Dołącz do nas! To proste.
» Własna biblioteczka
» System rekomendacji
» Zobacz, co czytają znajomi
» 100 tys. zarejestrowanych użytkowników
» 139 tys. książek
» Ponad 229 tys. recenzji
Stwórz własną internetową biblioteczkę,
pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!

Mechanizm serca

Autor:

więcej informacji
tłumaczenie: Magdalena Krzyżosiak
tytuł oryginału: La mécanique du cœur
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: sierpień 2010
ISBN: 978-83-247-1413-1
liczba stron: 167
język: polski
typ: papier
dodał: malenstwo412
5.98 (433 ocen i 73 opinie)
 
Kup książkę
Cena od 19,90 zł

W najzimniejszy dzień w dziejach świata, 17 kwietnia 1874, w Edynburgu rodzi się Jack. Chłopiec ma zamarznięte serce. By przeżył, ekscentryczna doktor Madeleine wszczepia mu mechanizm zegara z kukułk... W najzimniejszy dzień w dziejach świata, 17 kwietnia 1874, w Edynburgu rodzi się Jack. Chłopiec ma zamarznięte serce. By przeżył, ekscentryczna doktor Madeleine wszczepia mu mechanizm zegara z kukułką. Jackowi nie wolno się tylko zakochać, bo wówczas jego serce pęknie na zawsze. Ale nie da się żyć bez miłości... Delikatnie zabawna, imponująca wyobraźnią, mądra i czuła bajka–niebajka o wielkich uczuciach, nietolerancji, zazdrości i psikusach losu, na które czasem pomaga... koktajl z łez. pokaż więcej.



Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Moja ocena:
loading
Opinie znajomych
Sprawdź czy twoi znajomi napisali opinie lub dodali książkę do biblioteczki. Zaloguj się
Dyskusje o książce
 (5)

Opinie czytelników
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 14 września, 2010

A już nasze babcie mówiły: Nie oceniaj książki po okładce, ani nawet po opisie z okładki! Może należało się zastosować do tej starej rady i przejść obok "Mechanizmu serca" obojętnie. Ale w końcu po czym rozpoznać, że chce się przeczytać daną książkę? Jakieś kryterium być musi. Ta książka się w nie bardzo dobrze wpasowała.

Jack urodził się najzimniejszym dniu w dziejach świata. Jego serce zamarzło, więc pewna kobieta, która odbierała porody prostytutek, wstawiła mu zegar, żeby dzięki niemu serce działało. Dbała o niego, chciała go uchronić przed całym złem świata. Ale pewnego dnia zabrała go do miasta, gdzie Jack się zakochał... Po pewnym przykrym wypadku musiał uciekać. Wyruszył wtedy w poszukiwanie ukochanej, zawieszając swoje życie na włosku...

Faktycznie jest to baśń dla dorosłych. Jest tam seks, jednocześnie jawny i ukryty pod warstwą słów. Jest cudowna kobieta i rywal do jej serca. Miłość absolutna w wydaniu trzech osób. Odrobina poezji. Ukryta recepta na życie. Czemu więc mi się nie podobało?

Ciężko to stwierdzić. Brakuje mi tutaj jednoznaczności. Głębszego sensu. Myślenia. Tak, myślenia. Bohater jest lekkomyślny, kieruje się pożądaniem. Może nawet myli je z miłością. W wieku czternastu lat (czy może już piętnastu) spędza upojne noce ze swoją ukochaną, która wcale od niego starsza nie jest. I nie potrafi być wobec niej szczery. To ich niszczy, bo ona naprawdę go kocha, ale nie chce być oszukiwana. Niemiłosiernie mnie to denerwowało. I denerwuje wciąż. Jestem zawiedziona.

Porównania do "Małego Księcia" są stanowczo przesadzone. Książka ma swój urok, ale nie dostrzegam w niej tego, co powinna podobno przekazywać.

Jeśli ktoś jednak chce ją przeczytać, radzę ją wziąć wieczorem, słuchając piosenek z musicalu Notre Dame de Paris. Im zimniejsza noc - tym lepiej. Obok kubek gorącej czekolady (tej ulubionej) i karteczka, na której można zapisać kilka zdań. Bo jednak można znaleźć tam cytaty, które zachwycą. Ja mam taki jeden.

"Tej nocy wdrapię się na księżyc, ułożę się na rogaliku jak w hamaku i wcale nie będę musiał zasypiać, żeby śnić."


Przeczytana: 29 sierpnia, 2010

Zacznę od okładki, która jest bardzo ładna. Przedstawia Jacka i śpiewaczkę Miss Acacię. Jak się przyjrzeć, to na piersi chłopca widać zębatki. Opis jest troszeczkę błędny - Jack zegar ma połączony z sercem, a nie wstawiony zamiast niego.

Głównego bohatera poznajmy już... w dniu narodzin, co o tyle zaskakujące, że narratorem jest przecież on sam. Później szybko przewijamy się przez dzieciństwo, aż do jego dziesiątego roku życia kiedy to spotyka śpiewaczkę. W poszukiwaniu jej zaczyna uczęszczać do szkoły, a po kilku latach - wyrusza w świat. Przeżywa rozmaite przygody, poznaje zaskakujących ludzi. Choć domyślałam się zaskoczenia to i tak mnie ono zaskoczyło i zasmuciło.

Książka ta określona jest jako baśń dla dorosłych. Przypomina mi "Małego Księcia". Skojarzenie bierze się stąd, że obie są... oryginalnie dziwne. Nierealne. Pisane specyficznym językiem, z niecodziennymi opisami i zaskakującymi pomysłami. Zadziwiające, że pisał to wokalista zespołu rockowego.

