Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

My, topielcy

Tłumaczenie: Iwona Zimnicka
Seria: Inne Historie
Wydawnictwo: W.A.B.
8,09 (115 ocen i 18 opinii) Zobacz oceny
10
20
9
31
8
28
7
23
6
7
5
3
4
1
3
1
2
1
1
0
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Vi, de druknede
data wydania
ISBN
9788374145008
liczba stron
824
język
polski

Marstal to duńskie miasto portowe. Mężczyźni wypływają dla zysku i przygód w długie, egzotyczne rejsy. Wielu nie wraca. Jest rok 1848, wybucha wojna z Niemcami ze Szlezwika i Holsztynu. Wśród dymu i pyłu, huku wystrzałów z dział, mieszkańcy portu heroicznie walczą na morzu. Najzuchwalszy z obrońców, Laurids Madsen, znika wkrótce w niewyjaśniony sposób. Po latach jego syn, Albert, wyrusza na...

Marstal to duńskie miasto portowe. Mężczyźni wypływają dla zysku i przygód w długie, egzotyczne rejsy. Wielu nie wraca.

Jest rok 1848, wybucha wojna z Niemcami ze Szlezwika i Holsztynu. Wśród dymu i pyłu, huku wystrzałów z dział, mieszkańcy portu heroicznie walczą na morzu. Najzuchwalszy z obrońców, Laurids Madsen, znika wkrótce w niewyjaśniony sposób. Po latach jego syn, Albert, wyrusza na poszukiwanie śladów ojca. Dopiero na starość wróci do domu i wychowa kolejnego marynarza, który – jak i jego przodkowie – wypłynie w morze wbrew woli matki.

"My, topielcy" to losy czterech pokoleń żeglarzy i ich rodzin, tworzące niezwykle barwną kronikę ewolucji współczesnej Danii – od wojny niemiecko-duńskiej w 1848 roku po kapitulację Niemiec w 1945. To również zbiorowa opowieść wilków morskich, dzięki której możemy odbyć podróż od wybrzeży Danii, poprzez Morze Białe i Nową Funlandię, aż po Samoa.

 

źródło opisu: Wydawnictwo W.A.B., 2008

źródło okładki: http://www.wab.com.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 73
Rita | 2013-09-30
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 03 września 2013

Jedna z tych "paradoksalnych" książek - czyta się właściwie bez wysiłku, a jednocześnie nie ma się wrażenia, że to tylko rozrywka i literatura dla ... mniej wyrobionego czytelnika.

Carsten Jansen zabiera nas na wycieczkę do swego rodzinnego miasteczka. Jest to więc książka po trosze osobista, a takie jak wiadomo są najlepsze. Autor doskonale zna opisywany teren, łączą go z nim silne więzi emocjonalne. A skoro on nie jest obojętny, to i czytelnik taki pozostać nie może.

Marstal, bo o nim mowa, leży w Danii i jest portem. Portem i miastem żeglarzy i żaglowców. Historia (w książce, bo w rzeczywistości miejscowość jest oczywiście o wiele starsza) zaczyna się w 1848 w momencie wybuchu wojny. Potem, przez następne sto lat towarzyszymy marstalczykom i poznajemy dzieje i tajemnice tej niewielkiej, ale bardzo ciekawej społeczności.
Co jeszcze? Aha, narracja. Świetny, po prostu świetny zabieg, o którym trzeba wspomnieć.
Narrator jest czasami zbiorowy i jest nim ogół lub część mieszkańców. Najczęściej losy miasteczka przedstawiane są z perspektywy chłopców tworzących "bandy". A jak wiadomo, nikt nie wie więcej o tym co jest grane, niż dzieciaki, które całymi dniami włóczą się po ulicach. No może nieco lepiej poinformowane są starsze panie wysiadujące w oknach. Ale one z kolei nie miewają tak ciekawych przygód.

Leci to mniej więcej tak:

"My staliśmy po drugiej stronie Kirkestraede. Nasza gromada stale się powiększała. Mieliśmy ochotę głośno wiwatować, ale wiedzieliśmy, że nie byłoby to mądre. Zerkając na siebie i chichocząc, szeptem mówiliśmy więc wierszyk o Nielsie, który ma pokazać czułki".

Ale to nie wszystko. Ponieważ nie całą akcja rozgrywa się w Marstal - bohaterami są żeglarze, a ci jak wiadomo żeglują i wtedy ich sąsiedzi i dzieci ich sąsiadów nie mogą być świadkami wydarzeń w czasie rejsu, część "wysiłku" przejmuje narrator pierwszoosobowy. Najczęściej jest nim Albert Madsen. A ten to dopiero miał klawe życie. Oddanie mu głosu było naprawdę dobrym posunięciem.

Sprytne? Sprytne. I daje niesamowity efekt, szczególnie w połączeniu z wspomnianymi wcześniej:
a) talentem i zaangażowaniem autora;
b) ciekawymi wątkami, którymi książka "nadziana jak dobra kasza skwarkami";
Tak niesamowity, że na pewno spodoba się zarówno prawdziwym wilkom morskim jak i wszystkim szczurom lądowym, Odyseuszem, Penelopom, piratom i marynarzom JKM. Nosz po prostu wszystkim, niezależnie od tego czy morze widzieli na żywo, czy na obrazku.

P.S. Obrazek na obwolucie też bardzo ładny.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Wzgórze psów

I znów się spotykamy, Panie Żulczyk. Wszyscy już przeczytali „Wzgórze Psów”. Wszyscy już opowiedzieli się po którejś ze stron. Stałem sobie z boku i...

zgłoś błąd zgłoś błąd