Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Tajny agent Jaime Bunda

Wydawnictwo: Claroscuro
5,84 (25 ocen i 8 opinii) Zobacz oceny
10
0
9
3
8
2
7
3
6
9
5
4
4
1
3
0
2
1
1
2
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Jaime Bunda, Agente Secreto
data wydania
ISBN
978-83-62498-00-0
liczba stron
324
słowa kluczowe
parodia, agent, Claroscuro
kategoria
Literatura piękna
język
polski
dodała
Ag2S

Tajny agent Jaime Bunda (Jaime Bunda, agente secreto; 2001) to pierwsze, ale bardzo udane dotknięcie przez angolskiego pisarza gatunku powieści detektywistycznej. Nie jest to typowy kryminał - bardziej trafne byłoby w tym przypadku określenie antykryminał, a jego tytułowy bohater to wyraźna parodia najsłynniejszego agenta – Jamesa Bonda. Opowiadając o przygodach początkującego detektywa Jaime...

Tajny agent Jaime Bunda (Jaime Bunda, agente secreto; 2001) to pierwsze, ale bardzo udane dotknięcie przez angolskiego pisarza gatunku powieści detektywistycznej. Nie jest to typowy kryminał - bardziej trafne byłoby w tym przypadku określenie antykryminał, a jego tytułowy bohater to wyraźna parodia najsłynniejszego agenta – Jamesa Bonda. Opowiadając o przygodach początkującego detektywa Jaime Bundy (Bunda to portugalskie określenie dla mniej szlachetnej części pleców), Pepetela stworzył pełen humoru dokument o współczesnej Angoli.

Akcja powieści Tajny agent Jaime Bunda rozgrywa się w Angoli – dawnej kolonii portugalskiej, państwie wyniszczonym przez wieloletnią wojnę domową. Tytułowy bohater Jaime Bunda jest stażystą w centrali Tajnej Policji Luandy, nazywanej w książce Bunkrem. Został przyjęty do tej prestiżowej instytucji bynajmniej nie ze względu na swoje zdolności detektywistyczne, ale dzięki protekcji wysoko postawionego wuja, co w skorumpowanej do cna Luandzie nie jest niczym niezwykłym. Jedynym, co wyróżnia Bundę spośród innych, to jego niesłychanych rozmiarów pośladki oraz zamiłowanie do amerykańskiej literatury detektywistycznej, która stanowi dla niego jedyne źródło profesjonalnej wiedzy. Jego głowę zaprzątają marzenia o służbowym samochodzie i telefonie komórkowym oraz o tym, żeby wzorem starszych kolegów móc sączyć whisky przed obiadem. Po dwóch latach bezczynnego wałęsania się po korytarzach Bunkra, Bunda w końcu dostaje swoje pierwsze poważne zadanie – ma rozwikłać tajemnicę zabójstwa czternastoletniej dziewczyny. Nieoczekiwanie dla przełożonych, z których każdy ma coś na sumieniu, pozornie nieporadny stażysta szybko zbliża się do zdemaskowania mordercy i staje się zagrożeniem dla całej elity Luandy – miasta, w którym łatwiej o kałasznikowa niż o jednego uczciwego urzędnika państwowego. Tytułowemu bohaterowi towarzyszymy w wędrówce po Luandzie, jakiej nie poznamy z przewodników turystycznych. Wątek sensacyjny jest tak naprawdę tylko pretekstem do opisania politycznych i społecznych problemów nękających współczesną Angolę – korupcji, deprawacji nowych elit, wielkich kontrastów społecznych oraz apatii społeczeństwa, wymęczonego latami wojen. Pomimo tych trudnych tematów, absurdalny humor Pepeteli sprawia, że książka jest niezwykle świeża i przyjemna w lekturze.

Powieść Pepeteli jest interesująca również ze względu na sposób narracji – w książce mamy do czynienia łącznie z czterema narratorami, którzy opowiadają o perypetiach Bundy i innych bohaterów. Pepetela zastosował ciekawy zabieg interakcji czytelnik-autor, który osiągnął wprowadzając do głównej narracji zabawne wtrącenia samego autora.