Z pewnością każdy zinterpretuje książkę na swój sposób. Każdy na pewno znajdzie w niej coś dla siebie. Nie jest to wybitna lektura zmieniająca życie, ale na pewno da troszkę do myślenia i jest warta przeczytania.


Na półkach: Przeczytane, Na półce
Przeczytana: 06 stycznia, 2011

"W najzimniejszy dzień w dziejach świata, 17 kwietnia 1874, w Edynburgu rodzi się Jack. Chłopiec ma zamarznięte serce. By przeżył, ekscentryczna doktor Madeleine wszczepia mu mechanizm zegara z kukułką. Jackowi nie wolno się tylko zakochać, bo wówczas jego serce pęknie na zawsze."

Kiedyś usłyszałam opinię, że w dziejach literatury i kinematografii wszystko już zostało powiedziane. Niby to się zgadza, klasyczne baśnie klasycznymi baśniami zostaną i coś, co powstało współcześnie nie może do tego miana pretendować. A Tim Burton "Edwardem Nożycorękim" zaznaczył swoje wyjątkowe miejsce w historii kina. Mathias Malazieu, francuski muzyk rockowy, "zmiksował" klasyczną baśń z burtonowską rzeczywistością i otrzymał "Mechanizm serca" - coś starego, a jednocześnie nowego.

Narratorem powieści jest Mały Jack, syn młodziutkiej dziewczyny, urodzony na edynburskim Arthur's Seat. Doktor Madeleine, nieco ekscentryczna lekarka z misją, wszczepia maleńkiemu chłopczykowi drewniany zegar z kukułką, który stymuluje pracę jego serca. Jack doskonale pamięta i opisuje trudy porodu oraz swoje rozciągnięte podczas operacji żebra - a czytelnikowi przechodzą ciarki po plecach.

Przytułek Doktor Madeleine stanowi również szpital położniczy dla okolicznych kobiet lekkich obyczajów oraz agencję adopcyjną. Przez kilka lat chłopiec jest pokazywany potencjalnym rodzicom, jednak mechanizm jego serca skutecznie ich odstrasza.

W dniu swoich dziesiątych urodzin mały Jack udaje się, po raz pierwszy w życiu, z Doktor Madeleine do miasta, gdzie dostrzega małą śpiewaczkę o słabym wzroku i z miejsca się w niej zakochuje. Nie jest to jednak platoniczne zauroczenie dziecka, a pełne erotyzmu uczucie godne dorosłego mężczyzny. Dziesięciolatek nie może spać, bez przerwy myśląc o małej dziewczynce, o krągłościach jej ciała... Ogarnięty pragnieniem Jack szuka swojej ukochanej, nawet przekonuje swoją opiekunkę, aby zapisała go do szkoły, do której rzekomo chodzi Miss Acacia, lecz niestety, zamiast wyśnionej małej śpiewaczki odnajduje tam tylko drwiny ze swej odmienności i prześladowanie ze strony dzieci.

Piętnastoletni Jack opuszcza w pośpiechu Szkocję i rusza do Andaluzji, wiedziony głosem swego drewnianego serca. Czy jego historia może znaleźć szczęśliwy finał?

Każda karta tej książki jest przesiąknięta "różową magią z czerwonymi iskierkami", pierwszoosobowa narracja w czasie teraźniejszym tylko podsyca emocje, które odczuwamy wraz z Jackiem. A jednak będę się czepiać: autorowi przytrafiło się parę rażących anachronizmów: plastik i maszyna do popcornu nie były znane pod koniec XIX wieku, tym bardziej Charles Bronson, nie jestem też do końca przekonana, czy ramy czasowe powieści pozwalają na umieszczenie Kuby Rozpruwacza i Meliesa w tak małym odstępie czasu... Czytając zaś opisy marzeń Jacka o małej śpiewaczce oraz późniejszych wydarzeń, czasem trudno pamiętać, że chłopiec ma zaledwie 10, potem niecałe 15 lat... ale wiecie co? To naprawdę drobiazgi. "Mechanizm serca" stanowi też doskonały pretekst do przemyśleń: czy rzeczywiście bycie innym oznacza, że jest się gorszym? Czy nie odkrywanie wszystkich kart "na dzień dobry" oznacza, że jest się oszustem? Czy jeśli prawda jest zbyt niezwykła, automatycznie czyni to z niej kłamstwo? To właśnie, w połączeniu z magią, stanowi jego siłę.

Gorąco polecam "Mechanizm serca" każdemu, kto z zapartym tchem oglądał Edwarda Nożycorękiego - ta baśń dla dorosłych zdecydowanie przypadnie tej osobie do gustu. Pozostałym polecam jako dowód, że mimo, iż wszystko zostało już powiedziane, to nie znaczy, że nie można użyć innych słów i stworzyć równie fascynującej historii.

