Death Note #1: Nuda

Tłumaczenie: Paweł Dybała
Cykl: Death Note (tom 1) | Seria: Death Note
Wydawnictwo: J.P. Fantastica
8,2 (1317 ocen i 85 opinii) Zobacz oceny
10
258
9
346
8
306
7
276
6
85
5
35
4
5
3
5
2
0
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
デスノート (Desu Nôto)
data wydania
ISBN
837471087X
liczba stron
200
kategoria
komiksy
język
polski

„Death Note” opowiada historię genialnego licealisty imieniem Light Yagami, który znajduje tajemniczy notes upuszczony przez shinigami Ryūk. Notes ten posiada niesamowite właściwości: wpisując do niego imię oraz nazwisko osoby, której twarz znamy, ta umiera w określonych przez nas okolicznościach w ciągu 40 sekund. Jeśli w ciągu tych 40 sekund od zapisania imienia ofiary nie zostaną wpisane...

„Death Note” opowiada historię genialnego licealisty imieniem Light Yagami, który znajduje tajemniczy notes upuszczony przez shinigami Ryūk. Notes ten posiada niesamowite właściwości: wpisując do niego imię oraz nazwisko osoby, której twarz znamy, ta umiera w określonych przez nas okolicznościach w ciągu 40 sekund. Jeśli w ciągu tych 40 sekund od zapisania imienia ofiary nie zostaną wpisane okoliczności śmierci, osoba umrze na zawał serca. Light dostrzega w tym szansę oczyszczenia świata ze wszelkiego zła. Pod pseudonimem Kira (od angielskiego „killer”), który to nadali mu jego zwolennicy, zaczyna wprowadzać swój plan w życie. Na drodze staje mu jednak tajemniczy L – legendarny detektyw, geniusz, postrzegający działania Kiry jako zwykłe morderstwa.

 

źródło opisu: JPF, 2007

źródło okładki: http://jpf.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 637
Anna | 2017-05-06
Na półkach: Przeczytane

Kocham tę serię. Po pięciu latach zapoznałam się z nią ponownie – zarówno z wersją papierową, jak i animowaną. ,,Death Note” nic nie stracił w moich oczach, wręcz przeciwnie – mniej lub bardziej dyskretne nawiązania do Biblii, to tekstów kultury, nieczytelne dla trzynastolatki, teraz dopełniały kolorytu dzieła i zwróciły moją uwagę na nowe znaczenia ukryte w fabule.

Na czym polega fenomen tej serii? Po pierwsze, od razu wiemy, ,,kto zabił” i śledzimy, jak radzi sobie z siedzącą mu na karku policją. Po drugie, uniwersalizm poruszanych tematów – naiwne pragnienie zmiany świata na lepsze, które znajduje szansę w przypadku. Notes trafia w ręce jednostki wybitnej i zdolnej do przełomowych zmian. Tak ogromna władza wymaga wyrzeczeń, wyzbycia się skrupułów, wręcz zduszenia w sobie człowieczeństwa – w imię otrzymania atrybutów boskości i tytułu ,,boga”, o który to ubiega się Light. Szaleństwo, które zaczyna nawiedzać protagonistę pod wpływem strachu i kolejnych ofiar, jest przekonujące, a wielopoziomowa gra między nim a L, zaś później – jego następcami, wciąga i nie pozwala oderwać się od tej historii… Aż do szóstego tomu, po którym następuje gwałtowny spadek jakości i wiarygodności postaci i akcji.

Byłam rozczarowana. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego scenarzysta zdecydował się napisać aż dwanaście tomów, skoro kilka z nich było – moim zdaniem – zbędnych i psujących opinię o poprzednich. Ani to szczególnie ciekawe, ani nie wniosło niczego istotnego do fabuły. Wręcz przeciwnie – jeszcze bardziej namieszało, tym razem w negatywnym sensie. Tak jak wcześniej zwroty akcji potrafiły umiejętnie grać na emocjach czytającego, tak późniejsze wydarzenia sprawiają, że wątpi on w wiarygodność wykreowanego świata.

Oczywiście do odpowiedniego odbioru ,,Notatnika Śmierci” potrzebna jest doza naiwności ze strony czytelnika, ale wcześniej twórcy dbali, aby zachować chociaż umowny realizm. Natomiast akcja w tomach 7 – 11 przybiera tak absurdalną formę, że nie da się tego czytać. Zawiłe pozory logiki, kretynizm policjantów oraz Light, który wodzi wszystkich za nos. Jego zdolności dedukcji i przewidywania przyszłości stają się nie do strawienia nawet dla mnie, czytelniczki, która wcześniej entuzjastycznie (choć z przymrużeniem oka) przyjęła pojedynek między nim a L’em. To już nie jest wnioskowanie, a magia, branie wyjaśnień z powietrza.

