pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!
Nieprzyjaciel Boga
„A teraz brońcie się sami” – tak odpowiedział rzymski cesarz delegatom Brytów, którzy przybyli błagać go o pomoc w walce z najazdem Saksonów, Anglów, Jutów i Fryzów.
Brytania, na przełomie V i VI wiek...
„A teraz brońcie się sami” – tak odpowiedział rzymski cesarz delegatom Brytów, którzy przybyli błagać go o pomoc w walce z najazdem Saksonów, Anglów, Jutów i Fryzów.
Brytania, na przełomie V i VI wieku po Chrystusie, najmroczniejszy czas w dziejach wyspy. Rzymianie odeszli, pogańscy bogowie ustępują nowej wierze – święte ognie gasną – nadchodzi era chrześcijaństwa…
Pogrążona w chaosie, podzielona na walczące ze sobą królestwa Brytania z trudem opiera się saksońskiej inwazji. Starzejący się władca, Uther, nie ma dziedzica w odpowiednim wieku – jedynym człowiekiem, który może sięgnąć po koronę i zjednoczyć kraj, jest podopieczny czarownika Merlina i nieślubny syn Uthera – Artur.
Uzbrojony w odwagę i honor, zdeterminowany, by ocalić Brytanie przed ostateczną klęską, musi stanąć do nierównej walki nie tylko ze zbrojną potęgą wroga, ale również z siłami, których nie sposób zrozumieć…
Kochany i zdradzany, wielbiony i znienawidzony, Artur jest nie tylko symbolem honorowej walki o ginący świat – jest przede wszystkim człowiekiem z krwi i kości.
pokaż więcej.
Moja Biblioteczka
Gdzie kupić?
Opinie znajomych
-
355sprzedam/wymienię książki archiwalny 5 (zamknięty)
-
498sprzedam/wymienię książki archiwalny 4 (zamknięty)
-
104
Opinie czytelników
Rewelacja. Cóż mogę jeszcze dodać? Podobało mi się w tej książce wszystko. Pięknie narysowane sylwetki - ludzie z krwi i kości, z wadami i zaletami. Owszem, są czarne i białe charaktery, ale jak ci źli mają zalety, tak ci dobrzy mają wady, czyli jak w życiu.
Postać Artura została odbrązowiona już w książce "Mgły Avalonu", którą czytałam w maju i która również bardzo mi się podobała, ale tutaj autor bardzo zgrabnie podaje sensowne wyjaśnienie faktu, że w późniejszych wersjach legendy król Artur jest postrzegany jako mądry i surowy władca.
A pierwszy tom tego nie zapowiadał. W "Zimowym monarsze" Artur jawił się jako taki sam jak w "Mgłach Avalonu" mięczak i naiwniak. W "Nieprzyjacielu Boga" przez większość książki zastanawiałam się, jakim cudem ktoś tak nieokreślony i bezbarwny obrósł w tyle mitów? Końcowe wydarzenia rozwiały moje wątpliwości. W tym tkwi artyzm tej powieści - autor dawkuje rewelacje, prowadząc czytelnika przez historyczne krainy Brytanii i robi to po mistrzowsku.
Postać Lancelota natomiast została przedstawiona zupełnie inaczej niż w "Mgłach..." Tak, wiem, wciąż odnoszę Cornwella do Zimmer Bradley, ale tamtą książkę czytałam jako pierwszą i stąd te porównania. Poza tym filmy przedstawiające różne wersje tej legendy też nie ułatwiły autorowi zadania. Wyzwanie było ogromne. A efekt? Trylogia arturiańska Cornwella wygrywa w przedbiegach i z rękami w kieszeniach wychodzi na prowadzenie. Koronnym argumentem podtrzymującym tę tezę jest przemowa Nimue w obronie Ginewry. Bo Ginewra u Cornwella też jest postacią kontrowersyjną i wcale nie zaskarbia sobie sympatii czytelnika. A mimo to zaczynamy rozumieć motywy nią kierujące.
Wszystko to składa się na opowieść pełną emocji, stawianych pytań, gdzie ogólnie znane fakty historyczne są zgrabnie wplecione w legendę.
Polecam miłośnikom powieści historycznych, ale myślę, że zadowoleni będą też i ci, którzy lubią po prostu opowieści o ludzkich losach.
Naprawdę chciałam być krytyczna. Chciałam wychwycić wszelkie błędy, zwrócić uwagę na niedociągnięcia, potknięcia czy fakty mijające się z prawdą. Naprawdę chciałam, uwierzcie. Tylko ja wszelkie te błędy czy powtarzające się wątki jednocześnie za wszelką cenę wyjaśniałam i przekonywałam samą siebie, że przecież to celowo, że Autor miał rację. Tak więc skończyły się szanse na surową, krytyczną, srogą i wypraną z uczuć recenzję. A może to lepiej?
Nieprzyjaciel Boga to już drugie, a zarazem przedostatnie spotkanie z Derflem, Arturem, Merlinem, Ginewrą i Lancelotem. Mam wrażenie, że ta część jest bardziej mityczna, to powieść oparta w szczególności na celtyckich mitach i wierzeniach. Sam Autor pisze-
Legendy arturiańskie są bardzo skomplikowane, głównie dlatego, że zawierają w sobie mnóstwo różnych historii, z których wiele, jak ta o Tristanie i Izoldzie, było najpierw samodzielnymi opowieściami i dopiero z czasem zostało włączone do wielkiej sagi arturiańskiej. Z początku zamierzałem wyrzucić wszelkie pozostałe naleciałości, ale wtedy musiałbym zrezygnować z wielu wątków i postaci, pozwoliłem zatem aby romantyzm wziął górę nad pedanterią.
Poznanie niesamowitych obrządków kultu Izydy, koronowania króla czy poszukiwania trzynastu skarbów Brytanii przenosi nas w zupełnie inny świat. Pozornie nierealny, daleki i odległy jednak Autor uzmysławia nam, że za czasów panowania króla Artura obrządki te były na porządku dziennym i choć chrześcijaństwo bardzo się rozwinęło to nawet wśród księży, kapłanów czy pozornie zagorzałych katolików zdarzali się wyznawcy Bela, Ozyrysa czy Izydy. Ten wątek pochłonął mnie najbardziej. Niesamowitym było poznawanie tych niezrozumiałych, okrutnych czy naprawdę niespodziewanych obrzędów. Ta historia sprawiła również, że pragnę się wgłębić w kulturę celtycką i poznać jej obrzędy od podszewki.
Jednocześnie napotkałam jedną wadę, która wśród recenzji tej książki wzbudziła niemałe poruszenie. Mianowicie sposób przedstawiania chrześcijaństwa przez Cornwell'a. Nie tylko w tej powieści. Taki sam model możemy znaleźć i w pierwszej częśći Trylogii i w Ostatnim królestwie. Podejrzewam, że w innych dziełach sir Bernarda również. I to prawda, że po pewnym czasie model zakatarzonego, zgarbionego, chytrego i przebiegłego zarazem kapłana zaczyna irytować, a fakt, że całą opowieść snuje mnich, staje się naprawdę zastanawiającym. Ja jednak mam mnóstwo argumentów na korzyść pisarza, którymi nie będę Was zadręczać, ponieważ aby o tym dyskutować trzeba tą historię poznać. Do czego z całego serca Was zachęcam.
I choć znalazłam parę minusów, to moje przywiązanie do Derfla i Ceinwyn, i małej Dian, i Artura, i Ginewry sprawiły, że naprawdę pokochałam tą opowieść. Przywiązałam się do bohaterów i zatapiając się w ich świat czułam, że już świetnie ich znam. Być może to zasługa tak obszernego tekstu. Tego, że Cornwell naprawdę się nie spieszy, snuje piękną opowieść, łącząc multum mitów, wierzeń i obyczajów. Ta część różni się jednak od poprzedniczki- trzyma w napięciu, Cornwell doskonale operuje uczuciami naprzemian snując powoli opowieść o błogim życiu, upojnej miłości bohaterów i zdradzie, złamaniu przysięgi czy magicznych obrzędach.
