Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Serce w ogniu

Tłumaczenie: Jerzy Łoziński
Wydawnictwo: Albatros
6,85 (621 ocen i 49 opinii) Zobacz oceny
10
43
9
53
8
107
7
180
6
118
5
76
4
19
3
20
2
0
1
5
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The smoke jumper
data wydania
ISBN
9788373597587
liczba stron
448
słowa kluczowe
miłość, ogień, trudne wybory
język
polski
dodała
Ag2S

Inne wydania

Autor niezapomnianego Zaklinacza koni pisze o miłości, która unieszczęśliwia wszystkich. Pożar, który odmienił życie trojga ludzi, zaczął się od uderzenia pioruna. Gdy obozująca u podnóża góry z grupą nastolatków Julia Bishop zdała sobie sprawę z zagrożenia, było już zbyt późno, by cokolwiek zrobić. Z szalejącego żywiołu wydobył ją Connor Ford i pokochał zakazaną miłością. Ale Julia jest...

Autor niezapomnianego Zaklinacza koni pisze o miłości, która unieszczęśliwia wszystkich. Pożar, który odmienił życie trojga ludzi, zaczął się od uderzenia pioruna. Gdy obozująca u podnóża góry z grupą nastolatków Julia Bishop zdała sobie sprawę z zagrożenia, było już zbyt późno, by cokolwiek zrobić. Z szalejącego żywiołu wydobył ją Connor Ford i pokochał zakazaną miłością. Ale Julia jest związana z Edem Tullym, jego najbliższym przyjacielem, ktory w wyniku akcji ratowniczej został oślepiony. Obaj mężczyźni dzielą wspólne pasje, razem skaczą na spadochronach do pożarów i kochają tę samą kobietę. To ona musi dokonać ostatecznego wyboru w sytuacji, w której nie ma dobrego wyjścia...

 

źródło opisu: http://www.wydawnictwoalbatros.com/

źródło okładki: http://www.wydawnictwoalbatros.com/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 457
Kinga Kulig | 2016-08-01
Na półkach: Przeczytane, Ulubione
Przeczytana: 09 października 2015

Początkowo powieść oceniłam całkiem przeciętnie, stopniowo nabierałam przekonania, że no cóż, może lepiej faktycznie byłoby dodać punkty za rozwinięcie wydarzeń. Zatrzymałam się na ocenie bardzo dobrej, ale wówczas poznałam zakończenie i już zdecydowanie ocena na rewelacyjną związana jest z moimi własnymi przeżyciami, doświadczeniami, emocjami, odczuciami oraz marzeniami.

Nie wiem, może nie powinnam kierować się tym kryterium, ale stwierdziłam, że jest to pierwsza powieść Nicholasa Evansa, na dodatek niezłe tomisko, to postaram się coś dobrego z tego wyłuskać. W trakcie przemierzania kolejnych stronic, rozdziałów w zupełności zapomniałam o przeanalizowaniu sprawy pod tym aspektem.

Niepodważalnym plusem tejże powieści była wartka akcja, złożoność wątków, która układała się w logiczną i całkiem nieskomplikowaną całość, a przede wszystkim, Czytelnik mimo swoich domysłów, przypuszczeń, na każdym kroku był zaskakiwany, zastanawiał się, jakie decyzje podejmie bohater, jak wybór zarzutuje na przyszłość oraz dalsze konsekwencje. Jedna wielka niepewność, ciekawość powstrzymywała przed odłożeniem książki i odwleczenie przeczytania kolejnego rozdziału, po prostu się nie dało. Jednym, zapartym tchem. Z różnymi emocjami – złości, rozdrażnienia, spokoju, radości, błogiej satysfakcji, a przede wszystkim nieco nerwów. Z pazurem. Stąd też wysoko oceniam ową powieść, bo opowiada o złożoności.. której pewnie też jesteście ciekawi.. Zatem:

Julia Bishop poznaje swojego przyszłego męża, Edwarda Tully’ego w dość dziwnych, nietypowych okolicznościach – zamiast przepuścić jego samochód na parkingu, postanowiła wepchać się na jego pierwotnie zarezerwowane miejsce. Żadne z nich nie sądziło, że jeszcze kiedykolwiek się spotkają, a tym bardziej, że coś pomiędzy nimi ważnego się wydarzy. Do kolejnego spotkania dochodzi dość prędko, bo w barze obok wspomnianego parkingu. Edward i Julia szybko odnajdą się w tłumie, wyjaśniają sobie kwestie związane z nieuprzejmościami wypowiedzianymi w sprawie postoju, ale to nie to zaprząta ich głowy – od razu, już w drzwiach baru, Edward wyczuł obecność Julii. Zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia. Byli wprost szczęśliwi, tylko zapatrzeni w siebie, nic więcej się nie liczyło.

Pewnego razu Edward otrzymał zaproszenie od swojego najlepszego przyjaciela, Connora Forda na przyjazd do jego rodzinnej miejscowości, Montany, gdzie wspólnie we dwójkę mogliby skakać ze spadochronu, gasząc pożary. Jest to zresztą codzienny zawód Connora, a Edward z przyjemnością przystaje na propozycję pracy. Zabiera ze sobą Julię, która również za sprawką jednego wyłącznie telefonu przyjaciela otrzymuje posadę opiekunki trudnej młodzieży w ośrodku resocjalizacyjnym. Życie tych trojga mija prawie jak w bajce. Na nic nie narzekają, każde się spełnia w swoim zawodzie, pasjach. Julia z wielką przyjemnością, a na pewno determinacją i zaangażowaniem próbuje rozgryźć skomplikowane wnętrze jednej jak nie jedynej z podopiecznych w obozie. Skye, piętnastoletnia dziewczyna trafiła do ośrodka za współudział w morderstwie policjanta. Od trafienia do ośrodka, nie rozumiejąc również powagi swojej sytuacji, tego jak wygląda jej zmarnowana przeszłość i niepewność jutra, po prostu dziewczyna od początku pobytu jest zamknięta w sobie, a towarzystwo samych chłopców nie ułatwia jej otworzenia się na problemy, uczucia, emocje. Izoluje się, a w kontakcie z drugą osobą reaguje agresją, czasami obojętnością, ale nie pała uprzejmością ani nie okazuje żadnych chęci jeśli chodzi o realizację zadań jej opiekunów, wydaje się, że nie istnieje żaden sposób, aby pomóc nastolatce, ale Julia jest równie uparta co Skye i wszelkimi sposobami próbuje się do niej zbliżyć, z różnymi zresztą skutkami.

Kiedy więc, Julia zmaga się z codziennością, jaka ma miejsce w ośrodku resocjalizacyjnym, w tym samie czasie jej mąż wraz z Connorem czekają na wyzwania, wyruszają do lasów i gaszą pożary. W wolnych chwilach od pracy Edward komponuje, a Connor wykonuje fotografie o tematyce wojennej i przygotowuje związane z nimi fotoreportaże wysyłając do gazet, które tak jak w przypadku „kariery” Edwarda niespecjalnie mają wzięcie, mimo tego mężczyźni nie poddają się i swoje twórczości wysyłają do wydawnictw, pracy, czekając na marny odzew, który też jest praktycznie znikomy.
Cała trójka nie narzeka na brak zajęć, wiecznie coś się wokół nich dzieje. Jeśli tylko dysponują wolniejszą chwilą, młodzi zakochani wybierają się na przełaj nowego miasta, a Connor z przyjemnością zabiera ich w podróże, czy to wspinaczki, czy spływy wzdłuż rwącej rzeki.

