Zagubiony w Chinach. Prawdziwa historia człowieka, który próbował zrozumieć Państwo Środka, czyli jak zjeść żywego kalmara

Seria: Z różą wiatrów
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
6,78 (248 ocen i 39 opinii) Zobacz oceny
10
11
9
19
8
41
7
83
6
52
5
27
4
6
3
4
2
3
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Lost on Planet China. The Strange and True Story of One Man's Attempt to Understand the World's Most Mystifying Nation or How He Became Comfortable Eating Live Squid
data wydania
ISBN
9788324587476
liczba stron
376
język
polski
dodał
Kejdi

Autor książki wyrusza na spotkanie z najliczniejszym i najbardziej intrygującym narodem świata. Wędrując przez kraj, w którym bije dziś serce nowoczesnego świata, poznaje i opisuje zarówno wielkomiejskie ośrodki - Pekin czy Szanghaj, jak i pustynię Gobi oraz Tybet. Naraża życie na ulicach Shanghaju, umykając tutejszym piratom drogowym, próbuje mięsa jaka w Tybecie, rozszyfrowuje menu w...

Autor książki wyrusza na spotkanie z najliczniejszym i najbardziej intrygującym narodem świata. Wędrując przez kraj, w którym bije dziś serce nowoczesnego świata, poznaje i opisuje zarówno wielkomiejskie ośrodki - Pekin czy Szanghaj, jak i pustynię Gobi oraz Tybet.

Naraża życie na ulicach Shanghaju, umykając tutejszym piratom drogowym, próbuje mięsa jaka w Tybecie, rozszyfrowuje menu w restauracjach, serwujących takie miejscowe specjały, jak penis bydlęcy z czosnkiem, zwiedza mauzoleum przewodniczącego Mao i wchodzi na Tai Shan - świętą górę Chin.

Poza przezabawnymi opowieściami o niezwykłych przygodach czytelnik znajdzie tu trafny obraz wielkiego kraju znajdującego się u progu przemian, które wpłyną na życie nas wszystkich.

Troost udowadnia, że choć chodzimy do chińskich restauracji i kupujemy tanie chińskie produkty, to prawdziwe Chiny wciąż pozostają dla nas obcym światem, w którym trudno nie poczuć się zagubionym.

[Wydawnictwo Dolnośląskie, 2010]

 

źródło opisu: Wydawnictwo Dolnośląskie, 2010

źródło okładki: Wydawnictwo Dolnośląskie, 2010

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 3844

Lektura nasuwa mieszane uczucia, bo z jednej strony Maarten Troost pokazuje dzisiejsze Chiny oraz historię na jakiej wyrosły, a z drugiej dziwi się podstawowym elementom rządzącym codziennością Chińczyków. Są to takie aspekty, które wcale nie powinny budzić zdziwienia człowieka zwiedzającego świat wzdłuż i wszerz, a do tego dobrze orientującego się w realiach kraju czasów Mao. Dlaczego wiec to co spotyka na ulicach Pekinu i innych większych, a też wiejskich terenów, tak bardzo go dziwi? Nie mogę sobie wyobrazić, żeby ktoś tak obeznany w kulturach różnych krajów nie zapoznał sie wcześniej z literaturą na temat obecnej sytuacji miejsca, do którego wyrusza na dłużej.
Sporo kwestii, które porusza, a które tak go bulwersują, są mi dobrze znane z opowieści innych podróżników, czy przykładnie stworzonych reportaży, wiec nie było jakiegoś niesmaku, bo Chińczycy odpluwają, załatwiają się na ulicach. (Dzieci nie noszą pieluszek tylko wycięte w kroku śpioszki/spodenki, wiec poruszając się po ulicach,nawet wielkich aglomeracji mogą w każdej chwili przykucnąć i załatwić swoje potrzeby). Być może autor poprzez swój specyficzny styl, nie rzadko sarkazm, chciał uwypuklić te rażące różnice między człowiekiem Wschodu a Zachodu. Jego krytyka nie jest ukierunkowana jednotorowo, bo mówi wprost o niedociągnięciach systemu USA, czy standardach Europejskich, dlatego można mu odpuścić pewne wypowiedzi. Nawiązanie do innych krajów, podkreślenie różnic, daje lepszy obraz chińskiej rzeczywistości. Szczególnie tym, dla których zetknięcie się z książką Troosta jest pierwszym wejściem w ten kawałek świata, mało zrozumiałego dla człowieka Zachodu.

