Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Zgłosuj na książki roku 2017

Uprowadzona

Tłumaczenie: Anna Dorota Kamińska
Wydawnictwo: Wilga
7,46 (1323 ocen i 234 opinie) Zobacz oceny
10
186
9
240
8
253
7
283
6
195
5
81
4
45
3
24
2
5
1
11
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Stolen
data wydania
ISBN
978-83-259-0224-7
liczba stron
328
język
polski
dodała
niebieska

Ta historia mogła się przydarzyć każdej dziewczynie. Tak, tobie też. Lotnisko. Oczekiwanie na przygodę. Przystojniak, który proponuje ci kawą. A po chwili jesteś na końcu świata, zdana na łaskę i niełaskę porywacza.
Czy przetrwasz?
Czy wrócisz do swojego życia?
A co będzie, jeżeli się zakochasz??

 

Brak materiałów.
książek: 39

„Uprowadzoną” po raz pierwszy zobaczyłam w księgarni kilka lat temu. Z zainteresowaniem przeczytałam opis, doszłam do tego strasznego zdania ,,co będzie, jeśli się zakochasz?” i natychmiast odłożyłam książkę z niesmakiem. Dopiero po natrafieniu na jakąś opinię o niej pojęłam, że nie będzie to jakieś banalne romansidło. Naprawdę, tą książkę strasznie skrzywdzono. Różowiutka okładka? Motylki? Kluczyk z serduszkiem? Serio? Moje brwi właśnie odleciały na księżyc. Wydawnictwo zrobiło wszystko, żeby przekonać nas, że to będzie słodka opowiastka o dziewczynie, którą porwie jakiś tajemniczy przystojniak, co stanie się początkiem wielkiej miłości. Nie, nie, i jeszcze raz nie!

Historia Gemmy jest o wiele bardziej złożona. Złożona, a przy tym prosta, bez specjalnych zawijasów, bez świetnego wątku sensacyjnego. Ot, dziewczyna budzi się nagle w domu, na środku pustyni, z dwudziestoparolatkiem który otwarcie deklaruje brak złych zamiarów, nie wiadomo, o co chodzi, twierdzi, że szuka towarzystwa i w związku z tym zamierza zatrzymać Gemmę. Na jak długo? Na zawsze. Czy on ją porwał? Nie, nie porwał, tylko uratował, bo pustynia jest taka wspaniała, a miasta są be. Gemmie się to nie podoba? Trudno, przyzwyczai się.

Nie lubię pustyń. Nie lubię pustyń, i właśnie dlatego sytuacja Gemmy wydawała mi się jeszcze bardziej straszna. To śmieszne, ale chyba odbierałabym ją lepiej, gdyby porwana odnalazła się w górach. Góry w teorii są tak samo straszne, oddalone od cywilizacji, a przyroda w nich równie niebezpieczna, ale nie potrafiłabym ich nienawidzić tak jak pustyni. Cóż, umysł nie jest racjonalny. Kiedy przeczytałam, że Tyler lubi szybko jeździć samochodem po pustyni, od razu poczułam do niego sympatię - tak jakby fajne hobby w jakiś sposób go usprawiedliwiało.

Tyler, właśnie. Szczerze mówiąc, kiedy zaczynałam czytać, spodziewałam się, że to on będzie dominującą postacią, że będę rozgryzać jego osobowość, może nawet przyćmi jakąś bezbarwną główną bohaterkę, na tyle, że to jemu będę kibicować. Tak już mam, mam słabość do dobrze napisanych antagonistów. I faktycznie, Gemma nie jest jakąś niezwykłą bohaterką zapadająca w pamięć, jest całkiem przeciętna, nie denerwująca, owszem, jest uparta, nie poddaje się łatwo, jest całkiem sprytna, ale wszystkimi cechami charakteru obdarzona jest mniej więcej w tym samym stopniu co zwykły człowiek - zaryzykuję nawet stwierdzenie, że jest everymanem. To chyba zabieg celowy, by łatwiej było utożsamiać się z bohaterką, wyobrażać sobie, że jest się na jej miejscu… Brr, aż się wzdrygnęłam.
W porównaniu do Gemmy, Tyler jest postacią o wiele bardziej barwną, pełną sprzeczności, dziwnych poglądów, skomplikowanej przeszłości.... Jednak moje czytelnicze zainteresowanie nim nigdy nie przysłoniło mi troski o Gemmę i współczucia jej.

