6,61 (289 ocen i 32 opinie) Zobacz oceny
10
19
9
13
8
42
7
76
6
72
5
47
4
10
3
9
2
1
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Highland Velvet
data wydania
ISBN
8386133848
liczba stron
383
słowa kluczowe
Dziedziczka
język
polski
dodała
dona

Bronwyn MacArran, dumna i piękna Szkotka, dla dobra swojego klanu musi poślubić wroga - Anglika, w dodatku, jak sama go określa, "żądnego majątku, chełpliwego prostaka". Dopiero po jakimś czasie otwierają jej się oczy na prawdziwą naturę męża. Pytanie, czy nie za późno? Jeżeli jesteś kobietą o silnym charakterze, zdecydowaną, ale o "miękkim" sercu, to ta książka jest właśnie dla Ciebie. W...

Bronwyn MacArran, dumna i piękna Szkotka, dla dobra swojego klanu musi poślubić wroga - Anglika, w dodatku, jak sama go określa, "żądnego majątku, chełpliwego prostaka". Dopiero po jakimś czasie otwierają jej się oczy na prawdziwą naturę męża. Pytanie, czy nie za późno?
Jeżeli jesteś kobietą o silnym charakterze, zdecydowaną, ale o "miękkim" sercu, to ta książka jest właśnie dla Ciebie. W ciekawy i zabawny sposób można się dowiedzieć, jak łatwo jest kogoś osadzić w ramach "rasizmu".

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 96
Oktawia Gilbert | 2017-08-05
Przeczytana: 28 lipca 2017

Prawdopodobnie nie każdy zdaje sobie sprawę z istnienia konfliktu angielsko-szkockiego. Współcześnie Szkocja należy do Zjednoczonego Królestwa i łączy ją z Anglią unia realna. Jakby zapomniano o tym, że Szkoci nie do końca darzą Anglików sympatią, chociaż ostatnio coraz więcej słychać na temat narodowowyzwoleńczych szkockich dążeń. Historia tych dwóch narodów jest burzliwa niemalże od samego początku i naznaczona konfliktami, rabieżami, wojnami, próbami ustanowienia pokoju, kolejnym niesnaskami, powstaniami... Jest to zatem idealne podłoże do napisania romansu na motywie "kto się czubi, ten się lubi", co z powodzeniem udało się wykorzystać Jude Deveraux w "Dziedziczce", drugiej części Sagi rodu Montgomerych.

Król Henryk VII, pragnąc zawrzeć pokój angielsko-szkocki, ułożył małżeństwo Stephena Montgomery'ego z Bronwyn MacArran, dziedziczką dumnego, szkockiego klanu. Jednak pan młody, przejęty zdrowiem swojej bratowej Judith, która uległa ciężkiemu wypadkowi, zapomina o tym, że powinien pojawić się przed ołtarzem. Zjawia się u boku narzeczonej spóźniony o cztery dni, a więc nie trudno się domyślić, że nie czeka go ciepłe powitanie. Zresztą nie czekałoby go one nawet, gdyby stawił się punktualnie co do minuty, ponieważ Bronwyn MacArran po prostu nienawidzi Anglików i nie w smak jest jej małżeństwo z jednym z nich. Potrafiłaby zaakceptować jedynie mężczyznę, który byłby gotowy stać się w pełni Szkotem, zasymilować się z jej klanem i pozwolić jej nim rządzić. Jednak Stephen Montgomery nie wygląda na takiego mężczyznę, a w dodatku przybywa na szkockie wzgórza z misją ulepszania tego, co angielskim okiem jest niedopuszczalne i niepraktyczne. Szybko przekonuje się o tym, że nie da się złamać szkockiego ducha.