Dobrze, że pierwowzór nadrabia ostatnim tomem. Aby uniknąć spoilerów, napiszę tylko, że jest o wiele ciekawsze niż to, które serwują twórcy anime. Więcej emocji, wątpliwości, mniej przesadnej (i niekiedy śmiesznej) egzaltacji.

Manga jest zdecydowanie lepsza od ekranizacji, ponieważ udało jej się uniknąć większości luk logicznych związanych z notesem. Zasady korzystania z Death Note’a zostały wyjaśnione przystępnie i szczegółowo. W dodatku scenarzysta i rysownik niejednokrotnie inaczej przedstawili sceny, które w anime są interpretowane inaczej.

Dużą zaletą jest niezwykły główny bohater, a wręcz antybohater – genialny, przystojny, zdeterminowany, by za wszelką cenę zwyciężyć. Doceniam jego postać, chociaż niejednokrotnie życzyłam mu śmierci, nie mogąc patrzeć, jak po raz kolejny dzięki większej wiedzy o notatniku manipuluje innymi.

Podobało mi się, że w papierowej wersji nie obdarto go z właściwych nastolatkowi wątpliwości czy uczuć – przynajmniej początkowo. Niestety, na dłuższą metę Light jest dość powierzchowną i mało ciekawą postacią. Sposób, w jaki przedstawiono jego psychikę – niespójny. Zwłaszcza potwornym niedociągnięciem zdaje się jego zachowanie po utracie pamięci. Nagle przechodzi nagłą transformację charakteru. Od pierwszego rozdziału mangi dawano czytelnikowi do zrozumienia, że jest on zadufanym w sobie nastolatkiem, czującym się lepszym od innych. Był taki już bez Death Note’a. Notatnik tylko pchnął go w stronę tego zła, które lęgło się w nim od samego początku. Dlaczego więc autorzy chcą przekonać czytelnika, że odpowiedzialność za to spoczywa tylko w magicznym przedmiocie?

Chociaż akcja skłania do przemyśleń odnośnie człowieczeństwa, zmian, tego, czym jest dobro, nie nazwałabym tej serii ,,głębszą”. Jako rozrywka spełnia się świetnie – twórca nie lekceważy czytelników, zaskakuje ich nieustannie i dba o suspens.

Siłą tej serii są również bohaterowie. Dla nich warto było śledzić fabułę, chociaż, jak już wspomniałam, sposób ich przedstawienia jest powierzchowny.

L – geniusz. Oryginalna, specyficzna postać, najpopularniejsza zarówno wśród fanów serii, jak i osób, które nigdy nie siedziały w fandomie. Twórcy twierdzą, że L i Light różnią się wszystkim, poza genialnością, choć ja zauważyłam jeszcze jedno podobieństwo – oboje byli vicemistrzami tenisa.

Grupa dochodzeniowa. Niby schematyczna, ale ciekawa i różnorodna. Seichiro Yagami – typowy ,,zły policjant”, choleryk, przykładny Japończyk, dla którego liczy się prawość i honor, oraz jego syn – mający niby podobne poglądy, a jednak postępujący skrajnie inaczej.

Ryuk. Świetna postać, bez którego ironicznych komentarzy ,,Death Note” nie byłby już taki sam.

Często słyszy się, że najbardziej znienawidzoną postacią jest Misa i choć początkowo również mnie drażniła, to z czasem doceniłam jej postać i elementy komediowo-obyczajowe, które równoważyły ciężar fabuły.

Interesująca jest jeszcze jedna rozbieżność między ekranizacją, a komiksem – twórcy anime poszli w stronę uwznioślania Lighta oraz ,,biblizacji” serii (czytanie Biblii na lekcji, scena mycia stóp Lighta – zawoalowana aluzja do Jezusa). Chociaż moim zdaniem odniesienie do Marii Magdaleny jest już zbyt... balansujące na granicy dobrego smaku? Wydźwięk tej sceny jest jasny: Lighta pokazano jako Boga, a L to grzesznik, który oddaje mu cześć. Już nie wspomnę o homoseksualnym podtekście tej sceny. Obawiam się, że o to właśnie chodziło - by fandom miał pożywkę. Jak dla mnie tego typu nawiązania są już zbyt ,,grube”. ;)

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Lęk

Niestety nie trafiłam na tą serie od początku ale napewno przeczytam poprzednie części bo dobrze mi sie czytało.

zgłoś błąd zgłoś błąd