Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Stulecie detektywów

Tłumaczenie: Karol Bunsch, Wanda Kragen
Cykl: Stulecie detektywów (tom 1)
Wydawnictwo: Znak
7,75 (655 ocen i 62 opinie) Zobacz oceny
10
53
9
125
8
200
7
185
6
71
5
17
4
3
3
1
2
0
1
0
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Das Jahrhundert der Detektive
data wydania
ISBN
9788324011186
liczba stron
701
kategoria
literatura faktu
język
polski

Inne wydania

Wisława Szymborska, felieton z cyklu "Lektury nadobowiązkowe": "Był czas, kiedy kochałam się w dwóch naraz: Bohunie i Sherlocku Holmesie. Bohun zobojętniał mi wcześniej. Sam sobie zresztą był winien, miał oczy tylko dla Heleny. Pozostał Sherlock, niezłomny kawaler, serce wolne. Niewinności mojej nie niepokoił jeszcze fakt, że Sherlock mieszka od lat z dr. Watsonem. Co prawda i ta miłość...

Wisława Szymborska, felieton z cyklu "Lektury nadobowiązkowe": "Był czas, kiedy kochałam się w dwóch naraz: Bohunie i Sherlocku Holmesie. Bohun zobojętniał mi wcześniej. Sam sobie zresztą był winien, miał oczy tylko dla Heleny. Pozostał Sherlock, niezłomny kawaler, serce wolne. Niewinności mojej nie niepokoił jeszcze fakt, że Sherlock mieszka od lat z dr. Watsonem. Co prawda i ta miłość wkrótce mi przeszła, ale pozostał sentyment i przekonanie, że nikt już nigdy ani w powieści, ani w życiu genialnemu detektywowi nie dorówna. Tytan intuicji! Gigant dedukcji! ze śladu stopy na piasku zgadywał, że morderca zapuścił sobie właśnie rude bokobrody, a ze sposobu, w jaki dama przykładała lorgnon do oczu, wnioskował nieomylnie, że jej dziadek zmarł pięćdziesiąt lat temu w Indiach. W porównaniu z sukcesami Sherlocka prawdziwe dzieje kryminalistyki wyglądają wręcz żałośnie. Przepastne kartoteki, tysięczne laboratoria, setki wciąż niedoskonałych aparatów, zespołowe mozoły nad identyfikacją zbrodniarza i jego ofiary, nierzadko długoletnie dociekania okoliczności i rodzaju śmierci i w bardzo wielu wypadkach ciągle jeszcze niepewność, czy ustalenia nie były błędne... Nawet odkrycie daktyloskopii nie przyszło bez trudu. Dziś wydaje się tak oczywiste, że aż dziwimy się, że nie dokonano go jeszcze w epoce jaskiniowych malowideł. Tymczasem ludzkość czekała z tym do połowy XIX wieku. W tym też dopiero czasie toksykologia, nauka o zatruciach i ich objawach, zyskała solidne doświadczalne podstawy. Również balistyka, czyli wszystko, co dotyczy strzelania, a szczególnie odkrycie, że pocisk pociskowi nierówny, choćby oba wystrzelone zostały z dwóch rewolwerów tej samej fabrykacji. W grubej książce Thorwalda każdy kolejny problem śledczy ilustrowany jest autentycznym wypadkiem kryminalnym, co sprawia, że czytamy to dzieło jak jeden wielki kryminał złożony z kilkudziesięciu mikropowieści detektywistycznych".

"Stulecie detektywów" przedstawia jedną z najbardziej fantastycznych, a zarazem prawdziwych historii, jakie zna świat dzieje nowoczesnej kryminalistyki. Jej początki sięgają drugiej połowy ubiegłego wieku, kiedy to po raz pierwszy posłużono się odciskami palców w identyfikacji podejrzanych, zastosowano fotografię kryminalistyczną oraz zwrócono uwagę na ślady pozostawione na miejscu przestępstwa, wykorzystując je w skomplikowanym procesie wyświetlania zbrodni. Jest to również epoka, w której medycyna sądowa wydarła zmarłym ich tajemnice, toksykologia stała się skuteczną bronią przeciw truciznom i trucicielom, a balistyka osiągnęła pewność w identyfikowaniu broni palnej na podstawie wystrzelonych z niej pocisków.Stulecie detektywów to bez wątpienia jedna z najważniejszych i najlepiej napisanych książek spoza literatury pięknej. została ona nominowana w 1966 roku do nagrody im. Edgara Allana Poe.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 141
Monika | 2012-06-10
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