Stephena Montgomery'ego poznaliśmy już w poprzednim tomie ["Obietnica"], który był poświęcony miłosnym perypetiom jego starszego brata Gawina i prześlicznej oraz przedsiębiorczej Judith. Już wtedy pojawiła się informacja, że mężczyzna jest zmuszony poślubić szkocką dziedziczkę i że wcale nie jest mu do tego pilno. Ale nie może lekceważyć rozkazów króla, według którego jest to honor dla Stephena uczestniczyć w budowaniu pokoju angielsko-szkockiego. Niezwykle mnie cieszy, że w "Dziedziczce" Henryk VII zdecydował nie pojawiać się osobiście na kartach książki, bo, o czym można przekonać się w mojej opinii o poprzedniej części, Jude Deveraux chyba nie do końca jest świadoma tego, czym zajmuje się król, a tym bardziej król taki jak Henryk VII. Poprzednio pisałam, że autorkę nieco poniosła wyobraźnia w temacie zainteresowana króla prywatnymi sprawami swoich mało ważnych poddanych. W tym tomie nie odczuwa się tego tak bardzo i laik naprawdę może być pewien, że nie wciska mu się żadnych bzdur. Ale ja, jako miłośniczka monarchii angielskiej, miłośniczka Szkocji, która nie tak dawno zapoznawała się z relacjami angielsko-szkockimi w szesnastym wieku, mogłabym zacząć się zastanawiać nad wagą małżeństwa młodszego brata barona z dziedziczką klanu szkockiego położonego gdzieś daleko w górach w porównaniu z ślubem księżniczki Małgorzaty, córki Henryka VII, z królem Szkocji Jakubem IV, który miał miejsce niespełna rok później, bo w 1502 roku. Ale piszę to jedynie w charakterze ciekawostki, bo wiem, że nie każdy się tym interesuje i nie dla każdego istotne jest zaplecze historyczne.

Jeżeli chodzi o wątek romantyczny to i w tym aspekcie widzę poprawę w stosunku do poprzedniej części. Jestem zwolenniczką motywu "kto się czubi, ten się lubi" w romansach wszystkich kategorii. Ten motyw pojawił się też w przypadku Gawina i Judith w "Obietnicy", ale u Stephena i Bronwyn był bardziej żywy i emocjonujący, niewydumany, bo miał swoje głębokie korzenie w odwiecznym konflikcie między Anglikami a Szkotami. To, jak wyglądał ich związek, zależało od Bronwyn, która była najbardziej zacietrzewiona w tym konflikcie i ona dbała o to, by nic nie poszło gładko między małżonkami, by nie pojawiły się uproszczenia obecne w "Obietnicy", by ich relacja cały czas była napięta, a miłość rodziła się w bólach. W "Dziedziczce" pojawia się cała masa scen łóżkowych, a dla co niektórych "łóżkowych" pewnie nie byłoby odpowiednim określeniem. Może być to uciążliwe, ale ja tu widzę kolejną przewagę nad "Obietnicą", ponieważ bardziej wiarygodne jest to, że dzika i swobodna Szkotka ulegnie namiętności i będzie uprawiała seks w takich ilościach ze swoim mężem, którego nienawidzi, niż porządna, skromna Angielka, wychowywana na przeoryszę.

Również dla bohaterów "Dziedziczki" mam więcej sympatii niż dla bohaterów "Obietnicy". Mam nadzieję, że taka tendencja utrzyma się w Sadze rodu Montgomerych, bo gdybyśmy doszli do ostatniego, bodajże dwudziestego drugiego tomu, lektura naprawdę byłaby genialna. Bronwyn niemalże od razu zyskuje sympatię czytelnika. Jest silną kobietą i na kilometr wyczuwa się w niej szkocką krew. Charakteryzuje ją upartość tak skrajna, że niektórych może to irytować, ale akurat nie mnie, bo uważam, że stanowi to jej siłę. Stephen Montgomery prezentuje się zdecydowanie lepiej niż jego brat - antybohater romansów. Ale "skapciał" trochę facet i nie wydaje mi się, że któryś średniowieczny mężczyzna dałby się tak wziąć pod pantofel. Jednak mojego serca nie skradł ani Stephen, ani Bronwyn, a jej pies - wierny przyjaciel i prawdziwy obrońca.

Planowałam ocenić "Dziedziczkę" na 5/10, ale w trakcie pisana tej opinii uświadomiłam sobie wiele rzeczy i stwierdziłam, że byłoby niesprawiedliwie tak ocenić tę książką, ponieważ "Obietnicy" wystawiłam 4/10, a ta była słabsza od kontynuacji niemal w każdym aspekcie. Także pojawi się 6/10 z dużym kredytem zaufania dla Jude Deveraux i bonusem za szkocki klimat. Ta książka przekonała mnie by dać sadze rodu Montgomerych jeszcze jedną szansę i zmierzyć się z kolejną częścią. Jednak wolałabym, żeby historia kolejnego brata nie dublowała pomysłów z poprzedniej części, co w "Dziedziczce" czasami się zdarzało.

http://babskieczytanki.blogspot.com/2017/08/dziedziczka-jude-deveraux.html

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Piąty elefant

Jedna z najlepszych pozycji w dorobku genialnego autora. Mądra, wzruszająca, a jednocześnie przezabawna, wręcz tryskająca inteligentnym humorem. Dla c...

zgłoś błąd zgłoś błąd