Dołącz do nas! To proste.
» Własna biblioteczka
» System rekomendacji
» Zobacz, co czytają znajomi
» 100 tys. zarejestrowanych użytkowników
» 139 tys. książek
» Ponad 229 tys. recenzji
Stwórz własną internetową biblioteczkę,
pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!

Stokrotki w śniegu

Autor:

więcej informacji
tłumaczenie: Ewa Bolińska-Gostkowska
tytuł oryginału: The Christmas List
wydawnictwo: Znak
data wydania: listopad 2010
ISBN: 978-83-240-1460-6
liczba stron: 304
słowa kluczowe: miłość
język: polski
typ: papier
dodał: Ag2S
6.71 (262 ocen i 76 opinii)
 
Kup książkę
Cena od 11,00 zł

Czy można dostać drugą szansę i rozpocząć wszystko od nowa? James Kier zginął w wypadku. Tak przynajmniej wszystkim się wydawało. On sam dowiedział się o własnej śmierci z gazet. Pomyłkę szybko wyjaśn... Czy można dostać drugą szansę i rozpocząć wszystko od nowa?
James Kier zginął w wypadku. Tak przynajmniej wszystkim się wydawało.
On sam dowiedział się o własnej śmierci z gazet. Pomyłkę szybko wyjaśniono, ale błąd popełniony przez dziennikarza ucieszył wszystkich znajomych Jamesa.
Nic dziwnego.
Nie był kandydatem na najlepszego przyjaciela.
Bezwzględny szef. Rekin biznesu wyznający zasadę - po trupach do celu. Mąż, który zostawia umierającą żonę. Ojciec znienawidzony przez syna.
Czy można zacząć wszystko od nowa?
Wynagrodzić popełnione krzywdy?
Przebaczyć innym i sobie?
„Stokrotki w śniegu” to piękna, wzruszająca opowieść o sile miłości i nadziei. O tym, że najważniejsza w życiu jest rodzina. Że tylko kochając i będąc kochanym, można odnaleźć własną drogę w życiu.
pokaż więcej.



Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Moja ocena:
loading
Opinie znajomych
Sprawdź czy twoi znajomi napisali opinie lub dodali książkę do biblioteczki. Zaloguj się
Dyskusje o książce
 (6)

Opinie czytelników

Muszę przyznać, ze zupełnie nie miałam pomysłu na napisanie recenzji książki Richarda Paula Evansa. Ilekroć zabierałam się za tę czynność, to po stworzeniu zaledwie kilku zdań wymazywałam je i rozpoczynałam swoją pracę od początku. W pewnym momencie postanowiłam wziąć się za siebie i na poważnie przystąpić do wykonywanego zadania.

"Stokrotki w śniegu" przedstawiają nam historię bezwzględnego rekina biznesu, którego nie interesuje nic poza powiększeniem własnego majątku. James Kier przez 7 dni w tygodniu - 24h na dobę - czerpie przyjemność z poniżania ludzi i odbierania im godziwych warunków do życia. Krzywda innych upewnia go w poczuciu własnej wartości, które z kolei mobilizuje mężczyznę do dalszego działania. Taki stan rzeczy trwa aż do momentu, w którym biznesmen zapoznaje się z treścią - umieszczonego w gazecie - nekrologu. Główny bohater - pod wpływem impulsu, a także przeczytanej na swój temat rozmowy - podejmuje jedną z najważniejszych decyzji w swoim życiu. Właściciel firmy - ze wszelkich sił - stara się wynagrodzić innym swoim winy i mimo wielu przeciwności losu nie poddaje się...

