Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Intruz

Tłumaczenie: Ewa Życieńska
Seria: Nike
Wydawnictwo: Czytelnik
6,86 (58 ocen i 4 opinie) Zobacz oceny
10
1
9
5
8
9
7
26
6
9
5
6
4
1
3
0
2
0
1
1
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Intruder in the dust
data wydania
ISBN
8307020131
liczba stron
356
słowa kluczowe
Intruz
kategoria
Literatura piękna
język
polski

Inne wydania

Twórczość Williama Faulknera (1897-1962), laureata Nagrody Nobla, znana jest polskiemu czytelnikowi z wielu pozycji, głównie utworów powieściowych. Nakładem "Czytelnika" ukazały się między innymi: "Wściekłość i wrzask", "Kiedy umieram", "Światłość w sierpniu", "Zaścianek", "Miasto i rezydencja", "Koniokrady". "Intruz" powstał w roku 1948 (I wyd. polskie "Czytelnik" 1961). Kryminalny wątek...

Twórczość Williama Faulknera (1897-1962), laureata Nagrody Nobla, znana jest polskiemu czytelnikowi z wielu pozycji, głównie utworów powieściowych. Nakładem "Czytelnika" ukazały się między innymi: "Wściekłość i wrzask", "Kiedy umieram", "Światłość w sierpniu", "Zaścianek", "Miasto i rezydencja", "Koniokrady". "Intruz" powstał w roku 1948 (I wyd. polskie "Czytelnik" 1961). Kryminalny wątek poszukiwania mordercy rozgrywa się na tle złożonych problemów rasowych amerykańskiego Południa.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Czytelnik, 1966

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 647
dymitrop | 2015-12-06
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 06 grudnia 2015

Moje pierwsze spotkanie ze stylem Faulknera skończyło się jednym zdaniem - " tego jeszcze nie widziałem". Każdy kto czytał ten wie - unikatowe metafory, rozbudowane, długie zdania które przy każdym słowie coraz bardziej wnikają w "sedno sprawy" i ma się takie niepokojące wrażenie, że zgłębia się coś co powinno zostać nieporuszone. Już nie wspomnę o opisach które często zawierają sprzeczność samą w sobie, przez co pisarz zamiast zbliżać nas do poznania prawdy pokazuje nam, że w rzeczywistości im bardziej się czemuś przyglądamy tym więcej sprzeczności dostrzegamy. Krótko mówiąc - magia.
Ale jak to bywa ... co za dużo to nie zdrowo.
Tutaj trzeba poruszyć jedną ciekawą rzecz - Faulkner podczas przemowy po otrzymaniu nagrody Nobla cytował "Pana Wołodyjowskiego" a później w wywiadzie przyznał się, że w młodości zaczytywał się w Sienkiewiczu. Ogólnie do tego pana nie mam większych zastrzeżeń, ale jeśli sięgnął po chociażby "Nad niemnem" to niestety mogę przypuszczać, że w pewnym stopniu mógł się inspirować podobnymi lekturami, ponieważ opisów jest za dużo, O WIELE ZA DUŻO. Zwyczajny przerost formy nad treścią.

http://w-zaciszu-biblioteki.blogspot.com/2012/04/william-faulkner-o-pisaniu.html
<- Tutaj można przeczytać opinię Faulknera o stylu. I niestety chyba za bardzo dał się ponieść (mówi, że "nie trzeba zbytnio przejmować się stylem i po prostu pisać"). Na jedno sensowne wydarzenie przypadało czasem 10-15 stron opisów niewiele wnoszących do fabuły rzeczy. W pewnym momencie to wyglądało jakby miał zamiar zrobić swoistą panoramę otaczającego świata, zapominając o najważniejszym wątku.

Sama historia mimo wszystko jest całkiem ciekawa, ale niestety spartaczona w spektakularny sposób (Will, dlaczego?).

Ogólnie nawet w tak nieudanym dziele Faulkner zamieścił kilka ciekawych konkluzji (są one jedynym powodem dla którego umieszczam tę notke ). Przechodząc do sedna - poruszył problem, który w jego czasach mógł być niewidocznym, albo ledwo dostrzegalny pod taflą lodu (hehe, nawiązanie do fabuły nieprzypadkowe) - mianowicie często poruszany przez niego problem rasizmu, nietolerancji itp.
Bohaterowie zastanawiali się jak ludzie którzy niesłusznie oskarżyli murzyna (Lucasa) "odkupią" swoje winy wobec niego. Jeden rzuca hasło, że kupią mu "tytoń w puszcze" (na wpół żartobliwie, na wpół symbolicznie). Oczywiście zostaje wyśmiany, ale po chwili uzyskuje odpowiedź, że "Lucas dostanie swój tytoń" - nie dziś, nie jutro, jednak na pewno w przyszłości. Chodzi o to, że następne pokolenia będą odpokutowywać grzechy OBECNYCH (tzn. tamtejszych białych obywateli) - " niegdyś niewolnik każdego białego człowieka - teraz tyran rządzący sumieniem wszystkich białych " - czyż nie widać dzisiaj tego, jak mniejszości (chociażby właśnie murzyni) wypominają przeszłość aż do przesady, żeby na tym zyskać? I nie wchodzi już tu w grę zwykłe zadość uczynienie, ale nawet WYZYSK i owe "rządzenie sumieniem" (świetnie to ujął swoją drogą).
CO WIĘCEJ - "Lucas w końcu dostanie swoją puszkę, a oni będą na to nalegać, będą musieli na to nalegać" - ludzie czują się tak winni (nawet jeśli sami nie są za to odpowiedzialni, swoiste fatum, jakby odpokutowywanie za błędy przodków), że próbują na siłę pomóc - nawet gdy nie jest to potrzebne (co prezentuje właśnie Lucas - ale o tym za chwilę)
Cały wątek zostaje podsumowany w wyjątkowo dobrym jak na taką książkę podsumowaniu, gdzie Lucas NIE CHCE BYĆ W ŻADNYM STOPNIU WDZIĘCZNY ANI DŁUŻNY WOBEC BIAŁYCH (tzn. on chce być traktowany równo - ani lepiej, ani gorzej) i domaga się tego, żeby mógł zapłacić adwokatowi. Ogólnie postała absurdalna sytuacja - z jednej strony jest traktowany gorzej przez to, że jet czarny a z drugiej LEPIEJ, przez to, że jest czarny. A czego on tak naprawdę chce? NICZEGO, przez całą powieść przesuwa się jego postawa, podkreślanie jej, jak jemu cała kwestia "pigmentu" zwisa i się nią nie przejmuje, nawet mu nie przychodzi do głowy, że można się tym przejmować (najzdrowsze podejście, plus dla Faulknera). Ostatnie zdanie w książce (już po tym jak udało mu się wcisnąć trochę pieniędzy jako forma zapłaty dla białego adwokata) brzmią "no i kwita" - brzmi jakby wszystko było zakończone, ale jest to szyderze i satyryczne stwierdzenie. Faulkner wie, że nigdy biali i czarni nie będą "kwita". Raz będą bezsensowne tragedie, a potem absurdalne i wręcz niechciane współczucie, litość czy narzucanie się z pomocą co tylko pogłębia uczucie "bycia ofiarą".

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Woda, która niesie ciszę

Kontynuując czytelnicze "rozgrzeszenie" powiem co nie co o owej "Wodzie, która niesie ciszę", a którą przeczytałam... ...w sierp...

zgłoś błąd zgłoś błąd