Mnie historia Dumnończyków pochłonęła do reszty, a spotkanie z niemłodym już mnichem, który wciąż przed oczyma ma niesamowite historie, i który dzieli się z nami Jego uczuciami i wspomnieniami, zaliczam do niezwykle przyjemnych.
http://miqaisonfire.wordpress.com/2011/08/19/58-nieprzyjaciel-boga-bernard-cornwell/
Książka „Nieprzyjaciel Boga” była moim kolejnym już spotkaniem z twórczością Bernarda Cornwella i tak jak poprzednie pozycje, także i ta nie zawiodła moich oczekiwań. Obawiałam się, czy pisarz jest w stanie zaskoczyć jeszcze czytelnika, wciągnąć go ponownie w mroczny świat Brytanii, ale moje obawy na szczęście szybko zostały rozwiane.
Ponownie przenosimy się do Brytanii i poznajemy dalsze losy bohaterów. Chrześcijaństwo walczy z pogaństwem, Lancelot szykuje kolejną zasadzkę a Kocioł Merlina zaginął.... W porównaniu z poprzednią częścią akcja jest bardziej „gęsta”, cięższa co w przypadku tej książki jest zdecydowanym plusem. Od początku bowiem wkraczamy do świata pełnego tajemnic, gdzie toczą się zacięte boje, jesteśmy uczestnikami licznych wypraw, niezwykłych przygód oraz wielu problemów do rozwiązania. Znużenie czy też brak akcji zupełnie nam nie grozi. Realizm wręcz wylewa się z powieści a rozlew krwi jest tu na porządku dziennym. Mimo pojedynczych literówek, które wcale nie przeszkadzały w odbiorze lektury, nie mam się do czego przyczepić:).
W fabule, podobnie jak i w pierwszym tomie, zwinnie przeplatają się wątki historyczne, w nietuzinkowy sposób wplecione w literacką fikcję. Ogromnie zaskoczyła mniej kreacja głównego bohatera. W pierwszej części, mimo że był pierwszoplanową postacią, cechował się raczej naiwnością i niezdecydowaniem, co jednak miało swój urok:). W drugiej części natomiast możemy podziwiać go jako stanowczego rycerza, dążącego do osiągnięcia wybranego celu.
„Nieprzyjaciel Boga” Cornwella polecam wszystkim, którzy przeczytali pierwszy tom, czyli „Zimowego monarchę” i z niecierpliwością czekają kontynuacji. Dla tych natomiast, którzy trylogię mają jeszcze przed sobą, zachęcam do sięgnięcia po te pełne magi i pasji książki, które staną się niesamowitą przygodą. Pozdrawiam:)
Drogi bracie Derflu!
Twoja historia życia, przedstawiona pod pretekstem spisywania Ewangelii dla Saksonów, doczekała się już drugiego tomu w naszym polskim wydaniu. I piszę do ciebie, aby zaświadczyć ci, że twoje sławne imię i do nas przywiało oraz muszę stwierdzić, że twoje przygody są pasjonujące. Jednak jak to brzmi w świetle wszystkich bitew, zdrad, uczt i podróżowania?
No właśnie... twoja pamięć na starość nie jest już zapewne taka dobra, więc z grubsza przypomnę ci, co zamieściłeś w drugim tomie:
Po zwycięstwie nad Gotfryddydem i Gundleusem w Brytanii nastał pokój. Artur wreszcie może założyć Bractwo Brytanii, a władcy królestw przyjaźnią się i cieszą swoim wsparciem. Jedynym problemem są wciąż nieznośni Saksonowie, na których Artur chce wysłać połączone siły królestw Powys, Gwentu i Dumnonii. Czy w widmie zdrad, kłamstw, pychy i gniewu uda się wypędzić Saksonów z ziem Brytów? A może to religia zniszczy to, nad czym Artur pracował przez tyle lat?
Bracie Derflu, wiem, że sam zapewne jesteś uradowany faktem, że w naszym kraju czytane są dzieje Brytanii. I dobrze, że tak jest, bo mroczne wieki V i VI to doskonała historia. Pełna wartkiej akcji i momentów, które zaskakują nawet wytrawnego znawcę legend arturiańskich. Połączyłeś w tej powieści nie tylko polityczną rozgrywkę, ale także wplotłeś tu wątki miłosne, dobry, nieszablonowy humor i momenty, które mogą mrozić krew w żyłach.
Tak jak i "Zimowy Monarcha", "Nieprzyjaciel Boga" to wzorowa lektura powieści historycznej. Cieszę się, że ominąłeś rozległe momenty bitew, bo to zazwyczaj tylko nudzi czytelnika. Uderzanie mieczem wcale nie jest wyjątkowe, więc streszczenie walki, w której wyróżnisz bohaterów, ukażesz moment śmierci innego lub pokażesz moment przełomowy dla losów bitwy wystarczy. Naprawdę doskonałe rozwiązanie.
I zdradzę tu, że twój wątek poszukiwania korzeni rodzinnych bardzo mnie wzruszył i trochę było mi przykro z powodu żywotu twojej rodzicielki.
Ciekawym momentem każdej części jest także twoja teraźniejsza opowieść, w której dyskutujesz z królową Igraine o przeszłości. To doskonały motyw, który pozwoli czytelnikom rozluźnić się i przypomnieć najważniejsze fakty wraz z odpowiednim komentarzem.
Tak więc "Nieprzyjaciel Boga" nie rozczarowuje, ale trzyma wysoko zawieszoną poprzeczkę postawioną przez poprzednika. Znowu pośmiejemy się z sprośnych żartów Merlina, przestraszymy się Nimue, przeklniemy Lancelota i dopadniemy Sansuma. A właśnie, jak się trzyma święty?
Z wielkimi pozdrowieniami od dużej liczby fanów Trylogii Arturiańskiej
i modlitwą za twój żywot
Matt
V i VI w. n.e to mroczne wieki w dziejach Brytanii. Sasi wciąż najeżdżają na wschodnie ziemie, grabiąc je, rabując, zabijając mężczyzn, gwałcąc kobiety i składając dzieci w ofierze bogom. Z zachodu natomiast zagrożeniem są Irlandczycy - naród gwałtowny, więc mimo zawartego pokoju, w każdej chwili może napaść na zachodnie wybrzeża, a czyny ich są straszniejsze od saksońskich. Najgorsze jednak tkwi w samym sercu Brytanii. Brytowie zamiast walczyć z wrogami, walczą ze sobą. Konflikty religijne, polityczne i militarne zaostrzyły się, kiedy Mordred - książę, syn Uthera Pendragona - umiera, a wkrótce po nim jego ojciec - Najwyższy Król Dumnonii jak i całej Brytanii. Na szczęście znalazł się następca tronu. Młody Mordred jest synem poległego w bitwie księcia Mordreda i księżniczki Norwenny. Król jest jednak nie jest w pełni sił fizycznych. W celu protektorowania państwem powołana jest Najwyższa Rada, w której zasiąść ma nie kto inny jak sam legendarny Artur.
"Lecz [Artur] zapomniał o Merlinie. Druid był starszy, mądrzejszy, i bardziej wyrafinowany niż Artur i to on dowiedział się o Kotle. Zamierzał go znaleźć, a gdyby mu się to udało, magia Kotła rozlałaby się po Brytanii niczym trucizna.
Był to Kocioł z Clyddno Eiddyn. To był Kocioł, który rozwiewał ludzkie marzenia.
Artur zaś, mimo całej swojej praktyczności, był marzycielem."
~Derfel
Szczerze mówiąc trochę bałam sięgnąć po drugą część przygód Artura, Derfla i Merlina, ponieważ "Zimowy monarcha" szedł mi raczej... średnio i trochę się przy nim męczyłam. Moje obawy jednak były niesłuszne - Nieprzyjaciela czytało mi się bardzo przyjemnie i pochłonęłam go w zastraszającym tempie.