Pewnego razu Connor ma wypadek, lądując ze spadochronem w kierunku ziemi, zahacza o konary drzewa, a chwilę później obtłuczony, ze złamaną kostką leży głową w trawie. Szybko zostaje ewakuowany do szpitala, a później czeka mężczyznę rekonwalescencja. Tym sposobem wiele popołudni, dni spędza w domu w towarzystwie Julii. Edward w tym czasie wykonuje swoje obowiązki zawodowe, przez co nie może spędzać czasu z ukochaną, ale jest spokojny o nią oraz swojego przyjaciela. Jak najbardziej im ufa i pewnie żadne mu w głowie hipotetyczne aluzje odnośnie niepożądanego zachowania, postaw choćby jednego z dwojga. Albo też nie chce uwierzyć, pokazując, że nie ufa swoim najbliższym. W każdym razie jego przypuszczenia nie do końca są mylne. Connor od pierwszego spotkania z Julią, poczuł coś do kobiety. I to ze wzajemnością! Niewiele rozmawiają o kiełkującym w ich sercach uczuciu, ale nie da się nie zauważyć, że na swój widok wprost emanuje ogromnym blaskiem.

Wszystko się zmienia diametralnie, życie każdego z osobna, trwale i niebezpiecznie. Podczas pobytu Julii w obozie dochodzi do pożaru. Wszystko zaczęło się od jednego pioruna, który wzbudził ogień do akcji. Kiedy już obozowicze wraz z opiekunami mają się wycofać do swojej głównej bazy okazuje się, że z miejsca uciekła Skye, która sprytnie zakamuflowała swoją nieobecność. Dla Julii oczywistą jest sprawą, że nie pozostawi nieświadomej wydarzeń Skye. Poczuła się już dawno temu za nią odpowiedzialna. Wyrusza w trasę, ale nie wie, w jakim kierunku dziewczynka mogła zmieć, znajduje pojedyncze poszlaki, ale niewiele one wskórają. W tym też czasie ekipa ratownicza, w której znajduje się Edward oraz sprawniejszy już nieco Connor. Ekipa ratowników i spadochroniarzy wraz z opiekunami ośrodka rozdzielają się w celach poszukiwawczych Skye. To sama Julia wpada na trop dziewczyny, jest już tak blisko niej, Skye w pewnym momencie orientuje się, co wokół się niej dzieje, że znajduje się w centrum samego piekła. Julia puszcza do niej sygnały, krzyczy, ale unoszący się dym, trzaski w lesie uniemożliwiają prawidłowe dotarcie dźwięków do dziewczyny. Bezradna biegnie w jej stronę, nie wiedząc, że języki ognia roztaczają nad kobietami krąg .. Kobiety są w coraz większym niebezpieczeństwa, nie wiedzą jak się wydostać z tego piekła. Z pomocą przychodzi Connor, któremu w ostatniej chwili udaje się pociągnąć do siebie Julię. Mężczyzna już z większej odległości widział, że Skye nie ma możliwości ratunku, a nie chciał obu stracić, więc pozostało mu uratowanie życie Julii. W momencie kiedy Connor ratuje kochankę, Edward leży otumaniony, ogłuszony przez szalejący w okolicy pożar. Pierwsza część powieści kończy się głośnym łkaniem Julii w ramionach chroniącego ją przed ogniem Connora. Kobieta pragnie krzyczeć, nie rozumiejąc, dlaczego jej przyjaciel uchował ją przed śmiercią, a nie dał szansy Skye, która wołała o pomoc..

