Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Straceni

Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
7,13 (393 ocen i 52 opinie) Zobacz oceny
10
18
9
48
8
85
7
130
6
73
5
23
4
6
3
6
2
1
1
3
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Lost
data wydania
ISBN
978-83-61386-04-9
liczba stron
372
język
polski
dodał
Pavel

Być może, gdyby Jennifer i Tim wiedzieli, że kilka piw i dobry skręt nie wystarczą ich kumplowi, by w pełni cieszyć się latem, nigdy nie pojechaliby na kemping nad zbiornikiem Turnera. Ray Pye śmiertelnie poważnie traktuje wszystko, co robi. Nawet zabawę... Cztery kule dla brunetki. Ramię, twarz, szyja, oko. Dwie dla rudej. Nigdy nie został skazany. Cztery lata później detektywa Schillinga...

Być może, gdyby Jennifer i Tim wiedzieli, że kilka piw i dobry skręt nie wystarczą ich kumplowi, by w pełni cieszyć się latem, nigdy nie pojechaliby na kemping nad zbiornikiem Turnera. Ray Pye śmiertelnie poważnie traktuje wszystko, co robi. Nawet zabawę...

Cztery kule dla brunetki. Ramię, twarz, szyja, oko.

Dwie dla rudej.

Nigdy nie został skazany.

Cztery lata później detektywa Schillinga nadal prześladują wspomnienia ofiar. I nie ma zamiaru spocząć, póki ich zabójca nadal żyje.

Jennifer i Tym myślą, że najgorsze mają już za sobą.

Nawet nie wiedzą, jak bardzo się mylą.

Ray Pay jest mistrzem ceremonii. Zabawa dopiero się zaczyna...

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 69
J_Xavier_B | 2013-09-10
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: maj 2011

Myślę, iż nie będzie prze­kła­ma­niem stwier­dze­nie, że spo­śród cenio­nych na świe­cie, a co za tym idzie czo­ło­wych twór­ców lite­rac­kiej grozy, Jack Ket­chum został odkryty w Pol­sce naj­póź­niej. Za przy­kład wystar­czy podać tak zna­nych pisa­rzy w obrę­bie tego gatunku jak Ste­phen King, Dean Koontz czy Gra­ham Master­ton, któ­rych prozą możemy zaczy­ty­wać się już od dwóch dekad, gdy tym­cza­sem równy im poko­le­niowo Ket­chum u nas zaist­niał dopiero przed dwoma laty za sprawą słup­skiego wydaw­nic­twa „Papie­rowy Księ­życ”. I choć ów pisarz ze swo­imi kil­ku­na­stoma utwo­rami na kon­cie nie jest tak płodny lite­racko jak wymie­nieni powy­żej, to jed­nak ma sze­ro­kie grono fanów nie tylko za gra­nicą, ale i w naszym kraju.

Dotych­czas na pol­skim rynku uka­zały się jego trzy powie­ści – osła­wiona „Dziew­czyna z sąsiedz­twa” oraz „Poza sezo­nem” i „Stra­ceni” – a kolejna „Jedyne dziecko”, ku ucie­sze sym­pa­ty­ków pisa­rza, ma się wkrótce poja­wić w księgarniach.

Prozę tego autora wyróż­nia przede wszyst­kim bez­kom­pro­mi­so­wość fabuły, potę­go­wa­nie nastroju grozy i obna­ża­nie ludz­kiego zła. Ket­chum sły­nie z kon­tro­wer­syj­nych, nie tyle moc­nych, co wręcz bru­tal­nych opi­sów, a karty jego ksią­żek ocie­kają okru­cień­stwem z któ­rym mogą zmie­rzyć się jedy­nie czy­tel­nicy o sta­lo­wych ner­wach. Nie ina­czej rzecz się ma w przy­padku prze­czy­ta­nych przeze mnie ostat­nio „Stra­co­nych”, dra­ma­tycz­nej histo­rii opo­wia­da­ją­cej o gru­pie ame­ry­kań­skich nastolatków.