Bywa tak czasami z seriami, że, pomimo zachwycającej pierwszej części, druga nie jest już tak zniewalająca jak swoja poprzedniczka. Bohaterowie nie są kształtowani, przygody pisane są trochę na "odwal się", a wrogowie są "najstraszniejszymi istotami na całej ziemi", chociaż w poprzedniej części było to samo o innych, słabszych wrogach. Głównie - o wiele gorsza od poprzedniczki. Na szczęście drugiej części cyklu arturiańskiego jest do tego daleko. Ba! "Nieprzyjaciel Boga" jest lepszy od "Zimowego monarchy".
W "Zimowym monarsze" Derfel był po prostu dzieckiem, któremu zrujnowano dom, zgwałcono przyjaciółkę, wymuszono grabież na małej wsi i kłamstwo. Z biegiem czasu nasz bohater zaczął zachowywać się jak młody mężczyzna. I choć jego przygody z Arturem i jego drużyną są niesamowite, dopiero w "Nieprzyjacielu" możemy spotkać się z kimś, kto sam decyduje o swoim losie. Decyduje czy złamać świńską kość czy pozostać nieszczęśliwym do końca życia. Czy zaryzykować pokój między Lancelotem a Arturem, prosząc Ceinwyn o rękę, czy żyć w samotności do końca dni. Czy pozostać ze swoją rodziną, czy pomścić śmierć swojej kochanej Dian.
Poza tym - książka wzbudza o wiele więcej emocji niż poprzedniczka. Sama historia Defla i Ceinwyn jest o niebo ciekawsza i bardziej emocjonalna niż ta Artura i Ginerwy, choć są one niemal identyczne. Przy finale opowieści Tristana i Izoldy płakałam jak bóbr, choć ostatnim razem robiłam to dwa lata temu przy śmierci Syriusza z Harry'ego Pottera. Ba! Byłam w stanie wykłócać się z każdym, kto broniłby Artura (zresztą - do tej pory mu nie wybaczyłam tej decyzji). A ilekroć główny bohater wspomina tę uroczą, żywiołową Dian, oczy zachodzą mi łzami i nie jestem w stanie dalej czytać.
Gdybym stawiała oceny (dzięki Bogu - tego z reguły nie robię), dałabym jej 5,75/6. Skąd taka dziwna nota? Książka jest świetna, jedna z moich ulubionych. Znając zakończenie "Zimowego monarchy", sądziłam, że finał "Nieprzyjaciela Boga" będzie również spektakularny. A przynajmniej zakończony bitwą lub pojedynkiem, tym bardziej, że wszystko to zapowiadało. Sądziłam, że poczynania Lancelota mają zacząć jego rebelię, a misteria Izydy miały być ostatnią kroplą w czarze cierpliwości Artura. A w rzeczywistości? Oczywiście Artur pragnął zemsty - na Lancelocie, Sansumie, Ginerwrze, bliźniakach (zarówno druidach, jak i swoich pierworodnych) - jednak do niczego nie doszło. Szalenie żałuję.
Byłam szalenie zaskoczona, kiedy pani Karolina Kawałkowska (z wydawnictwa Erica) napisała mi, że tłumaczem "Nieprzyjaciela Boga" był Jerzy Żebrowski, który przetłumaczył dla nas także pierwszą część przygód Artura. W końcu ciężkie pióro zniknęło, Mitras przechrzcił się na Mitrę, kult Isis zmienił się w kult Izydy, a lord stał się panem (jedyna zamiana, która mi się nie podobała). Sądziłam, że takie zmiany nie mogą zajść w obrębie jednego tłumacza i długo myślałam, kim ów nieznajomy może być (w książce nie było napisane). I choć na portalach pojawiało się jego nazwisko, wciąż nie mogłam w to uwierzyć. W jedyne co mogłam zrobić, to zapytać samego wydawnictwa. Jakże się jednak myliłam! Chciałabym więc serdecznie podziękować tłumaczowi za zmiany. Z pewnością były to zmiany na lepsze :).
Podsumowując... "Nieprzyjaciel Boga" nie tylko dorówna poprzednikowi, ale i podwyższył poprzeczkę. Bohaterowie są teraz dojrzalsi, pewniejsi siebie, odpowiedzialni za swoje czyny. Akcja nadal jest lekka i przyjemna usiana niebezpieczeństwami dla swoich bohaterów. Przy książce spokojnie możemy roześmiać się przy dyskusjach Derfla z Merlinem, a także wylać wiele łez rozpaczy i tęsknoty. A pomimo nieco nijakiego zakończenia, druga część przygód o Arturze, Derflu i Merlinie, zostanie odłożona na półkę z napisem "Ulubione".
"-Bogowie nienawidzą porządku - burknął. - Porządek, Derfel, niszczy bogów, bogowie zatem muszą zniszczyć porządek."
~Merlin
"Większość z nas jednak obawia się chaosu i dlatego próbujemy wprowadzić porządek. Kiedy jednak panuje porządek, nie potrzebujemy już bogów. Gdy wszystko jest uporządkowane i na swoim miejscu, nie zdarza się nic nieoczekiwanego. Jeżeli wszystko rozumiesz, to nie ma miejsca na czary. Wzywasz bogów tylko wtedy, kiedy jesteś zagubiony i wylękniony. Oni jednak lubią być wzywani, czują się bowiem wtedy potężni, i dlatego właśnie chcą, żeby panował chaos."
~Derfel
http://oczami-jenny.blogspot.com/
„Wszystko się wali”
Bernard Cornwell to angielski pisarz, autor thrillerów i powieści historycznych, mieszkający na stałe w USA. W jego dorobku znajdują się rozmaite tytuły, ale największą sławę przyniosły Cornwellowi "Trylogia Arturiańska" ("Zimowy monarcha", "Nieprzyjaciel Boga", "Excalibur") oraz osadzony w czasach wojen napoleońskich cykl o przygodach Richarda Sharpe'a. Ceniony za umiejętności łączenia rzetelnej, popartej studiami, wiedzy oraz literackiej fikcji, Cornwell jest jednym z najpopularniejszych i najbardziej poczytanych anglosaskich autorów powieści historycznych. W dowód uznania dla jego twórczości, królowa Elżbieta II odznaczyła pisarza Orderem Imperium Brytyjskiego.
Artur nadal stara się bronić Brytani przed wrogami w imieniu swojego przyrodniego brata Mordreda pomimo, że coraz częściej mówi się o tym, iż nieudany wnuk Uthera nie nadaje się na Wielkiego Króla. Stawia czoła religijnej histerii, najazdom saksońskich wodzów, Cedryka i Aella i nielojalności w sercu Królestwa. Jego niezachwiana wiara w honor i chęć dotrzymania ślubów, by strzec tronu Mordreda, izoluje go nawet od jego najbliższych przyjaciół. Lancelot zatraca się w swojej nienasyconej ambicji, a Ginewra oddaje się kultowi Izydy.
Jedynym, który wie, co należy robić jest Merlin. Trzeba oddać Brytanię dawnym bogom, lecz to okaże się trudniejsze niż ktokolwiek może przypuszczać. Potrzeba do tego trzynastu Skarbów Brytanii, po które wybrać muszą się na Ciemną Drogę...
Nieprzyjaciel Boga jest drugą powieścią w Cyklu Arturiańskim ukazująca Brytanię w jej najciemniejszych czasach. Bez zbędnych upiększeń autor zaprasza czytelnika do świata, gdzie magia i druidzkie wierzenia walczą z nową wiarą – chrześcijaństwem, a dążenie do celu zawsze prowadzi, w rytmie szczęku mieczy, do rozlewu krwi...
Mamy do czynienia z tymi samymi postaciami co w poprzedniej części, jednak większość jest jeszcze bardziej irytująca. Artur w swoim zamiłowaniu do sprawiedliwości, uczciwości i dotrzymywania ślubów, był aż fanatykiem i potrafił zdradzić swych przyjaciół. Ponadto był, jak dla mnie, hipokrytą, gdyż jego czyny powtarzane przez innych miały być ukarane (sam do tego doprowadzał), zaś to co on uczynił szło w niepamięć. Artur miał być postacią pozytywną, jednak nie tak ją odebrałam i wydawał mi się momentami gorszy od Lancelota i innych. O reszcie postaci raczej nie zmieniłam zdania, więc Lancelot nadal był tchórzem z wielkimi ambicjami, Ginewra niewdzięcznicą i kobietą pragnącą wszystkiego więcej oraz władzy, a Derfel był po prostu zwykłym włócznikiem o dobrym sercu.