Powieść o przygodach angolskiego detektywa ukazała się dotychczas w ośmiu krajach (Portugalia, Brazylia, Dania, Francja, Niemcy, Włochy, Szwecja, Wielka Brytania) i w każdym z nich podbiła serca czytelników. W Portugalii doczekała się aż siedmiu wydań. W 2003 roku powstała druga część opowiadająca o przygodach dzielnego luandczyka – Jaime Bunda i śmierć Amerykanina (Jaime Bunda e a morte do americano).

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 445
Radosław Kolago | 2012-02-28
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

(Moja recenzja książki z portalu Wywrota.pl)

Pisarz z Angoli rodem, Pepetela, przedstawia czytelnikowi bohatera będącego wypadkową Szwejka, Dyzmy i Colombo.
Jaime Bunda z całą pewnością nie należy do asów w swoim fachu. Pracę detektywa zawdzięcza kuzynowi, który, będąc dyrektorem operacyjnym Biura Kryminalnego, mógł przyjmować do pracy kogo tylko chciał, zatrudnił więc młodego krewniaka. Ten szczyci się zerowym pojęciem na temat praktycznej pracy detektywa, posiada natomiast ogromną wiedzę z dziedziny literatury kryminalnej. Jeśli młody Jaime wyróżnia się czymś z tłumu, to niestety nie jest to inteligencja absolwentów MIT, ani siła cyrkowych atletów. Nic z tych rzeczy. Ludzkie spojrzenia przykuwają jego nieproporcjonalnie duże pośladki, stąd przydomek (bunda to po portugalsku tyłek). Biedny bohater, nie mogąc wykorzystać swojego, niewątpliwie ogromnego, potencjału, siedzi na rzeczonych pośladkach przy biurku i umiera z nudów. Sytuacja zmienia się, gdy szef Biura, do tej pory wątpiący w umiejętności Bundy, daje mu do rozwiązania sprawę tajemniczego mordu czternastolatki. Jaime, jakby na skrzydłach opatrzności, wyrusza na miasto, by sprawiedliwości stało się zadość. I to jest naprawdę zabawne.

Pisarz z Angoli rodem, Pepetela, przedstawia czytelnikowi w książce Tajny Agent Jaime Bunda bohatera będącego wypadkową trzech doskonale znanych nam i swojskich postaci: Dzielnego Wojaka Szwejka, Nikodema Dyzmy i, w mniejszym stopniu, Pułkownika Colombo. Nie brakuje mu tupetu, bezczelności i znajomości setek sentencji, które, jak mniemam, sam wymyśla lub przekręca, dodając tylko wielkich autorów (vide: „Ja to wszystko rozumiem, ale czy nie słyszał pan, że dura lex sede lex, co znaczy prawo długo trwa i jest spragnione prawa? To cytat z Arystotelesa.").

Tłem dla demonstracji geniuszu tajnego agenta jest Luanda, stolica i największe miasto Angoli. Mimo iż zarówno kultura, jak i klimat są tak diametralnie inne niż w Polsce, obrazy przywołane przez autora są bardzo znajome – państwo noszące jeszcze blizny obalonego reżimu, pełne absurdu, dezorganizacji i korupcji. Ludzie też tacy swojscy, lubiący wypić, zjeść i zrobić raban, jeśli jest ku temu okazja. Podczas lektury momentami czułem się jak w domu.

Z drugiej strony jednak pamiętać trzeba o tym, że kraj ten jest od ponad ćwierćwiecza areną starć zbrojnych, czasem tylko przerywanych pokojem lub zawieszeniem broni. Sytuacja uległa w ostatnich latach poprawie, co nie znaczy, że życie jest lekkie. Sam Pepetela wie pewnie wiele na ten temat, bowiem jako członek lewicowej bojówki MPLA walczył w roku 1975 o niepodłegłość Angoli. Mało tego, po osiągnięciu tego celu był przez jakiś czas ichnim Ministrem Edukacji! Tam komuna upadła, choć nie z tak wielkim hukiem jak u nas, i spora liczba działaczy lewicowych poleciała ze stołków. Szanowny autor również, co nie przeszkodziło mu w pisaniu książki za książką i jednoczesnym wykładaniu na Uniwersytecie Angoli.

