W ślady Kolumba T. I Atlantyk - Pacyfik

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
7,35 (62 ocen i 7 opinii) Zobacz oceny
10
5
9
7
8
11
7
27
6
8
5
3
4
0
3
1
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788376482699
liczba stron
352
słowa kluczowe
Stany Zjednoczone, podróże, eseje
język
polski
dodała
Beata Krawczyk

"Atlantyk-Pacyfik" to pierwszy tom amerykańskiego tryptyku podróżniczego Melchiora Wańkowicza pt. "W ślady Kolumba", o którym sam autor pisał: "Trzy książki, które wydaję, powstały z ciągłej włóczęgi. Zamiast osła miałem rozklekotane auto, a zamiast jałmużny – honoraria za odczyty w ogromnym zasięgu lądów Ameryki i Kanady". Pierwsza część trylogii – spisana z reporterską dociekliwością i...

"Atlantyk-Pacyfik" to pierwszy tom amerykańskiego tryptyku podróżniczego Melchiora Wańkowicza pt. "W ślady Kolumba", o którym sam autor pisał: "Trzy książki, które wydaję, powstały z ciągłej włóczęgi. Zamiast osła miałem rozklekotane auto, a zamiast jałmużny – honoraria za odczyty w ogromnym zasięgu lądów Ameryki i Kanady".

Pierwsza część trylogii – spisana z reporterską dociekliwością i literacką swadą – to historia dziesięciu miesięcy, które autor "Bitwy o Monte Cassino" wraz z żoną spędził w podroży, przemierzając amerykańskie autostrady, po Kalifornii i Meksyku. Wańkowicz był zafascynowany Ameryką – do końca życia lubił wtrącać słowa, porównania, różne żarty i powiedzonka, będące reminiscencją jego licznych amerykańskich peregrynacji, spisanych w większości w trylogii "W ślady Kolumba".

 

źródło opisu: nieznane

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1619
nulla | 2017-07-28
Przeczytana: 28 lipca 2017

Niewątpliwie rozczarowanie. Gawędziarski styl Wańkowicza mnie nie porywa. Wydaje mi się, że w większości przypadków świadczy po prostu o braku dyscypliny - pisząc ten mega-reportaż autor był gwiazdą i mógł sobie pozwolić na gadulstwo. No i sobie pozwalał, moim zdaniem - ze szkodą dla książki, która poza tym zawiera mnóstwo ciekawych informacji, opisów ludzi i sytuacji świadczących o wielkiej spostrzegawczości autora i odniesień do barwnej przeszłości Stanów Zjednoczonych. W momentach, gdy Wańkowicz zrzuca maskę wuja-żartownisia jego język staje się precyzyjny i ostry jak brzytwa a czynione wtedy poważne uwagi i odniesienia do wojennych i powojennych losów rodziny i przyjaciół – przejmujące.
Dla czytelnika z naszych czasów dodatkowym bonusem są opisy szalenie nowoczesnych wynalazków jak infrastruktura autostradowa, połączenia międzymiastowe, płatności kartami kredytowymi itp. Dla autora - pieśń przyszłości, dla nas normalność. Widać też, jak wiele ułatwień się jednak nie przyjęło.
Całkowicie niespodziewanym aspektem odkrywania Wańkowicza jest dla mnie natomiast jego straszliwie szowinistyczny język... Jak by się nie starać z dystansem podchodzić do tego sposobu narracji, to on po prostu rzuca się w oczy na niemal każdej stronie. Nie mam zamiaru piętnować Wańkowicza z tego powodu, oczywiście, inne czasy, inny język, inne podejście. Natomiast nie sposób nie zauważyć, że świat Wańkowicza, to świat mężczyzn. Wszystko co ciekawe, jest odkrywane, doceniane i przeżywane przez mężczyzn. Żona, zwana Królikiem, niewątpliwie ukochana i traktowana z czułością, jest jednocześnie portretowana jako osoba miałka, nudna i upierdliwa, którą interesują w innych ludziach wyłącznie ich miłości i ich dzieci. Autor przyznaje kobietom, że są zdolne do posługiwania się logiką jedynie w sprawach drobnych. Typowy jest taki fragment: "Maszeruję ponuro do zlewu z ustawionymi po lunchu talerzami. Niech wie, że już rezygnuję z pisania. Będę już odtąd stale zmywał za nią. Już się na nic innego nie zdam...
Królika zawsze, bez pudła, ten akt samounicestwienia przeraża, rzuca się i wyrywa mi talerz.
- Oceniam mądrość Boską - mówię z ulgą - która sprawiła, że kobieta w ewolucji wszelkiego stworzenia milion lat po mężczyźnie zeszła z gałęzi. Przez to w zajęciu, z którego się mężczyzna urywa, wy się czujecie szczęśliwe."
Żart? Niewątpliwie w pewnym stopniu żart. Żartów lub wtrąceń tego typu jest jednak niewiele mniej niż stron. Naprawdę trudno oprzeć się wrażeniu, że autor (podobnie jak inni światli i światowi mężczyźni z tego pokolenia) nie miał wątpliwości, że kobieta jest istotą niższą i otwarcie dawał wyraz temu stanowisku. Tylko pięćdziesiąt lat temu.
Opis zaś striptizu czy też pokazu tańca egzotycznego, którego autor był świadkiem w Nowym Orleanie, naprawdę bulwersuje. Żenuje go to przedstawienie, nie cieszy, zmusza do opuszczenia lokalu. Jaką refleksją podsumowuje ten fragment? Otóż że egzotyczne tancerki są przeraźliwie wręcz głupie…
Wańkowicz przewróciłby się w grobie, gdyby wiedział, że refleksją główną płynącą dla mnie z jego reportażu jest głęboka wdzięczność dla ruchów feministycznych.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Piękny styl

Podręcznik dobrego pisarstwa Stevena Pinkera to nieporozumienie. Przede wszystkim - razi banałem. W poszczególnych rozdziałach autor daje czy...

zgłoś błąd zgłoś błąd