Kamienie elfów

Cykl: Kroniki Shannary (tom 2)
Wydawnictwo: Rebis
6,66 (93 ocen i 18 opinii) Zobacz oceny
10
5
9
3
8
15
7
35
6
15
5
13
4
3
3
3
2
0
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Elfstones of Shannara
data wydania
ISBN
8371204124
liczba stron
468
słowa kluczowe
elfy, magia, demony
język
polski
dodała
alex2586

Elfom zagraża pradawne zło, bowiem drzewo Ellerys, które niegdys stworzyła magia Elfów, obumiera i zaklęcia powstrzymujące msciwe Demony przestają działać. Wówczas Allanon, legendarny stróż Ziemi, rozkazuje Wilowi Ohmsfordowi towarzyszyć elfiańskiej dziewczynie Amberk w niebezpiecznej misji mającej na celu odrodzenie Ellerys. W ślad za nimi podąża jednak Kosiarz, jeden z najstraszniejszych...

Elfom zagraża pradawne zło, bowiem drzewo Ellerys, które niegdys stworzyła magia Elfów, obumiera i zaklęcia powstrzymujące msciwe Demony przestają działać. Wówczas Allanon, legendarny stróż Ziemi, rozkazuje Wilowi Ohmsfordowi towarzyszyć elfiańskiej dziewczynie Amberk w niebezpiecznej misji mającej na celu odrodzenie Ellerys. W ślad za nimi podąża jednak Kosiarz, jeden z najstraszniejszych demonów...

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 6680

Czyli tak trochę "you shall not pass, Tolkien" - a przynajmniej nie bez gruntownego misz-maszu. Poza tym, serialowa wersja "Shannary" też wciąż mi się czkawką odbijała, przez to mieszanie tomów, skakanie fabułą z miejsca na miejsce... No i brakowało mi Ganda... znaczy Allanora takiego jak w książce! Więc w końcu, łaskawie, sięgnęłam.

I tak...

...kto pamięta bitwę o Helmowy Jar, łapka w górę, a potem ucieka z krzykiem i dalej nie czyta. Znaczy, co ja napiszę, może czytać, ale książki już nie. Bo się potnie jednorożcem. Pluszowym. Z brokatowym rogiem.

O fabule? Od odszukania Miecza Shannary minęło równiutkie pięćdziesiąt lat (może kilka dni w tą czy tamtą stronę, mniejsza), więc to śmiało wystarczy, by "pradawne i złe zUo wkroczyło na scenę". pradawne i potężne i nieśmiertelne drzewo Ellcrys umiera. I to umiera nader spektakularnie, przepuszczając do świata Shannary trójkę najgorszych potworów jakie mogą być. Jak ktoś oglądał serial, niech zapomni o tamtym dziwnym przystojniaczku z mordą jakby Voldemortowi nos dorobić. Nie. Tamten to pikuś. Ten w książce ma DWÓCH pomocników, i to nie byle jakich! Ha! No nie pogada! Jasne, w serialu też byli. Ale nie tak... efektowni jak tu, na kartach powieści. I oczywiście, cała trójca, poza sztampową nienawiścią do elfów i przerabianiem ich na konserwę turystyczną (którą zjadamy nawet turystą nie będąc, ale teraz wiemy, z czego konserwa turystyczna się składa: z elfów), nienawidzi też Allanora i Willa... a właśnie. Wspomniałam coś o Willu?

Will to potomek Shei. W jakiś cudowny sposób zrodzony z ludzkich rodziców, ma w sobie elfiej krwi tyle, co piąta woda po kisielu. Ale zostaje wybranym. jego spokojny staż na uzdrowiciela w wiosce gnomów (TAK!) zostaje przerwany przez pojawienie się i wuja Flicka (jakkolwiek to nazwać) i naszego nieśmiertelnego druida. Okazuje się, że już ma kamienie elfów, więc skoro tak, jest gotów chronić elfią księżniczkę, która w nosie ma wszystko i robi za nianię gdzieś w Zadupiu Większym. Wilowi nie zostaje nic innego, jak ruszyć po Amberle (która przypomina w książce raczej dziecko niż elfa, serialową pomijam), zabrać ją z wioski i od dzieci, którymi się opiekowała, uciec przed demonem... i ruszyć na poszukiwanie Krwawego Ognia, w którym odrodzi się Elcrys.... Brzmi znajomo? I dobrze. Równolegle rozgrywa się historia elfów, wśród których oczywiście, czai się zdrajca, a nieprzygotowany do roli książę, musi stać się królem - spojler.

Ogólnie - mam sporo porównań z tolkienowską twórczością, której fanką nie byłam nigdy. I zapewne dlatego źle mi się czyta Shannarę, mimo szczerych chęci. Do tego, oczywiście, w pamięci mam sceny z serialu, które nijak nie pasują mi do świata przedstawionego w książce... i oto mamy przepis na powieść, która jest, ale jej nie ma. Bitwa elfów z demonami przypominała mi opis bitwy o Helmowy Jar, a co bardziej dociekliwe oko znajdzie inne nawiązania. Niestety, ale wzorowanie się na Tolkienie w tym wypadku wypadło bardzo słabo. Absolutnym szczytem były... olbrzymie roki. tak. Dobrze czytacie. Muszę dodawać coś jeszcze, czy już macie odpowiednią ilość porównań?

Próbowałam odszukać w "Kamieniach" coś pozytywnego. Dobrego. lekkiego. Fajnego. Ale... Niechęć do tolkienowskiego stylu przeważyła nad radością czytania. Gdyby wyciąć z "Władcy Pierścieni" opisy przyrody... spokojnie można by objętościowo dać "Kamienie elfów". Przykro mi to mówić. Bo zapewne niektóre osoby obruszą się za moje słowa krytyki, bądź co bądź. Ale tak jest.

Co więcej, postacie znów były papierowe. Will był nijaki, Amberle drażniła swoją naiwnością, Eretreia zachowywała się jak nastolatka. Allanon był "wielką tajemnicą", która już w poprzednim tomie sprawiała, że miałam ochotę go zdzielić pałką w łeb. Jedynym pozytywnym bohaterem był tylko Ander, który z zagubionego książątka faktycznie przełąbędził się w niezłego władcę. Ale tak...? Brooks ma talent wręcz do kreacji postaci płaskich, nie zapadających mocno w pamięć, przeciętnych i zwykłych. Wręcz infantylnie denerwujących. Do tego sporo powtórzonych schematów fabuły z pierwszej części, więc siła rzeczy.. z Tolkiena. Szału nie ma zatem.

Zostaje tylko goryczka niechęci, serialowe niedociągnięcia, które rażą w trakcie czytania jeszcze bardziej i świadomość, że po kolejny tom sięgnę... znów po dłuższym czasie...

//Opinia do przeczytania również na: http://kaginbox.blox.pl/2016/09/Kamienie-elfow.html

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Miarka za miarkę

Mimo, że utwór ten jest przez wszystkich wysoko oceniany, ja mam co do tego pewne obiekcje. Choć czyta się go przyjemnie, to odnoszę wrażenie, że post...

zgłoś błąd zgłoś błąd