Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Musimy porozmawiać o Kevinie

Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski
Wydawnictwo: Videograf II
8 (1025 ocen i 152 opinie) Zobacz oceny
10
148
9
253
8
305
7
199
6
68
5
26
4
8
3
11
2
3
1
4
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
We Need to Talk About Kevin
data wydania
ISBN
978-83-7183-590-2
liczba stron
424
słowa kluczowe
szkoła, masakra, kevin, matka
język
polski
dodała
Ewa

Inne wydania

Dramat rodzinny w najlepszym thrillerze psychologicznym ostatnich lat. Musimy porozmawiać o Kevinie to poruszająca powieść psychologiczna o trudnym macierzyństwie. Tytułowy Kevin - 14-letni chłopak z zamożnej amerykańskiej rodziny - bez szczególnego powodu zabił dziewięcioro kolegów ze swojej szkoły i dwoje dorosłych. Jego matka próbuje stawić czoła tej dramatycznej sytuacji i jednocześnie...

Dramat rodzinny w najlepszym thrillerze psychologicznym ostatnich lat. Musimy porozmawiać o Kevinie to poruszająca powieść psychologiczna o trudnym macierzyństwie. Tytułowy Kevin - 14-letni chłopak z zamożnej amerykańskiej rodziny - bez szczególnego powodu zabił dziewięcioro kolegów ze swojej szkoły i dwoje dorosłych. Jego matka próbuje stawić czoła tej dramatycznej sytuacji i jednocześnie odpowiedzieć sobie na pytanie: dlaczego?

 

źródło opisu: Wydawnictwo Videograf II, 2008

źródło okładki: http://www.dictum.pl/books/show/13389

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1415
Kuroneko | 2012-06-17
Przeczytana: 16 czerwca 2012