Zapraszam na mojego bloga: http://1magdasz.wordpress.com


Na półkach: Przeczytane, 2011, Eros i Psyche
Przeczytana: 10 stycznia, 2011

Jest to baśniowo-alegoryczna historia miłosna dla dorosłych (w każdym razie nie dla dzieci) i mimo, że baśniowość, alegoryczność i erotyczność są terminami niosącymi w sobie atrakcyjność to książka jest niestety słaba. Powiedziałbym nawet że jest to pseudopoetycki, powierzchowny gniot (i tak bym ją określił jeśli przerwałbym czytanie w połowie), ale jako że przeczytałem ją do końca i koniec był niezgorszy, to podciągam ocenę do dwóch gwiazdek.
Motyw zegarowego serca jest ciekawy i wiele w nim poezji, a sama alegoria zegara niesie również wiele ciekawych treści jednak autor traktuje to bardzo powierzchownie. Nadmienić należy, że autor jest liderem kapeli i to widać w sposobie operowania słowem i w podobieństwie do tekstów piosenek - ekspresyjnych obrazków, na granicy poezji, ale w gruncie rzeczy nie niosących żadnych głębszych myśli, a tylko drażniących nietypowymi zestawieniami słów. Bohater książki jest nijaki. Na początku jest to dziecko, lecz jego sposób myślenia jest zbyt dorosły, później kiedy dorasta jego myślenie jest zbyt infantylne. Autor nie potrafi wykreować przemiany bohatera i pokazać zmiany jego sposobu myślenia, mimo że stara się nas o tym usilnie przekonać pisząc o tym jak to "bohater się zmienia". No, nie zmienia się panie autorze! ...poza końcówką książki gdzie przemiana jest faktyczna - najlepszy (właściwie jedyny wart przeczytania i przeżywania) kilkunastostronicowy fragment tego tomiku...
Bohaterowie książki są dziwaczni i przerysowani (chłopiec z zegarem w sercu, miniaturowa andaluzyjska tancerka, magiczna akuszerka, niebotycznie wysoki Joe i gromadka prostytutek i cyrkowych dziwadeł, a nawet w pewnym momencie ... Kuba Rozpruwacz:), ale to tylko forma, która nie została wypełniona treścią, a każdym razie wypełniona w niewielkiej części. Tak, jak w pozornie szokujących, ale faktycznie słabych piosenkach, epatujących formą słów i tylko formą. Porównanie do tandetnego tekściarstwa spotykanego w piosenkach nasunęło mi się zanim przeczytałem "bio" autora, więc sądzę, że coś w tym jest.
W książce drażnią anachronizmy. Klimat książki jest wręcz wiktoriański, jednak w narracji głównego bohatera ciągle natykamy się na odniesienia do współczesności XXI wieku. Cośmu tam świeci jak halogen, coś przeleciało jak samolot... Litości... I nikt nie przekona mnie, że to licencia poetica czy podobny literacki wynalazek.
Jak już nadmieniłem najlepszą częścią książki jest kilkanaście końcowych stron - ostatni rozdział oraz epilog. Nagle z niewiele mówiącej i niedojrzałej (grafomańskiej?) pisaniny wyłania się kilka głębszych myśli. To miła niespodzianka na koniec, ale czy warto dla niej czytać tę książkę. Ja nie poleciłbym jej jako coś wartościowego, ale z drugiej strony objętość niewielka, a język prosty - łatwo się czyta i mamy na końcu wisienkę, z tym, że nie na torcie, a na zakalcu....

PS: Może jeszcze na koniec coś pozytywnego: okładka jest śliczna :)

PPS: I jeszcze prawdziwy hit tej książeczki: chomik Cunnilingus :)


Na półkach: Przeczytane

„Mechanizm Serca” to baśń dla dorosłych. I ma w sobie wszystko to, co w baśniach najpiękniejsze i najstraszniejsze. Jest urzekającą opowieścią o miłości – tej jednej i najważniejszej. Ale to także okrutna bajka i jako taka zawiera prawdę ubraną tylko w piękne błyskotki. Bo nie zapominajmy: baśnie mówią o rzeczywistości.
Jack jest dzieckiem porzuconym i nie dość tego, prawie umarłby w dzień swoich narodzin, najzimniejszy dzień w dziejach świata. Aby go uratować, Madeline – kobieta przyjmująca jego poród i prowadząca coś w rodzaju domu dziecka - wszczepia mu zegar z kukułką zamiast serca. Dzięki temu chłopiec przeżywa. Dzięki temu nikt nie chce go adoptować, dzięki temu Madeline może go zatrzymać dla siebie. Pewnego dnia, podczas jednej z nielicznych wypraw na miasto, Jack spotyka Acaccię, małą piosenkarkę o przecudownym głosie, która bez swoich okularów wiecznie się o coś potyka. Dla niej bije głośno jego serce (dosłownie) i to ona staje się jego przekleństwem.
Mathias Malzieu stworzył metaforę świata męsko-damskich stosunków. I mechanizm serca należy traktować dosłownie tak, jakie jest znaczenie tych słów. To mechanizm, w którym zahaczają o siebie zębatki euforii, szczęścia, zawodu, zazdrości, rozgoryczenia, wściekłości i wszystkich tych uczuć, które składają się na wszelkiego rodzaju relacje, zwane jednym słowem – miłość.
To nie jest bajka ze szczęśliwym zakończeniem. Koniec Jacka jest smutny, ale pozostaje we mnie uczucie, że sam jest sobie winien. Acaccia była kobietą okrutną, jej mężczyźni naiwniakami. Manipulowała nimi, a im ani razu nie przyszło do głowy się jej postawić. Przeciwnie – walczyli o nią do ostatniego tchu (dosłownie). Można powiedzieć, że znienawidziłam jej postać, aczkolwiek miałam osobliwe wrażenie, jakby autor przełożył na książkę swoje gorzkie doświadczenia. Czy tak było? Nie wiem. Wiem, że ta przenośnia dotycząca takich relacji w miłości wyszła mu doskonale, chociaż niejako jednostronnie. Bo to my, kobiety, jesteśmy złe.
Autor poruszył też jeszcze jedno oblicze miłości, mianowicie tej rodzicielskiej. Czasem tak bardzo kochamy swoje dzieci, że boimy się pozwolić rozwinąć im skrzydła. Wyjść za próg domu. Zakochać się. Powtórzyć nasze błędy. Madeline chciała osiągnąć niemożliwe i jako niemożliwe, ani trochę się nie udało. Jedynie podarowała Jackowi lekcję życia o smaku gorzkiego łopianu.

