Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Kryptonim „Liryka”. Bezpieka wobec literatów

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
6,95 (20 ocen i 2 opinie) Zobacz oceny
10
0
9
4
8
2
7
7
6
3
5
4
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788376480411
liczba stron
442
kategoria
Literatura piękna
język
polski
dodała
Agnieszka

Kryptonim Liryka to książka o mrocznym, nadal skrywanym rozdziale naszej literatury - o pisarzach w żarnach i trybach bezpieki, którzy latami byli przez nią rozpracowywani, zastraszani, osaczani całym repertuarem środków nękających: agenturą, kontrolą korespondencji, podsłuchami. Jest to również książka o tych, którzy są istotą każdego totalitaryzmu i nie sposób go bez nich zrozumieć, tzn. o...

Kryptonim Liryka to książka o mrocznym, nadal skrywanym rozdziale naszej literatury - o pisarzach w żarnach i trybach bezpieki, którzy latami byli przez nią rozpracowywani, zastraszani, osaczani całym repertuarem środków nękających: agenturą, kontrolą korespondencji, podsłuchami. Jest to również książka o tych, którzy są istotą każdego totalitaryzmu i nie sposób go bez nich zrozumieć, tzn. o donosicielach. O pisarzach, którzy ze słabości, a częściej chęci niszczenia konkurentów, zostawali tajnymi współpracownikami bezpieki; którzy sprzeniewierzyli się etosowi swego zawodu; którzy zawiedli, zdradzili, opowiadając się po stronie silniejszego - totalitarnego państwa

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 75
Kutak | 2010-06-07
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 07 czerwca 2010

Na co dzień, szukając pozycji omawiających co ważniejsze zagadnienia związane z literaturą i jej historią, mam jedną zasadę. Nie patrzę szczególnie na nazwiska, wydawnictwa czy objętość, po prostu unikam „ładnych okładek”. Nie, nie mam zaburzonego zmysłu estetycznego – po prostu wraz z urokiem i twardością okładki idzie też bardziej „popularność” niż „naukowość”, a wraz z tą zmianą pojawiają się już liczne grzechy, jakie popełnić mogą „książki o książkach”. Skuszony jednak ciekawą tematyką i po części przyciśnięty brakiem czasu na zakupy, sięgnąłem jakiś czas temu po książkę Joanny Siedleckiej „Kryptonim ››Liryka ‹‹. Bezpieka wobec literatów”. I, mimo wszystko, nie żałuję.

Siedlecka, dziennikarka która upodobała sobie biografie współczesnych literatów, wzięła się za temat świeży, niewyeksploatowany i dla wielu ciekawy – relacje UB z poetami i prozaikami, uciekając przy tym od tych najczęściej opisywanych, czyli historii polowań służb PRL na Miłosza czy prób oceny postawy Iwaszkiewicza w tych latach (chociaż, z powodu zajmowanego przez niego stanowiska prezesa ZLP, jest go w tej książce sporo). Tak naprawdę nie było tu wiele miejsca na twórczość własną – trzeba było tylko streścić zawartość teczek, konfrontując ją przy tym z pamiętnikami czy relacjami osób trzecich, niezależnych od bezpieki – i w zasadzie na tym polega cała ta książka. Styl autorki jest lekki, cytaty mieszane są z narracją w dosyć zgrabny sposób, same historie pisarzy inwigilowanych i inwigilujących bywają opisane dość skrótowo, ale by zmieścić historie jedenastu „ważniejszych” i szeregu wspomnianych w rozdziałach zbiorczych konieczne były skróty.

Sama książka dzieli się zasadniczo na trzy części – i każdą z nich trzeba omówić oddzielnie, gdyż skrótowo można je określić (kolejno) dobrą, niepotrzebną i odrobinę przesadzoną. Ta pierwsza to historie Słonimskiego, Dygata, Tyrmanda i Osieckiej – trzech pierwszych to naprawdę sporo materiału i wiele historii (w tym z podsłuchów zainstalowanych w mieszkaniach pisarzy), które przez wiele lat znajdowały się głęboko w teczkach. Prócz tego trafia się też wiele anegdotek – niezbyt wybredny żart Słonimskiego o jego dawnym przyjacielu, Iwaszkiewiczu, czy raport z przyjęcia u Trymanda, gdzie amerykański ambasador zdecydował się zagrać z pozostałymi gośćmi w grę będącą połączeniem popularnej zabawy w butelkę z niemniej znanym striptizem. Osiecka zaś swą część zawdzięcza raczej swojej popularności niż szeroko zakrojonej inwigilacji – cała jej historia dotyczy w zasadzie tylko jej zażyłości z Giedroyciem i problemów z uzyskaniem paszportu, co skończyło się na dobrze dziś znanym publicznym „pokajaniu” poetki. Do tego „dorzucono” jeszcze jej opinie o strajkach z ’80 roku, tak więc patrząc nie tylko na objętość, ale i na samą treść, jej rozdział jest dużo mniej obszerny od pozostałych.

