Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Szaleństwo marszu

Tłumaczenie: Paulina Stolarek-Marat
Seria: NAOKOŁO ŚWIATA
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
5,11 (47 ocen i 7 opinii) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
3
7
7
6
6
5
16
4
8
3
6
2
0
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
FOU DE LA MARCHE
data wydania
ISBN
9788375064063
liczba stron
237
język
polski
dodał
Marcin

Znają go wszyscy: Jacques Lanzmann to piechur wszech czasów. Od Andów po Himalaje, od lasów Saint-Germain do Tibesti, od Cévennes do Kilimandżaro, od Borneo do Reunion – przemierzył tysiące kilometrów, bacznie przyglądając się światu i sobie samemu. Ta opowieść stanowi owoc jego doświadczeń. Mówiąc o marszu – tej podstawowej aktywności, którą ludzie dziś odkrywają na nowo – porusza wszelkie...

Znają go wszyscy: Jacques Lanzmann to piechur wszech czasów. Od Andów po Himalaje, od lasów Saint-Germain do Tibesti, od Cévennes do Kilimandżaro, od Borneo do Reunion – przemierzył tysiące kilometrów, bacznie przyglądając się światu i sobie samemu. Ta opowieść stanowi owoc jego doświadczeń. Mówiąc o marszu – tej podstawowej aktywności, którą ludzie dziś odkrywają na nowo – porusza wszelkie aspekty, praktyczne i psychologiczne, a także duchowe. Udziela rad w kwestii ekwipunku, poucza, jak należy oddychać i odpoczywać w zależności od tego, czy idziemy przez pustynię, góry, przez lasy Francji czy tropikalną dżunglę. A wszystko to ubarwia anegdotami, wspomnieniami i fotografiami.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 5440
malineczka74 | 2012-03-12
Przeczytana: 10 marca 2012

O człowieku, który kochał maszerować.


Pierwsze kroki stawiamy zwykle mając około 10-12 miesięcy. Potem wykonujemy ich codziennie tysiące. W całym życiu pewnie zrobimy miliony kroków. Ciągle idziemy, maszerujemy. Chodzimy z domu do przedszkola, szkoły, na uczelnię, do pracy, kina, centrum handlowego i pewnie jeszcze w tysiące innych miejsc. Dla większości z nas marsz jest koniecznością, ale są także i tacy na tym świecie dla których marsz jest relaksem, sposobem odpoczynku, odnową duchową, po prostu metodą na życie. Do takich osób z pewnością należał francuski pisarz, producent filmowy, scenarzysta i podróżnik Jacques Lanzmann (1927 - 2006).
To człowiek, który miał chodzenie we krwi. W swoim życiu przeszedł wiele kilometrów, a trasa jego wędrówki wiodła przez różne kontynenty i strefy klimatyczne. Odwiedził najatrakcyjniejsze pod względem turystycznym zakątki globu ziemskiego. Podziwiał piękno Tybetu, Nepalu, Sahary, Andów, Meksyku, Peru, Moskwy, Chin i jeszcze wielu innych miejsc. Jego wędrówki to nie spokojne przechadzki spacerowym tempem. To mordercze etapy liczące wiele kilometrów dziennie w deszczu i palącym słońcu, upale i mrozie, wśród lodowców i pustyń, w miejscach gdzie przysłowiowy diabeł mówi dobranoc i nie mieszkali niegdy ludzie. Marsz Lanzmanna fascynował. Dostarczał mu niesamowitych emocji i adrenaliny. Wprowadzał go w mistyczne doświadczenia. Nie raz musiał pokonać ból, pragnienie, głód, zmęczenie. I o tym opowiada on w książce "Szaleństwo marszu".
Ta publikacja to po części fragmenty książek opisujących przeróżne podróże Autora, relacje z marszy wyczynowych i maratonów, ale i szereg praktycznych porad jak przygotować się do wędrówki. Autor doradza co jest niezbędne w plecaku piechura - dziś chyba raczej powiedzielibyśmy człowieka uprawiającego trekking. To wcale nie takie proste wybrać się w długą trasę i odpowiednio dobrać ekwipunek, jedzenie i odzież. W czasach obecnych rynek sprzętu turystycznego bardzo się rozwinął, ale są pewne reguły, które niezmieniły się od dawna i którymi Lanzmann się z nami dzieli.
Ta książka to zarazem relacja nie tylko bardzo praktyczna, ale i osobista. Podróżnik niejako zwierza się Czytelnikowi z całej masy przeżyć ze szlaku. Były i sytuacje śmieszne i wzruszające, smutne i groźne. Ale jak ktoś połknął bakcyla wędrówki to zawsze wybierze się w kolejną podróż. Cóż, jestem taką samą istotą, która ma włóczęgę we krwi i takie książki pochłaniam ze zrozumieniem. Zazdroszę tylu pięknych tras, tylu widoków i przeżyć. Tylko ułamek z nich widać na zdjęciach umieszczonych w książce. I szkoda, że nie są to fotografie kolorowe.
W publikacji padają bardzo trafne słowa, które stwierdzają czym może być marsz nie tylko dla ciała, ale i dla ducha.
"Maszerować - to dotrzeć do kresu samego siebie, idąc jednocześnie na koniec świata"
Dla mnie te słowa są piękne, wprost mistyczne.
Jeśli macie duszę włóczęgi to nie będę Was długo musiała przekonywać do przeczytania "Szaleństwa marszu". Jeśli zaś jesteście ciekawi co czuje taka osoba i nie kręci Was jeszcze wielogodzinna wędrówka to zachęcam gorąco do lektury. Może dzięki niej pokochacie trekking ?

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Niedziela na wsi

Po kilku miesiącach przerwy od czytania powieści Christie, zdążyłam zatęsknić za atmosferą jej dzieł. Postanowiłam sięgnąć więc po „Niedzielę na wsi”,...

zgłoś błąd zgłoś błąd