Waldorff. Ostatni baron Peerelu

Wydawnictwo: Wydawnictwo Iskry
7,01 (98 ocen i 16 opinii) Zobacz oceny
10
2
9
14
8
21
7
34
6
13
5
9
4
1
3
1
2
2
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788324400829
liczba stron
384
język
polski
dodała
anulla

Opowieść o życiu Jerzego Waldorffa, ostatniego barona Peerelu i strażnika narodowej pamięci, legendy polskiej krytyki muzycznej, człowieka, który uratował przez zagładą Stare Powązki w Warszawie i przeprowadził największą w Polsce Ludowej prywatną, a więc nielegalną zbiórkę pieniędzy na wykup willi ``Atma`` w Zakopanem, w której powstało Muzeum Karola Szymanowskiego. Opowieść o przedwojennym...

Opowieść o życiu Jerzego Waldorffa, ostatniego barona Peerelu i strażnika narodowej pamięci, legendy polskiej krytyki muzycznej, człowieka, który uratował przez zagładą Stare Powązki w Warszawie i przeprowadził największą w Polsce Ludowej prywatną, a więc nielegalną zbiórkę pieniędzy na wykup willi ``Atma`` w Zakopanem, w której powstało Muzeum Karola Szymanowskiego. Opowieść o przedwojennym flircie Waldorffa z faszyzmem, powojennym współtworzeniu tygodnika ``Przekrój``, fascynacji muzyką Szymanowskiego i ``najmądrzejszym psie na świecie`` ? jamniku Puzonie, który był jego nieodłącznym towarzyszem podczas występów w telewizji. O przyjaźniach z Konstantym Ildefonsem Gałczyńskim i Stefanem Kisielewskim, młodzieńczym romansie z tajemniczym Isiem oraz o 60-letnim związku Jerzego Waldorffa z tancerzem Mieczysławem Jankowskim.

 

źródło opisu: Wydawca

źródło okładki: Wydawca

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1904
Wojciech Gołębiewski | 2015-10-05
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 04 października 2015

Urbanek (ur.1960) mnoży sukcesy. Pazerny się robi. Wyrwał już ode mnie 20 gwiazdek za Tuwima i matematyków; czeka Kisiel, Broniewski, Wieniawa i Brzechwa, a on mnie Waldorfem łechce.
A każdy wie, że trzema najpopularniejszymi |"pedałami" PRL-u byli właśnie Waldorff (szczególnie w parze z Miecią (1917-2005) i towarzyszącym jamnikiem Puzonem), Iwaszkiewicz i Henio Meloman. A już to czyniło człowieka sławnym!!
Wyliczyłem, że to 21 z 36 jego książek, a czasowo koło środka (2008) jego intensywnej twórczości. Przy takiej płodności muszą zdarzać się pozycje nieco słabsze, i niestety, ta nią jest. Szkoda, bo wydawałoby się, że barwna postać, popularnego w całym społeczeństwie, Waldorffa sprzyja atrakcyjności opowieści. To postać wprost anegdotyczna. A tu, w książce śmiechu mało!!
Rozpatrywanie w koło Macieju, pochodzenia Waldorffa mija się z celem. Bo część czytelników, jego staroszlacheckie pochodzenie przyjmie od razu, bez oporów, a część, w tym ja, i tak pozostanie nieprzekonana. Tym bardziej, że demonstracyjny antysemityzm, jaki Waldorff prezentował, jest charakterystyczny dla Żydów, prawie tak, jak dewocja przechrzczonych Żydówek. Zresztą „warszawka” mojego dzieciństwa i tak się śmiała że dewizą Waldorffa jest:
„Mój nos, mój Miecia i mój Puzon świadczą o mnie!!”
W przypadku Waldorffa jakiekolwiek antysemickie czy homofobiczne reakcje były irracjonalne, gdyż był tak powszechnie lubiany i szanowany, że stał się ozdobą, maskotką, na pewno Warszawy, w tym Powązek, Polskiego Radia i TV, a przypuszczam, że i całej Polski. Inteligencja, dowcip a przede wszystkim koneserstwo i pasja w materii wydarzeń muzycznych, przysparzała mu powszechną sympatię. Młodsi czytelnicy, którzy nie mieli możliwości podziwiać talentów Waldorffa w oczarowywaniu światem muzyki, niech bacznie obserwują Bogusława Kaczyńskiego, który jest poniekąd kontynuatorem misji „ostatniego barona”. A, że między nimi dwoma doszło do piekielnej awantury, którą Urbanek opisuje (str. 288 i następne), to przykre, lecz ja traktuję jako element walki pokoleniowej o dominację.
Najpiękniejsze jest zdanie dotyczące uroczystości pogrzebowych Waldorffa (str 320):
„Premier Jerzy Buzek na oczach kamer telewizji złożył kondolencje Mieczysławowi Jankowskiemu”

Wiedział Waldorff kiedy umrzeć, by jego wielka miłość została uszanowana przez kulturalnego Premiera..
Proszę Państwa, mimo, że książka Urbanka jest rewelacyjna, to czuję pewien niedosyt, możliwe, że wskutek rozkapryszenia mnie książkami o Tuwimie oraz Steinhausie i jego kolegach, przeto daję 9 gwiazdek, by zmobilizować autora do redakcyjnych zmian w następnym wydaniu.
A Państwu, abyście pozostali w dobrych nastrojach przypominam formułę, którą Waldorff zwykł kończyć swoje felietony (str. 252):
„O wciórności, Puzon wyje! Lecę szukać mu żony...”.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Marysieńka i Sobieski. Wielka miłość.

Pełna recenzja na karowisniewska.pl Nie twierdzę, że to pozycja idealna, znalazłam kilka nieścisłości, ale nawet one wyszły mi na dobre, bo zaczęłam...

zgłoś błąd zgłoś błąd