Fabuła była co prawda obfita w wydarzenia, jednakże mieliśmy wiele przestojów w akcji. Tak naprawdę zaczęło się dziać coś ciekawego dopiero pod koniec ksiązki, gdy zostaliśmy zasypani wydarzeniami. Zaś na początku mieliśmy wiele opisów poczynań bohaterów, aczkolwiek mnie one nie zaciekawiły i sama nie wiem jak udało mi się przebrnąć przez tę książkę. Jak na te 560 stron mogło wydarzyć się o wiele więcej, a czytelnik mógł pochłonąć tę lekturą, lecz tak się nie stało.
Styl pisania autora był przystępy, ale coś i tak nie pasowało i spowalniało jeszcze bardziej czytanie. Bernard Cornwell nie używał żadnych archaizmów, co nie znaczy że pisał lekkim językiem. Była to zwyczajnie napisana opowieść, lecz nie potrafiłam wczuć się w klimat, który właśnie kolidował z jego stylem. Czasami nie odczuwało się w jakim czasie wszystko się odbywa, a działo się tak, ponieważ czytaliśmy historię napisaną w sposób, jakby ktoś opowiadał nam o dzisiejszych czasach.
Moim zdaniem książka była nudna i nie warta przeczytania. Traciło się z nią tylko czas, a wiem, że raczej nikt nie ma go w nadmiarze, a listy książek do przeczytania są bardzo długie. Dlatego mogę szczerze powiedzieć, że ten utwór można sobie jak najbardziej odpuścić i z czystym sumieniem przejść obok niego, nie oglądając się za siebie. Nie widzę nic w tej powieści co mogłoby stanowić jej plus. Bohaterowie, fabuła, język używany przez autora, nic z tego do mnie nie trafiło. Tak więc nie polecam i mówię po prostu: sięgnijcie po inne książki.
Moja ocena 2/10
Bernard Corwell to mistrz powieści historycznej z elementami fantastyki. Po cichu uważam tak od dawna, po lekturze "Zimowego Monarchy", wówczas autor zaskoczył swoją świeżością, świetnym stylem. Teraz, przeczytawszy "Nieprzyjaciela Boga" mogę to śmiało stwierdzić. "Nieprzyjaciel Boga" to już druga część rewelacyjnej trylogii zwanej arturiańską. Narratorem powieści jest jak poprzednio uczestnik wszystkich wydarzeń, Derfel, wojownik saksońskiego pochodzenia, który charakterem pozostał taki sam, natomiast jego pozycja uległa dużym zmianom. Wyobraźcie sobie drabinę, a na jej najniższym szczeblu ów bohater. Derfel nieświadomie, jakby lunatykując, wspina się krok za krokiem, szczebel po szczeblu, po drabinie, tylko trochę wspomagany przez króla Artura, przyjaciela i autorytetu. W każdej jednak chwili można z tej drabiny spaść, wystarczy tylko na chwilę zatrzymać się, zachwiać, chociaż równie dobrze podnieść się i próbować wspiąć po raz kolejny.
Artur w imieniu swojego przyrodniego brata i jednocześnie króla Brytanii, Mordreda, wciąż walczy o pokój - to jego największe marzenie. Saksońscy wojownicy i zdrada przyjaciół nie sprzyjają osiągnięciu temu celowi, ale.. pozostaje Merlin - czarownik, osiągający pomału kres swej egzystencji. Twierdzi on, iż jedynym sposobem na ocalenie Brytanii jest odszukanie trzynastu skarbów państwa, w które moc Artur niekoniecznie wierzy. Jednak aby je zdobyć, należy przeprawić się przez Ciemną Drogę i stawić czoła wojownikom Diwrnacha, króla ceniącego sobie szczególnie urodziwe dziewice.
Ah, gdyby tak przygoda z Derflem trwała wiecznie! O losach Brytanii mogłabym nieustannie czytać, najchętniej książki Cornwella. Przyznaję jednak, iż "Nieprzyjaciel Boga" to powieść zdecydowanie lepsza od "Zimowego Monarchy" - Artur, który w pierwszej części trylogii ukazywał się jako niezdarny, słaby osobnik, teraz ukształtował się na twardego, surowego władcę, nie tracąc przy tym swojego uroku. Postacie wykreowane przez autora są świetne - osobliwe, rzeczywiste, wyraziste. Owszem, są charaktery czarne i białe, aczkolwiek każdy z nich ma, jak w świecie realnym, zalety i wady. Zachowanie Ginerwry, która chociaż nie wzbudza sympatii w czytelniku, zaczyna być rozumiane i powoli dochodzimy do tego, co nią kieruje do takich a takich poczynań. Merlin, który choć zdawałby się nieśmiertelny dzięki swoim mocom, zbliża się wielkimi krokami do swojej śmierci, jak każdy człowiek. W postaciach widzimy swoje własne cechy.
Styl - jak w poprzedniej części - świetny. Uważam, że dobrym pomysłem było pisanie powieści współczesnym językiem, ponieważ przebijanie się przez kilometry dopisków czy ciągłe sprawdzanie znaczenia danego słowa z pewnością nie byłyby przyjemnością i nie pozwoliłyby delektować się całością (o, jak mi się zrymowało). Niezwykle lekkie pióro Cornwella nie zabiera jednak uroku książki, wręcz przeciwnie.
Suma summarum książkę gorąco polecam wszystkim, nie tylko miłośnikom odkrywania różnych legend, powieści fantastycznej czy historycznej. Ja z niecierpliwością czekam na trzeci i wieńczący trylogię tom - "Excalibur", który ma ukazać się już w 2011 roku. Tymczasem uśmiecham się na samą myśl o tym, że już wkrótce sięgnę po kolejne dzieło Cornwella - "Ostatnie królestwo". Polecam!
''Nieprzyjaciel Boga'' to II tom Trylogii Arturiańskiej, napisanej przez Bernarda Cornwella, angielskiego pisarza powieści historycznych i thrillerów. Cornwell został odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego w dowód uznania dla jego twórczości przez królową Elżbietę II.
Kilka dni temu pisałam o pierwszym tomie zatytułowanym ''Zimowy monarcha''. Gdy skończyłam czytać byłam ciekawa co wydarzy się w drugiej części, co stanie się z Arturem, księżniczką Ceinwyn, Ginewrą. Obawiałam się też, że ten tom nie będzie mi się podobał. Jednak gdy zaczęłam czytać, zobaczyłam że autor nic nie zmienił i wątpliwości szybko zostały rozwiane.
Tak jak w poprzedniej części, narratorem jest Derfel, kiedyś wojownik teraz mnich. Po zjednoczeniu sił Brytanii, Artur wraz z innymi królestwami wyrusza na wojnę przeciwko Aelle'owi, którą wygrał. Po bitwie oddziały Brytanii spotykają Cyrdyka, drugiego wroga Saksona, z którym zawierają pokój na kilka lat. W tym tomie Merlin wraz z innymi bliskimi osobami wyruszy szukać trzynastego skarbu Brytanii, który później przysporzy wiele problemów. Ginewra praktykuje religię bogini Izydy, którą się nikt nie przejmuje... Do czasu. Czy Merlin użyje trzynastu skarbów? Czy Derfel miał rację aby nie ufać Lancelotowi? Nie zdradzę Wam nic a nic, jednak: ''patrzcie uważnie na Artura''. :)
''Nieprzyjaciel Boga'' tak wciąga jak ''Zimowy monarcha'', mimo że tutaj jest mniej walk, a więcej magii i spory religijne. Czytając miałam ochotę udusić chrześcijan, przez których pokój został zakłócony. Po trzystu stronach akcja nabrała tępa i to na co Artur tyle poświęcił zostało zerwane w niecały wieczór. Te strony sprawiły, że serce zaczęło szybciej bić i szybciej przewracałam kartki, aby jak najszybciej zobaczyć dlaczego jak i kto. Jedynym minusem, który zauważyłam były występujące literówki.