W moim odczuciu "Stokrotki w śniegu" spełniają swoje zadanie niemalże w całości. Richard Evans zabiera swoich czytelników w niezwykłą podróż, która uświadamia każdemu z nas wiele istotnych kwestii. Autor ukazuje nam do czego - w skrajnych wypadkach - może doprowadzić chęć zapewnienia swoim bliskim przyzwoitych warunków życia. Po wnikliwej analizie okazuję się, że tak naprawdę bardzo dużo zależy od charakteru człowieka. W sposób jawny musimy dbać o otaczającą nas rzeczywistość, a także o to, byśmy podczas - popularnego w dzisiejszych czasach - 'wyścigu szczurów' nie zapomnieli o naszym prawdziwym JA.

Zagłębiając się w kolejnych rozdziałach książki miałam wrażenie, iż jest ona pewną przestrogą przed popełnianiem błędów, które mogą nas drogo kosztować. Czasami lepiej jest ugryźć się w język i przemyśleć kilka spraw na spokojnie, by potem nie okazało się, iż zgubimy się w wirze własnych decyzji. Panu Kierowi udało się przejrzeć na oczy dopiero po wielu latach bezmyślnych decyzji, które doprowadziły do rozpadu jego małżeństwa, a także braku jakichkolwiek więzi z własnym synem.

Czytając lekturę napisaną przez Richarda Evansa bardzo łatwo można dostrzec jej nawiązanie do powieści stworzonej niegdyś przez Charlesa Dickensa. Autor mówi o tym od samego początku, więc bez wątpienia można uznać, iż "Stokrotki w śniegu" są współczesną wersją "Opowieści Wigilijnej". Oczywiście brakuje w niej tego czegoś co posiadać może tylko oryginał, jednak mimo wszystko uważam, iż naprawdę warto jest zapoznać się z tą pozycją literacką... Z czystym sumieniem polecam tą pozycję literacką każdemu - bez względu na wiek.


Wydawnictwo Znak, Listopad 2010
ISBN: 978-83-240-1460-6
Liczba stron: 304
Ocena: 7/10


Przeczytana: 26 grudnia, 2011

Zachęcona recenzjami i opiniami innych czytelników, bez wahania sięgnęłam po powieść Richarda Paula Evansa "Stokrotki w śniegu". Historia przedstawiona przez Evansa niewątpliwie została zainspirowana Opowieścią Wigilijną - jak sam autor nadmienia we wstępie - jest to więc pozycja niemalże obowiązkowa na okres bożonarodzeniowy.

Stokrotki w śniegu to powieść obyczajowa, której akcja toczy się w Ameryce. James Kier – główny bohater - bezwzględny, cyniczny biznesmen znajduje w gazecie swój własny nekrolog. Notka umieszczona została pomyłkowo, ale w Internecie pod informacjami o śmierci Kiera pojawiają się liczne komentarze. Należy nadmienić, że swoją potężną firmę Kier zbudował opierając się na nieuczciwych zagraniach, na swoim sprycie, nie okazując serca wspólnikom, którzy przecież byli zwykłymi ludźmi, z własnymi problemami. Kier również w stosunku do swojej rodziny zachowywał się podobnie. Kochany, troskliwy ojciec i mąż stał się człowiekiem pozbawionym uczuć. Zostawił żonę i syna i zajął się swoim imperium. Pracownicy okazywali mu respekt, jednak wynikał go głównie ze strachu przed nim, a nie z sympatii. Prawda jakiej dowiaduje się o sobie z komentarzy pozostawionych w Internecie działa jak potężny impuls. Ten ogromny bodziec powoduje, że Kier pragnie naprawić wyrządzone krzywdy. Postanawia odkupić część swoich win.

