanych małżeństw.
Z kolejnych rozdziałów powieści, kolejnych okruchów codzienności Olive oraz innych mieszkańców jej miasteczka czytelnik jest w stanie ułożyć sobie nie tylko prawdziwy obraz Olive, ale również jej małżeństwa, stosunków z synem oraz współmieszkańcami. To czego się o niej dowiadujemy pozwala nam na częściowe zrozumienie jej zachowań, na próbę ich sprawiedliwej oceny...
Olive nie potrafi żyć inaczej niż żyje, nie potrafi być taka jak Henry, nie umie zmienić swojego zachowania w taki sposób, by nie tylko wpłynąć na zmianę opinii mieszkańców o sobie, ale również by w swoim małżeństwie, w obecności męża, który ją kocha nie czuć się samotnie.
Jak już jednak napisałam wcześniej, nie tylko Olive jest bohaterką tej powieści. Prawie każdy bowiem rozdział to nowi bohaterowie borykający się z codziennością, swoimi lękami, tęsknotami, pragnieniami niemożliwymi do spełniania i przejmującą samotnością w świecie pełnym ludzi...
Powtórka z codzienności
Męczą mnie ostatnio książki o tzw. zwykłych ludziach. Żyjących w małych miasteczkach, wiodących nudnawe życie i potwornie samotnych. Tyle razy już to opisywano. W "Okruchach codzienności" jest podobnie: w 13 opowiadaniach poznajemy mieszkańców amerykańskiej mieściny, w której nic nie ujdzie niezauważone przez sąsiada. Wszyscy o sobie wszystko wiedzą, a jednak pozostają sobie obcy. Po prostu banał.
Coś jednak musi książkę wyróżniać, skoro w 2009 r. otrzymała nagrodę Pulitzera. Być może jest to postać nieznośnej nauczycielki Olive pojawiającej się w każdym opowiadaniu (oryginalny tytuł to właśnie Olive Kitteridge). Być może to dramaty przytrafiające się poszczególnym bohaterom: odwołanie ślubu, anoreksja u nastolatki, odejście bliskiej osoby. Trudno mi zdecydować i szczerze mówiąc niespecjalnie chce mi się tym zajmować. Opowiastki pani Strout najzwyczajniej w świecie spłynęły po mnie jak woda po kaczce. Wyjątkiem są dwa teksty: "Środki bezpieczeństwa", które moim zdaniem świetnie pokazują nieprzystawalność osób starszych do nowoczesnego świata oraz "Przestępczyni" czyli rzecz o niezbyt inteligentnej kobiecie poszukującej pracy.
Naturalnie to moje subiektywne odczucia, niespieszność tej prozy na pewno wielu osobom będzie odpowiadać. Mnie "Okruchy codzienności" zmęczyły i do końca dobrnęłam tylko siłą woli. Niemniej bardzo się cieszę, że książkę w ogóle w Polsce wydano - warto wiedzieć, co nagradza się w innych krajach. Z chęcią poczytam jednak coś mocniejszego, coś zapadającego w pamięć.
http://czytankianki.blogspot.com/2011/08/powtorka-z-codziennosci.html
Bardzo refleksyjna, bez wielkiej akcji...... raczej skłaniająca do przemyśleń. Mimo wszystko mi się podobała. Nie jest jednak to pozycja którą będę długo pamiętać.
Książka na początku trudna do zrozumienia, lecz później jest naprawdę ciekawa i wartościowa.
Na półkach
Cytaty z książki
- „A psychicznie, tak naprawdę nie przypuszczam, żebym była bardziej obłąkana niż jakiekolwiek stwor...” - 3 osoby to lubią

Albertus
Zinamon
Selkar
Weltbild
Matras
Empik
























