Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Byłem księdzem. Prawdziwe oblicze kościoła katolickiego w Polsce

Wydawnictwo: Glass Plast
6,51 (560 ocen i 73 opinie) Zobacz oceny
10
23
9
38
8
62
7
177
6
133
5
81
4
15
3
19
2
7
1
5
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
83-909042-0-9
liczba stron
140
słowa kluczowe
celibat, kościół, religia
kategoria
religia
język
polski
dodała
Weronika

"Moja książka jest pierwszym i jedynym w swoim rodzaju świadectwem byłego księdza z kraju papieża. Nie piętnuje ona kapłańskich wad i słabości, ale zakłamanie systemu kamuflującego te wady; systemu który z góry niejako wyklucza istnienie takich wad i słabości u "nadludzi"".

 

Brak materiałów.
książek: 457
Czytający_chłopak | 2013-01-25
Na półkach: Przeczytane, 2013, Moje recenzje
Przeczytana: styczeń 2013

Gdy wczoraj znalazłem tą książkę, chociaż o jej istnieniu nic nie wiedziałem, to musiałem ją przeczytać. Zajęło mi to jeden dzień - rano ściągnąłem sobie ebooka, a wieczorem był już on przeczytany. Dla osób, które są zapatrzone w księży i biskupów, i nigdy nie słyszeli o Kościele z tej złej strony, to ta książka może okazać się szokująca, ale chyba już każdy widzi współczesny obraz Kościoła Katolickiego, a ta książka świetnie pokazuje, że to jednak sam - Kościół - zniszczył wiarę ludzi i doprowadził do takiego stanu. Jednak, gdy dłużej zgłębiam tą wiedzę, to widzę, że komuna, która panowała w tamtych latach, też w pewnym sensie doprowadziła do zniszczenia Kościoła Katolickiego.

Książka Romana Kotlińskiego "Jonasza" jest autobiografią autora, który pochodzi z bardzo katolickiej rodziny, gdzie nauczył się ważnej wartości - kochać Boga i innych ludzi. Został ministrantem zaraz po swojej Pierwszej Komunii Świętej i od tego momentu zawsze był wpatrzony w księży, podziwiał ich za to kim są. Do takiego momentu, że sam otrzymał powołanie kapłańskie i zapragnął zostać księdzem. Takim decydującym momentem, dzięki któremu postanowił wybrać tą drogę życia, była wycieczka do seminarium duchowego. Widząc tych wszystkich kleryków, odczuł, że w przyszłości dołączy do ich grona i zostanie kapłanem. I tak właśnie jego życie się ułożyło, bo zaraz po maturze został przyjęty do seminarium. Natomiast ta decyzja całkowicie zmieniła jego życie, oraz sposób patrzenia na Kościół Katolicki, ale przede wszystkim okazała się wielką próbą własnej wiary. Dotrwał do końca studiów, otrzymał święcenia kapłańskie, ale po trzech latach bycia księdzem, zrezygnował i porzucił Kościół, ale nigdy nie porzucił Boga i On chyba na zawsze pozostanie w jego sercu.

Ksiądz w XX wieku prawie wszystkim ludziom kojarzył się z dobrocią, czystością oraz wielką mądrością. Nikt nie mógł podważyć jego autorytetu, bo ksiądz miał zawsze rację. A gdy jakaś osoba zdecydowała się pójść drogą Boga i wybierała kapłaństwo, to była wychwalana przez całą rodzinę, sąsiadów i znajomych. Tak samo było z Romanem Kotlińskim, gdzie wszyscy widzieli w nim nadzieję parafii i od razu w oczach innych ludzi stał się lepszym człowiekiem. Dla niego księża także byli wielkimi ludźmi i w seminarium duchowym odniósł wielki zawód, kiedy okazało się, że wszystko wygląda inaczej. Myśląc, że znalazł swoje miejsce, zaczął mieć wiele wyrzutów sumienia, które prawie zadecydowały o opuszczeniu seminarium duchowego.

Czas studiów w seminarium duchowym Romana Kotlińskiego przypada na lata 80. i 90., kiedy to w Polsce działały partie komunistyczne i swoich szpiegów mieli także wśród księży. Przyczyniło się do tego, że klerycy nie mogli sobie nawzajem ufać, często dochodziło do rywalizacji, a nawet do spisków, które bardzo często okazywały się kłamstwem i z tego powodu wielu kleryków musiało powrócić do swoich rodzin. Zdarzało się nawet, że za swój wygląd mogłeś zostać wyrzucony na bruk. Panowały tam żelazne zasady, które doprowadziły do zgubnej edukacji młodych kleryków, którzy zamiast uczyć się miłości do drugiego człowieka, to wyszkolili się w kłamaniu, oszukiwaniu, a nawet w złodziejstwie. Wiele młodych chłopaków wstępowało tam z wielkim powołaniem, a wychodziło z popsuciem charakteru i osobowości. Nie mieli żadnych autorytetów, bo ich nauczyciele traktowali ich jak przedmioty, które nie są godne być w tym miejscu. W seminariach duchowych panowała okrutna atmosfera, gdzie źle była prowadzona polityka, a klerycy żyli bardzo często w strachu i głodzie, zamiast nauczyć się jeszcze większej miłości do Boga, to niektórzy zostali pustymi ludźmi, dla których największą wartością zostały pieniądze, dobre jedzenie i wygoda.