Czy polecam „Mechanizm Serca”? Chyba tak. Bo zawiera jeszcze więcej niż ja zdołałam opisać, bo skłania do przemyśleń niejako odruchowo, bo nie pozostawia czytelnika obojętnym. Tę książkę można i kochać i nienawidzić, a nawet dwa w jednym. No i jest pięknym obrazem. Plastycznym, poetycznym, z odrobiną makabry.


Przeczytana: październik, 2010

Sądziłam, że ta książka okaże się bardziej baśniowa i romantyczna. Gdy ją czytałam, czułam, że wiem, co autor miał na myśli i co chciał przekazać, ale ubierał to w zły styl. Język wydawał mi się dziwnie pokrętny - chodzi o mentalność narratora. Całe jego opowiadanie miało wydźwięk bardzo dziecięcy i niezwykle raziło to, że od czasu do czasu po głowie tego dziecka chodziły jakieś "świńskie" myśli. Moim zdaniem to zupełnie nie pasowało.
Chyba najlepsza część książki zaczyna się pod jej koniec. Nabiera jakichś konkretnych kształtów i motywów.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 22 grudnia, 2010

Niby coś takiego już kiedyś było, a jednak w sposób czarujący zachęca do dalszego czytania. Chciałoby się rzec coś krytycznego, ale nie mogę ubrać w słowa tego, co tak naprawdę mnie razi w tej osobliwej książce. Tak, "Mechanizm serca", mimo szczypty drażniącego pieprzu i kminu rzymskiego w składzie, jest bardzo interesującą lekturą, w którą – przynajmniej moim zdaniem - warto się zagłębić.

Całkiem niezła, choć język czy też styl wypowiedzi autora może odrobinę drażnić i zniechęcać. Zdania są krótkie, czasem skonstruowane w dziwaczny sposób, nad rozgryzieniem którego trzeba przysiąść i poświęcić mu kilka (względzie kilkadziesiąt) sekund. Może to wina samego pisarza, może tłumacza – naprawdę to nie moja sprawa, jednak wydaje mi się, że jeśli była to podła sprawka chochlika-tłumacza, to, robiąc zgrzyty w odbiorze treści, zmarnował on w tym przypadku bardzo wielki potencjał. Owszem, bowiem „Mechanizm serca” potencjał w sobie ma ogromny.
Jaki?
Nietuzinkowa historia opowiedziana w dynamiczny sposób.
Wzruszające sceny psującego się zegaroserca.
Niedościgniona miłość napędzana wyłącznie żądzą i chęcią posiadania.
A przecież, jak wszystkim wiadomo, człowiek nie jest przedmiotem. Może to wina zegaroserca tkwiącego w piersi „małego Jacka” – bo czyż nie jest tak, że kto z kim przystaje, takim się staje? A co ma powiedzieć chłopiec, bez wiedzy (a przede wszystkim bez pozwolenia!) którego, wszczepiono mu za młodu tykający zegar między żebra? Nie tyle, by zastępował serce. On miał przytrzymywać je przy życiu. Za wszelką cenę.
„Tik-tak-bum-bum” jak mówi autor, Mathias Malzieu. „Tik-tak-bum-bum”. Wiadomo, że psychika oddziałuje z każdym elementem środowiska. Ulega mu, kształtuje się, zmienia, wygina, wykręca, odwraca, konwertuje... jak kawał bezkształtnego żelaza pod rozgrzanym młotem wprawnego kowala. Może stąd lekko rozedrgana psychika głównego bohatera, dodatkowo naznaczona dziesięcioletnią niewolą w murach domu na wysokiej górze Arthur’s Seat i każdorazowym odrzuceniem jego osoby przez potencjalnych rodziców. Bowiem warto w tym momencie również zaznaczyć, iż Jack został porzucony w dniu narodzin (będącym zarówno najzimniejszym dniem świata) przez prawowitą matkę, a jej rolę tymczasowo przejąć miała opiekunka-położna Madeleine. Poczciwa kobiecina jednak tak się wczuła w swoją rolę, że patrząc na malutkiego Jacka i jego tykające niczym bomba serce...
..nie.
Nie mogę napisać więcej. Zdradziłabym tym samym zbyt wiele z fabuły książki, a tego robić nie mogę.
Po prostu staram się rozbudzić ciekawość.

Zatem wracając do początkowego podsumowania.
Książka praktycznie na jeden wieczór - mała ilość stron, czcionka z którą mknie się w zadziwiającym tempie. Może absurdem było obdarzać dziesięcioletniego chłopca TAKIMI aż emocjami, ale... kto by się tam przejmował, kiedy owemu chłopcu z piersi wystaje mechaniczny zegar z kukułką? Właśnie ten fakt, obdarzenia małego Jacka owym specyficznym przedmiotem (mającego wielkie odzwierciedlenie w charakterze i fabule książki) wzbudziło we mnie przemożną sympatię do „Mechanizmu serca”. Niech się wali, pali, niech mury padają, a nasze bloki mieszkalne zmieniają się w kupki gruzu – Mathias wiedział co zrobić, by zdobyć moje serce. Cokolwiek by stanęło na mojej drodze, moje zamiłowanie nie zmaleje ani odrobinę, ani ociupinę.

