Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Imię wiatru

Tłumaczenie: Jan Karłowski
Cykl: Kroniki królobójcy (tom 1) | Seria: Fantasy
Wydawnictwo: Rebis
8,27 (2436 ocen i 251 opinii) Zobacz oceny
10
542
9
662
8
619
7
379
6
119
5
50
4
25
3
24
2
10
1
6
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Name of the Wind
data wydania
ISBN
9788375100600
liczba stron
876
język
polski

Pierwszy tom Kronik Królobójcy. Kvothe to człowiek legenda. Wielki mag, geniusz muzyki, bohater i złoczyńca - namówiony przez Kronikarza - wspomina swe barwne życie. Od dzieciństwa spędzonego w trupie wędrownych aktorów poprzez lata chłopięce spędzone w półświatku mrocznego miasta po szaloną, ale udaną próbę wstąpienia na Uniwersytet. Powoduje nim pragnienie władania magią i zemsty na...

Pierwszy tom Kronik Królobójcy.

Kvothe to człowiek legenda. Wielki mag, geniusz muzyki, bohater i złoczyńca - namówiony przez Kronikarza - wspomina swe barwne życie. Od dzieciństwa spędzonego w trupie wędrownych aktorów poprzez lata chłopięce spędzone w półświatku mrocznego miasta po szaloną, ale udaną próbę wstąpienia na Uniwersytet. Powoduje nim pragnienie władania magią i zemsty na demonach, które zabiły jego rodziców i cały jego świat obróciły w perzynę.
Niezwykle żywo i naturalnie snuta opowieść na homerycką skalę. Intrygująca i poruszająca odyseja Kvothe'a doskonale harmonizuje z nienachalnym klimatem fantasy. Ten debiut literacki zdobył kilka prestiżowych nagród, m.in. Quill Award oraz Onion AV Club. Prawa do wydania sprzedano już do ponad 20 krajów.

"To niezwykle rzadka przyjemność trafić na autora piszącego z precyzją niezbędną do tworzenia nie tylko fantasy, w którego słowach brzmi prawdziwa muzyka" - Ursula K. Le Guin

"Książka ma wszystko, co lubią czytelnicy fantasy: magię, tajemnice, starożytne zło. Ale jest także zabawna i przerażająca, a na dodatek przekonująca. Wzorem najlepszych książek gatunku to nie elementy fantasy czynią ją niezwykłą, ale to, co autor ma do powiedzenia o codziennych sprawach, zwykłym życiu, ambicjach i upadkach, sztuce, miłości i stracie" - Tad Williams

 

źródło opisu: http://www.rebis.com.pl/rebis/public/books/book.ht...(?)

źródło okładki: http://www.rebis.com.pl/rebis/public/books/book.ht...»

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1491
Sonea | 2013-09-09
Na półkach: Przeczytane

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Co jest gorsze od nudnej książki z nudnym bohaterem? Głupia książka z głupim bohaterem, to jasne. A jeśli książka głupia nie jest, a główny bohater owszem? A, to mamy „Imię wiatru”; i można albo czytać dalej, zżymając się w duchu na idiotyczną kreację, albo ciepnąć w kąt. Osobiście doczytałam do końca i sięgnę po kolejny tom, zrobię to dla całej historii, żeby się dowiedzieć, co było dalej. Będę tylko bardzo, ale to bardzo mocno udawać, że nie widzę tego, co autor postawił na pierwszym planie.

A co postawił?
Wszechmocnego niemal bohatera, legendę swojego świata, aktualnie w dołku psychicznym; wyleczyć go ma zeń wywiad-rzeka, pierwsza i jedyna szczera spowiedź o tym, jak to właściwie było. Pomijając okoliczności, pomysł całkiem sensowny, bo daje okazję do przedstawienia historii chronologicznie i ustami jej głównego uczestnika, relacja z pierwszej ręki okraszona subiektywnym komentarzem. Ileż pola do popisu daje taka prezentacja ewolucji „from zero to hero”, oto coś, co wielbiciele gawęd przy ognisku kochają najbardziej.

