Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Technomagia i smoki

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, Prószyński i S-ka
6,49 (39 ocen i 3 opinie) Zobacz oceny
10
3
9
1
8
5
7
11
6
8
5
8
4
2
3
0
2
0
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
83-7337-183-4
liczba stron
440
słowa kluczowe
fantastyka, science fiction
język
polski
dodał
Wojciech

W rezultacie rewelacyjnego eksperymentu, którego wynik rozminął się nieco z oczekiwaniami pewnego fizyka, nasz bohater został przeniesiony do innego świata - zamieszkanego nie tylko przez ludzi, lecz również inne istoty: krasnoludów, gobrole, trolle, smoki. Oswajając się powoli z nieznaną rzeczywistością, pojął, że wszechwładnie rządzi tu magia. Zmuszony adaptować się do nowych okoliczności,...

W rezultacie rewelacyjnego eksperymentu, którego wynik rozminął się nieco z oczekiwaniami pewnego fizyka, nasz bohater został przeniesiony do innego świata - zamieszkanego nie tylko przez ludzi, lecz również inne istoty: krasnoludów, gobrole, trolle, smoki. Oswajając się powoli z nieznaną rzeczywistością, pojął, że wszechwładnie rządzi tu magia. Zmuszony adaptować się do nowych okoliczności, szybko zdał sobie sprawę, że należy się nią posługiwać tak, jak w naszym świecie technologią. Oprócz tej zasadniczej różnicy, oba światy okazały się, o dziwo, nader podobne - i tu i tu wybuchały wojny, konflikty polityczne, dochodziła do władzy dyktatura i prywata, a ludzie, i inne istoty, bywali niekiedy zawistni i małostkowi.

Wciągnięty w wir wydarzeń "przesiedleniec" coraz bardziej identyfikuje się ze swoim nowym wcieleniem i łącząc dawną wiedzę z królującą tu magią, dokonuje niezwykłych wynalazków i czynów. W dodatku poznaje piękną i dzielną Astrid.
Co wybierze opromieniony sławą swych dokonań technomag - powrót do dawnego świata czy pozostanie w nowym?...

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1138
magda | 2010-10-05
Na półkach: Na półce
Przeczytana: 05 października 2010

Przyznam się od razu, że tytuł rozłożył mnie na łopatki. Musiałam sprawdzić, czy to nawiedzony pean na cześć World of Warcraft, czy też wizjonerska opowieść o wysoko rozwiniętej cywilizacji wykorzystującej magię. Prawdziwa gratka dla nawiedzonej fanki technomagii i smoków :PNasz bohater a jednocześnie narrator pierwszoosobowy w wyniku eskperymentu, zostaje przymusowo zesłany do tego stojącego na progu katastrofy ekologicznej (czy może raczej magicznej) świata "w którym rolę fizyków pełnili magowie, a jaszczury o sadystycznych skłonnościach zastępowały mikroprocesory".Świat ukazany w "Technomagii i smokach" jest rozbudowany. Monarchia ta, de facto przebywająca pod rządami teokraty Jego Wspaniałości oraz jego Wielkiej Piątni – kultu, a poniekąd partii politycznej - daje możliwość do ukazania uciskanego społeczeństwa, dyskryminowanego za wykształcenie - uczeńce muszą nosić brody, czy pochodzenie - Starodawni są nazywani pogardliwie rasami magicznymi. Powszechny strach budzą Sługowie Miłosierdzia, będący w rzeczywistości tajną służbą bezpieczeństwa. Ta uprzywilejowana organizacja, jak również postać Jego Wspaniałości kojarzą się naszemu bohaterowi z historią pewnego malarza na naszej Ziemii...Postacie nakreślone są dość wyraziście, jednak szerokie spektrum zachowań społecznych, które stwarza uniwersum stworzone przez Utkina - od niemej, bezmyślnej akceptacji, po zorganizowane i prężnie działające podziemie wspomniane w powieści –moim skromnym zdaniem zostaje wykorzystane przez autora w niedostatecznym stopniu. Barwne opisy postaci łatwo się zapomina, a niewiele one wnoszą w rozwój akcji... momentami miałam wrażenie, że książka stanowi przede wszystkim pokaz krasomówczych umiejętności naszego piewcy pojazdów o napędzie mięśniowym.Co zaś się tyczy głównego bohatera... wydawałoby się, że nasz „przesiedleniec” będzie popełniał całe mnóstwo faux pas, jednak radzi on sobie co najmniej świetnie w tej alternatywnej rzeczywistości, dokonując nawet kilku przełomowych dla swej nowej ojczyzny odkryć. Jak dla mnie jest on trochę zbyt inteligentny jednocześnie przyjmując bez zdziwienia każdą nową przecież dla siebie informację o działaniu magii, bez problemu rzuca zaklęcia, a jego adaptacja do nowej rzeczywistości oraz natychmiastowe i całkowite pogodzenie się z brakiem możliwości powrotu do domu... skrzyżowanie MacGyvera z Adamem Słodowym - zbyt doskonałe, aby być wiarygodne.Sama intryga obmyślona przez Utkina jest ciekawa, bohaterowie mają uratować świat ponieważ, w wyniku nadmiernej drakonizacji życia, grozi mu zagłada. Podczas swej misji przeżywają mnóstwo przygód. A jednak coś mi tu nie pasuje, zamiast WoWa dostałam Super Mario... niby czyhają niebezpieczeństwa, ale jak się w odpowiednim miejscu odbić, to się doskoczy do księżniczki... a bardziej zrozumiale: to, co z pozoru jest skomplikowane, okazuje się banalne.Z początku trudno przyzwyczaić się do języka powieści - potocznego, ale naszpikowanego megakelvinami i atmosferami i nie mogę powiedzieć, żebym polubiła styl tego autora, typowo polski: pełen opisów i epitetów, jednak nie można mu odmówić ogromnego poczucia humoru: "Przed sobą ujrzałem jednak istotę płci żeńskiej - damę odzianą w czernie, wyższą ode mnie o pół głowy, a szerszą jakieś cztery razy. Włosy wysypujące się z jej koka sprawiały wrażenie czarnych macek Gorgony, na makijaż musiała zużyć chyba wiadro wapna i drugie czerwonej szminki, z jej uszu zaś zwieszały się złote ozdoby wielkości uchwytu do spłuczki w toalecie nowobogackiego. Zmierzyła mnie wzrokiem i powiedziała seksbasem (...)”.Tak naprawdę miałam dylemat jak ocenić tę pozycję: niby pisana z dużym poczuciem humoru, autor wielokrotnie rzuca dowcipne aluzje do naszej ziemskiej historii, świat i postacie mieszczą się w kanonach fantastyki... słowem fajna lektura! A jednak trudno się na niej skupić, w potoku epitetów łatwo zgubić coś istotnego dla akcji, postacie są trochę „na jedno kopyto”, akcji brakuje dreszczyka emocji... Takie ponad 400-stu stronicowe czytadło, w którym autor tylko raz wspomina o rowerze... Zakończenie zaskakujące i tu chylę czoła. Może je jeszcze kiedyś tę pozycję przeczytam, może nawet znajdę w niej drugie dno, jednak na pewno nie będzie to najbliższe parę lat. A czy polecam? Nie odradzam.zapraszam na mojego bloga: 1magdasz.wordpress.com

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
48

Cała recenzja: http://bo-w-nich-jest-caly-swiat.blogspot.com/2017/10/48-andreas-gruber-recenzja-powstaa-we.html Właściwie nie miałam żadnych ocze...

zgłoś błąd zgłoś błąd