Zdecydowanie polecam każdemu, kto lubi pofantazjować na temat miłości, pogoni za nią i konsekwencjami wynikającymi z nie mówienia całkowitej prawdy osobie, którą się przecież (albo podobno) kocha.

Na koniec daję dodatkowy plus dla Mathiasa Malzieu (Dionysos), który skomponował na własne potrzeby muzykę odpowiadającą treści "Mechanizmu Serca". No i kolejny za genialny teledysk do „Tais-toi mon coeur”, który – notabene – zmusił mnie (zmusił!) do ponownego przeczytania książki.

To by było na tyle.
Zatem "...go marching in"! :)


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 08 września, 2010

"Im bardziej powtarzam sobie "niemożliwe", tym mocniej słowo "możliwe" odbija się echem pod czaszką..."

Wzruszająca opowieść o tym, jak mocno możemy kochać i w coś wierzyć.


Przeczytana: styczeń, 2011

Mam mieszane uczucia. Specyfika tej książki jest po prostu dziwna. Są momenty, które potrafią oczarować, stworzyć iście burtonowski klimat, ale znacznie więcej jest tego, co straszliwie razi. Rozumiem założenia książki i nie starałam się traktować jej śmiertelnie poważnie. Ale mimo to, kiedy wiem, że akcja opowieści dzieje się w XIX wieku, to moje wewnętrzne, historyczne "ja" protestuje głośno, widząc porównanie serca do maszyny wyrabiającej popcorn... Sama historia jest ładna, cukierkowo opisana i ma coś w sobie - ducha Tima Burtona, który kiedy tylko się pojawiał zostawał przez autora skutecznie przepędzany. Ta książka mogła być naprawdę świetna, gdyby była bardziej dopracowana, mniej chaotyczna... A może to wina tłumaczenia? Nie wiem. W każdym razie, to nic nadzwyczajnego.


Na półkach: Przeczytane, Pożyczone
Przeczytana: 22 października, 2010

Główny bohater ma za słabe serce, dlatego Madeleine podłącza go do zegara, którego trybiki mają pomagać chłopcu żyć. Przy czym przestrzega go, że jest to bardzo delikatna konstrukcja i musi uważać, żeby się nie denerwować za bardzo i przede wszystkim nie zakochać. Gdyż zawód miłosny jest czymś, czego to słabe serce może nie przeżyć. Wszystko to wydaje się być bardzo baśniowe. Jednak myślę, że pod otoczką baśni można znaleźć tam wiele życiowych prawd.

Madeleine próbuje przekazać chłopcu, jak bardzo niebezpieczne i bolesne może być odepchnięcie przez ukochaną osobę, lub nieodwzajemniona miłość. Boi się widocznie, aby Jacka nie spotkało to samo co ją kiedyś. Jednak ludzie zazwyczaj tak mają, że jak im się czegoś zabrania, oni są tym bardziej zaintrygowani. Wolą sami spróbować ten owoc, który wydaje się im być piękny i słodki i nie zważają na rady innych, którzy już to przeżyli. Poza tym wydaje się, iż ten owoc jest tak niesamowity, że nawet wystarczy spróbować go jeden jedyny raz, a będziemy szczęśliwi na wieki. Jednak miłość okazuje się być uzależnieniem. Im rzadziej kogoś widujemy, tym bardziej go kochamy i chcemy mieć przy sobie.

Autorka zdaje się pokazywać Jacka jako zwykłego nastolatka, którego serce jest bardzo wrażliwe i dla którego pierwsza miłość jest długo pamiętana. Pierwszy raz kocha się podobno najmocniej, a przynajmniej tak się wydaje. Tak jak Jack dla swojej małej śpiewaczki, potrafimy i chcemy zrobić wszystko dla drugiej osoby. A co się dzieje, jak już jesteśmy z ukochaną osobą? Czy jest to takie łatwe wytrwać przy niej kochać ciągle i tak samo, a może i bardziej?

Pojawia się także pytanie, czym jest ten baśniowy zegar w sercu? Być może jest to metafora naszych podświadomych lęków. Zegar może ukazywać to, co sami przed sobą ukrywamy i nie chcemy się do tego przyznać, bo tak nam wygodnie. W końcu łatwiej powiedzieć "na pewno tego nie potrafię" niż stawić czoło samemu sobie i pomyśleć, czego tak naprawdę pragniemy, czego się boimy i nauczyć się to jakoś naprawiać. Być może zastanawiając się co jest w naszym "zegarze" źle i dlaczego, nie dopuścilibyśmy do sytuacji, przed którą musiał stanąć Jack.

Wydaje mi się, że cała ta magiczna opowieść jest jak miłość, o której opowiada: na początku wszystko wydaje się baśniowe, a potem...


Przeczytana: 08 stycznia, 2011

Wszystko zaczęło się obiecująco. Dobry pomysł, mocny początek. Nieczęsto można bowiem przeczytać pierwszoosobową narrację z własnego przyjścia na świat.

Z każdą kartką było jednak coraz gorzej - do bólu infantylnie, do bólu oklepanie. Idea "zegaroserca" ciekawa, lecz cała fabuła bardzo słaba. Tego typu historie powinny bawić i wzruszać, nie irytować. Nie ma się też co łudzić, książka nie odkrywa żadnej moralnej prawdy, nie skłania do refleksji. Winę ponosi po części sam Jack - główny, niezrównoważony emocjonalnie, nastoletni bohater.

