Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Dziennik złodzieja

Tłumaczenie: Piotr Kamiński
Seria: Arcydzieła Literatury Światowej
Wydawnictwo: Zielona Sowa
6,95 (146 ocen i 13 opinii) Zobacz oceny
10
14
9
18
8
28
7
32
6
26
5
15
4
3
3
4
2
3
1
3
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Journal du voleur
data wydania
ISBN
8373897887
liczba stron
223
język
polski
dodała
kania

Dziennik złodzieja to stylizowane wspomnienie oparte na burzliwym okresie życia autora. Bohater Geneta przekracza w nich barierę społecznej "normalności", by znaleźć się po stronie marginesu i tam lokować swe namiętności. Odbywa on podróż po Europie jako złodziejaszek, homoseksualista oraz, co szczególnie ważne, człowiek pozbawiony etycznych zasad, gdyż one właśnie, jak można wywieść z lektury...

Dziennik złodzieja to stylizowane wspomnienie oparte na burzliwym okresie życia autora. Bohater Geneta przekracza w nich barierę społecznej "normalności", by znaleźć się po stronie marginesu i tam lokować swe namiętności. Odbywa on podróż po Europie jako złodziejaszek, homoseksualista oraz, co szczególnie ważne, człowiek pozbawiony etycznych zasad, gdyż one właśnie, jak można wywieść z lektury książki, są odpowiedzialne za dławienie postaw mniejszościowych w mieszczańskim społeczeństwie "dobrze urodzonych" i "dobrze sytuowanych".

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 291
marcinb | 2013-11-20
Na półkach: 2013
Przeczytana: 20 września 2013

Są książki, które są jakby “przeciwko” czytelnikowi, są mu “wrogie” - czasami w formie, w jakiej są pisane, a czasami gdy chodzi o wartości, z jakimi go konfrontują. “Dziennik złodzieja” jest właśnie taką książką. Przede wszystkim to żaden dziennik; wydarzeń nie ma tu prawie wcale, są zaledwie jakieś ich nikłe refleksy w postaci spotkań i strzępów rozmów z bandytami, nożownikami i złoczyńcami, z jakimi Genet - włóczęga i złodziej - się zadawał, jakich homoseksualnie kochał, wielbił i traktował jak ikony otoczone nimbem boskości. Nie dziennik więc, a raczej przytłaczający rozmachem swojej transgresji traktat o konsekwentnie budowanym indywidualnym świecie kontr-wartości, o osobistym kontr-porządku i kontr-życiu.

“Dziennikiem złodzieja” zachwycali się egzystencjaliści z Sartrem na czele, bo dla nich człowiek jest wrzucony w pusty świat i musi sam sobie wartości stworzyć, a tym samym stworzyć siebie, od podstaw i autonomicznie. Historia życia Geneta - odrzuconego przez świat w osobach swoich rodziców, spędzającego dzieciństwo w sierocińcach - jest dobrą ilustracją takiego wrzucenia w próżnię. Musząc stworzyć siebie od zera, Genet odwraca się tyłem do wartości większości społeczeństwa i orientuje się na zło, marząc o osiągnięciu jego ideału. Jest kimś w rodzaju pielgrzyma; kresem jego wędrówki jest zło najwyższe, czyli morderstwo, ale nigdy tam nie dociera; pozostaje mu tylko zachwyt tymi, którzy świętości morderstwa doświadczyli bądź z pewnością doświadczą. To ich kocha, ich ubóstwia, to im zazdrości tego zachłyśnięcia się wyzwoleniem, które daje morderstwo. Bo zło dla Geneta to droga do autonomii, wywyższonej osobności; im więcej zła, tym bardziej jednostka staje się suwerenna. Złe uczynki są waloryzowane dodatnio, bo składają się na drogę do osiągnięcia pełnej autonomii. Wobec czego Genet chce osiągnąć tę autonomię? Częściowo oczywiście wobec społeczeństwa, którym Genet nie tyle gardzi, co chce mu zaprzeczać każdym czynem, ale chodzi tu o coś jeszcze. O autonomię mistyka, świętego szaleńca, boskiego pomazańca - taką, która wiąże się z dumną, wyniosłą, dającą poczucie potęgi samotnością. O autonomię monarchy w wielkim zamku na szczycie świata, poza zasięgiem oczu i rozumienia tych, co na dole. Jest takie miejsce w tej książce, kiedy Genet dostrzega bliźniacze podobieństwo między więzieniem a pałacem króla. Więzienie daje złoczyńcy przedziwne, niepojęte, paradoksalne poczucie mocy. Do osiągnięcia autonomii sama zbrodnia więc nie wystarczy - musi jeszcze zaistnieć kara; muszą być też ci, którzy karę wymierzają, stróże prawa, policjanci, którzy w tej konstrukcji są wspólnikami w wielkim dziele. Im ukarana zbrodnia ma większy ciężar, tym większa autonomia człowieka wobec ludzkiej większości, wobec życia i śmierci, wobec wszystkiego, w co człowiek zostaje “wrzucony” istniejąc. Taka jest - mniej więcej - wywrócona na nice moralność Geneta.

“Dziennik złodzieja” to literatura gigantyczna, ale potworna w swojej bezkompromisowo konstruowanej monolityczności i swojej wyniosłości wobec nas, którzy bierzemy ją do ręki. Genet właściwie nie mówi do czytelnika, bo ten jest mu obcy, należy do obcego świata. To taka sytuacja, kiedy już na początku następuje rozejście się piszącego i czytającego. Zamiast mówić do nas, Genet masturbuje się sobą, swoim odwróceniem porządków, swoimi staraniami o zło, swoim uwielbieniem dla złoczyńców, którym nigdy nie dorównał, bo nigdy nie zabił - stać go było aż i zaledwie na “Dziennik złodzieja.” I po zamknięciu książki ta literatura taka pozostaje - wielka, ale nieprzenikniona, wroga i obca, jak zapis z wewnętrznej podróży jakiegoś mistyka, który uparcie, bez trwogi i bez wątpliwości idzie w dokładnie odwrotnym kierunku, niż pozostali. I ani on nas nie zaprasza do towarzystwa, ani sami nie chcielibyśmy mu towarzyszyć. Czyż to nie przedziwne doświadczenie lekturowe - otworzyć książkę, której autor mówi “nie chcę Cię, nie potrzebuję Cię” i zamykając ją mieć ochotę powiedzieć autorowi dokładnie to samo?

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
48

Cała recenzja: http://bo-w-nich-jest-caly-swiat.blogspot.com/2017/10/48-andreas-gruber-recenzja-powstaa-we.html Właściwie nie miałam żadnych ocze...

zgłoś błąd zgłoś błąd