Autor przedstawia też zgubną strukturę celibatu, która przyczyniła się do wielu złych wyborów i w jego przekonaniu seminarium stało się "wylęgarnią homoseksualistów". Zazwyczaj przebywają tam osoby, które mają od 20 do 26 lat, a chyba każdy wie, że w tym wieku napięcie seksualne jest na najwyższym poziomie i większość osób trudno utrzymuje celibat. Tak samo było z klerykami, którzy przebywali wyłącznie przez 24 godziny z innymi mężczyznami, jedynie otrzymując trochę luzu w ciągu jednego dnia w tygodniu i wtedy mogli na kilka godzin wyjść poza mury uczelni. Najgorsze jednak było to, że niektórzy chcieli te napięcie wyładować między sobą i tworzyli pary, dla których zgubnym skutkiem była "miłość". Wielu kleryków z własnego wyboru stawało się homoseksualistami, ponieważ byli słabymi ludźmi i nie dali rady w pełni utrzymać czystości.

Najbardziej w tej książce zaskoczyła mnie szczerość i to, w jaki sposób ona została napisana. Pan Roman nie zostawił żadnej suchej nitki na biskupach i księżach, ale jednak na końcu książki nie zrównał ich wszystkich z błotem i przekazał całą winę na celibat i chory system. Nie chodzi tu nawet o sprawy moralne, ale o sam fakt, że ksiądz tak naprawdę nie ma rodziny, a gdy nie ma rodziny to zaczyna brakować mu wartości w życiu. Nie ma żadnej bliskiej osoby i znajduje sobie pocieszenie wśród pieniędzy i alkoholu, a w niektórych przypadkach (tak jak w książce) wszystkie swoje fundusze inwestuje w zainteresowania, aby mieć coś w życiu, co jest jego i nikt mu tego nie odbierze. Na początku każdy młody ksiądz uważa, że da radę, bo przecież wybrał Pana Boga i On mu pomoże przetrwać wszystko, ale jednak życie toczy się inaczej. Przychodzi w końcu taki wiek, kiedy zauważasz, że jesteś osobą samotną i tak naprawdę parafianie nigdy ci nie zastąpią dzieci, a przyjaciele - kochającej żony. Ile razy w naszych czasach ludzie doznają szoku, a ksiądz staję się najgorszym człowiekiem na świecie, kiedy okazuje się, że ma dziecko? Tylko wiecie co? Ksiądz to też osoba grzeszna i w nim można zobaczyć Boga, ale przecież to taki sam człowiek jak Ty i czasami też potrzebuję miłości drugiej osoby. Nie tylko miłości Boga, ale też miłości zwykłego człowieka.

Trzy lata po święceniach kapłańskich zdecydował się na taki "coming-out" w swoim życiu i zrezygnował z kapłaństwa. W ciągu tych trzech lat spotkał Boga w ludziach, a wielkie zło w "pasterzach owczarni". Opuścił Kościół i napisał tą książkę. Nie chodzi tutaj, aby ubliżyć tym wszystkim księżom i biskupom, ale coś zmienić, aby było lepiej. W Polsce dzięki tej książce ludzie zaczęli na Kościół patrzeć inaczej, a sam Kościół zmienił się. Stał się lepszy. Tak, stał się lepszy, ale tu pojawia się negatywny skutek prawdy, bo ludzie stracili zaufanie i bardzo trudno im będzie kolejny raz uwierzyć w dobre intencje Kościoła. Myślę jednak, że sobie poradzą. Sam widzę, że dużo już zrobili, bo księża naprawdę zmienili nastawienie do ludzi i w seminariach też się lepiej dzieje, no ale zawsze pojawią się ci, którzy to wszystko popsują. Można nawet powiedzieć, że powstała taka równowaga, gdzie teraz wyświęca się wiele naprawdę wspaniałych ludzi, którzy w przyszłości będą przyszłością Kościoła, a za kilkadziesiąt lat najgorsze skrzywdzone roczniki lat 60.-90. odejdą na "emerytury", a reszta będzie żyć długo i szczęśliwie. No ale życie to nie bajka, ale módlmy się, aby jednak Kościół w przyszłości stał się naprawdę godny zaufania i zmienił się... na lepsze.

Dowiedziałem się, że Roman Kotliński należy teraz do partii politycznej - Ruchu Palikota.Ciekawe, czy nadal ma tak silną wiarę, bo jego motto polityczne to: "Walczę o świecką Polskę!" Najlepsze jest też to, że miał on może kontakt z moim dalekim wujem, który był proboszczem w parafii, gdzie ks. Roman w czasie wakacji zaraz po święceniach kapłańskich, pomagał w czasie urlopów księży. Zastanawia mnie też jedna rzecz w tej książce, bo ten człowiek piszę, że naprawdę było źle w seminarium duchowym, ale na początku opisuje, że będąc pierwszy dzień w tym miejscu, zauważył wiele radości wśród kleryków, a potem wszystko się nagle zmieniło. Książka może pokazuje prawdę, ale może też być tam wiele wyolbrzymionych rzeczy.

Źródło: http://wiara-nastolatkaa.blogspot.com/2013/01/byem-ksiedzem-roman-kotlinski.html

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Ślęża dla odkrywców

Z Wrocławia przy dobrej pogodzie bardzo ładnie widać Ślężę. Ślęża i jej okolice kryją różne przedziwne historie, które wzbudzają ciekawość turystów i...

zgłoś błąd zgłoś błąd