"Teraz w mojej torebce noszę" to nie metafora. Naprawdę zawsze mam przy sobie książkę, bo nigdy nie wiadomo, kiedy w ciągu nawet najbardziej zaplanowanego dnia wyskoczy mały zastój, który można przeznaczyć na czytanie! Noszenie w torebce "Stulecia detektywów" było wielkim sprawdzianem wytrzymałości moich ramion, pleców i... torebki właśnie. To niemożliwe, żeby 700 stron o historii kryminalistyki zdobyło mistrzostwo świata w poręczności, ale na szczęście to jedna z niewielu rzeczy, jakie można tej książce zarzucić.

"Stulecie detektywów" opisuje mniej więcej sto lat poszukiwań metod, które pozwoliłyby na identyfikację i ujęcie przestępców. Cztery główne części książki szczegółowo opisują cztery zagadnienia, które dziś bierzemy za pewnik i nie wyobrażamy sobie bez nich kolejnego odcinka "CSI Miami" czy "Dextera": daktyloskopię, medycynę sądową, toksykologię i balistykę.

Skłamałabym, gdybym napisała, że całość czyta się jednym tchem. Niektóre podrozdziały są typową wyliczanką data - nazwisko, pewne fragmenty dłużą się i ciągną, ale niestety nie wciągają (np. przydługi fragment o zakładaniu laboratoriów toksykologicznych w Niemczech...). Na szczęście całość jest dobrze i szczodrze doprawiona prawdziwymi historiami, które często zmuszały detektywów i badaczy do zwiększenia wysiłków i stawały się punktami zwrotnymi dotychczasowych badań. Każdą z takich historii czyta się jak krótki kryminał, ale w przeciwieństwie do niektórych przewidywalnych kryminałów beletrystycznych, w "Stuleciu..." nie każda zagadka została rozwiązana, nie każdy trup jest schowany w szafie i nie zawsze mordercą okazuje się być szofer.

"Stulecie detektywów" to nie tylko książka o zbrodni i gonitwie za zbrodniarzami. To również historia o ludzkich słabościach i niedoskonałościach, i nie mam tu na myśli wyłącznie zbrodniarzy. Nie wszyscy detektywi byli szlachetni, a często motywacją do dalszych badań była nie tylko chęć rozwiązania zagadki, ale zdobycie sławy, rozgłosu i pieniędzy. Niedopuszczanie do ujęcia mordercy tylko dlatego, że wymagałoby to przyznania się do wcześniej popełnionego błędu w ocenie sytuacji nie było odosobnionym przypadkiem. Zbrodniarze z kolei z jednej strony zaskakiwali mnie pomysłowością (np. umiejętnością błyskawicznego i niewykrywalnego utopienia majętnej żony), a z drugiej strony totalnym brakiem przewidywania konsekwencji własnych zbrodni (jedno wcześniej wspomniane utopienie mogło zostać niewykryte na wieki, ale cała seria utonięć w wannie, w identycznych okolicznościach - na pewno nie).

Czy "Stulecie detektywów" trzeba przeczytać? Nie, jeśli opisy zwłok w różnych fazach rozkładu i poddawanych różnego rodzaju badaniom wywołuje odruch wymiotny. Nie, jeśli opisy zbrodni nie pozwalają zasnąć. Nie, jeśli rany, krew, wymioty, bolesne eksperymenty i ogólnie pojęta makabra będzie kazała zamykać oczy podczas czytania. Jeśli jednak umiesz pokonać odrazę i chcesz zagłębić się w świat fascynujących, początkowo nierozwiązywalnych zagadek kryminalnych i razem z detektywami, przez ponad sto lat, dążyć do ich odkrycia - musisz przeczytać koniecznie!

Recenzja była również zamieszczona na moim blogu: http://poczytalnosc.blogspot.com/

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Pokolenie Ikea

Przez większą część książki zastanawiałam się co mi przyszło do głowy, że chciałam to przeczytać. Nie bardzo wiem jak to ocenić. Przedmiotowe i w pewn...

zgłoś błąd zgłoś błąd