„Stokrotki w śniegu” to wzruszająca powieść, świadcząca o tym, że nawet najbardziej skamieniali ludzie nie posiadający uczuć mogą się zmienić. Nasuwa się tylko jedno pytanie: czy ta przemiana nie przyjdzie za późno? Odpowiedź na nie oczywiście uzyskamy czytając powieść. Język Evansa cechuje prostota i lekkość. Książkę czyta się znakomicie. Nie dość, że jest wciągająca, to brak w niej sztuczności i nadęcia. Evans nie próbuje nikomu udowodnić, że jego literatura jest z wyższej półki. W zamian daje coś dużo cenniejszego - nadzieję i wiarę. To powieść z pięknym świątecznym akcentem.

http://czytadlatetiisheri.blogspot.com/


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 19 grudnia, 2010

Książka dla której jesteś w stanie zawalić noc!
I wcale, ta nieprzespana noc nie będzie się kojarzyć z worami pod oczami czy zepsutym humorem tzw wstaniem lewą nogą na drugi dzień!
Wręcz przeciwnie!
Jest to książka, która uczy bycia dobrym (tak! bez wahania mogę tak napisać!), która przywraca wiarę w ludzi, w ich zmianę, która daję nadzieję, otacza miłością czytelnika i nade wszystko pokazuję, że święta Bożego Narodzenia to czas magiczny!
Od nas zależy jak tę magię wykorzystamy!

Książka, którą warto mieć w domu by czasami do niej wrócić, by mieć punkt odniesienia gdy zbłądzimy, by móc przeczytać jeszcze raz jakimi zasadami w życiu powinniśmy się kierować!

Historia człowieka, który nagle zdaję sobie sprawę, że "tu nie chodzi o to, jakie masz zamiary, tylko o to, jak postępujesz."

Serdecznie i gorąco polecam!


Na półkach: Przeczytane

Sięgnęłam po książkę, dlatego że bardzo lubię "Opowieść Wigilijną" Charlesa Dickensa, a "Stokrotki w śniegu" zapowiadały się na książkę w podobnym klimacie :)

U Paula Evansa rolę Ebenezera Scroogea przyjął James Kier, bezwzględny rekin biznesu, który niszczy ludzi bez skrupułów. Rani nawet osoby, które mimo wszystko darzą go uczuciem i wierzą w to, że jest w nim coś dobrego.
Całe życie i światopogląd Jamesa zmieniają się, kiedy pewnego dnia biznesmen czyta umieszczony przez pomyłkę w gazecie nekrolog... własny nekrolog. Postanawia się zmienić i naprawić krzywdy, które wyrządził innym ludziom... ale czy po takim czasie jest to możliwe i czy James ma szansę naprawić to co kiedyś zepsuł... sprawić,żeby żona i syn znowu mu zaufali i obdarzyli uczuciem?

Książka idealna do przeczytania w okresie przedświątecznym... ja także miałam w planie zrobić to przed Wigilią, ale jakoś ciągnęło mnie do czytania i nie wytrzymałam. Od razu rzuca się w oczy nawiązanie do "Opowieści Wigilijnej" i niestety, wg. mnie tej książce brakuje magii, którą mogliśmy znaleźć u Dickensa. Owszem... wzruszyła mnie, czytało się ją szybko i przyjemnie, ale jednak czegoś brakowało. Może powinnam jednak poczekać z książką na pierwszy śnieg i trochę świątecznej atmosfery?

Książka niesie proste przesłanie... człowiek jest kowalem własnego losu i to jak nas odbierają ludzie, zależy tylko i wyłącznie od nas... Miłości i prawdziwej przyjaźni nie można kupić za pieniądze, a czasami zapominamy, że to właśnie miłość i przyjaźń nadają sens naszemu życiu.

Mimo iż brakuje mi w tej książce odrobiny tego czegoś... magicznego... polecam, bo czyta się naprawdę dobrze, a nawet kilka łez ze wzruszenia można uronić :)


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 17 stycznia, 2011

„Stokrotki w śniegu” to ciepła powieść, która porusza do głębi i zmusza do refleksji: Jakim jestem człowiekiem? Jakie reakcje wśród ludzi, którzy mnie znają, wywoła informacja o mojej śmierci? Będą tęsknić, żałować a może odetchną z ulgą, ucieszą się a nawet odczują satysfakcję?

