Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
6,89 (249 ocen i 23 opinie) Zobacz oceny
10
11
9
29
8
44
7
77
6
50
5
21
4
4
3
8
2
3
1
2
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
La peau de chagrin
data wydania
ISBN
8304044757
słowa kluczowe
klasyka, śmierć
kategoria
Literatura piękna
język
polski
dodała
shaloma

Inne wydania

Jedyna powieść fantastyczna wielkiego Balzaka. Pojawia się w niej problem człowieka genialnego i mierności świata, nędzy i zbytku, miłości i ambicji. Bije w niej pełnia, nadmiar życia. Ale czymś nowym, najgłębszym motywem, jest śmierć. Kto pozna tę książkę, temu nie raz przyjdzie zadumać się przy jej wspomnieniu.

 

Brak materiałów.
książek: 348
Rzulianna | 2016-03-01
Na półkach: Przeczytane, XIX w., Francja, 2016

Boy pisze, że „Jaszczur” to taka trochę „Komedia Ludzka” w pigułce. I być może ma rację. Z jednej strony to dobrze, z drugiej – niezbyt. Niezbyt, bo nie da się wątków takiej kobyły nawet w zarysach „upchnąć” w dziełku tej objętości i zrobić to dobrze. Dodatkowo jest tu coś, czego u Balzaca zwykle nie ma – element fantastyczny – oraz coś, co bywa, że się pojawia – romantyzm. O ile nie mam nic przeciwko temu pierwszemu, bo osobliwie miesza się z realizmem, o tyle to drugie u tego autora zawsze mnie jakoś razi. Nie wiem, w „Dwóch poetach” mogę i trzy razy pod rząd przeczytać wywód o produkcji papieru, ale tutaj niekończący się opis magazynu mnie dobija. Jak lubię nierozgarniętych, zdolnych i biednych bohaterów, ale to już jest przesada.

O właśnie, główny bohater. Jest go tu wyjątkowo dużo, przez sporą połać książki jest praktycznie narratorem. I sprawia wrażenie żałosnego idioty. Co samo w sobie nie byłoby złe, żałosny idiota może być ciekawą i wcale nie irytującą postacią, jeśli wzbudza we mnie sympatię lub przynajmniej współczucie. Taki Lucuś Chardon przecież też jest głupiutki i popełnią ciąg spektakularnych błędów, a jednak da się go lubić i pożałować – w końcu na niego naprawdę ludzie dybią (tych porównań do Lucusiem można by tutaj wymienić więcej). Rafael de Valentin zaś jest zwykłym pretensjonalnym bucem. PATRZCIE JAKI JESTEM GENIALNY. NIE ROZUMIEJĄ MNIE. STRASZNI MIESZCZANIE, KTÓRZY MAJĄ PIENIĄDZE (ale spoko, dalej będę od nich pożyczał). JESTEM TAKI NIESZCZĘŚLIWY (nawet nie napisałem żonie, gdzie jestem, ona tam się gdzieś pewnie zapłakuje, ale co tam, nawet o niej nie wspomnę podczas swojej zdrowotnej wycieczki).

Dalej (a raczej bliżej). Uganianie się za Fedorą. To jakaś tragedia okrutna. Najpierw wszyscy mu mówią, że nie podoła. Potem sama Fedora otwarcie go informuje, że nie da rady, nic z tego. Ale, nie on dalej się w to bawi. A potem nagle wielki ból duszy, OJEJ JEDNAK SIĘ NIE UDAŁO, CO ZA OKROPNA KOBIETA. Cytując Emila: „Jesteś nudny jak komentarz do paragrafu.”

Paulina. Mogła być naprawdę fajną postacią. Poznajemy ją jako bardzo rozsądną, współczującą i inteligentną. Ma dobre serce. Aż szkoda jej dla tego idioty, który tylko wzdycha, jaka ona będzie biedna, ale do łba mu nie przyjdzie, żeby jej wyjaśnić o co chodzi. A potem przychodzi ostatnia scena i następuje coś, co w niektórych kręgach nazywa się „zeszmaceniem postaci”… Niestety, Balzac chyba nie dał się biedaczce zrehabilitować, bo o ile wiem, nie pojawia się ona w innych częściach „Komedii Ludzkiej”. Podobnie zresztą jak Fedora. Boy nazywa obydwie „majakami czystej wyobraźni” – być może dlatego nie spotkamy ich już więcej? Ich miejsce zajmą o wiele bardziej „krwiste” postaci kobiece.

Z innych bohaterów (skoro już przy tym jesteśmy). Fedorze – nawet jeśli jest majakiem – życzę wszystkiego najlepszego, wspaniała, majestatyczna osoba, mimo monobrwi – traktuje tych polujących fircyków ich własną bronią, czyli tak, jak na to zasługują. Drugi plan roi się od znajomych nazwisk: Rastignac, Bixiou, Bianchon czy Finot. Oczywiście ich postaci są jeszcze w powijakach (nie tyle w sensie chronologicznym, co twórczym, autor tu się dopiero uczy ciosać).

Oczywiście, są też rzeczy, które mi się musiały spodobać (nawet jeśli bierze w nich udział ten kretyn, Rafael). Narzekałam na opis magazynu, ale na opis popijawy już mi narzekać nie wypada. Wątek wegetacji głównego bohatera – szkoda, że tak krótki – ma w sobie coś z późniejszych opisów słynnych skąpców. Wszystkie rozterki finansowe czy poświęcanie ostatnich franków zapowiadają Balzaca, którego znamy. Przyrodnicy i próby rozciągnięcia jaszczura zaiste urocze, aż żal, że nie przyszło im do głowy spróbować „zhackować” talizman i zażyczyć sobie, by sam się rozciągnął albo żeby nie spełniał każdego życzenia. Czy oni się w ogóle liczyli z możliwością zniszczenia skóry w wyniku tych wszystkich prób? Jak by się to dla Rafaela skończyło? Dlaczego zresztą nie powiedział o niczym Paulinie?

Jest to mimo wszystko lektura ciekawa. Dla mnie, bo widzę jak wyewoluował później autor. Dodatkowo można by ją nawet polecić nie-balzakistom (jeśli przebrną przez wszystkie piętra nieszczęsnego magazynu - albo to, albo produkcja papieru).

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Wiatr przez dziurkę od klucza

"Wiatr przez dziurkę od klucza" jest powieścią, którą King napisał kilka lat po zakończeniu cyklu Mroczna Wieża. Akcję powieści autor umieśc...

zgłoś błąd zgłoś błąd