Odnajdywanie się w obcym kraju o zdecydowanie odmiennym kontekście kulturowym to trudna sztuka. Biorąc pod uwagę brak możliwości przebicia się przez mur skompilowanego języka mieszkańców i nieznajomość kodów kulturowych powiedziałabym, że nie tyle autor był zagubiony, co momentami musiał odczuwać totalne odseparowanie. Wśród milionów ludzi codziennie atakujących go na ulicach Pekinu, wiąż mógł czuć się tak samotny, jak na mongolskim stepie.
Czy ktoś z nas potrafi sobie wyobrazić taką frustrację, gdzie po wyjeździe na obczyznę, znając podstawowe trzy języki, dzięki którym mógłby porozumieć się nawet poza Europą, nagle trafia do miejsca, które nie odpowie w żadnym z nich?

Szkoda,że autor tak mocno określał wszelkie dysonanse, najbardziej to, co mu przeszkadzało, a nie zadbał o bliższe zaznajomienie się z kulturą. Wystarczy posmakować kuchni, która jest tak bogata, jak różnorodne społeczeństwo, składające sie przecież nie tylko z Chińczyków (oni sami nie są jednorodną grupą, ten z północy ma się czasem nijak do tego z południa). Podkreśla za to, iż nigdy nie przekona się do tego kraju. Może to z uwagi, że ograniczał go język, przez co dialog z miejscowymi był najczęściej niemożliwy. A może to już takie podejście na wstępie, podparte dodatkowo niemiłymi, niezgodnymi z jego przekonaniami czy nawykami, zachowaniami ludzi odmiennej kultury. To przeszkadzało mi w odbiorze, bo niosło niekorzystne nacechowania wypowiedzi, a nie lubię radykalnie jednostronnego podejścia. Osobiście, gdy gdzieś jadę (to nawet nie musi być inny kraj) w celu zapoznawania się z nowym, chce czuć się jak odkrywca, więc nie ograniczam się i nie podchodzę z takim krytycyzmem, bo to zawęziłoby moje horyzonty. Chyba, że wyruszam z misją, która miałaby potwierdzić bądź zaprzeczyć takim, a nie innym praktykom mieszańców.

Przyczepię się też do istotnego braku, a mianowicie do niezamieszczenia ani jednej fotografii będących obrazem opisywanej skali elementów rażących oczy autora. Ciekawostką były by na pewno zdjęcia samych biletów, jakiś planów miast, bardziej znanych nazw miejsc zapisywanych "krzaczkami", co podziałałoby na wyobraźnie czytelnika. Zazwyczaj autorzy książek podróżniczych nie wzbraniają się przed zamieszczaniem wizualnych portretów odkrywanych miejsc i niezwykłych dla nich zjawisk. Pozbawiając tego swoją publikację Troost zaniżył jej wymiar podróżniczy. A ze względu na rozdziały pisane bardziej serio, skupiające się na wątkach historyczno-politycznych kraju, wręcz odnosi się wrażenie, że to bardziej reportaż na temat faktycznych przeobrażeń w Państwie Środka, niż opis eksperymentalnego poznawania obcej kultury przez laika.
W sumie nie dowiedziałam się z lektury zbyt wiele nowego, bo ja tematykę krajów Dalekiego Wschodu zgłębiam od lat, jednak uważam, że "Zagubionego w Chinach" warto polecić. Dla czytelnika mało obeznanego w temacie będzie nie tylko dobrą rozrywką, z uwagi na charakterystyczny styl opowiadanych wrażeń, co da tez wiele informacji o kształcie państwa w ujęciu - dziś i kiedyś.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.

Opinie czytelników


O książce:
Kolejne 365 dni

BLANKA LIPIŃSKA - KOLEJNE 365 DNI Przyznam że mam mieszane uczucia. Zdecydowanie nie jest to najlepsza cześć serii, ja rozumiem że seks jest tema...

zgłoś błąd zgłoś błąd