Senne i spo­kojne wyda­wać by się mogło mia­steczko skrywa w sobie tra­giczną histo­rię sprzed kilku lat, która kła­dzie się cie­niem na życiu miesz­kań­ców oko­licy. Bru­talne zabój­stwa dwóch dziew­cząt i podej­rzany o nie zwy­rod­nia­lec, nigdy nie ska­zany za swój bestial­ski wyczyn otwie­rają cały łańcuch ponu­rych wyda­rzeń w „Stra­co­nych”. Pozna­jemy środo­wi­sko miej­sco­wej mło­dzieży uwi­kła­nej w oso­bi­ste dra­maty, igra­ją­cej zarówno z pra­wem jak i ze swoim życiem. Autor wpro­wa­dza nas w świat ludzi roz­pust­nych i wyuz­da­nych, chęt­nie zatra­ca­ją­cych się w świe­cie seksu i nar­ko­ty­ków, a czyni to nad wyraz obra­zowo, posłu­gu­jąc się pro­stym, potocz­nym języ­kiem dla peł­niej­szego uka­za­nia pro­blemu dora­sta­ją­cych nasto­lat­ków. Nie­mal na każ­dej stro­nie „Stra­co­nych” Ket­chum glo­ry­fi­kuje dosadne wul­ga­ry­zmy, a nie­rzadko też odwo­łuje się do lubież­nych scen łóżkowych, co czyni tę książkę naj­bar­dziej spro­śną powie­ścią grozy, jaką czy­ta­łem. Dzięki takiej eks­pre­sji słowa i obrazu, wzbo­ga­co­nej o bru­talne sceny zbrodni Jack Ket­chum zyskał sobie miano twórcy kon­tro­wer­syj­nego, nie owi­ja­ją­cego w bawełnę swo­ich opo­wie­ści, gdzie wizy­tówką jest brak hamul­ców dla cen­zury i słod­kiego zamy­dla­nia oczu. Czy­ta­jąc książkę tego pisa­rza nurzamy się w złych emo­cjach boha­te­rów, jed­no­cze­śnie pod­da­ją­cych w wąt­pli­wość takie uczu­cia jak przy­jaźń, wier­ność czy miłość. Podejrz­li­wość i wro­gość, a w rezul­ta­cie nie­na­wiść grają pierw­sze skrzypce w tym utwo­rze zmu­sza­ją­cym do reflek­sji nad ciemną stroną natury czło­wieka i drze­mią­cym w nim okru­cień­stwem. Ket­chum budzi więc skrajny nie­po­kój bez odwo­ły­wa­nia się do ele­men­tów fan­ta­styki, widzia­deł i demo­nów z zaświa­tów. Owszem, znaj­dziemy u tego pisa­rza mon­stru­alne potwory, ale ku naszemu prze­ra­że­niu oka­zują się nimi być ludzie z krwi i kości! Wymowna groza w tak reali­stycz­nym uję­ciu spra­wia, iż ciarki prze­cho­dzą nam po ple­cach, a umysł pró­buje jed­no­cze­śnie bro­nić się przed tak olbrzy­mim ładun­kiem zła.

„Stra­ceni” istot­nie są powie­ścią o kon­struk­cji tyka­ją­cej bomby, która wraz z kolej­nymi roz­dzia­łami odmie­rza czas do nie­uchron­nego, dra­ma­tycz­nego finału. Po moc­nym, wgnia­ta­ją­cym w fotel pro­logu, dosta­jemy do rąk nieco łagod­niej­szą lek­turę usy­pia­jącą naszą czuj­ność. Posępny i pozba­wiony cen­zury dra­mat spo­łeczny, jakim są w znacz­nym stop­niu „Stra­ceni” uka­zuje nam na pozór banalne pro­blemy mło­dych ludzi, ale oczy­wi­ście to tylko otoczka tego, z czym tak naprawdę mamy do czy­nie­nia. Wśród tych zakom­plek­sio­nych, czę­sto nie­zro­zu­mia­nych jed­no­stek mości sobie miej­sce cha­ry­zma­tyczny czło­wiek bez skru­pu­łów, odu­rzony nar­ko­ty­kami i nabu­zo­wany żądzą wyuz­da­nego seksu, pozba­wiony empa­tii zwy­rod­nia­lec, który pod wpły­wem kaprysu potrafi zamie­nić ludz­kie życie w pie­kło. Spro­wo­ko­wa­nego odmowną postawą sil­nych cha­rak­te­rów sza­leńca, nic nie jest w sta­nie powstrzy­mać przed krwawą wen­detą… i na tym wątku sku­pia się Jack Ket­chum na kil­ku­dzie­się­ciu ostat­nich stro­nach swo­jej powie­ści. Niniej­sze sceny czy­ta­łem ze zdu­szo­nym okrzy­kiem zgrozy, znie­wo­lony zarówno przez pisa­rza jak i samego oprawcę w ich bru­tal­nym, kosz­mar­nym świe­cie. Autor obnaża głę­bię ludz­kiej nie­na­wi­ści, wska­zu­jąc przy tym, iż tak naprawdę banalny powód może dopro­wa­dzić do wiel­kiej, trud­nej do ogar­nię­cia zmy­słami tra­ge­dii. Finalne strony „Stra­co­nych” ser­wują praw­dziwy festi­wal maka­bry, zby­wa­jąc szczę­śliwe zakoń­cze­nia w otchłań roz­pa­czy i bez­na­dziei. Nic więc dziw­nego, iż sam Ste­phen King wska­zuje Jacka Ket­chuma na naj­bar­dziej prze­ra­ża­ją­cego faceta w Ameryce.

Po lek­tu­rze tej powie­ści, pomimo jej moc­nej i dra­stycz­nej wymowy mam wielką ochotę się­gnąć po kolejne utwory Ket­chuma. Przy­znam, że udało mu się mnie zaszo­ko­wać i wcią­gnąć do swego prze­ra­ża­ją­cego świata. Żywię tylko nadzieję, że będę dał radę wyrwać się z niego w odpo­wied­nim momencie…

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Ucieczka do miłości. (tom 2)

Pierwsza część zapowiadała przyjemną i wciągającą historię dwójki skrzywdzonych ludzi. Po skończeniu, nie mogłam się doczekać, aż zacznę czytać drugą...

zgłoś błąd zgłoś błąd