Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Kobieta ze śniegu

Tłumaczenie: Sebastian Musielak
Cykl: Maria Kallio (tom 4) | Seria: Terytoria Skandynawii
Wydawnictwo: słowo/obraz terytoria
6,26 (134 ocen i 19 opinii) Zobacz oceny
10
4
9
10
8
7
7
31
6
49
5
21
4
5
3
5
2
0
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Luminainen
data wydania
ISBN
8389405121
liczba stron
356
język
polski
dodała
nescaa -

W rodzinnym majątku Rosbergów mieści się ośrodek terapeutyczny dla kobiet. Właścicielka, Elina, to znana radykalna feministka i psycholog, która prowadzi w pałacyku kursy „samoobrony psychicznej” dla kobiet. Mężczyźni nie mają tu prawa wstępu. W pewien zimowy dzień ciotka Eliny zgłasza jej zaginięcie… Wśród podejrzanych są nie tylko kobiety, które w dworku znalazły schronienie – od matki...

W rodzinnym majątku Rosbergów mieści się ośrodek terapeutyczny dla kobiet. Właścicielka, Elina, to znana radykalna feministka i psycholog, która prowadzi w pałacyku kursy „samoobrony psychicznej” dla kobiet. Mężczyźni nie mają tu prawa wstępu. W pewien zimowy dzień ciotka Eliny zgłasza jej zaginięcie… Wśród podejrzanych są nie tylko kobiety, które w dworku znalazły schronienie – od matki wielodzietnej rodziny ortodoksyjnych protestantów po tancerkę erotyczną z Helsinek – ale również ekscentryczny poeta, który wyraźnie coś ukrywa. Śledztwo prowadzone przez Marię Kallio dodatkowo komplikuje fakt, że aresztowany przez nią psychopata ucieka z wiezienia, grożąc jej zemstą.

 

źródło opisu: terytoria.com.pl

źródło okładki: terytoria.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1491
Sonea | 2011-09-30
Na półkach: Przeczytane

Od jakiegoś czasu przebywam w sferze lubienia literatury skandynawskiej.
Za 'Kobietę...' złapałam więc z urzędu i Miałam Oczekiwania.
Niestety, tym razem pudło - powieść niezła, ale nie umywa się do Mankella, a na to liczyłam.

Zacznę od tego, że narracja jest pierwszoosobowa, a mam do niej zawsze spore wątpliwości; źle mi się czyta relacje z pierwszej ręki, bo siłą rzeczy dostaję czyjś pogląd i stan ducha. Ponieważ często-gęsto wczuwam się w fabułę, to cudze podejście paskudnie mi bruździ w odbiorze - oczywiście to mój prywatny, absolutnie subiektywny bzik.
Niekiedy przyjemnie się rozczarowuję, bo ta 'pierwsza osoba' niespodziewanie wciąga i tak sobie razem odkrywamy wątki - przykładem może tu być doktor Watson i jego opowieści o przyjacielu Sherlocku; tym razem jednak czułam się w roli towarzyszki źle... być może dlatego, że podejście skandynawskie jest zazwyczaj specyficzne, bardzo chłodne i zdystansowane, przez co narracja zewnętrzna jest wręcz niezbędna, bo wspomaga rzeczony dystans. Nie potrafiłam się odnaleźć w takim połączeniu, jakie zaproponowała autorka.

No trudno.

Główna bohaterka to młoda policjantka z całkiem sporym stażem; są lata 90-te, a ona pracuje wśród mężczyzn, mamy więc kilka odniesień seksistowskich, jednak bardzo wyraźnie marginalnych. Aborcja, związki homoseksualne, feminizm - to wszystko jest traktowane przez ogół jako norma, a polityczna poprawność sięga tak daleko, że wspomniana w fabule sekta religijna ubezwłasnowolniająca kobiety jest nie do ruszenia, tak samo jak somalijskie praktyki obrzezania dziewczynek. Krótko mówiąc, czytelnik może obserwować, jak Skandynawia wpada w pułapkę skrajnej tolerancji... przerażający obraz. Postawa naszej bohaterki, rażąco bezradnej, chaotycznej, niekiedy kompletnie bezmyślnej, cóż... drażni. Jakoś ciężko mi się odbierało beznamiętne przemyślania wewnętrzne o tym, że komendant policji bierze w łapę, wszyscy o tym wiedzą, ale premier to jego dobry kolega, w związku z czym policjanci otrzymują reprymendę za prowadzenie śledztwa 'nie po myśli'. Może i rzeczywiście tak sytuacja wygląda, a autorka tylko dzieli się obserwacjami, jednak całościowo brzmi to mało wiarygodnie, właśnie z uwagi na formę narracji.

Sama historia jest ciekawa, jednak wg mnie niekonsekwetna. Dochodzenie policyjne nie przynosi niemal wcale rezultatów, nic do siebie nie pasuje, bohaterowie kręcą się w kółko, aż tu nagle na ostatnich pięciu stronach rachu-ciachu, sprawa rozwiązana. Cudowny przebłysk intelektu, połączenie faktów z tła i bezpośrednia winna osoba zostaje złapana, jednak mało ma to wspólnego z prawdziwym wymierzeniem sprawiedliwości, o czym zresztą sama bohaterka powątpiewa, przez co zakończenie traci jakąkolwiek moc... skoro w podsumowaniu dowiadujemy się, jakie to wszystko było bez sensu, to aż korci spytać: jaki sens wobec tego miało pisanie tej powieści?

To nie jest zła książka, jako czytadło całkiem w porządku, no i daje wgląd w relacje społeczne skądinąd mało znanego kraju - lektura nie jest stratą czasu, ale mogłaby być dużo, dużo lepsza.
Szkoda.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Ballada o pewnej panience

Cały zbiór opowiadań posiada w sobie jakąś cząstkę agresji i erotyzmu – większość z historii, które zapisuje Twardoch w jakiś sposób powiązane są z se...

zgłoś błąd zgłoś błąd