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Zakończyłam lekturę książki Lionel Shriver "Musimy porozmawiać o Kevinie" z poczuciem lekkiego dyskomfortu i z przykrością muszę stwierdzić, sporą dozą niesmaku pozostawionego przez zakończenie powieści. Zwykle staram się pisać opinie bez spoilerów, jednak w tym przypadku nie daję rady się powstrzymać. Ale od początku.
Powieść nie wywarła na mnie takiego wrażenia, jakie zdaje mi się powinna była wywrzeć. Martwi mnie to, bo wygląda to trochę tak, jakbym zupełnie znieczuliła się na niektóre sprawy. Poza tym, naprawdę wiele rzeczy zwyczajnie mnie nie przekonuje w historii Kevina i choć początek był naprawdę bardzo udany, w końcowym rozrachunku wypada dosyć blado.
Bynajmniej nie mam tutaj na myśli zabrania do szkoły kuszy zamiast pistoletu (cicha zbrodnia), ale. Niestety sporo takich „ale” jest w tej powieści. Chociażby przybicie strzałami do tarczy siostry i zabicie ojca. Szczerze? Wcale mi to nie pasuje do osobowości Kevina i bardzo mnie rozczarowało. Zupełnie tak, jakby autorka chciała dodać powieści tragizmu, jakby sama w sobie nie miała go wystarczająco dużo. Dla mnie osiągnęłaby o wiele większy efekt, gdyby rodzice Kevina się rozwiedli. Ojciec zabrałby Celię, a matka została z Kevinem. Takie trochę odwrócenie ról, bo przecież Kevin był "Jego ukochanym synem".
Usilna próba poszukiwania odpowiedzi na masę kłębiących się w matce pytań sprawia, że całą historię przedstawia w formie listów do męża. Monolog Evy jest swoistą próbą zmuszenia do zastanowienia się nad swoim postępowaniem ojca, zbyt zaślepionego, by dostrzec prawdziwą naturę Kevina. Tym razem nie może bowiem odwrócić się od problemu, tym razem naprawdę jej wysłucha. Ze zgrozą stwierdzam, że to nie Kevin wzbudzał we mnie przerażenie. Nieopisanym wręcz lękiem napawał mnie Franklin Plaskett, człowiek, który tak bardzo pragnął dziecka, a w rzeczywistości nie osiągnął odpowiedniego poziomu dojrzałości by zostać ojcem. Właśnie dlatego ten chłopiec tak bardzo kochał matkę. I choć początkowo to stwierdzenie może wydać się niedorzeczne, doskonale widać to na samym końcu, już podczas wizyty w więzieniu. Tę wdzięczność, że mimo wszystko potrafiła go docenić. I mimo tej całej nienawiści jaką ją darzył i ran, które jej zadawał. Że mimo tej nieczystej gry psychologicznej w jaką próbował wciągnąć całą rodzinę, nie dała się oszukać. Była dla niego godnym przeciwnikiem i właśnie dlatego darzył ją takim szacunkiem. Niestety końcowa wizyta Evy w więzieniu, kiedy próbuje uzyskać odpowiedź na pytanie "dlaczego?" bezpośrednio od sprawcy tego całego przedstawienia, całkowicie mnie nie przekonuje. Biorąc pod uwagę całą misternie utkaną psychikę Kevina od najmłodszych lat, końcówka zwyczajnie poszła się paść, bo dzieciak, który bez mrugnięcia okiem okalecza własną siostrę i z rozmysłem knuje wszystkie intrygi, nie odczuwa wyrzutów sumienia czy strachu przed więzieniem i poniesieniem konsekwencji. To jest zbyt przerysowane. Nie twierdzę, że był zły. Nikt zły się nie rodzi, On był po prostu cholernie zagubiony. Zagubiony w świecie, którego nie znał, mimo tego że na pierwszy rzut oka niczego w życiu mu nie brakowało. Co zastanawia to fakt, że jednak wszystko, dosłownie wszystko robił z rozmysłem. Tak właśnie działa umysł socjopaty - zawsze jest jakiś plan, dążenie do niego i osiągnięcie celu. Nie ma strachu, nie ma wyrzutów sumienia. Jest poczucie spełnionego obowiązku. A cała sprawa z Kevinem wygląda trochę jak zwyczajny kaprys nastolatka. Nienawidzę Cię tak bardzo, że zniszczę wszystko, co kiedykolwiek miało dla Ciebie znaczenie. Sprawię, że pożałujesz dnia, w którym się urodziłaś. Sprawię, że pożałujesz dnia, w którym zdecydowałaś się na moje przyjście na świat. I zmuszę Cię do tego, byś pożałowała, że mnie nie kochałaś.

Tak, wiem, że to książka o trudach macierzyństwa, a ja uczepiłam się "trudnego nastolatka". Mimo wszystkich niedociągnięć jakie dostrzegam w tej powieści nie uważam czasu poświęconego na jej czytanie za zmarnowany. Porusza bowiem bardzo istotny problem „materializmu”, bezustannego dążenia do polepszenia statusu swojego życia, beztroski i jednorazowego „kaprysu”, by powiększyć iluzję szczęśliwej rodziny. Nie chcę oceniać żadnego z bohaterów, nie zamierzam piętnować ani wygłaszać morałów na temat tego „co poszło nie tak”. Bez wątpienia jednak z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że o takich problemach trzeba rozmawiać. Trzeba rzucać na nie światło dzienne, mimo tego że nie zawsze uda nam się je rozwiązać. „Musimy porozmawiać o Kevinie” to doskonały apel, choć niejednokrotnie w znaczeniu ogólnym odbierany przeze mnie jako krzyk rozpaczy do mas.
W rzeczywistości zdaje się jednak być krzykiem rozpaczy nastolatka, o choćby odrobinę normalności. To jedna z tych książek, które zostają z nami na długo. Jedna z tych, które zmuszają do zatrzymania się i zastanowienia nad własnym życiem.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Crashed. W zderzeniu z miłością

Mimo ponad 800 stron nie mogłam się od niej oderwać. Czytało się jednym tchem, aby tylko poznać co wydarzy się za chwilę:)

zgłoś błąd zgłoś błąd