Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Przyjacielowi, który nie uratował mi życia

Tłumaczenie: Sylwia Bartkowska
Wydawnictwo: Reporter
6,73 (11 ocen i 4 opinie) Zobacz oceny
10
1
9
1
8
2
7
2
6
3
5
1
4
0
3
0
2
1
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
A l'ami qui ne m'a pas sauvé la vie
data wydania
ISBN
8385189432
liczba stron
170
słowa kluczowe
homoseksualizm, aids, hiv
język
polski
dodał
Bruno

"Przyjacielowi, który nie uratował mi życia" miała być ostatnią książką Hervé Guiberta. Chory na AIDS, u kresu sił fizycznych i psychicznych, autor ogłosił, że przestaje pisać. Przekonany o bliskiej śmierci nie znajdował już tematu powieściowego, jakiego zawsze dostarczało mu życie. Szeroki oddźwięk, jaki wywołała ta książka - spontaniczna, gorąca i masowa reakcja czytelników nakłoniła go...

"Przyjacielowi, który nie uratował mi życia" miała być ostatnią książką Hervé Guiberta. Chory na AIDS, u kresu sił fizycznych i psychicznych, autor ogłosił, że przestaje pisać. Przekonany o bliskiej śmierci nie znajdował już tematu powieściowego, jakiego zawsze dostarczało mu życie. Szeroki oddźwięk, jaki wywołała ta książka - spontaniczna, gorąca i masowa reakcja czytelników nakłoniła go jednak do zmiany decyzji.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Reporter, 1993

źródło okładki: http://www.bemowo.e-bp.pl/bemowo/ini.php?dol=0&gor...»

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 7439
Antoni Leśniak | 2015-07-29
Przeczytana: 29 lipca 2015

Kiedy odchodzi osoba, którą kochamy nie ma właściwych słów, by wyrazić ból i żal po jej stracie. I mimo wsparcia i obecności osób nam życzliwych tak naprawdę zostajemy ze swoją rozpaczą sami, i sami też musimy pozbierać się i na nowo ułożyć swoje życie. I wiemy, że ani to nie będzie łatwe ani proste, bo wspomnienia i pamięć przez bardzo długi czas będą bardzo żywe i będą nas wiązały z przeszłością. I choć wiemy, że płacz jest potrzebny, bo działa uzdrawiająco i oczyszcza, to też wiemy, że ten stan apatii i takiego zawieszenia nie jest dla nas dobry, że musimy się z niego wyrwać, bo musimy żyć. Tego by też chciała kochająca nas osoba. Jej już wśród żywych nie ma, ale prawdziwa miłość trwa nawet po śmierci, i choć nam jest ciężko, to nie możemy się poddać tylko walczyć o życie. Bo nie ma nic cenniejszego i ważniejszego niż życie. Wszystkie inne rzeczy, zwłaszcza te materialne, przeminą. Sukces, kariera okażą się ważne ale często będą niczym banki mydlane, mogą pęknąć i ktoś będąc na szczycie bardzo szybko może spaść na dno. Podróże, domy, pamiątki są piękne, ale co po nich kiedy jest się samemu. Początek lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku stał się dramatem dla wielu par. Oto nie wiedząc skąd i nie znając przyczyn pojawiała się na świecie, określona mianem epidemii i zbierająca swe tragiczne żniwa choroba, która nie bacząc na wiek, rasę, kolor skóry czy status przeszła jak burza niosąc śmierć, cierpienie i niewyobrażalny smutek. Dla jednych jej pojawienie stało się okazja do nazwania jej gniewem Boga, bo oto ci, którzy zawsze stali w świetle i byli czyści i doskonali, mogli teraz głośno powiedzieć: to wszystko wasza wina, to wy jesteście sprawcami tego, co was dotyka, to wasze grzechy, wasza niemoralność, wasze wyuzdanie sprawiło, że śmierć jak walec toczy się po świecie. Bo my tylko przypominamy wam słowa samego Boga, że obrzydliwym jest w jego oczach wszelka amoralność, a wy się jej, tak jak mieszkańcy Sodomy i Gomory, oddajecie z lubością, i tak jak ich spotkała za to zasłużona kara, tak i wy teraz tej kary doświadczacie. Nawróćcie się więc, porzućcie wasze złe zachowania i zacznijcie żyć po Bożemu. Te słowa skierowane były przede wszystkim do osób homoseksualnych, bo to ich w największej mierze w pierwszej kolejności dotknęły skutki rozprzestrzeniania się AIDS. Ale jak pokazał czas wirus HIV zaatakował także i osoby heteroseksualne, a dramat dopiero się pogłębił kiedy okazało się, że choroba nie dotyka tylko osób prowadzących liberalny styl życia seksualnego, ale i osoby starsze i dzieci, które zarażały się wskutek niewłaściwej sterylności używanego w szpitalu sprzętu. Do grup wysokiego ryzyka dołączyli i narkomani i krwiodawcy, jedni potępiani, drudzy wychwalani za to, co robią, a przecież nagle połączeni wspólnym doświadczeniem choroby. Łatwe oceny i sądy sprawiły, że AIDS do dzisiaj jest bronią ataku sprawiedliwych na tych, co ulegli swym słabościom i pokusom. Takie łatki są bardzo wygodne do budowania czarnobiałego obrazu świata. Łatwiej je też przylepiać kiedy nie mamy osobistego kontaktu z kimś kto tą chorobą został dotknięty. Kiedy staje się ona spersonalizowana i traci swa anonimowość okazuje się, że i nasze podejście ulega zmianie. Nasz bohater opowiada nam barwna historię swego życia, które nagle zostało diametralnie zmienione, kiedy dotarła do niego wiadomość, że sam jest osobą zarażoną, i to, co do tej pory było tylko obserwacją zmagań jego przyjaciół i znajomych teraz staje się jego udziałem. Świadomość tego, że wszystko może się za chwile skończyć, że na tę chorobę nie ma lekarstwa, całkowicie zmienia sposób podejścia do życia i spojrzenie na wiele spraw, które do tej pory nie były w ogóle w orbicie zainteresowań. Jego narracja jest o tyle sugestywna, że my wiemy, że jego walka skończyła się porażką, i że ten pamiętnik czy też opis zdarzeń nie jest tylko fikcją literacką ale jego autentycznym zapisem przemijania, z którego zdaje sobie sprawę. Obok odchodzą jego znajomi i przyjaciele, byli partnerzy, żywe osoby, które znał, i z którymi celebrował życie. Wie, że za chwile i on dołączy do grona tych, których już nie będzie. Każde spotkanie, każda rozmowa z osobą chorą ma dla niego wielką wartość, bo może być ostatnią. Żyć w cieniu śmierci jest jedynym tak człowieczym traumatycznym doświadczeniem. Tym bardziej, że nadzieja miesza się ze zwątpieniem, entuzjazm życia z rozczarowaniem. I nie ma nikogo kto mógłby ten proces powstrzymać, nawet osoba, która jest nam najbliższa musi patrzeć na nasze odchodzenie, lub my na jej, bo nie ma żadnych narzędzi, by to zmienić. Wtedy dopiero kształtuje się człowieczeństwo. Można wtedy być sądzą, ale można też po prostu być i wspierać.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
48

Cała recenzja: http://bo-w-nich-jest-caly-swiat.blogspot.com/2017/10/48-andreas-gruber-recenzja-powstaa-we.html Właściwie nie miałam żadnych ocze...

zgłoś błąd zgłoś błąd