Mocne strony? 160 stron tekstu nie zdąży wynudzić czytelnika na tyle, żeby zdecydował o natychmiastowym przerwaniu lektury. I okładka, oczywiście.
Nie świadczy to chyba najlepiej o pisarzu (który nota bene nie jest pisarzem, a muzykiem).


Na półkach: Przeczytane

Edynburg . 16 kwietnia 1874 roku. Najzimniejszy dzień świata. Śnieg zalega ulice i wciąż pada i pada. Ziąb niemiłosierny sprawia, że życie w mieście zamiera. Biel zdominowała krajobraz , jakby inne barwy nie miały racji bytu. Z kominów unosi się siwy dym, znak, że w domach piece pracują na pełnym etacie. Co się może wydarzyć w taki dzień?
To szczególna data, zwłaszcza dla bohatera powieści Mathiasa Malzieu pt. „Mechanizm serca”. Jack właśnie wtedy przychodzi na świat, ale panujący wokół mróz sprawia, że chłopiec rodzi się z zamarzniętym sercem. Na szczęście poród przyjmuje akuszerka Doktor Madelaine, która w miasteczku jest uważana za wariatkę i czarownicę. To właśnie ona na szczycie wzgórza Arthur’s Seat prowadzi swój oryginalny szpital, w którym odbiera porody prostytutek, kobiet porzuconych, niewiernych lub zbyt młodych. Doktor Madelaine jest również specjalistką od naprawiania ludzi. Jej metody są dość niekonwencjonalne, ale gdyby nie ona Jack musiałby się pożegnać z tym światem zanim jeszcze na dobre by się w nim zadomowił. Lekarka wszczepia więc w serce chłopca zegar z kukułką, który będzie czuwał nad życiem bohatera. Mechanizm jest jednak tak delikatny, że młodzieniec nie będzie mógł się zakochać : „ ... nigdy, przenigdy nie zakochaj się. Wtedy bowiem duża wskazówka na zawsze przebije Ci skórę, Twoje kości rozsypią się, a mechanizm serca znowu pęknie”.
Tak oto zaczyna się baśń. Baśń dla dorosłych o miłości, odrzuceniu, poczuciu osamotnienia i sile marzeń. Jack opowiada nam swoją historię od momentu swych narodzin, kiedy to został porzucony przez matkę i przygarnięty przez Madelaine, marzącą zawsze o własnym dziecku.
Pewnego dnia życie Jacka zmienia się definitywnie. W wieku dziesięciu lat poznaje młodziutką śpiewaczkę i od tego momentu wskazówki jego zegara poruszają się tylko dla niej. Przez trzy lata próbuje odnaleźć dziewczynę i jak w każdej baśni, postanawia wyruszyć w podróż w poszukiwaniu własnego szczęścia. W swej wędrówce poznaje m. in. Kubę Rozpruwacza, który poucza naszego bohatera, że przetrwanie zapewni mu tylko umiejętność przerażania innych, co, nomen omen, stanowi przepowiednię, która niebawem się spełni. W Paryżu natomiast chłopiec odnajduje Georgesa Mélièsa – zegarmistrza iluzjonistę ( notabene jest to postać autentyczna- Georges Méliès był pierwszym producentem filmowym, ojcem efektów specjalnych), który od tej pory będzie towarzyszył małemu wędrowcowi i opiekował się jego zegarem. Wyruszają do Andaluzji . Tam, na oryginalnym targowisku „Niecodzienności” spotyka swoją ukochaną i ...
Mathias Malzieu stworzył powieść z typowymi elementami baśniowymi. Mamy tu zatem motyw wędrówki i dojrzewania młodego bohatera, jest bohater pozytywny i bohater negatywny, są elementy fantastyczne oraz motyw skrywanej tajemnicy, która wyjaśnia się na koniec opowieści. Jest również morał - w życiu należy mieć marzenia i ciągle dążyć do tego, by się one spełniły, nie zwracając uwagi na konsekwencje. To wiąże się z ryzykiem, ale, jak to mawiał Méliès: „ Jeśli boisz się, że zrobisz sobie krzywdę, zwiększasz tylko prawdopodobieństwo, że tak się stanie (...) Jeśli spędzisz życie, myśląc tylko o tym, żeby sobie niczego nie uszkodzić, będziesz się okropnie nudził” . Każdy marzy o czymś innym, ale jest coś, co łączy wszystkich ludzi - potrzebujemy bliskości i uczucia drugiej osoby. Tak też jest z bohaterami „Mechanizmu serca”. Jack podejmuje ryzyko, odnajduje swoją ukochaną i oddaje jej klucz do swego serca. Madelaine zyskuje przybranego syna, ale chciałaby, aby chłopiec nigdy nie dorósł, dlatego ukrywa przed nim pewną tajemnicę. Georges marzy o tym, by wprawić w ruch fotografie, ale tęskni też za swoją pierwszą miłością. Podobnie, jak Arthur- alkoholik zaprzyjaźniony z Madelaine. Dla swojej żony wrócił do policji, choć marzył o tym, by zostać muzykiem. Zrezygnował z marzeń, ponieważ one nie zapewniłyby jego rodzinie chleba.
Mathias Malzieu napisał baśń, baśń, która wciąga czytelnika w świat marzeń, ale też ukazuje twardą rzeczywistość oraz ludzkie lęki przed obcowaniem z innością. To opowieść, która nie kończy się happy ednem, Jack i Miss Acacia nie żyli długo i szczęśliwie. Dlaczego? O tym już musicie przekonać się sami.