''Nieprzyjaciel Boga'' to książka, którą muszą przeczytać wszyscy którym spodobał się pierwszy tom. A Ci którzy nie zaczęli czytać Trylogii Arturiańskiej, niech zaczną, na prawdę warto. :) Polecam serdecznie!!!
http://zaginionyalmanach.blogspot.com/2010/12/nieprzyjaciel-boga-bernard-cornwell.html
"Nieprzyjaciel boga" to druga część trylogii arturiańskiej Bernarda Cornwella. Autor to angielski pisarz mieszkający na stałe w USA. Sławę przyniósł mu cykl o przygodach Sharpe’a osadzony w czasach wojen napoleońskich. W Polsce znany najbardziej z trylogii arturiańskiej - trylogii opartej na legendach o Królu Arturze. Historii opartej na najróżniejszych źródłach historycznych wraz z domieszką fantastyki.
"Artur nadal stara się bronić Brytani przed wrogami w imieniu swojego przyrodniego brata Mordreda pomimo, że coraz częściej mówi się o tym, iż nieudany wnuk Uthera nie nadaje się na Wielkiego Króla. Stawia czoła religijnej histerii, najazdom saksońskich wodzów, Cerdyka i Aella i nielojalności w sercu Królestwa. Jego niezachwiana wiara w honor i chęć dotrzymania ślubów, by strzec tronu Mordreda, izoluje go nawet od jego najbliższych przyjaciół. Lancelot zatraca się w swojej nienasyconej ambicji, a Ginewra oddaje się kultowi Izydy.
Jedynym, który wie, co należy robić jest Merlin. Trzeba oddać Brytanię dawnym bogom, lecz to okaże się trudniejsze niż ktokolwiek może przypuszczać. Potrzeba do tego trzynastu Skarbów Brytanii, po które wybrać muszą się na Ciemną Drogę...
„Nieprzyjaciel Boga” jest drugą, po „Zimowym monarsze”, powieścią w Cyklu Arturiańskim ukazująca Brytanię w jej najciemniejszych czasach. Bez zbędnych upiększeń autor zaprasza czytelnika do świata, gdzie magia i druidzkie wierzenia walczą z nową wiarą – chrześcijaństwem, a dążenie do celu zawsze prowadzi, w rytmie szczęku mieczy, do rozlewu krwi... "[© strona i.w. Erica]
Byłam zachwycona pierwszą częścią - bohaterowie z krwi i kości, świetnie narysowani, żadnego wyidealizowania historii, świetna opowieść, od której nie można było się oderwać. Nie spodziewałam się, że tak wysoki poziom może się utrzymać w drugiej części! Lecz Cornwell zaskakuje czytelnika czyniąc "Nieprzyjaciela ..." jeszcze ciekawszym i wciągającym, bowiem niektóre postacie przechodzą wielką metamorfozę, z mięczaków stają się twardzi i gotowi prowadzić lud do pokoju. Bohaterowie, czarne i białe chataktery, świetnie przedstawieni, historia wciągająca, pozwolę sobie powiedzieć jak prawdziwa. Pisarz ma dużo smykałkę do przedstawiania akcji, czytelnik czuję, jakby sam był obok bohaterów.
Wiele też można wymieść z tej powieści. Każdy będzie wyobrażał sobie tę legendę na swój sposób, wierzył w jedno, odpychał drugie. Mi jednak bardzo przypadła do gustu postawa autora, bowiem zwycięzca nigdy nie jest bohaterem od razu, musi przecież zajść w nim jakaś zmiana. Legenda, która najczęściej opowiadana, przedstawia Artura jako człowieka bez wad, doskonałego wojownika, prawego obywatela, który nie popełnia błędów. Wiadomo, że każdy je popełnia, patrzmy chociaż na ślub z Ginewrą, przez to przecież wybuchła wojna. Do mnie dociera bardziej taka wersja wydarzeń, gdzie ludzie z dobrych stają się źli i na odwrót, kiedy popełnia się błędy i trzeba płacić za ich konsekwencje. Również wierzę bardziej w chorobliwe tępienie pogan przez chrześcijan niż na odwrót. A cóż można wynieść? Choćby poszukiwanie prawdy w stosie wszystkiego. Nie można wierzyć we wszystko to, co się nam powie.
Cóż mogę rzec. Jestem zachwycona talentem i kunsztem literacki autora. Jego książki połyka się w przerażająco szybkim czasie. Pisane lekkim, przyjemnym stylem trafią do każdego. Historia opowiadana jest bardzo porządnie i realistycznie, pisarz potrafi zainteresować do dalszego poznania tak ciekawej historii. Nie wiem, ile powstało interpretacji, analizy, ekranizacji tej legendy. Nie mam zielonego pojęcia. Wiem, że to bardzo chwytliwy temat i tytuł, historia, o której nigdy tak naprawdę nie będziemy mogli powiedzieć "Wiem wszystko". Ta aura tajemniczości tylko zachęca do odkrywania najróżniejszych hipotez. Trylogia arturiańska Cornwella jest świetnie przedstawioną wersją tej historii. Powiedziałam bym jedną z lepszych, jak nie najlepszą z znanych mi.
Polecam każdemu - miłośnikom książek historycznych, czytelnikom lubiącym dobrze napisane powieści, ciekawskim, którzy pragną dowiedzieć się czegoś więcej o tej legendzie, jak również wszystkim innym, bo warto sięgnąć po tę powieść.
"Nieprzyjaciel Boga" to druga, po "Zimowym monarsze" część Trylogii Arturiańskiej autorstwa Bernarda Cornwella. Tak jak w przypadku pierwszej części przeraziła mnie wielkość oraz grubość książki, ale zachęciła okładka i teraz już wiedziałam przynajmniej czego się spodziewać oraz, powiem szczerze, że druga część bije pierwszą na łeb, na szyję ;)
Akcja oczywiście na powrót osadzona jest w Brytanii, na przełomie V i VI wieku po narodzeniu Chrystusa, a opowiada ją Derfel, były rycerz służący niegdyś wiernie Arturowi, co dodaje książce tej niepowtarzalnej magii. Akcja tej części jest o wiele żwawsza niż pierwszej - zaginął kocioł Merlina, co nie wróży nic dobrego, bo nikt nie chciał, aby skarb wpadł w niepożądane ręce. Nieprawidłowo i z lekkomyślnością użyty kocioł może doprowadzić do bardzo złych rzeczy i krwistych powodzi. I w dodatku sam Merlin zbliża się już do kresu swojej egzystencji a na dokładkę zbliża się rok pięćsetny a manipulaci Chrześcijańscy pewni są, że to własnie teraz Chrysus zmartwychwstanie.
Cornwell po raz kolejny doskonale poradził sobie z napisaniem najlepiej jak się da prawie sześcet stronowego tomiska, jednak ja jestem neistety osobą, która przy dużej ilości opisów (no dobra... nie były to duże ilości, ale dla mnie zawsze jest za dużo), czasami je omija i przez to nie zawsze mogłam sie połapać w nowych postaciach i akcji także, ale oczywiście tylko czasami i także dobrze wiem, że to wszystko tylko i wyłącznie wina mojego lenistwa. W drugim tomie tejże trylogii także natykamy się na wiele ładnie wplecionych legendarnych przedmiotów, oraz wątek Tristana i Izoldy, którego nawet ja się dopatrzyłam więc myślę, że każdemu się to uda.
Jak w recenzji poprzedniej części muszę pochwalić Cornwella za pisanie "Nieprzyjaciela Boga" w miarę współczesnym językiem i również tak samo jak w pierwszej części, w tej nie przeszkadzała mi narracja pierwszoosobowa. Derfel opowiada ciekawie i zwięźle, nie nudzi nazbyt długimi opisami (choć oczywiście dla mnie nawet gdyby były jednoakapitowe co trzy strony byłyby za długie) a mimo to doskonale przedstawia krajobraz Brytanii, chociaż, co oczywiste, mniej przykłada to tego wagę niż w pierwszej części.
