Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Wyznania hochsztaplera Feliksa Krulla

Tłumaczenie: Andrzej Rybicki
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
7,04 (136 ocen i 10 opinii) Zobacz oceny
10
4
9
13
8
35
7
45
6
20
5
14
4
2
3
2
2
1
1
0
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Die Bekenntnisse des Hochstaplers Felix Krull
data wydania
liczba stron
420
kategoria
Literatura piękna
język
polski

Dzieło to jest ostatnią powieścią Tomasza Manna. Napisał je w 1954 roku. Jest to powieść łotrzykowska, iskrząca się od ironii i czarnego humoru.

 

Brak materiałów.
książek: 295
Gapcio | 2015-11-07
Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam

Przedostatnia powieść Manna, "Wybraniec", skrzy się humorem, przez co powziąłem nadzieję, że i ostatnia pozwoli mi się niekiedy uśmiechnąć. Niemiecki (i jakże zasłużony) noblista nie sprawił mi zawodu i upichcił historię młodzieniaszka dość pośledniego pochodzenia, który dysponując znaczną urodą oraz przekonaniem o swej względem innych ludzi wyższości, postanawia naprawić owo genealogiczno-społeczne niedopatrzenie i czyni to z niespodziewanie dobrymi efektami, objawiając talent do mimikry oraz niezbędną wobec swych zamiarów moralną giętkość. Poza wspomnianym powyżej i charakterystycznie dla Manna subtelnym poczuciem humoru, uwagę zwraca jego równie nieodłączny atrybut, czyli wysmakowany, dopracowany do najmniejszego szczegółu język, czyniący autora "Czarodziejskiej góry" czarodziejem słowa.

Mann przewrotnie uczynił swego bohatera sympatycznym, ale przecież najlepiej oddaje jego charakter pokaz wazeliniarstwa podczas audiencji u portugalskiego monarchy. Bo do tego to się sprowadza, że Krull chciałby, żeby wszyscy go lubili, a najbardziej - żeby lubili go ci, których on sam lubi i szanuje, czyli ludzie z wyższych sfer. Do tego właśnie, by być lubianym, nieustannie dąży, przywdziewając kolejne maski i uprawiając autokreację na niespotykaną skalę, przy czym uprawia ją podwójnie, a może nawet potrójnie, bo cała to historia opowiada właśnie o autokreacji, o tym, jak Krull zwodzi ludzi; ale sama też jest autokreacją, bo przecież nie wszystkim epizodom sposób dać wiarę; co więcej, jeśli uwierzyć (krok to cokolwiek ryzykowny) zapewnieniom bohatera, iż wspomnienia swe spisuje on jedynie dla siebie, to wówczas trzeba zmierzyć się z autokreacją na trzecim poziomie, czyli przyjąć do wiadomości, iż Krull mami nie tylko czytelnika, ale i samego siebie, w tej próbie uczynienia siebie jak najbardziej lubianym, kochanym, co nasuwa interpretację - jedną z wielu możliwych - tej opowieści jako próby poszukiwania autoakceptacji.

A skoro rzecz o maskach, to kluczowym momentem powieści, pierwszym jej i najmocniejszym węzłem, impulsem mającym zdeterminować żywot Krulla, jest pierwsza wizyta bohatera w teatrze, zachwyt magnetyzmem głównego aktora, a następnie, dzięki ojcu, skonfrontowanie tego wizerunku z człowiekiem z krwi i kości, szokująco niedoskonałym i jakże odmiennym od tego, którego młody Feliks podziwiał na scenie. W tym świetle intryguje mnie, jak powieść przedstawiałaby się od strony kompozycyjnej, gdyby została ukończona; w obecnej postaci jawnie brakuje w niej podobnego węzła konkludującego dzieło, ostatni rozdział urywa się nagle, choć w okolicznościach zgoła korzystnych, i sprawia wrażenie kończonego w pośpiechu.

Spotkać się można z opiniami, iż Mann parodiuje tutaj niektóre gatunki powieściowe; istotnie, odnajdujemy w "Wyznaniach" elementy wielu z nich, jeśli jednak upierać się przy parodii, trzeba przyznać, że zawiera ona sporo życzliwości, a może nawet umiłowania, szczególnie wobec Bildungsroman czy powieści łotrzykowskiej. Trzeba też rzec wyraźnie, iż nie da się dzieła Manna jednoznacznie zaklasyfikować, bo autor bardzo zręcznie się takim próbom wymyka, gubiąc tropy i dokonując niespodziewanych wolt. Dlatego trzeba "Wyznania" czytać z otwartym umysłem, etykietki zostawiwszy raczej na półce ze słoikami w piwnicy.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Lampiony

Kolejna książka o Saszy Załuskiej. Tym razem wydarzenia dzieją się krótko po "Okularniku", ale początek zupełnie rozbija. Jakoś zupełnie mni...

zgłoś błąd zgłoś błąd