U Pepeteli najbardziej dziwi i cieszy to, w jaki sposób prowadzi narrację
pół żartem, pół serio, bagatelizując w pewinym stopniu patos zniszczeń wojennych i codziennego ubóstwa. Jest w tym wszystkim sporo ciepła, przewrotnej radości, takiej mimo wszystko. Drogi są pełne dziur, pracy często brak, a nawet jeśli jest, to pensji starcza na niemal głodowe racje. Ludzie jednak nie przejmują się tym szczególnie, żyją po swojemu, skromnie. No i z dowcipem, to było nieuniknione, skoro sam autor igra z czytelnikiem, od czasu do czasu umieszczając poza narracją wstawki, w których wyraża niepewność, czy aby nie zdradził szanownemu czytelnikowi pewnych informacji za szybko. Mało tego, w pewnym momencie niezadowolony zwalnia narratora, przekazując opowieść pewnej uroczej damie. Nie jestem przekonany, czy ta zagrywka wyszła autorowi na dobre, boweim w moim mniemaniu nie przedstawil wiarygodnie kobiecego toku myślenia, a porażające opisy krzywd i upokorzeń, jakich płeć piękna doznaje w krajach arabskich, w pewnym sensie burzą kpiącą, humorystyczną konwencję książki. Chociaż może tak trzeba, o niektórych rzeczach śmiertelnie poważnie. Nie trwa to długo, kilka stron później Pepetela daje szansę skruszonemu pierwszemu narratorowi i wszystko wraca do normy.

Wracając do Bundy, ten fircyk nie musi się martwić o pieniądze – na stanowisku detektywa Biura Kryminalnego, nawet jeśli nie robi nic poza siedzeniem przy biurku i wpatrywaniem się w muchy, zarabia pięć razy więcej niż dowolny inspektor policji. Żyć nie umierać, powiedziałby ktoś. Jaime Bunda czerpie więc z tego życia ile się da – bywa przy tym irytującym bufonem, choć nie można mu odmówić pewnego uroku osobistego. Nasz tajny agent to typ karierowicza - czując pod stopami twardy grunt zadziera nosa do samego nieba, traktuje wszystkich wokół protekcjonalnie i nie znosi sprzeciwu. Jest przy tym fanatycznie lojalny wobec państwa, nie znosi dywersantów rozsiewających niewygodne, jego zdaniem plotki, i tylko niesamowicie ważna misja, którą mu zlecono, powstrzymuje go od zadenuncjowania paskudnych wrogów jedynie słusznego ustroju. Wydaje mi się, że Pepetela miał w podkreśleniu tej cechy
pewien cel, nie wnikam jednak, gdyż od polityki stronię na ile to możliwe.

Całość napisana jest całkiem sprawnie – z werwą, dowcipem i lekką nutką autoironii. Pepetela zabawia czytelnika sporadyczną interakcją na linii autor-narrator-bohater, co jest zabiegiem godzącym w szeroko pojęte standardy teorii literatury, ale cóż z tego, skoro w ten sposób lektura jest jeszcze przyjemniejsza. Narrator to niezły gaduła, dla zatrzymania akcji produkuje urocze dygresyjne powiastki, mające głębiej wprowadzić odbiorcę w klimat opowieści. Wszelkie niuanse i różnice kulturowe są sprawnie wyjaśniane w przypisach przez tłumaczkę, przyjemnie i pożytecznie.

Myślę, że zwolennicy klasycznego kryminału, zaskakujących zwrotów akcji i genialnych detektywów będą mocno rozczarowani. Bunda ma w sobie coś ze słynnej Różowej Pantery, mu się wszystko udaje przypadkiem, raczej mimo niż z powodu. Robi jednak dobrą minę do złej gry i ciągnie śledztwo na ścieżki, o których nikt by nawet nie pomyślał. Bo taki już jest Jaime Bunda – „in vino veritas" – zawsze dochodzi do prawdy.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Białe kości

Ta książka, to zupełnie nie moja bajka. Jest w niej wiele okrucieństwa i i praktyki okultystyczne sięgające zamierzchłych czasów. To prawda,że jest wc...

zgłoś błąd zgłoś błąd