Podsumowywując, druga część Trylogii Arturiańskiej, tak jak pierwsza z resztą spodobała mi się, nawet jesli dużo było odniesień historycznych, to przecież ciągle była fantastyczna i tym motywowałam się do czytania dalej. No i oczywiście zakończenia także nie mogłam się doczekać. Coś mi mówi, że mimo iż ta seria nie zwaliła mnie z nóg, za jakiś czas sięgnę po inne powieści Cornwella :)
Drugi tom Kronik Pana Wojny to ukazanie krajobrazu po bitwie, która zakończyła waśń między Brytami, doprowadzając do zjednoczenia królestw przeciwko wspólnemu wrogowi – Saksonom (zwanym często wymiennie Sasami). Zdawałoby się, że teraz nic już nie stanie na przeszkodzie, by najeźdźców ze stałego kontynentu ostatecznie pognębić, ale... pamiętajmy, że postaci u Cornwella to realistyczne osobowości, a nie papierowi bohaterowie. Dlatego też czytelnik zdaje sobie sprawę, że pokój wcale nie jest taki oczywisty, gdy Lancelot otrzymuje we władanie Królestwo Sylurii, królem Dumnonii zostaje Mordred, a obmierzły sodomita biskup Sansum niczym wąż knuje wciąż nowe spiski, pod pozorem sławienia jednego Boga próbując zagarnąć dla siebie jak najwięcej władzy i zaszczytów, bez względu na ich cenę.
W dodatku zbliża się rok 500. Chrześcijańscy manipulanci z Sansumem na czele zdołali wmówić tępym wieśniakom, iż Chrystus właśnie teraz powróci, w dodatku zjawi się właśnie na terenie Brytanii. Autor przedstawia w bardzo realistyczny sposób mechanizm zachowania się tłuszczy oraz konsekwencje tego zjawiska.
Ciemne wieki wciąż się zbliżają, pamięć o wynalazkach i dokonaniach Rzymu jest coraz słabsza. Powszechna tępota osiąga rozmiary wcześniej nieznane, wynosząc do wszelkich godności głównie oszustów, bawiących się wydarzeniami z przeszłości niczym polscy politycy.
Z legend, na których opiera się mit arturiański, w drugim tomie odnajdziemy przede wszystkim sporo wieści o tzw. „skarbach Brytanii”, z Excaliburem na czele. Ale jest także sporo o miłości, która rozkwita pomiędzy bohaterami mimo wszelkiego brudu i okrucieństwa dookoła, zazna jej główny bohater, Derfel, znacznie bardziej jednak czytelnika uderzy cornwellowska wizja legendy o Tristanie i Izoldzie, o wiele bardziej okrutna i przejmująca, niż pamiętamy.
Kilka dni temu recenzowałam „Zimowego monarchę” autorstwa Bernarda Cornwella, który tą powieścią otwierał Trylogię Arturiańską, wprowadzając nas do niebezpiecznego świata przygód. Swoją pierwszą książką, pisarz udowodnił, że doskonale zna zwyczaje ówczesnych wodzów, pokazując ich waleczność oraz męstwo oczami Derfla – saksońskiego wojownika, który dzielnie służył pomocą Arturowi, synowi z nieślubnego łoża króla Uthera. Zachwycona niezwykłym stylem pana Cornwella, entuzjastycznie zaczęłam czytać „Nieprzyjaciela Boga”, który również uraczył moją duszę.
Artur w dalszym ciągu stara się ochraniać swoje państwo przed wrogami, pragnącymi zniszczyć rosnącą potęgę Brytanii. W imieniu swojego młodszego brata, Mordreda, decyduje o wielu sprawach państwowych, stając się cenionym dyplomatą, ale też i mężnym wojownikiem. Oprócz wojennych komplikacji, Artur musi stawić czoła religijnym fascynacją swojego ludu, który coraz bardziej otwiera się na chrześcijaństwo. Ponownie dzielni wojowie stają do walki z armią saksońską, natomiast władca uporczywie walczy z nielojalnością swoich towarzyszy, będąc osobą honorową oraz pewną swoich racji. Ogromną rolę w „Nieprzyjacielu Boga” odgrywa Lancelot, który jest gotów zrobić wszystko, by stać się Panem Brytanii. Również żona Artura, Ginewra, nieprzychylnie patrzy na wszelkie działania męża, zajętego sprawami ojczyzny. Jedyną osobą, która zachowuje spokój jest Merlin, który pragnie oddać kraj w ręce dawnych bogów. Jednak, aby to uczynić potrzebuje trzynastu Skarbów Brytanii, po które wybrać musi się na Ciemną Drogę, która pełna jest niebezpieczeństw.
Bernard Cornwell ponownie otwiera przed nami księgę przygód, w których poznajemy losy Brytanii na przełomie piątego i szóstego wieku, gdy nad krajem zebrały się ciemne chmury. Kontynuacja „Zimowego monarchy” niewątpliwie pokazuje, jak bohaterowie z początkowo spokojnych i opanowanych postaci przekształcili się w zdeterminowanych i demonicznych wojowników, walczących aż do ostatniej krwi o szczęście mieszkańców kraju i o swój honor. Bernard Cornwell posiada wspaniały styl, dzięki któremu czytelnik z łatwością przenosi się do krwawej Brytanii, gdzie prym wiodą zasady rycerskie. W piórze tego pisarza można odnaleźć pewnego rodzaju lekkość, powodującą, iż historia, która zazwyczaj kojarzona jest z nudą i monotonią, tworzy interesującą fabułę, która wciąga zachwyconego odbiorcę już po przeczytaniu pierwszych stron tejże lektury. Autor nie pozwala nam choć na chwilę zapomnieć o losach swoich bohaterów, bowiem „Nieprzyjaciel Boga” wypełniony jest wydarzeniami, które jeszcze bardziej przyciągają czytelników, poszukujących wrażeń i prawdziwej dawki emocji. Tajemnic, intryg i zakłamania nie brakuje, gdyż naprawdę ciężko ocenić, kto jest wrogiem Artura, a kto wiernym towarzyszem. Pomysłowość pana Cornwella zaskoczyła mnie nieraz, gdyż spokojnie niekiedy próbowałam przewidzieć kolejne kroki postaci – jak się okazuje, pomimo ich ziemskiego życia, decyzje podejmują wręcz magiczne, ponieważ rozwiązania niektórych spraw nie idzie po prostu odgadnąć. Jak już pisałam, gdybym miała porównywać pierwszą część trylogii do drugiej to pochwaliłabym ukazanie charakteru i temperamentu bohaterów, którzy z czasem zaczęli ukazywać swoją prawdziwą desperację i wolę walki. Szczególnie Derfel, narrator powieści, początkowo wydawał się być zamkniętym w sobie mężczyzną, który ceni sobie spokój i stabilizację. Natomiast w tejże książce widzimy, jak z poczciwego wojownika stał się gotowym do potyczek rycerzem, który nadzwyczaj ceni sobie Artura oraz Brytanie. Z trudem czytałam o jego wewnętrznych przeżyciach i cierpieniu, kiedy odeszła jedna z ukochanych przez niego osób. Bernard Cornwell w sposób idealny ukazał, iż nawet najsilniejszy człowiek jest wstanie płakać z powodu śmierci swojej rodziny. Niewątpliwie, każdy z nas, wyobrażając sobie woja, widzi przed sobą jedynie mężczyznę z mieczem i tarczą. Natomiast autor tej trylogii nadał bohaterom osobowości, dzięki czemu z łatwością można zakochać się w zabawnych, ale też i poważnych, postaciach. Całkowicie zaskoczyła mnie Ginewra, którą początkowo ceniłam za własny punkt widzenia oraz nadmierną pewność siebie. Ostatnie strony ukazały, jak ogromna dwulicowość tkwi w ludzkiej duszy, niszcząc nie tylko własne życie, ale i tych, którzy się zawiedli na działaniach danej osoby. Reakcja Artura była przesycona zarazem ogromnym bólem, ale też i pewnego rodzaju delikatnością, dzięki czemu całkowicie zyskał moje serce.