Tą „niepotrzebną” częścią są historie tych, którzy „prawie zostali” TW, rezygnując w ostatniej chwili czy po pierwszym donosie. Przytoczono parę nazwisk, niezbyt zasłużonych dla naszej literatury, każdemu poświęcając przy tym około trzech, może czterech stron raczej nieciekawych informacji. Zaraz za nią znajduje się jednak najbardziej rozbudowana część książki, czyli historie tych, którzy ulegli bezpiece, stając się tajnymi współpracownikami czy konsultantami służb PRL. Spora galeria siedmiu „głównych” postaci i szeregu mniej istotnych zawiera chyba ich wszystkie typy – od „ideowców” w rodzaju Koźniewskiego, poprzez karierowiczów jak Kabatc czy Minkowski, po Odojewskiego, który przez długie lata uchodził raczej za represjonowanego, niż współpracującego. Współpraca ich wszystkich została przedstawiona naprawdę wyczerpująco, czasem aż nazbyt, część ich donosów zdaje się być kompletnie zbędna w tej publikacji. Największe jednak zarzuty mam, a przy tym też kompletnie prywatne, do komentarzy autorki, która nawet nie sili się na w teorii obowiązkowe wśród dziennikarzy próby obiektywnego spojrzenia na sprawę. We wstępie wspominała o tym, iż każdemu chciała dać szansę wypowiedzenia się na temat jej publikacji, jednak słowa pisarzy związanych z SB są przez nią po prostu wyśmiewane. Nie chodzi mi tutaj o tłumaczenia w rodzaju Minkowskiego, który swoje podpisy pod donosami uzasadniał swoją znajomością z Krzysztofem Majchrowskim ( który osobiście go „prowadził”) i tym, że parokrotnie zapomniał on portmonetki i żądał później pokwitowania zwrotu pożyczonych pieniędzy na piśmie, a o zwykłe próby wyjaśnienia. Jeśli Siedlecka zaoferowała taką możliwość, powinna odpuścić sobie osobiste wycieczki do poszczególnych pisarzy. Tymczasem z ich słów czyni kolejną „atrakcję” swej książki.

Prócz tego, kontrowersje mogą budzić niektóre tajemnice wciąż żyjących osób, które odnaleźć można w teczkach bezpieki – w trakcie lektury „Kryptonimu ››Liryka ‹‹” czytelnik mógłby sporządzić sobie wielopunktową listę skrytych homoseksualistów w polskim życiu literackim. Z drugiej strony jednak uniknięcie wszystkich tego typu wypowiedzi było niemożliwe, trudno więc jednoznacznie potępić Siedlecką. Poza paroma błędami edytorskimi, irytować mogą też publikowane tu fragmenty z teczek – zdjęcia z mikrofilmów z reguły pokazują tylko fragment całego donosu. Czy nie lepiej było ograniczyć ich ilość i publikować w całości, by czytelnik mógł zapoznać się z pełnym tekstem, a nie jego wstępem i niewielkim fragmentem „donosu właściwego”?

Podsumowując, nie jest to książka zła – nie jest jednak też szczególnie dobra. Z pewnością zebranie materiałów do tej publikacji zajęło autorce wiele czasu, jednak samo jej napisanie nie było zajęciem szczególnie kreatywnym. Czytelnik zainteresowany życiem omawianych w „Kryptonimie…” pisarzy z pewnością nie pożałuje zakupu, fan lustracyjnych publikacji również – oboje jednak mogą poczuć się odrobinę zniesmaczeni podejściem autorki, niepasującym do silącej się na powagę książki. Jednak, przede wszystkim z powodu „posuchy” jeśli chodzi o ten temat, książkę polecam.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Stukostrachy

Pomimo wielu niepochlebnych opinii powieść tę czytało mi się bardzo przyjemnie (poza paroma nużącymi momentami). Polecam

zgłoś błąd zgłoś błąd