Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Zgłosuj na książki roku 2017

Żywy Budda, żywy Chrystus

Tłumaczenie: Robert Bartołd
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
6,44 (9 ocen i 2 opinie) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
1
7
4
6
3
5
0
4
1
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Living Buddha, Living Christ
data wydania
ISBN
83-7150-358-X
liczba stron
131
słowa kluczowe
buddyzm
język
polski
dodała
Raincloud

W książce tej dwie wielkie tradycje ludzkości spotykają się w żywym dialogu, budząc zrozumienie jednej i drugiej. „Na ołtarzu w mojej pustelni – pisze autor – są wizerunki Buddy i Jezusa, i dotykam obu jako moich duchowych przodków”.

 

Brak materiałów.
książek: 283
Apolinary | 2012-09-21
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

"Żywy Budda, żywy Chrystus" rozpoczyna się od słów:
"Dwadzieścia lat temu na konferencji teologów i profesorów religii, w której uczestniczyłem, pewien Hindus chrześcijanin, mój przyjaciel, powiedział zgromadzonym: „Usłyszymy o zaletach kilku tradycji, ale to nie znaczy, że zrobimy sałatkę owocową”. Kiedy nadeszła moja kolej, powiedziałem: „Sałatka owocowa może być pyszna! Dzieliłem Eucharystię z ojcem Danielem Berriganem, a nasze modlitwy stały się możliwe z powodu cierpień, które my, Wietnamczycy i Amerykanie, dzieliliśmy przez wiele lat”. Niektórzy z obecnych buddystów byli wstrząśnięci, słysząc, że uczestniczyłem w Eucharystii, a wielu chrześcijan wyglądało na naprawdę przerażonych. Dla mnie życie to życie religijne. Nie widzę żadnego powodu, aby spędzać całe życie, smakując tylko jeden gatunek owoców. My, istoty ludzkie, możemy być karmieni najlepszymi wartościami wielu tradycji".

Thich Nhat Hanh, który tę "sałatkę" proponuje, odrzuca jednak w swej próbie pogodzenia dwóch filozofii część chrześcijańskich dogmatów. Rozdziela historycznego Jezusa od "wiecznego", w którego wierzą jego wyznawcy, usiłując stworzyć z Chrystusowego zmartwychwstania metaforę. "Ale czy Bóg musi być personifikowany?" - zapytuje też autor, kwestionując jedno z podstawowych założeń chrześcijaństwa, które chce godzić z buddyzmem. Okazuje się, że nawet pełen dobrych chęci buddyjski mistrz nie może uniknąć podważania podstawowych prawd religii, z którą pragnie nawiązać dialog.

"Sądzę, że gdyby Budda urodził się w społeczeństwie, w którym urodził się Jezus, on także zostałby ukrzyżowany" - twierdzi w końcu Thich Nhat Hanh. Odważna to teza. Może by tak było, może nie. Warto jednak zauważyć, że Budda nie twierdził, ze jest królem i synem Boga, co uderzało wprost w Cesarstwo Rzymskie.

Nawet jeżeli buddyzm i chrześcijaństwo dążą do tego samego celu – wyzwolenia z ziemskiego cierpienia, używają do tego różnych, często sprzecznych ze sobą środków. Dla współczesnego chrześcijanina pojęcie Boga jest słowem kluczowym, wyznacznikiem jego wiary. Bóg jest tylko jeden, jest istotą nieskończenie doskonałą, która stworzyła świat. Oprócz Boga (przejawiającego się w trzech osobach – Boga Ojca, Syna Bożego (Chrystusa) i Ducha Świętego), kluczowym bytem w filozofii chrześcijańskiej jest dusza ludzka – nieśmiertelna, będąca obrazem Boga.
Bogowie buddyjscy są zaś stworzeniami podlegającymi tym samym prawom co ludzie. Chociaż żyją miliardy lat w ciągłym zadowoleniu, podlegają reinkarnacji i trudno jest im dostąpić oświecenia. W buddyzmie nie ma bytów jako samodzielnych przejawów istnienia. Wszystko, a więc i bogowie czy dusze ludzkie istnieje współzależnie (doktryna nieesencjonalności), zaś ich osobnicze istnienie jest złudzeniem.

Można się zatem nie zgodzić ze skrajnie ekumeniczną ideą "sałatki owocowej", jaką serwuje Thich Nhat Hanh. Pewne rzeczy nie mogą istnieć w świadomości człowieka równolegle. Nie da się stworzyć religii, która nie zaprzeczałaby żadnemu z twierdzeń religii już istniejących. Niemożliwe jest "religijne esperanto", którym ludzie byliby skłonni zastąpić długowieczne tradycje, z których wyrośli. Możliwe jest jednak wykorzystywanie elementów jednej tradycji w ramach drugiej. I to chyba jest najbardziej wartościową rzeczą, do jakiej nawołuje autor książki. Brakuje mi w niej jednak apelu o pokój pomiędzy religiami bez względu na wzajemne zrozumienie, o które trudno. Pokój mający u podstaw nie wspólne medytacje, a ufność i życzliwość, założenie, że ta druga religia jest również starożytna i piękna, również głosi pokój i miłość. To wystarczy.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Thunderhead

Co ja mogę powiedzieć... Neal Shusterman jest geniuszem. Lektura obowiązkowa. Kac książkowy gwarantowany.

zgłoś błąd zgłoś błąd