Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Śmiejący się policjant

Tłumaczenie: Halina Thylwe
Cykl: Martin Beck (tom 4) | Seria: Kryminał z klasą
Wydawnictwo: Amber
6,59 (209 ocen i 23 opinie) Zobacz oceny
10
8
9
13
8
20
7
82
6
43
5
27
4
8
3
7
2
0
1
1
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Den skrattande polisen
data wydania
ISBN
9788324136018
liczba stron
224
język
polski
dodała
dona

Inne wydania

W miejskim autobusie ginie osiem osób zastrzelonych przez nieznanego sprawcę. Policja nie potrafi odkryć motywów zabójcy. Prasa orzeka, że to czyn szaleńca. Tylko komisarz Beck podejrzewa, że za pozornie bezsensowną zbrodnią kryje się precyzyjny plan. Bo czy na pewno tylko przypadkiem w strzelaninie poniósł śmierć najlepszy detektyw z wydziału Becka?

 

źródło opisu: Wydawnictwo Amber, 2010

źródło okładki: http://www.wydawnictwoamber.pl/

Brak materiałów.
książek: 7828
Beata | 2014-11-11
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, Papierowe

Ludzie wszędzie są tacy sami

Przez krainę literatury często wędruję pod prąd, wbrew chronologii, powodowana najdziwniejszymi skojarzeniami, nierzadko kierując się impulsem, lepszym lub gorszym wyczuciem. A czasem los podejmuje decyzję za mnie. I tak było w tym przypadku: całkowicie niespodziewanie kilka miesięcy po lekturze trylogii „Millenium” Stiega Larssona trafiła w moje ręce książka szwedzkiej pary autorów: Maj Sjöwall i Pera Wahlöö pt.: „Śmiejący się policjant”, kryminał ponad 40-letni i – jak dowiedziałam się z noty wydawcy – będący jednym ze środkowych tomów serii o przygodach policjanta Becka, czyli znienacka wpadłam w sam środek cyklu opowieści, od których zaczęła się historia współczesnego kryminału skandynawskiego.
Od razu zastrzegam, nie stanowi to żadnej przeszkody w delektowaniu się w pełni autonomiczną historią kryminalną, o której szerzej za chwilę. Natomiast miałam obawy, że – jako czytelnikowi nieznającemu poprzednich części serii – może mi brakować przedstawienia postaci śledczych, że na kartach książki zostaną potraktowani jak starzy znajomi, rozumiejący się w pół słowa, używający hermetycznych zwrotów, których znaczenie z poprzednich tomów serii jedynie wyłowić można. Jednym słowem, martwiłam się, że rozpoczynając lekturę niezgodnie z chronologią cyklu, skazana będę na obserwację z pozycji outsidera, który połowy nawiązań nie ma szans wyłapać i ciągle ma wrażenie, że coś istotnego go omija. Na szczęście, moje obawy były płonne – ani przez chwilę, jako czytelnik, nie czułam się wykluczona. Odpowiednie wyjaśnienia znajdowałam w tekście w stosownych momentach, choć nie nazwałabym ich obszernymi czy rozbudowanymi.
Wydaje się, że taki właśnie, powściągliwy, oszczędny, niemal ascetyczny język, to podstawowy wyróżnik stylu wypowiedzi autorów serii o komisarzu Becku. Zastanawiam się, na ile język opowieści jest charakterystyczny dla czasów powstania książki, a na ile stanowi znak firmowy autorów. Proza duetu Sjöwall-Wahlöö jest bardzo esencjonalna i od czytelnika tylko zależy, na jakie szczegóły – poza głównym wątkiem kryminalnym – zwróci uwagę.