James Kier dostał niezwykle rzadką szansę przekonania się o tym jeszcze za życia, bowiem wieść o jego śmiertelnym wypadku okazała się być pomyłką dziennikarza. Komentarze, które przeczytał w Internecie pod artykułem na temat swojej śmierci, nie należały do miłych i skłoniły Jamesa do zastanowienia się nad swoim życiem, stylem prowadzenia interesów oraz relacjami z rodziną. I tak to stopniowo i niezwykle boleśnie dokonuje się przemiana bezwzględnego szefa, wspólnika, który wykorzystał własnego przyjaciela, ojca, który nie ma czasu dla syna, męża, który zostawił swoją umierającą żonę a teraz interesownie kalkuluje korzystny dla siebie moment rozwodu. Człowieka z zasadami, za to bez sumienia.

Akcja książki ma miejsce w grudniu, w czas poprzedzający Święta Bożego Narodzenia. Jest to zatem optymalny czas na taką właśnie lekturę, ale zapewniam – po świętach nie traci ona ani trochę z klimatu, dotyka przecież spraw ponadczasowych a i na refleksję i danie sobie (i innym) drugiej szansy zawsze jest dobra pora.

Powieść przypomina, że mamy tylko jedno życie, że powinniśmy należycie wykorzystać dany nam czas, żyć tak, by nikt przez nas nie płakał, nie krzywdzić, nie dążyć do celu po trupach. Bo przecież nasza śmierć jest nieuchronna ale to od nas samych zależy, co kiedyś inni napiszą… w naszym nekrologu.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, 2011
Przeczytana: 01 stycznia, 2011

Opowieść wigilijna XXI wieku, to myślę najbardziej trafne określenie dla tej chwytającej za serce powieści.

James Kier jest człowiekiem który wiedzie życie o którym marzą miliony ludzi - ma piękną dziewczynę i świetnie prosperującą firmę, która zapewnia mu bardzo luksusowe życie.
Los jednak bywa bardzo przewrotny, kiedy więc w pewnej gazecie przez przypadek pojawia się informacja o jego śmierci Kierowi będzie dane się przekonać ilu ludzi ucieszyła ta informacja, a ktoś po kim najmniej by się tego spodziewał będzie go żałował.

"Stokrotki w śniegu" to książka o przemianie, książka która przypomina nam o tym jak ważne są nasze czyny oraz pokazuje magię która otacza święta.

Jest jeden wspaniały cytat z tej książki który zapamiętam na pewno na bardzo długo
"Wszyscy, a na pewno niektórzy z nas, mamy poważną wadę. To co jest dla nas najważniejsze, potrzebne do życia bierzemy za oczywiste, za dane. Powietrze. Wodę. Miłość.
Jeśli jest obok was ktoś, kogo kochacie, jesteście szczęściarzami. A jeśli ta osoba i was darzy miłością - możecie mówić o prawdziwym błogosławieństwie. Jeśli zaś marnujecie czas dany wam na tę miłość, jesteście głupcami"

Cieszę się, że tak wspaniałą książką otworzyłam rok 2011 i nie tylko w tym roku ale i w następnych postaram się pamiętać, że chcieć to móc, i że życie ma się tylko jedno i ważne jest to jak je przeżyjemy.


Przeczytana: kwiecień, 2012

Współczesna wersja "Opowieści wigilijnej". W moich oczach nie jest jednak ujmą.

Muszę przyznać, że niekiedy mam problemy z wyrażaniem uczuć, co wiążę się z tym, że żadna książka jeszcze nie wzbudziła we mnie takich uczuć, aby uroniła przy nich łzy (wiele książek mnie wzruszało, ale nigdy nie potrafiłam tego jawnie ukazać). Było tak do pory, kiedy sięgnęłam po tą książką.

Historia człowieka, który zbłądził, zranił wiele osób, pewnego dnia oprzytomniał pokonując trudną drogę do odzyskania tego co utracił wiele lat temu poruszyła mnie i utwierdziła moją wiarę w ludzi.
Gorąco polecam!


Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2011
Przeczytana: 06 stycznia, 2011

Czytałam z lekką obawą, że książka okaże się schematyczna i zbyt podobna do "Opowieści wigilijnej". Sam autor przyznał we wstępie, że właśnie na powieści Dickensa się wzorował. Nie rozczarowałam się jednak. "Stokrotki w śniegu" mają swój niezwykły klimat a postać Jamesa Kiera jest doskonale zarysowana. Daje się lubić od samego początku, mimo wielu wad. Być może dlatego, że najpierw jest zabawna i groteskowa, dopiero później staje się wzruszająca.
Powieść jest historią rozpoczynającą się od pomyłki dziennikarskiej, główny bohater bowiem czyta pewnego dnia swój nekrolog w lokalnej gazecie. Dzięki niemu dowiaduje się na jaką opinię sobie zapracował wśród bliskich i znajomych. Wiadomość ta jest tak wstrząsająca, że Kier postanawia zmienić swoje życie... I, tutaj zaskoczenie, początkowo wszystkie jego przedsięwzięcia kończą się niepowodzeniem! Nie jest to banalna, cukierkowa historia o tym, jak to łatwo zmienić swoje życie. O nie. To książka o rozczarowaniach, wysiłku, trudnych relacjach syna i ojca, tragediach rodzinnych, woli walki i potrzebie nie poddawania się aż do końca...
Opowieść jest też wzruszająca. Przez ponad 250 stron czekałam na tytułowe stokrotki, ale kiedy się wreszcie pojawiły, rozczuliły mnie zupełnie...
Myślę, że to książka warta przeczytania, doskonała też na prezent.
Motywuje do zastanowienia się nad skutkami własnego postępowania, a miejsce na notatki pod koniec publikacji, niejako zobowiązuje do stworzenia listy osób, z którymi może nie do końca ułożyło się tak, jak powinno...


Przeczytana: 07 czerwca, 2011

Poruszająca opowieść o sile miłości i przebaczenia, a także o stawianiu czoła prawdzie dotyczącej samego siebie i swojego postępowania nawet wtedy, gdy jest to dla nas bardzo nie wygodne i bolesne...
Książka, która uświadamia, iż nigdy nie jest za późno na to, by człowiek zmienił swoje życie na lepsze...


Przeczytana: 12 maja, 2012

Moja pierwsza przygoda z panem Evansem i zapewne nie ostatnia. "Stokrotki w śniegu" to wigilijna, ciepła opowieść przywracająca wiarę w magię świąt, a także w ludzi. Bo takie historie przecież zdarzają się naprawdę i póki będziemy w nie wierzyć, a nie traktować jak bajki to z pewnością wciąż będą się zdarzać. Bo R.P. Evans nie opowiada bajek, wszystko ma w tej opowieści przyczynę i skutek. A także jak pokazała nam światowa historia bardzo łatwo z dobrego uczuciowego człowieka przemienić się w bezwzględną bestię, ale również i ten stan nie jest przecież nieodwracalny.
"Stokrotki w śniegu" to piękna przypowieść na jeden wieczór, po jej przeczytaniu aż chciałoby się coś zmienić w swoim lub czyimś życiu.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2012
Przeczytana: 05 maja, 2012