Cała Trylogia Arturiańska spod pióra Bernarda Cornwella jest cyklem powieści wyjątkowych, które potrafią wprowadzić czytelnika do świata, gdzie jeszcze legendarne w dzisiejszych czasach wartości miały ogromne znaczenie. Osobiście polecam „Nieprzyjaciela Boga” tym, którzy wielbią historię, oraz przede wszystkim tym, którzy szukają książek, w których nie brakuje wielu emocji i ciekawych przygód.
To już drugi tom trylogii arturiańskiej Bernarda Cornwella, którą miałam przyjemność przeczytać. Bardzo się cieszę, że książka trafiła w moje ręce, bo cała historia podoba mi się coraz bardziej i chyba wreszcie przekonuję się nieco do książek historycznych. Mam tylko nadzieję, że szybko się czymś nie zrażę.
Drugi tom rozpoczyna się tradycyjnie od wstępu, w którym Derfel Cadarn, jest już starym mnichem i spisuje dzieje Artura dla królowej Igraine. Takie odskoki są w książce po zakończeniu każdej dłuższej części, ale zapewniam was, że wnoszą do książki urozmaicenie i nie wybijają zanadto z rytmu.
Derfel rozpoczyna od opisu miejsca, w którym wraz z Arturem zwyciężyli bitwę w Dolinie Lugg. Dzięki zwycięstwu, w Dumnonii wreszcie zaczyna panować pokój, o który Artur tak zabiegał. Władza już wkrótce ma przejść na prawowitą osobę, czyli Mordreda, który formalnie królem zostanie, gdy ukończy 16 lat. Wszyscy boją się tej daty, bo młody król nie nadaje się na osobę, która ma podejmować najważniejsze decyzje. Jakiś czas później, Artur wyrusza na Saksonów, by powiększyć Dumnonię o ich ziemie, ale plany psuje mu Lancelot, który już wkrótce odegra w całej historii ogromną rolę.
W tej części działo się zdecydowanie więcej. Derfel wyrósł na potężnego mężczyznę, założył rodzinę, powiększał swoje zasługi wojenne, a Artur, choć z początku zachowywał się nieco idiotycznie próbując pogodzić wszystkich wokół (co obróciło się przeciw niemu), pod koniec książki zmienił swoje postępowanie i stał się potężny i władczy, czyli taki, jakiego oczekiwałam od początku.
Nazwy przestały mnie razić, tak jak to było w tomie pierwszym, za to denerwowały mnie błędy ortograficzne, które czasem zdarzały się aż nagminnie, (np. Lancelota). W części pierwszej takich błędów nie było, a tutaj mogło ich nie być pół książki i nagle na jednej stronie gromadziło się kilka (zawsze z literką ł, zamiast l, nie wiem czemu).
Tom drugi, podobał mi się bardziej, akcja zdecydowanie się rozwinęła, poza tym, byłam już bardziej obeznana z terenem Dumnonii i wszystkimi jej Panami, których jest naprawdę sporo. Na szczęście łatwo ich zapamiętać, każdy się czymś charakteryzuje, poza tym, na początku książki mamy słowniczek imion, więc można się do niego odnieść.
Wydaje mi się, że tym razem „współczesnego” Derfla było zdecydowanie mniej, być może dlatego, że nie wypowiadał się pod sam koniec tomu. Ciągle jestem arcyciekawa, jak doszło do tej sytuacji, bo nowy Derfel, nie jest już tą samą osobą. Mam nadzieję, że na wszystkie moje pytania odpowie tom trzeci, który już czeka na półce.
Pierwsze dwa tomy, zdecydowanie polecam.
Drugi tom rewelacyjnie zapowiadającej się Trylogii Arturiańskiej. „Nieprzyjaciel boga” opisuje wydarzenia bezpośrednio po trwających w „Zimowym monarsze”. Artur jest bliżej upragnionego pokoju, wszystko zaczyna się układać. Pozornie.
Historię poznajemy, jak w pierwszym tomie, z opowieści przyjaciela Artura – Derfla, opowiada o tym co widział, co przeżył, prostuje to co było wymyślone, dopowiada szczegóły, odsłania kulisy zdarzeń. Jest świetnym gawędziarzem bo czyta się wspaniale. Mimo wielu, pojawiających się postaci, wszystko przedstawione jest w stopniu, który uniemożliwia pogubienie się.
Ze strony na stronę historia wciąga coraz bardziej. Wraz z Arturem i Derflem przeżyjemy sukcesy i porażki, radości i smutki. Nie piszę tego, tak o, naprawdę prawdziwie przeżywałam książkę, strach, irytacja, uśmiech wszystko to mi towarzyszyło.
A jak mimo całej sympatii klęłam nieraz głupotę i naiwność Artura…
Chyba o to chodzi dobrej książce, żeby czytając przeżywać, a nie tylko ślizgać się oczami po tekście…
Mimo ogromnego zmęczenia po wczorajszym dniu czytałam uparcie do drugiej w nocy nie wyobrażając sobie snu bez wiedzy, jak się kończy… przynajmniej ten tom.
Myślę, że jeśli ktoś przeczytał tom pierwszy nie trzeba namawiać na drugi. Tych którzy nie zaczęli pierwszego gorąco namawiam
„Nieprzyjaciel Boga” to drugi z kolei tom trylogii arturiańskiej znanego brytyjskiego pisarza Bernarda Cornwella. W zasadzie nie popełniłabym ogromnego błędu kopiując niemalże słowo w słowo moją recenzję części pierwszej. Pisarstwo Cornwella jest bardzo równe, na niemalże niezmiennym poziomie.
Tym razem nie czekał mnie już szok związany z mnogością nazw- po 600 stronach tomu pierwszego zdążyłam się zorientować kto jest kim, a to znacząco ułatwiało dalszą lekturę. Oczywiście nie liczyłam na brak nowych postaci, pan Cornwell jest bezlitosny dla osób niepotrafiących rozeznać się w tłumie bohaterów (jak ja, z moją pamięcią skutecznie odrzucającą wszelakie imiona i nazwiska). Na marginesie- konia zrzędę temu, kto wytłumaczy mi jak poprawnie wymawiać słowa takie jak Culhwch, Halcwm czy też Caddwg.
Możemy śledzić dalsze losy Artura, jego powolne wkraczanie w wiek dojrzały, zmagania z Saksonami i walkę o zjednoczenie Brytanii. Przyznaję, że bardzo przypadł mi do gustu pomysł autora na wplecenie w fabułę powszechnie znanego wątku Tristana i Izoldy. Jednakże moja wyobraźnia stanowczo buntowała się przeciwko pomysłowi Cornwella na czarnowłosą Izoldę- w moich wyobrażeniach na zawsze pozostanie ona kobietą ze złotą grzywą.
"Nieprzyjaciel Boga" to druga część trylogii arturiańskiej ,więc zarazem kontynuacja "Zimowego monarchy".
Nadal trwa nieustanna walka Chrześcijaństwa z pogaństwem,a Artur wciąż zaparcie broni Brytanii w imieniu swojego przyrodniego brata Mordreda.Merlin zaś poszukuje trzynastu skarbów Brytanii ,które zgodnie z jego wiarą mają oddać kraj pod opiekę dawnych bogów ,co mogłoby zaprowadzić upragniony spokój w Saksonii.Jednak dotychczasowe zdobycze bohatera zostają skradzione i mogą zostać wykorzystane w nieodpowiedni sposób i przez to wywołać katastrofalne skutki.Narratorem powieści nadal zostaje Derfel ,który nareście odnajdzie swoją prawdziwą miłość.Jak oczywiście można się domyślić akcję przeplata dużo więcej zaskakujących wątków,które razem dostarczają czytelnikowi naprawdę niezłą porcję wrażeń.