A jest tych szczegółów całkiem sporo. Autorzy, jakby mimochodem, malują społeczny obraz Szwecji późnych lat 60., obraz – i to należy zastrzec – nieco przejaskrawiony i zabarwiony ideologicznie. Na szczęście nigdzie lewicowe przekonania pisarskiej pary nie wysuwają się na pierwszy plan i nie dominują nad głównym wątkiem, ale krytyka ówczesnej sytuacji politycznej jest wyraźna. Widać to już od pierwszych stron powieści, poświęconych opisowi działań policji ochraniającej ambasadę amerykańską przed demonstrującymi przeciwnikami wojny w Wietnamie. Wydźwięk tekstu jest absolutnie jednoznaczny – opresyjny rząd używa instrumentalnie sił policyjnych przeciwko artykułującym swoje poglądy obywatelom. Autorzy nie ograniczają się do antyrządowych przytyków i z równą ironią piętnują inne przywary swoich rodaków: konsumpcjonizm, nieufność i niechęć wobec obcych, zamknięcie na sprawy drugiego człowieka, ba – nawet brak dobrych manier.
Wreszcie czas na to, co najważniejsze: wątek kryminalny. Akcja książki rozpoczyna się w Sztokholmie pewnego ponurego, deszczowego, listopadowego wieczoru, kiedy dwóch policjantów, nie chcąc utrudniać sobie życia potencjalnymi interwencjami, przekracza granicę patrolowanego rewiru, by w ciszy i spokoju dotrwać do końca służby. Los jednak bywa przewrotny i niemal od razu policjanci natrafiają na autobus miejski, którego pasażerowie i kierowca zostali zastrzeleni. Wśród ofiar jest policjant Åke Stenström, współpracownik Martina Becka. W świetle dziennikarskich fleszy rozpoczyna się żmudne śledztwo, tym trudniejsze, że ze względu na odniesione obrażenia są kłopoty z identyfikacją wszystkich ofiar, ślady w autobusie zostały zatarte przez nieudolnych policjantów, a jedyny ocalały z masakry pasażer jest w stanie wykluczającym składanie zeznań.
Codzienne, często monotonne i nudne czynności policyjne (poszukiwanie świadków, zbieranie i weryfikowanie zeznań, przeglądanie akt, mozolne gromadzenie dowodów) zostały ukazane bardzo realistycznie – widać rzetelne rozpoznanie tematu przez autorów. Żaden z policjantów nie został przedstawiony jako geniusz, który znienacka (i w samotności) doznaje iluminacji, wyjaśniającej wszystkie okoliczności zbrodni. Przeciwnie – koledzy Martina Becka są zwykłymi ludźmi, co oznacza, że muszą poświęcić mnóstwo czasu i wysiłku, by doprowadzić sprawę do końca. Działają pod presją czasu i przełożonych, będąc obiektami krytyki prasy, która nie waha się przed oskarżeniami o nieudolność, a wszystko odbywa się w atmosferze niechęci ze strony opinii publicznej. Często są zmęczeni, zniechęceni i po prostu mają wszystkiego dość. Popełniają błędy. Należy zauważyć, że przedstawiając kulisy pracy policji, autorom udało się nie popaść w przesadę i uniknąć usprawiedliwiania stróżów prawa. Również wśród nich – jak w każdej grupie zawodowej – można natrafić na ksenofobów, leni i zwykłych leserów. Ludzi, którym nie zależy. I dzięki temu zrównoważonemu spojrzeniu, wizerunek policyjnych bohaterów książki zyskuje na wiarygodności.
Warto poświecić „Śmiejącemu się policjantowi” czas. Nie tylko ze względu na znakomicie skonstruowany i poprowadzony wątek kryminalny, ale i z uwagi na społeczne tło wydarzeń. Ci czytelnicy, którzy w podświadomości mają zakodowany obraz szczęśliwych, życzliwych, świadomych swoich praw i szczodrze opłacanych Szwedów, mogą poczuć się zawiedzeni – książka skutecznie rozprawia się z tym stereotypem. Nastrój opowieści jest przytłaczający, za co tylko częściowo odpowiedzialny jest jesienno-zimowy czas akcji przyprawiony szczyptą północnego fatalizmu. Niestety, za znaczną część dusznej atmosfery odpowiedzialni są ludzie – zamknięci w sobie, obojętni, nieskorzy do pomocy. Tacy sami, jak wszędzie.

Recenzja ukazała się 2010-06-29 na portalu katedra.nast.pl

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Fighting Temptation

Książka jest rewelacyjna. Nie trzeba czytać kilku pierwszych rozdziałów żeby ogarnąć o co chodzi, bo w wszystko jest w skrócie wytłumaczone a dalej je...

zgłoś błąd zgłoś błąd