Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Zbieracz Burz, Tom 2

Cykl: Zastępy Anielskie (tom 4)
Wydawnictwo: Fabryka Słów
7,23 (1442 ocen i 56 opinii) Zobacz oceny
10
119
9
225
8
270
7
444
6
177
5
123
4
29
3
45
2
5
1
5
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788375742152
liczba stron
416
język
polski

Oto Królestwo Niebieskie... w którym nie ma Boga. Oto miejsce, gdzie archanioł sprzymierza się z diabłem. Oto on... Niszczyciel Światów, Miecz Pana, Lewa Ręka Boga. Nad jego głową znów zawisły ciężkie chmury, a w Siódmym Niebie zaległa głucha cisza... cisza przed burzą. Oto Daimon Frey Wiara, Nadzieja, Miłość... To jego grzechy kardynalne Zaprawdę powiadam Ci: Gdy sięgniesz po tę książkę...

Oto Królestwo Niebieskie... w którym nie ma Boga.
Oto miejsce, gdzie archanioł sprzymierza się z diabłem.
Oto on... Niszczyciel Światów, Miecz Pana, Lewa Ręka Boga.
Nad jego głową znów zawisły ciężkie chmury, a w Siódmym Niebie zaległa głucha cisza... cisza przed burzą.
Oto Daimon Frey
Wiara, Nadzieja, Miłość... To jego grzechy kardynalne
Zaprawdę powiadam Ci: Gdy sięgniesz po tę książkę poznasz kolejne siedem grzechów głównych...
Lecz czy jesteś gotowy?

Ola Szwed, aktorka,
Ambasadorka Fabryki Słów

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 440
Jod | 2010-12-24
Przeczytana: wrzesień 2010

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Od samego początku bawił i zaciekawiał mnie tytuł tej pozycji. Śmiałam się, że jeśli autorka planuje zrobić trylogię, to będzie to trylogia rolnicza: Siewca Wiatru, Zbieracz Burz i Sianokosy Sztormu, czy czegoś tam innego. Nic jednak na to nie wskazuje – na końcu drugiej części Zbieracza Burz znajduje się w wielki napis: KONIEC. Jako że książka nie kończy się definitywnie i zakończenie jest w miarę otwarte, to autorka może pisać dalej. Co napawa mnie grozą, bo obawiam się, że to skończyłoby się fatalnie.

Ciężko będzie napisać coś o tej pozycji, bez odwoływania się do wcześniejszych, które czytałam jakiś czas temu, więc mogę posiłkować się jedynie pamięcią.

Jak wiemy w pierwszym tomie Zbieracza Burz Daimon dostał wiadomość od Boga, żeby zniszczyć Ziemię. Nietypowe trzeba powiedzieć, bo zupełnie nie w Boskim stylu. Ale zaraz! Czyż Daimon nie miał ostatnio kontaktu z antytezą Boga? Ten, to by chętnie niszczył, więc może to jego sprawka? Daimon utrzymuje, że z całą pewnością to Bóg, Gabriel i Razjel mają poważne wątpliwości, czy przyjacielowi się coś nie pomieszało w głowie i czy nie nastał moment, by go odizolować, zaś Michał, jak na wojskowego przystało, wybiera bardziej ostateczne rozwiązanie – czyli zlikwidowanie problemu. Definitywnie.

W ten sposób powstaje nam genialny konflikt, gdzie każda strona przedstawia swoje racje i ma świetne wytłumaczenie, które naprawdę przekonuje. Aniołowie muszą stawić czoła wątpliwościom. Przez tysiąclecia starają się utrzymywać stan równowagi i może zrobili krok za daleko? Może Bóg uznał, że tylko zniszczenie wszystkiego może usunąć zdeprawowanie i spaczenie? A może to tylko jeden zwariowany, niebezpieczny anioł z większą mocą niż przeciętni? Dodatkowo dochodzą bardziej osobiste dylematy naszych bohaterów. Jak daleko jesteś wstanie się posunąć, by osiągnąć swój cel? Kłamać? Zdradzać? Szantażować? Mordować? I najważniejsze: komu ufać, kiedy nie można nikomu?