CYTATY:
„-Bogowie nienawidzą porządku - bruknął [Merlin]. - Porządek, Derfel, niszczy bogów, bogowie zatem muszą zniszczyć porządek.”
„Do Cadarn przybędą dwaj królowie, ale będzie tam władał człowiek, który królem nie jest. Martwi zostaną sobie poślubieni, zagubiony zostanie odnaleziony, a miecz będzie na gardle dziecka. (Nimue)”
"Excalibur" to już ostatnia część trylogii arturiańskiej. To właśnie tutaj Derfel kończy spisywać historię Artura i informuje nas o rozwiązaniu większości wątków poruszanych w poprzednich tomach serii.Jak wiadomo z poprzedniego tomu wszystkie skarby Brytanii zostały odkryte ,teraz wystarczy tylko czekać na odpowiednią noc i przygotować się na oddanie krainy w ręce bogów.
Co więcej dowiemy się jak zginęli najważniejsi i najwięksi bohaterowie całej serii.Jednak przed tym Artur stanie przed naprawdę trudnym wyborem .Saksonie zaczną napierać z całych sił na wschodnią granicę Brytanii,a na domiar złego do tego wszystkiego dołączy się problem Druidów i Magów ,którzy są przeciwnikami Chrześcijaństwa.Kogo więc wybierze Artur - poganów czy Chrześcijan ?
CYTATY:
„Na naukę nigdy nie jest za późno. (Sagramor)”
„- Wygląda na to, że przybył mi kolejny wróg - rzekłem, przyglądając się Argancie, pogrążona w rozmowie z druidem, którego niewątpliwie nakłaniała do rzucenia na mnie klątwy. - Jeśli mamy wspólnego wroga, Derfu, to dzięki temu jesteśmy wreszcie sprzymierzeńcami - powiedziała z uśmiechem Ginewra. - To mi się podoba.”
„- Dziś rano widziałam jelenia z jednym rogiem - powiedziała Igraine. - To zła wróżba, Derflu. - My, chrześcijanie, nie wierzymy we wróżby. - Ale widziałam, że gładzisz gwóźdź w twoim stole. - Nie zawsze jesteśmy dobrymi chrześcijanami.”
Pewnie pierwszym pytaniem jakie się wam teraz nasuwa jest to dlaczego postanowiłam zestawić te dwie książki razem w jednej recenzji .Odpowiedź jest dla mnie bardzo prosta , po prosu odebrałam je bardzo podobnie i uznałam ,że nie ma sensu pisać dwóch recenzji ,które będą wyglądały praktycznie identycznie.
Jak być może niektórzy pamiętają byłam zachwycona pierwszą częścią trylogii arturiańskiej - "Zimowym monarchą" i tak naprawdę mało się w tym temacie zmieniło ,z tym że teraz jestem zachwycona całą serią i kunsztem literackim autora.Podobnie jak tom pierwszy ,dwie kolejne powieści są napisane świetnym i dobrze dopracowanym językiem w niesamowitym stylu. Ja oczywiście miałam problem z ogarnięciem wszystkich nazw ,nazwisk i imion oraz miejsc ,ale widocznie mój typ tak ma :D Jednak jeśli jesteście tym właśnie typem nie martwcie się - autor też o nas zadbał i na początku książki serwuje nam spis wszystkich miejsc ,nazw itp wraz z wyjaśnieniami i oczywiście z dodatkową wizualizacją ,czyli mapką.Na uwagę zasługują też oczywiście przepiękne wydania wszystkich trzech powieści. Książki są pięknie oprawione ,czcionka jest odpowiednia i co najważniejsze bardzo klimatyczna -należą się za to ogromne brawa dla Instytutu wydawniczego Erica :-) Na koniec jeszcze o tym co jest największym atutem tych książek ,a mianowicie o fabule.Oczywistym wydaje mi się fakt ,że w książkach takiego mistrza jakim jest Cornwell fabuła poprostu powala i nie pozwala się podnieść ,aż do skończenia czytania całej powieści. Gwarantuję ,że podczas czytania tych książek żaden większy lub mniejszy miłośnik historii nie będzie się nudził .
Gorąco polecam :-)
Angielski pisarz odznaczony przez królową Elżbietę II Orderem Imperium Brytyjskiego. Autor thrillerów i powieści historycznych, do których należą „Przygody Richarda Sharpe’a czy cykl „Wojny Wikingów”. Snuje drugi tom legendy arturiańskiej.
Derfel, który był narratorem również w pierwszej części, przygląda się jak Artur ofiarowuje rękę Ceinwym, w której jest zakochany Lancelotowi, wygnanemu królowi Benoic. Lecz dzięki magii kości Melina lub po prostu Nimue, która zaprowadziła księżniczkę Powys do niego z uździenicą. Pomimo, że nie chce za niego wyjść i tak jest dobrze, ponieważ nie chce już wychodzić za mąż po tym jak jej czwarte zaręczyny nie powiodły się. Niestety wszyscy namawiają go do związku z Gwenhwyrach, niezbyt urodziwą siostra Ginewry. Merlin pragnie przy pomocy dziewicy Ceinwyn odnaleźć w końcu Kocioł, jeden z trzynastu skarbów Brytanii, by przywrócić Brytanii dawnych bogów. Muszą się oni udać na Ciemną Drogę, a to nie jedyna przeszkoda. Ginewra oddaje się religii Izydy i Ozyrysa, która wyrządzi wiele szkody i chaosu w życiu Artura. Lancelot ma wielkie plany i ambicje, z resztą ktoś kto choć trochę zna legendę wie co mam na myśli. Artur po zwycięstwie w dolinie Lugg, małżeństwie z ukochaną, zjednoczeniu królestwa południowej Brytanii i zabezpieczeniu tronu Mordreda wydawać by się mogło, że nie może być bardziej szczęśliwy. Po mimo, że nie jest królem musi przewodzić ludowi, musi stawić czoło ciemnym chmurą nadciągającym z nad jego królestwa. Nielojalność, najazdy Saksonów, problemy z religią, a to tylko niektóre z jego problemów. Z rąk najbliższych Artur dostanie najcięższy cios…
Przyszłość Artura i Brytanii nie jest usłana różami, z czego zresztą się spodziewaliśmy. Cornwell znów zadziwia nas wspaniałymi opisami i niesamowitymi dialogami, które nieraz wprawia nas w osłupienie. Pomimo, że Merlin nie jest doskonałym, dobrym staruszkiem do jakiego przywykliśmy, ja go uwielbiam, za wiarę w siebie, wielbienie chaosu i magię jaką roztacza swoja osobą. Tak jak w każdej wersji nie cierpię Ginewry, która zresztą też będący narratorem Defel nie darzy sympatią, chyba najbardziej traci na ostatnich scenach książki.
Powieść polecam wszystkim wielbiciela starych legend o królu Arturze. Może nie jest to do końca wersja do jakiej przywykliśmy, lecz stanowczo warta uwagi. Przypominam, że najlepiej jest zacząć od części pierwszej „Zimowy monarcha”. Kolejną częścią jest za to „Excalibur”.
Drugi tom Trylogii Arturiańskiej wciągnął mnie jeszcze bardziej niż pierwszy. Zdecydowanie polecam!
A szczegółową recenzję znajdziecie na moim blogu:
http://kacikzksiazka.blogspot.com/2012/02/nieprzyjaciel-boga-bernard-cornwell.html
Na półkach
Cytaty z książki
- „-Bogowie nienawidzą porządku - bruknął [Merlin]. - Porządek, Derfel, niszczy bogów, bogowie zatem mu...” - 2 osoby to lubią
- „Do Cadarn przybędą dwaj królowie, ale będzie tam władał człowiek, który królem nie jest. Martwi zost...” - 1 osoba to lubi
- „Lecz [Artur] zapomniał o Merlinie. Druid był starszy, mądrzejszy, i bardziej wyrafinowany niż Art...” - 1 osoba to lubi

Albertus
Selkar
Weltbild
Matras
Empik
Zinamon





