Przeczytana: 09 marca, 2011

Pewnego dnia przeglądając odmęty Internetu trafiłam na coś, co mnie zainteresowało, co przykuło mój wzrok i już nie dało o sobie zapomnieć. Była to przepiękna okładka książki o wdzięcznym tytule "Mechanizm Serca". O autorze nie słyszałam nigdy wcześniej, pewnie dlatego, że na co dzień nie jest on pisarzem, a muzykiem.Wszystko zapowiada się ciekawie -klimatyczna opowieść nazwana "baśnią dla dorosłych". Bo przecież każdy z nas chciałby czasem powrócić do czasów dzieciństwa i zapomnieć o całym świecie podczas czytania baśni. Właśnie to zwabiło mnie do zakupienia "Mechanizmu Serca".

W tej właśnie baśni autor postawił sobie za zadanie ukazanie pięknego uczucia, jakim jest miłość, za pomocą alegorii. Głównym bohaterem jest Jack, którego serce zamarzło, kiedy był jeszcze noworodkiem, a zamiast tego dostał jego protezę w postaci zegara z kukułką. Przez całe życie Jacka zegar działał trochę jak normalne serce- tykał szybko i głośno, gdy chłopiec się zakochał, a gdy cierpiał, jego drewniana proteza z kukułką drżała z żalu.Opiekunka Jacka, Madeleine, często śpiewała mu do ucha przed snem: "Love is dangerous for your tiny heart", ponieważ bała się, że ktoś może złamać mu serce (a w zasadzie zegaroserce).

Podobało mi się to, że autor przybrał jako miejsce akcji dziewiętnastowieczny Edynburg. Daje to możliwość napisania pięknej, niesamowitej baśni, której to możliwości według mnie Mathias Malzieu niestety nie wykorzystał. Nie wiem właściwie, co tak mi się nie spodobało w tej książce. Wydała mi się wymuszona i po prostu nudna. Na szczęście miała ona tez jasne strony: końcówka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, więc czas poświęcony lekturze nie okazał się do końca stracony.

Z czytania "Mechanizmu Serca" na pewno wyniosłam jedna ważną lekcję, o której tak często się zapomina: nigdy nie oceniać książek po okładkach. Tyle się mówi o tym, że pozory mylą, a jednak człowiek często popełnia te same błędy. Z zakupu jednak się cieszę: okładka jest na prawdę przepiękna i teraz każdego dnia, gdy przechodzę obok mojego regału przyciąga mój wzrok jak magnes.Podsumowując: Autorowi okładki należą się zasłużone brawa,a autorowi książki przydałoby się jeszcze trochę talentu pisarskiego.


Przeczytana: 30 stycznia, 2011

Nie ukrywam, że na książkę zwróciłam uwagę, ze względu na prześliczną okładkę. Potem na informację na książce: "Baśń dla dorosłych." No i jak można nie przeczytać książki po takiej zapowiedzi.

Czytałam, czytałam, przeczytałam i w sumie ciężko wyrazić mi jakieś jednoznaczne zdanie o tej książce.

Dałam jej trzy gwiazdki z trzech powodów:
1. okładka
2.pomysł- niespotykany, dziwny, wręcz dziwaczny (no bo jak połączyć zegar, na dodatek z kukułką, z ludzkim sercem)
3. zakończenie- zaskakujące

I więcej gwiazdek nie będzie.

Jeśli miałabym się skupić na warstwie językowej tej książki, no to niestety, pochwał nie będzie.

Czytając pierwsze strony pomyślałam sobie: "Łał, jakie piękne metafory! Niesamowity język!" Jednak zagłębiając się w kolejne rozdziały te jakże rozbudowane przenośnie zaczęły mnie irytować!! Metafora na metaforze, metaforą pogania!! Bardzo to było irytujące, do tego stopnia, że czasem nie mogłam się skupić na przebiegu akcji.

Dlatego właśnie książkę tę oceniam na 3 gwiazdki i myślę, że to dobra opinia.


Na półkach: Przeczytane, Z biblioteki
Przeczytana: 28 lipca, 2011

To chyba najdziwniejsza książka jaką czytałam… Zabawna, trochę dłuższa baśń dla dorosłych… Francuski rockman w bardzo fajny sposób przedstawił działanie ludzkiego serca. Książka opowiada historię chłopca, który urodził się w najzimniejszy dzień świata na górze we Francji. Z tego powodu zamarzło mu serce. Lekarka, która odbierała poród postanowiła uratować mu życie wkładając mu zegar zamiast serca…

„Po pierwsze, nie dotykaj wskazówek. Po drugie, opanuj złość. Po trzecie, nigdy, przenigdy nie zakochaj się. Wtedy bowiem duża wskazówka na zawsze przebije Ci skórę, Twoje kości rozsypią się, a mechanizm serca znowu pęknie.”


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 01 października, 2010

Magiczna, niezwykła i oryginalna. Trzy pierwsze skojarzenia, które nasunęły mi się po przeczytaniu tej książki. Dosłownie 5 minut temu przewróciłam ostatnią kartkę i aż westchnęłam z wrażenia. Sposób pisania jest wprost bajeczny, historia bohatera "wyposażonego" w zegaroserce urzeka i wzrusza. Niebanalne i nieprzywidywalne zakończenie stanowi dopełnienie tej baśniowej całości. Polecam!