Główny bohater tej historii - James Kier - to naprawdę antypatyczna postać. Swój egoistyczny, wredny charakterek, Kier ujawnia już w pierwszych trzech rozdziałach. A dalej nie jest wcale lepiej. Kier to facet bezwzględny i zły. Nie liczy się z niczyim zdaniem, na nim też nie można polegać. W świecie, w którym żyje James Kier najważniejszy jest... James Kier. On jest wielkim biznesmenem, wielce bogatym, wielce mądrym i wielce przekonanym o swojej wyższości. Niewielu go lubi. Nienawidzi go nawet najbliższa rodzina, w szczególności jego syn. Czytając książkę wielokrotnie wcale się mu nie dziwiłam. Tak, tak - czytelnik też nie cierpi tej postaci...
Jednak, czy będąc nawet najbardziej wrednym egoistą można zauważyć swoje błędy? I co takiego musi się stać, żeby w końcu zrozumieć, że pewne sposoby ludzkiego postępowania mogą krzywdzić życie innych, niszczyć nie tylko bliskich, ale także prowadzić do autodestrukcji? Jakie wydarzenia "otworzą Jamesowi oczy"?
Aby się tego dowiedzieć polecam przeczytać książkę.

Książkę czyta się jednym tchem. Jest jedną z tych powieści, które karzą do siebie wrócić po każdym ukończonym rozdziale. Ta historia przekazuje nam przesłanie, że człowiek czyniąc dobro przyniesie więcej szczęścia innym, a przy tym także samemu sobie.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Richard Paul Evans, amerykański autor bestsellerów, napisał krótką opowieść o Bożym Narodzeniu i emocjach, które powinny temu świętu towarzyszyć. „Stokrotki w śniegu” to już kolejna z jego powieści, traktująca o tym właśnie okresie. Z reguły nieufnie podchodzę do takich publikacji, przeczuwając, że autor na siłę będzie próbował mnie wzruszyć, co drugie zdanie wtrącając jakąś życiową mądrość, w sam raz do zapisania w pamiętniku dojrzewającej panienki. Nie przeczę, że książki tego rodzaju są sympatyczne i nierzadko pełne ciepła, wolę jednak dostarczać sobie pozytywnych wzruszeń inną lekturą. Ponieważ jednak książka sama wpadła mi w ręce, z chęcią do niej zajrzałam i muszę przyznać, że dość pozytywnie mnie zaskoczyła.

Przede wszystkim autor jest z czytelnikiem szczery i już we wstępie stwierdza, jakiej książki może oczekiwać. Evans, natchniony przez pracę domową z dawnych, szkolnych lat, pragnął napisać książkę o sytuacji, w której żywy człowiek miałby szansę przekonać się, co powiedzieliby o nim otaczający go ludzie, gdyby byli przekonani o jego śmierci. Dodatkowo autor jest wielbicielem „Opowieści wigilijnej” Dickensa i marzyło mu się napisanie nowej powieści osadzonej w tej tradycji, choć dziejącej się w nowoczesnych czasach. Historii o przebaczeniu i odkupieniu w scenerii padającego śniegu i zawieszonych tu i ówdzie bożonarodzeniowych lampek. Zwierzając się z tych pragnień, autor jasno określił swojemu czytelnikowi, jakiego rodzaju powieści ma się on spodziewać po „Stokrotkach w śniegu”. I te oczekiwania spełnia co do joty.

James Kier jest bardzo bogatym przedsiębiorcą zajmującym się handlem nieruchomościami. Swoje interesy prowadzi z zimną bezwzględnością, nie zważając na los ludzi, których bez mrugnięcia okiem wykorzystuje w swoich, nie zawsze do końca uczciwych, przetargach. Jak można się spodziewać, sukcesy zawodowe nie idą w parze ze szczęściem osobistym. Kier spotyka się z młodą i zachwyconą nim Traci, ale jest to powierzchowny związek, niepokojąco często dotyczący zarobków Kiera. James jest w trakcie rozwodu z żoną, śmiertelnie chorą Sarą, którą porzucił pomimo wiadomości o jej stanie zdrowotnym. Od dawna nie rozmawiał z własnym synem. W wyniku nieporozumienia i dziwnego splotu wydarzeń, pewnego dnia gazety informują o śmierci Jamesa Kiera. Wiadomość ta wywołuje lawinę komentarzy, z których Kier dowiaduje się, jak źle wygląda w oczach ludzi. Postanawia rozpocząć prawdziwą krucjatę, żeby zmienić ten stan rzeczy. Po drodze odkrywa najważniejsze dla siebie wartości, poznaje siłę przebaczenia, a wreszcie odkrywa, jak bardzo był samotny i spragniony dawania i doznawania miłości.