Autorka spisała się na medal: historia jest wciągająca, los Gemmy przeraża i fascynuje zarazem. Jako czytelniczka, siedząca bezpiecznie na kanapie we własnym domu, nie byłam zafascynowana Tylerem, bałam się go. Tak jak Gemma.
Lucy Christopher świetnie się spisała, ani przez moment nie zapominając o tym, że niezależnie od tego, jak zachowuje się Tyler, zawsze jest porywaczem, i Gemma się go boi. Zarówno wtedy kiedy mówi jak szalony, jak i wtedy, kiedy jest opiekuńczy .I bałam się i ja. Tak, ja, wielbicielka złych postaci, miałam ochotę potrzasnąć nim i powiedzieć mu coś w stylu ,,ty arogancki dupku, jak śmiesz rozwalać czyjeś życie, bo wierzysz, że twój światopogląd jest jedynym słusznym i w twojej ocenie nie robisz nic złego”. Z całego serca kibicowałam w tym starciu Gemmie. Sukces autorki?
Niewątpliwie, choć można mówić i o porażce - wszak jej bohater nie dołączył do galerii moich ulubionych antagonistów, tych, których przekładam nad „dobrych” i z któ®ych zwycięstw nad protagonistami się cieszę.
To prawdopodobnie dlatego, że ta książka jest taka… realna. Spokojna, nie uatrakcyjniana na siłę - nawet w bibliotece stała nie wśród młodzieżówek, ale wśród pozycji dla dorosłych - najpierw się zdziwiłam, teraz naturalnie zgadzam się z tym przyporządkowaniem.

Wiecie, kiedy naprawdę polubiłam Tylera? To znaczy, nie tyle polubiłam, bo jako bohatera lubiłam go od początku, a jako człowieka nie potrafię i nie zamierzam nawet próbować, ale kiedy… zrozumiałam go i byłabym gotowa mu przebaczyć. Wtedy, kiedy po raz pierwszy wraz z Gemmą poczułam nadzieję - i, cholerny syndrom sztokholmski - wdzięczność. Czy można odczuwać wdzięczność, kiedy ktoś ma tylko naprawić własne błędy? Czy może jest ona tylko skutkiem psychologicznego mechanizmu, któremu ulega ofiarą, żeby porwanie stało się dla niej łatwiejsze do zniesienia?

To kontrowersyjna, mądra książka. Szkoda, że wydawnictwo opakowało ją tak tandetnie. Mam teraz ochotę chodzić po wszystkich księgarniach i bibliotekach, skreślać to okropne pierwsze zdanie i zamieniać je na „Co, jeśli zapadniesz na syndrom sztokholmski?”

To, skoro już zmierzamy do końca, pochwalę się bezwstydnie, że prawie odgadłam, jakie będzie rozwiązanie akcji - liczyłam tylko na to, że wszystko stanie się z woli i inicjatywy Gemmy. Determinacji chyba by jej wystarczyło, żeby sięgnąć po taki środek. Piszę tak niejasno, żeby nie zdradzić zakończenia, proszę mi wybaczyć prymitywne peryfrazy.

To teraz coś o sprawach technicznych, chociaż nie zamierzam się tu wygłupiać, paplając o rozkładzie napięcia w czasie, kompozycji fabuły i sposobie ukazania świata przedstawionego. Ta opowieść jest na to zbyt prawdziwa, czytelnik wierzy w nią, przeżywa ją. Tak niezwykłych książek nie da się poddać chłodnej, teoretycznoliterackiej analizie - jednak chyba każdy mi wybaczy parę słów o nośniku tej niepowtarzalnej historii.
„Uprowadzona” napisana jest hipnotyzującym językiem. To jedna z tych książek, która - choć pisana stylem potocznym - wzbudza w czytelniku zachwyt nad słowem. Z jednej strony chciałam zatrzymać się nad pojedynczym opisem czy zdaniem, czytać je powoli, smakując świetny styl autorki - z drugiej połykałam kolejne słowa jak najszybciej, byle tylko wiedzieć, co wydarzy się dalej. To z pewnością nie jest książka dobra do podczytywania w tramwajach. Warto poświęcić jej w całości jedno czy dwa popołudnia.

Czego mi zabrakło? Głupio mi to pisać, po tym jak chwaliłam brak fajerwerków, tanich hollywoodzkich sztuczek i tego, jak ta książka nie dopasowuje się do życzeń i oczekiwań odbiorcy - ale zabrakło mi czegoś wyjątkowego. Czegoś: wow. Jakiejś sceny skreślonej mocniejszą kreską, straszniejszej, bardziej dramatycznej. Rety, sama sobie zaprzeczam. Jednak „Uprowadzona” jest bardzo spokojna. Intryguje, przykuwa uwagę czytelnika, ale raczej nie będzie się mu śnić w nocy. Tylko dlatego nie wystawiam jej najwyższej oceny.

Czego żałuje najbardziej? Tego, że urywa się w tak ciekawym momencie. Ostatnie strony książki bardzo mi się podobały, uczucia Gemmy były takie wiarygodne i wyważone, nie przesadzone. Na przykład jej relacje z rodzicami - ani nie było przesłodzonych uścisków i wiecznego pojednania, ani buntu i odpychania ich. Chciałabym zobaczyć, co Gemma będzie myśleć za kilka lat, po tym jak ochłonie, co będzie mówić o porwaniu rodzinie i znajomym, jak będzie wracać do życia, chciałabym chociaż śledzić proces.
Ta historia skończyła się stanowczo za szybko.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Kobieta w lustrze

Rzadko kiedy decyduję się na niedokończenie książki. Ale tym razem nie było innej opcji. Narracja nadęta w stylu "wrzucę kilka mniej popular...

zgłoś błąd zgłoś błąd