Przeczytana: 03 maja, 2011

Okładka absolutnie mnie zachwyciła - czy wspominałam już, że lubię ładne przedmioty? ;) Opis na okładce (przytoczony wyżej) także mnie zaintrygował. Gdy wypożyczyłam tę książkę z Biblioteki Śląskiej pomyślałam sobie: jeśli mi się spodoba, to za jakiś czas kupię ją sobie. Dla tej okładki. Po prostu, żeby mieć ją na półce. I teraz, już po przeczytaniu, mogę spokojnie powiedzieć, że owszem, chcę ją kupić i bynajmniej nie tylko dla okładki. Chcę móc do niej wracać, bo "Mechanizm serca" zdecydowanie ma w sobie to coś. Jak sugeruje sam przypis na okładce jest to baśń dla dorosłych.

Akcja rozpoczyna się 16 kwietnia 1874 roku, kiedy to w mieszkaniu ekscentrycznej doktor Madeleine rodzi się Jack - chłopiec, któremu zamarzło serce. Mieszkanie doktor Madeleine jest miejscem niejako dla ludzi z marginesu, przychodzą tam najczęściej prostytutki i bardzo młode dziewczęta, aby wydać na świat dziecko, którego nie chcą. Matka Jacka jest jedną z nich. Co zabawne, narratorem jest sam główny bohater i to już od pierwszej strony, czyli od czasu sprzed własnego narodzenia. Jack opisuje swój poród i operację, podczas której akuszerka wstawiła mu w serce zegar z kukułką tak, jakby był ich niemym świadkiem, stojącym gdzieś z boku. Madeleine zastępuje Jackowi matkę, gdyż nie znajduje się nikt, kto chciałby adoptować "tykające" dziecko. Akuszerka staje się matką nadopiekuńczą, co dzień nakręca jego serce, izoluje go od świata i bardzo przestrzega przed silnymi uczuciami. Jednak po ukończeniu 10 lat chłopcu udaje się wyprosić wyjście na miasto. Ten jeden dzień zmienia całe jego życie...

I znów nie chcę streszczać książki, zwłaszcza, że to bardzo krótka powieść. Co mogę powiedzieć? To książka o uczuciach, pełna emocjonalnych, choć niebanalnych opisów. Podróż przez różne etapy i odcienie miłości: od szaleństwa zakochania od pierwszego wejrzenia (czy raczej usłyszenia), przez nadzieje i wątpliwości towarzyszące poszukiwaniu, przepełnione pożądaniem i namiętnością szczęście, wreszcie zazdrość, nieufność, odtrącenie i to co najgorsze - życie obok, choć nie razem. Jest to także podróż przez życie, od naiwnego dzieciństwa do gorzkiej dorosłości. Sposób w jaki autor opisuje miłość, erotyzm, zazdrość i rozpacz urzekł mnie tak, że czułam jakbym przeżywała to wszystko razem z bohaterem. Byłam jak zahipnotyzowana, zauroczona.

Czytałam gdzieś opinię, że jest to książka o niczym, bez przesłania. Nie rozumiem dlaczego. Bo brakuje happy endu? Bo nie ma jasno wskazanego, podkreślonego morału? Dla mnie była to powieść nastawiona na przeżywanie i refleksję, z odrobiną humoru. A morał? Mówi o tym, że nikt nie potrafi uchronić się przed miłością i nic nie jest w stanie zagwarantować nam tego, że będziemy z tej miłości cierpieć. To część życia. Tym, co także mnie urzekło w tej "baśni dla dorosłych" jest jej sentencjonalność. Pełna jest przepięknych cytatów, nie tylko o miłości. Mam nadzieję, że niedługo powiększy moja prywatną domową biblioteczkę :)


Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Przereklamowana nuda. Kupiłam, bo recenzje wydawały się obiecujące, ale ogromnie się zawiodłam. Akcja potwornie się dłuży, a pseudo baśniowa stylistyka jest nie do zniesienia. Bezpretensjonalna i niekiczowata baśń dla dorosłych, to duże wyzwanie dla pisarza i ten autor tej odpowiedzialności nie udźwignął. Jedynie zegaroserce Jacka jest oryginalnym pomysłem, cała reszta tej historii jest typowa, przewidywalna i każdy już ją gdzieś czytał. Język książki to z kolei nagromadzenie wydumanych frazesów, że już o wtrętach w postaci mega współczesnego języka, czy odniesień do dzisiejszej, zupełnie niebaśniowej rzeczywistości ( MŚ, popcorn, wróżka Dzwoneczek, samoloty itd) nie wspomnę. I chociaż przeczytałam to w kilka godzin, już w trakcie, pragnęłam, żeby się jak najszybciej skończyło.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 12 grudnia, 2010

Po raz pierwszy miałam do czynienia z baśnią dla dorosłych.
To rewelacyjna książka do której wciąż wracam myślami, analizuje zachowania bohaterów ich pobudki, sytuacje, przekaz. Autor zaszyfrował wiele prawd bajecznymi historiami. Poza tym tak pięknie tu pisze o miłości. Tej cielesnej również.
Wady, niedoskonałości czyni zaletami.
Naprawdę niesamowita literatura, połknięta niesłychanie szybko. Zdecydowane- polecam.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 27 stycznia, 2011

2,5 gwiazdki (gdyby była taka możliwość).
Czytając tę książkę miałam wrażenie, że jest niespójna, a początkowy klimat wieku XIX gdzieś się zatracił po drodze. Podobnie jak cała "baśniowość", którą reklamowano tę historię.