Oczywiście, jestem przekonana, że każdy czytelnik od początku zdaje sobie sprawę, jak powieść się zakończy. Nie chodzi tu jednak o element zaskoczenia. To historia z gatunku tych grzejących serce, bez kompleksów i zadęcia opowiadająca bardzo amerykańską przypowieść o bogaczu, który musiał sobie przypomnieć, że same pieniądze szczęścia nie dają i wszystkich problemów nie rozwiążą. Autor nie sili się na wtrącanie aforyzmów, jego bohaterowie dają się lubić mimo kategorycznego podziału na dobrych i złych, a całość czyta się błyskawicznie. Niewątpliwie mamy do czynienia z wyciskaczem łez, ale jak wspomniałam, od początku czytelnik wie, na co się porywa. I jeśli lubi tego rodzaju historie, to myślę, że „Stokrotki w śniegu” będą naprawdę sympatycznym prezentem pod choinkę.


Na półkach: Przeczytane, Obyczajowe, 2011
Przeczytana: 17 lutego, 2011

Książka na jeden, maksymalnie dwa wieczory.
Wciąga.
Pomimo iż przeczytałam lekturę po okresie Bożego Narodzenia skłania do licznych reflekcji i zastanowienia się nad swoim życiem. Taka bardziej unowocześniona wersja "Opowieśni Wigilijnej".
Polecam :)


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, 2011
Przeczytana: 24 kwietnia, 2011

Niby wszystko było do przewidzenia w tej książce a mimo to łezka czasem poleciała :) Można tą książkę określić jako Opowieść Wigilijną XXI wieku :)Polecam :) Bardzo przyjemna i szybka lektura :)


Przeczytana: 18 grudnia, 2010

Piękna i bardzo wzruszająca opowieść.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 07 marca, 2011

"Stokrotki w śniegu" to przepiękna, wzruszająca współczesna "Opowieść wigilijna", w której autor próbuje znaleźć odpowiedzi na fundamentalne pytania: czy można w życiu zacząć wszystko od nowa? wynagrodzić popełnione krzywdy? przebaczyć innym i sobie?
Takie przypowieści przypominają, co w życiu najważniejsze i przywracają wiarę w człowieka :) Na pewno warto ją przeczytać i do niej wracać!


Na półkach: Przeczytane, EBOOK, 2012
Przeczytana: 21 stycznia, 2012

Przyjemnym językiem opisana historia ogromnej zmiany w osobowości biznesmena Jamesa Kier'a.
Historia ta jednak do mnie nie trafiła. Nie uwierzę, że człowiek do szpiku zepsuty i nienawidzący innych, a takim był James, zmieniłby się aż tak bardzo. I to wszystko za sprawą anonimowych komentarzy zamieszczonych w Internecie pod jego adresem.
Jakaś taka naciągana ta historia.


Na półkach: Przeczytane, Z biblioteki, 2012
Przeczytana: 15 lutego, 2012

Kochaj. Wybaczaj. Żyjąc dla innych, żyj dla siebie.
A nie spotka cię to, co Jamesa Kiera...
,, Kochamy wciąż za mało i stale za późno''
Książka jest piękna i wzruszająca- czyta się ją szybko, chłonąc każdą stronę. Daje nadzieję. Że jednak nigdy nie jest za późno, żeby coś w życiu zmienić.
Żeby przeprosić.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 15 grudnia, 2010

Mądra, wzruszająca książka... Uwierzyłam, że wszystko można zmienić jeśli tylko się chce. Polecam:)


Na półkach: Przeczytane

Powieść może i banalna, ale ciepła, wzruszająca i mądra...