Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Powrót do Stumilowego Lasu

Tłumaczenie: Michał Rusinek
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
6,63 (118 ocen i 17 opinii) Zobacz oceny
10
9
9
14
8
14
7
25
6
29
5
14
4
2
3
8
2
0
1
3
Darmowe dodatki Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Return to the Hundred Acre Wood
data wydania
ISBN
9788310116321
liczba stron
216
język
polski
dodała
Pistacia

Pierwsza oficjalna kontynuacja niezwykle popularnych książek dla dzieci, stworzonych w latach 20. XX wieku przez A.A. Milne’a: Kubusia Puchatka i Chatki Puchatka. Znów spotkamy naszych ulubieńców: Puchatka, Prosiaczka, Tygrysa, Kangurzycę z Maleństwem i Kłapouchego. Pojawi się także nowe, sympatyczne zwierzątko!

 

źródło opisu: Nasza Księgarnia, 2010

źródło okładki: zdjęcie autorskie

książek: 181
naczynie_gliniane | 2010-06-23
Na półkach: Przeczytane

Kiedy powstaje sequel jakiejś znanej, uważanej za wybitną, powieści, porównywanie z oryginałem zdaje się nieuniknione. Przede wszystkim pytamy, czy autor pozostał wierny pierwowzorowi. Mamy też własne wyobrażenia i oczekiwania, choć dość mgliste i nie do końca sprecyzowane, wedle nich oceniamy kontynuację. Zazwyczaj sequele wypadają słabo, a krytycy nie szczędzą cierpkich słów.

W przypadku Powrotu do Stumilowego Lasu jest nieco inaczej. Czytane przeze mnie recenzje są raczej pozytywne. Mimo że autorzy dostrzegają słabości kontynuacji, doceniają włożony w przygotowanie książki trud. Wszyscy cieszą się, że Krzyś powrócił, ale i że oni jako czytelnicy mogli powrócić do Stumilowego Lasu, który co prawda trochę się zmienił, ale nie aż tak bardzo. Myślę, że te pozytywne opinie biorą się z szeregu faktów. Wizerunek Puchatka został tak zniekształcony przez wytwórnię Disneya, że powrót do korzeni, do stylu Milne’a i Sheparda traktowany jest w kategoriach przywracania dobrego imienia Kubusiowi. Wszyscy tę pracę doceniamy.

Nie mam lektury Kubusia Puchatka na świeżo, więc nie podejmę się wnikliwego porównywania stylu Milne’a i Benedictusa. Zresztą nie widzę w tym większego sensu, ponieważ nie ma oryginału przed oczami. Na polski książkę przetłumaczył Michał Rusinek – jako że nie jest to rzemieślnik, ale raczej artysta, jestem pewna, iż także jego styl wyczytać można z Powrotu…

Książkę czytałam głównie sobie. Na niektóre fragmenty załapały się też moje dzieci. Dwuletni Janek bez trudu i z zadowoleniem w ilustracjach rozpoznał Krzysia i Puchatka, co chyba dla pracy Marka Burgessa (ilustrował w stylu Sheparda) powinno być najlepszą rekomendacją. Czteroletnia Marta z kolei dostrzegła nową bohaterkę i zdziwiona dopytywała, co za jedna. Ta nowa postać to wydra Lotta, którą moja córka przechrzciła na surykatkę, będąc pod silnym wpływem pewnego filmu o wiewiórkach:) Generalnie słuchali zaciekawieni, a córka nie dała sie zbyć moimi sugestiami o problemach z gardłem. Uważam, że książka zdała próbę na dziecięcym czytelniku.

A teraz trochę ode mnie. Wracając do Lotty… zastanowiła mnie ta postać. Bo to obok Mamy Kangurzycy wyraźna bohaterka płci żeńskiej. Jak na kobietę przystało bywa zaaferowana samą sobą, ale jednocześnie też zdaje się mieć najwięcej oleju w głowie. To ona wie, gdzie rosną najsmaczniejsze osty, których zaczyna brakować Kłapouszkowi, to ona całkiem nieźle radzi sobie z grą w krykieta, to ona podkrada się do domku Sowy, by odkryć jej tajemnice. Do charakternej wydry czytelnik szybko się przekonuje i akceptują ją jako równoprawnego mieszkańca Stumilowego Lasu.

Poza tym w zasadzie niewiele się zmienia. Może jedynie trochę więcej współczesności wdziera się do krainy Kubusia Puchatka – gramofon, gra w krykieta, wanna – ale też cóż się dziwić… Krzysia nie było przez osiemdziesiąt lat. Coś w tym czasie musiało się zmienić. Zdecydowanie też widać, że doświadczenia szkolne chłopca wpływają na jego postrzeganie świat. Do tego stopnia, że postanawia zorganizować w lesie własną akademię z Kłapouchym w roli dyrektora odzianego w dostojną togę.

Powrót do Stumilowego Lasu okazał się wyjątkowo przyjemny!

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Kobieta bez twarzy

Po przeczytaniu "Sześciu kobiet w śniegu (nie licząc suki)" spodziewałam się, że historyjka "Kobiety bez twarzy" będzie w podobn...

zgłoś błąd zgłoś błąd