Jedno tylko „ale” – rzeczony bohater gupi jest jak osioł. Ok, powie ktoś obeznany z serią, ale to przecież ledwie początek, tak? Poznajemy złamanego życiem człowieka w fatalnym dlań momencie, a potem jesteśmy świadkami retrospekcji, snuta jest opowieść o pierwszych latach na drodze ku temu, czym się stał. Wiadomo, że młodość durna jest i chmurna, czego więc wymagać? Dalej będzie lepiej, z tego surowca wyjdzie najprzedniejsza stal!

Nie, nie wierzę. Bohater nasz – zresztą można zdradzić jego imię: Kvothe – zachowuje się jak rozkapryszona panna, narracja jest zmanierowana, przywoływane czyny i czyny popełniane w czasie bieżącym są jednakowo chaotyczne i bezmyślne, podam zresztą nawet przykład… Pan Pierwsze Skrzypce ma niespotykanie rude włosy i zielone oczy, nietypowy miks bardzo. Co robi, aby się ukryć przed okrutnym światem? A, nic. Nie, przepraszam, zmienia imię. Nazywa się odtąd Kote. Zaskoczenie! Totalny brak zbieżności z dotychczasowym mianem, nieprawdaż?

I cała historia pełna jest takich smaczków zalatujących kinem klasy C… zakochuje się nasz młodzian w pannie, którą można by określić mianem nieprzystojnym, jednak typowa kurtyzana przy niej to kryształ, bo ona przynajmniej uczciwie daje to, za co klient zapłacił, podczas gdy nasza heroina głównie spieprza, zachowując przy tym rumieniec godny niewinnej lilii nieskalanej. Kvothe miał okazję dostać w życiu po tyłku, niejedno widział, ba! z niejednej opresji wyszedł cało, chlubiąc się nosem do przekrętów, a jednak, choć taki bardzo mądry i przenikliwy w swoich oczach, to notorycznie daje się łapać na najprostsze sztuczki. Mądry, a wali błąd za błędem w relacjach ze wszystkimi wokół.

I teraz tak – nie chodzi o to, że autor celowo wykreował taką postać, poddając ją ocenie otoczenia. Nie. Założenie jest widoczne jak na dłoni: to miał być powalony heros, wypalony kolos, sparzony młokos itd. itp., który potrzebować będzie motywacji, aby się podnieść i raz jeszcze ocalić świat od zagłady. Tyle, że ja nie kupuję tej postaci w ogóle. Jest nieprawdziwa, bo wszystko tu samo sobie nawzajem przeczy, deklaracje z przykładami działań, przemyślenia z deklaracjami. Rozumiem brak cierpliwości i rzucanie się głową naprzód w pogoni za szczęściem, bo takich postaci jest na pęczki. Rozumiem pechowców, którzy pomimo starań ciągle nie mogą trafić we właściwe miejsce i czas. Rozumiem bohaterów w typie Conana, niezwyciężonych do końca. Rozumiem zakochanych kretynów, którzy tracą resztki rozumu, a potem jakoś świat płonie i nie ma jak ugasić.
Ale, cholera, nie wszystko naraz, bo wychodzi sztucznie i bez grama logiki.

Popsuł pan Rothfuss i tyle.

A takie fajne tło! Trudne początki w rozmaitych sceneriach, potem uniwersytet pełen sekretów, cwaniaków i brzydkich gierek; w tle stare legendy, które ożywają (tylko jakoś nikt z najmędrszych tego nie zauważa, też ciekawy paradoks); kilka ciekawych postaci w tle, nieprzerysowanych za bardzo i nader intrygujących – o, one są dobre, czyli można, panie autorze, jak się chce.

Na Kvothe będę jednak narzekać, bo mi wszystko inne psuje mniej więcej tak, jak porcja wołowiny z bitą śmietaną zalana sokiem z kapusty. Nijak się to do siebie ma, a potem tylko problemy w ubikacji.
Idę sprawdzić, co się dzieje w kolejnych tomach i obiecuję, że przyjdę i przeproszę, jeśli się okaże, że to wszystko miało głęboki sens.
Na razie nie ma żadnego.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Niedźwiedź i słowik

Niby baśń, a jednak to historia dla dorosłych, a nie dla dzieci. Piękna okładka to zaledwie początek wspaniałej przygody, jaką okazał się lektura tej...

zgłoś błąd zgłoś błąd