Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Kogo kocham, kogo lubię

Seria: Mroczna Seria
Wydawnictwo: W.A.B.
5,68 (94 ocen i 18 opinii) Zobacz oceny
10
0
9
1
8
7
7
12
6
37
5
24
4
4
3
9
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
978-83-7414-821-4
liczba stron
340
język
polski
dodała
Ag2S

Nadkomisarz Gajewski nie jest posępnym, cierpiącym na depresję mężczyzną bez rodziny, mającym za sobą mroczną przeszłość. Gajewski to dziarski sportsmen z poczuciem humoru, ojciec trójki dzieci, mąż despotycznej żony. Słowem: pozytywny antydetektyw. On i jego ekipa zaczynają pracować nad przedziwną sprawą seryjnych zabójstw. W zatłoczonym turystami Krakowie wypada z okna samotny informatyk,...

Nadkomisarz Gajewski nie jest posępnym, cierpiącym na depresję mężczyzną bez rodziny, mającym za sobą mroczną przeszłość. Gajewski to dziarski sportsmen z poczuciem humoru, ojciec trójki dzieci, mąż despotycznej żony. Słowem: pozytywny antydetektyw. On i jego ekipa zaczynają pracować nad przedziwną sprawą seryjnych zabójstw. W zatłoczonym turystami Krakowie wypada z okna samotny informatyk, skądinąd sporych rozmiarów gej. Zostaje przy nim znaleziona chusteczka z wyhaftowanym słowem „grubas”. Kolejną ofiarą jest szkolna polonistka o wrednym charakterze. W jej skrzynce pocztowej leży podobna chusteczka z napisem. Zbrodnie się mnożą, a policja nie może ustalić powiązań między morderstwami. Czy mamy do czynienia z szaleńcem na miarę bohatera filmu „Siedem”?
„Kogo kocham, kogo lubię” to kryminał pełen humoru i ironii. Napięcie i suspens łączą się z trafnymi obserwacjami polskich realiów oraz kondycji społeczeństwa. A wszystko to oryginalnie podlane lokalnym, krakowskim sosem.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 274
Tea | 2016-01-19
Na półkach: Przeczytane

Recenzja ukazała się na stronie www.kreatywna-alternatywa.bogspot.com

Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam wakacyjne stoiska z książkami! Któregoś lata, podczas swojego pobytu w Augustowie, zaszłam właśnie na taki mały „książkowy targ” i właśnie tam, za śmiesznie niską cenę, zaopatrzyłam się w swój własny egzemplarz Kogo kocham, kogo lubię. Co prawda lektura musiała odstać swoje na półce zanim do niej sięgnęłam, ale w końcu nadeszła ta wiekopomna chwila i zapoznałam się z twórczością duetu – Marta Mizuro i Robert Ostaszewski!
W Krakowie grasuje morderca! Miejscowa policja staje na głowie, aby złapać szaleńca, który pozostawia przy swoich ofiarach chusteczki z wyhaftowanym słowem. Cała krakowska „kryminalna” ugania się zabójcą, a ten najzwyczajniej w świecie gra sobie z nimi w kotka i myszkę, nie zostawiając za sobą żadnych śladów, jedynie wyhaftowaną chusteczkę. Nadkomisarz Gajewski razem ze swoimi współpracownikami – Markiem oraz Beatą, próbują rozwiązać zagadkę, a tymczasem kolejne osoby, zupełnie ze sobą niepowiązane, giną w niezbyt miłych okolicznościach.
Kryminał, jak to kryminał, rządzi się swoimi prawami. Niemniej jednak w przypadku Kogo kocham, kogo lubię miałam wrażenie, że autorzy nie pokazali swoich prawdziwych umiejętności. Sprawa nie była zbyt skomplikowana, a sam motyw zabójstw nie powalał na kolana. Szczerze przyznam się, że liczyłam na coś więcej. Co prawda nie można było narzekać na brak akcji – ta goniła na łeb na szyję, a przez poszczególne wątki prześmigało się w iście rekordowym tempie.
Narracja jest w trzeciej osobie i płynnie przeskakuje z kolejnych bohaterów, nie omijając również samego mordercę! Te rozdziały powinny być w sumie najciekawsze, ale ja wcale tego tak nie odczułam. Ot rozdział jak każdy inny, bardziej opisujący samą sytuację, a nieskupiający się zbyt mocno na psychice naszego książkowego szaleńca.
To właśnie nad faktem, że w książce rzadkością były dokładne opisy, najbardziej ubolewałam. Cała lektura w głównej mierze opierała się na dialogach, pomiędzy poszczególnymi bohaterami. I tak naprawdę z całego wachlarza występujących postaci, żadnej nie jesteśmy poznać na tyle dobrze, aby móc powiedzieć czy napisać o niej coś więcej. Miałam wrażenie, że autorzy zbyt bardzo trzymali się stereotypów i nie dodali swoim aktorom nic od siebie – teściowa jest jędzą, „główna” policjanta samotną seksbombą, dziennikarz szują, a szef policji egoistycznym palantem. Taka a nie inna prezentacja bohaterów sprawiła, że do nikogo nie poczułam nawet cienia sympatii. Przeczytać przeczytałam, ale żadna z nich nie zapadnie w mojej pamięci na dłużej.
W opisie książki można było przeczytać o tym, że wewnątrz literatury czeka nas masa dobrego humoru i ironii. O ile humorem nawet mogę się zgodzić, kilka razy głośno się zaśmiałam, to jednak ta ironia to dla mnie trochę za duże słowo. W Kogo kocham, kogo lubię cała polska rzeczywistości została mocno przejaskrawiona, ale ironicznym obrazem bym tego nie nazwała.
Niemniej jednak sam język należał do bardzo przyjemnego. Przejrzysty, klarowny, na szczęście pozbawiony zbędnych wulgaryzmów. Szkoda, że przy takim potencjalne, bo szczerze wierzę, że autorom tego odmówić nie można, książka wypadła tak jak wypadła.
Reasmując, Kogo kocham, kogo lubię nie jest złą lekturą, niestety nie jest również dobrą. Jest przeciętna. Można z nią miło spędzić wieczór czy dwa, ale po tym czasie bardzo szybko „wyparuje” z pamięci.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Slumdog. Milioner z ulicy

Indyjski odpowiednik Forresta Gumpa. Historia o nietypowej konstrukcji, utrzymana w klimatach Bollywoodu, na szczęście obrana z kiczu. Wielowątkowa al...

zgłoś błąd zgłoś błąd