Poza wspomnianym głównym konfliktem mamy jeszcze dwa poboczne wątki dotyczące Hii i Asmodeusza. W przypadku Hii można powiedzieć, że autorka postarała się, by bohaterka nabrała głębi. W "Siewcy Wiatru" była ona postacią wręcz idealną – cudowna nieosiągalna kobieta, definiowana przez głównego bohatera. Tu zaś zostaje pokazana jako ona sama. Kobieta, która popełnia błędy, jest zagubiona, uświadamia sobie, że istnieje jeszcze inny świat niż jej. I co najważniejsze, jej przemiana jest bardzo logiczne. Możemy jej nie lubić i wyobrażać sobie inaczej, ale nie można powiedzieć, że jest źle skonstruowana.

Co do wątku Asmodeusza, to jest po prostu słaby. I irytuje mnie niemożebnie. Musicie bowiem wiedzieć, że Asmodeusz przeżywając załamanie nerwowe pomieszkuje na Ziemi. I zakochał się w Ziemiance. Naprawdę więcej nie trzeba mówić, bo z łatwością można sobie wyobrazić co jest dalej. Nie wiem, może Kossakowskiej nie wychodzą romanse (nie każdemu autor jest genialny w każdej konwencji), albo nie miała wystarczająco miejsca, a nie chciała, by to przeważyło konstrukcję, ale zupełnie mnie to nie przekonuje. Nic a nic.

Poważnym problemem "Zbieracza Burz" (głównie pierwszego tomu, bo drugiego mniej) jest styl. Czytałam wiele wypowiedzi i recenzji, gdzie ludzi zachwycają się, jak cudownie te książki są napisane, ale się nie zgadzam. Sam styl dobry, ale po prostu przegięty. Po pierwsze, metafory. Pierwszy tom do przesady, drugi już mniej, nafaszerowane są nimi niczym kaczki na świąteczny obiad. I każda kolejna wydaje się bardziej odkręcona od poprzedniej. Ukryte w nich „smaczki” mnie nie zachwycają, a jedynie wywołują chaos, bo zanim rozgryzę jedną metaforę, to już leci następna. Gdyby było ich mniej, nie zaszkodziłoby to książce, a nawet pomogło. Po drugie, narracja. Obie książki mają, lekko licząc, tak po czterysta stron, a autorka wykorzystała w większości… narrację drugoosobową teraźniejszą. Jedną z tych, która na dłuższą metę najbardziej męczy. Żeby jeszcze nie było łatwo, to książka oblana jest smętnym sosem, więc czytelnik momentami w pierwszym tomie musi brnąć, żeby przebić się do następnego rozdziału.

To wszystko nie było by takie złe. Dużo metafor, nietypowa narracja, posępny nastrój – da się znieść i można się przyzwyczaić. Dobijające są jednak bezcelowe przekleństwa i potoczyzmy, które wprost rozsiały się po tym tekście jak chwasty. Bohaterowie ze swoim sposobem mówienia w "Siewcy Wiatru" nie mają zupełnie nic wspólnego. Mamy ich nową wersję i polemizowałabym, czy jest ona lepsza od poprzedniej. W "Siewcy…" drażniły głupie zdrobnienia, więc autorka chcąc nadać postacią męskości kazała im… kląć. W przypadku Gabriela, Daimona czy Michała, by to przeszło. Nawet w przypadku Lucyfera. Ale elegancki i poważny Razjel? A wyszukany esteta Asmodeusz?! Bez znaczenia. Przekleństwa sypią się czy jest taka potrzeba, czy nie. Z językiem potocznym jest to samo. Nie ma znaczenia, że postać opisywana zupełnie do niego nie pasuje – posługuje się nim lepiej, niż nie jeden dzisiejszy nastolatek.

Po mimo wymienionych tych wszystkich mankamentów, nie mogę powiedzieć, by "Zbieracz Burz" był złą książką. Jest naprawdę dobry i dla przeczytania drugiego tomu zarwałam noc. Odnoszę jednak wrażenie, że twórczość męża Kossakowskiej – Grzędowicza - ma na nią większy wpływ, niż by się chciało. Po pierwsze zmienił się jej język i polemizowałabym, czy na lepsze. Po drugie, autorka momentami wali czytelnika jakąś opinią czy myślą między oczy, czego wcześniej u niej nie było, a zdecydowanie pojawiało się u jej męża. Tak czy inaczej, książkę polecam.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Turbulence: The Epilogue

Jest to naprawdę fajne zakończenie tej książki. Nie jest to długi epilog, bo ma zaledwie kilkanaście stron, ale i tak mogę powiedzieć, że mi się podob...

zgłoś błąd zgłoś błąd