Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Dzisiaj narysujemy śmierć

Seria: Reportaż
Wydawnictwo: Czarne
8,17 (1640 ocen i 228 opinii) Zobacz oceny
10
237
9
466
8
470
7
334
6
93
5
26
4
8
3
4
2
1
1
1
Darmowe dodatki Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788375362282
liczba stron
144
słowa kluczowe
ludobójstwo, śmierć
kategoria
literatura faktu
język
polski
dodała
Ag2S

Opowieść o tym, jakie konsekwencje niesie ludobójstwo nie tylko dla sprawców i ofiar, ale przede wszystkim dla nas – świadków. Tochman wikła czytelników w cierpienie swoich bohaterów, a każdy z nich jest ze swą historią konkretny, pojedynczy, wyjątkowy. Stawia nam pytanie: dlaczego mamy płakać za ludźmi zamordowanymi w dalekiej Afryce 15 lat temu?

 

książek: 3562
żabot | 2016-01-19
Przeczytana: 19 stycznia 2016

„Człowiek – to brzmi dumnie.” Co za bzdura! Parę lat temu oglądałem wstrząsający film „Hotel Ruanda”. Mówi się, że zdjęcie (a co dopiero film) mówi tyle co tysiąc słów. Czy aby na pewno? Film oczywiście wywarł na mnie wstrząsające wrażenie, ale film, to film. To trochę, jak opowieść SF. I co z tego, że oparty na faktach. Ale opowiada o czymś, co dzieje się/ działo gdzieś daleko, za górami i morzami. Potem wychodzi się z kina w inną rzeczywistość i dość szybo zapomina się o filmie. Książka absorbuje uwagę znacznie dłużej. Choćby taka cienka, jak reportaż Tochmana. I obrazy malowane słowami zostają w głowie dłużej. Gdyby chcieć podsumować książkę jednym słowem, było by to: MAKABRA! I chciało by się powtarzać to słowo w nieskończoność. Tochman jednak nie relacjonuje wydarzeń jak dokumentalista. On stawia niewygodne pytania, pytania, na które wciąż wielu wzbrania się od odpowiedzi. Bo ludzie chętnie zapominają.
Kiedy czyta się horrory o rzeziach starotestamentowych, wydaje się, że to może nie do końca prawda. To przecież „tylko” Biblia. Może to tylko przypowieści i legendy. To było dawno. Ale potem mamy ciąg mniejszych lub większych masakr, które dość gęsto znaczą mapę ludzkiej historii. Historia niewolnictwa w USA? Jakże to wydaje się dalekie, odległe w czasie. Ale im bliżej naszych czasów, tym bardziej możemy czuć się nieswojo. W XIX wieku mamy niespotykane zbrodnie jakże kulturalnych europejczyków w Afryce. To zbrodnie Belgów w ich kolonii, a może lepiej powiedzieć – w prywatnym rezerwacie niewolników króla Leopolda w Kongo oraz kajzerowskich Niemiec na plemionach Herero i Nama w ich imperium kolonialnym . Dawno? Ponoć historia nauczycielką życia. Gówno prawda! Chyba że uczy, jak mordować. Rzezie Ormian, Holocaust II wojny światowej nie tylko ten odnoszący się do Żydów. No i Bośnia. I Rwanda. Ktoś powie, że to jacyś „dzicy”. Czy aby na pewno? Tymczasem Rwanda to bodaj jeden z najbardziej … katolickich krajów Afryki. Kraj o jednym z największych „zagęszczeń” misjonarzy w Afryce. I cóż? Ano jak widać religia miłosierdzia poniosła klęskę całkowitą. Tochman stawia bolesne pytania, choć nie zawsze wprost. Pokazuje postawy nie tylko „miejscowych”, Hutu i Tutsi. Czy oskarża Kościół katolicki? W książce nie wprost, ale nie da się ukryć, że ma wątpliwości co do postawy wielu księży, również polskich misjonarzy. Wojciech Tochman zadał publicznie parę niewygodnych pytań arcybiskupowi Hoserowi, który chętnie odwiedzał misje w Rwandzie. Niestety nie doczekał się odpowiedzi. A pytania to istotne. Kto chce, bez problemu znajdzie temat w Internecie. Ale książka jest nie o tym, a przynajmniej nie tylko o tym. Książka mówi o bezprzykładnym i skrajnym bestialstwie na niespotykaną chyba skalę. I o tym, że po opadnięciu chmur krwi i szału kaci i ofiary muszą żyć obok siebie. I świat udaje, że już wszystko w porządku. Czy aby na pewno? Czy wirus zemsty nie przyczaił się gdzieś blisko? A może nie zemsty, ale chęci dokończenia tego afrykańskiego ostatecznego rozwiązania. Bo jakże przecież łatwo ponownie zamówić w Chinach kilkaset tysięcy tanich maczet…
Człowiek – to brzmi dumnie? A może lepiej: „człowiek człowiekowi zgotował ten los”. Ile razy jeszcze zgotuje? Bo takich „Ruand” na świecie nie brakuje…

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Młyn do mumii

Wątek kryminalny jest potraktowany marginalnie. Co jakiś czas trochę popchnięty, bez specjalnego zaangażowania. Autor za to skupia się na iście baroko...

zgłoś błąd zgłoś błąd