Mijają kolejne miesiące (przed nami roztacza się już druga część książki). Edward po wielu intensywnych dniach rehabilitacji, stara się poznać świat na nowo, zupełnie inaczej, na nowych zasadach i panujących regułach, ale to nie jest nie tylko dla niego niełatwe zadanie odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Mężczyzna w wyniku dramatycznego pożaru, w którym zginęła podopieczna Julii, Skye, stracił wzrok, został oślepiony. Mimo tego Edward nie poddawał się, grywał na fortepianie, nie pokazywał po sobie gorszych nastrojów czy rozrywających go negatywnych emocji. Trzymał się zadziwiająco bardzo dobrze, o czym też nie mogła powiedzieć Julia, która zmagała się dość silnie z tamtymi wydarzeniami, a przede wszystkim rościła pretensje do samego Connora, który ten świadomie pozostawił biedną Skye skazaną na siebie, na chybną śmierć. Nie rozumiała, że nie było innego wyjścia, dziewczyna znalazła się w samym środku piekielnej, ognistej pułapki. A Connorowi udało się jedynie powstrzymać Julię w przekroczeniu tej strasznej granicy. Julia żyła, więc w wielkim poczuciu winy. Dziwowała się odwadze i determinacji Edwarda, który ten w miarę prędko powrócił do żywych i zaczął doceniać drobnostki, z przyjemnością wysłuchiwał szczegółów opisywanych obrazów oraz tego wszystkiego, co było dla niego nieosiągalne. Niestety, ale Connor również po feralnych wypadku nie potrafił otrząsnąć się z tamtych wydarzeń. Wyjechał z Montany w kierunku Europy i umiłowanej mu Afryki w poszukiwaniu może nadziei, ukojenia, spokoju.

Kiedy Connor fotografował różnego rodzaju tragedie, śmierć, głód, przemoc i te obrazy, których pragną, aby tylko pozostały na negatywnie, Edward i Julia powrócili ciężką pracą do realiów. Na nowo stali się dla siebie wyjątkowi, zakochani. Zaczęli nawet starać się o dziecko, aby scementowało ich związek, później ślub. Niestety, każda próba okazywała się niepowodzeniem. Okazało się, że przyczyną niefortunnych porażek jest produkcja martwych plemników. Edward podłamał się, ale szybko wpadł na zaskakujący, acz kontrowersyjny i nieco nieetyczny pomysł. Zaproponował swojej Julii, aby to Connor został biologicznym ojcem ich dziecka. Początkowo Julia zareagowała agresywnie, z pretensjami w żaden sposób nie rozumiejąc pobudek swojego męża, ale z czasem, w wyniku intensywnych przemyśleń doszła do tego samego wniosku co Edward, jest to ich jedyna szansa na jakiekolwiek poczęcie dziecka. I właśnie z tą propozycją wychodzą już do samego Connora, który nie wie, co począć w tej podbramkowej sytuacji. Tak bardzo kocha Julię, ona jego, a mimo to, ona pragnie stworzyć rodzinę z jego najlepszym przyjacielem. Najpierw ślub, a później dziecko i mężczyzna już wie, że w życiu Julii nie znajdzie się dla niego miejsce. Ostatecznie zgadza się oddać kobiecie swoje nasienie, robi to z bólem serca, ale kierując się również bolesną miłością, jaką darzy potajemnie Julię. Po raz pierwszy i ostatni smakuje ust Julii na wspólnym pomoście jej i Edwarda. Kobieta rozpaczliwie zbliża się do mężczyzny, wiedząc, że jej również jej ciężko odnaleźć się w tej sytuacji. Kocha Edwarda, ale nie tą samą miłością, co Connora. Nie namiętną, nie z pożądaniem i buchającą wewnętrzną iskrą. Julia nawet nie wie, że jeszcze przez długi czas nie zobaczy Connora, a przecież tyle się zmieniło w tzw. międzyczasie.

Julia wydała na świat Amy, piękną, uroczą dziewczynkę, równie ciekawą świata. Wygląd odziedziczyła po biologicznym ojcu i matce, zaś charakter po Edzie. Dziewczynka zafascynowana jest muzyką i zdecydowanie lepiej komponuje i śpiewa aniżeli jej ojciec. Uczeń przewyższa mistrza. Dorastająca Amy coraz bardziej angażuje się w świat musicalowi, występuje na scenie, różnych przedstawieniach. Edward z nie mniejszym zaangażowaniem bierze udział w spektaklach córki nie raz przygrywając obok niej na fortepianie. Całe jej życie i Julii zmienia się kiedy po jednym z ważniejszych dla córeczki przedstawień Edward umiera na miejscu w wyniku powikłań cukrzycy i zaniedbania leczenia choroby. Moment śmierci okazuje się wstrząsem dla najbliższych, ale nie mniejszym niż Julii i Amy, które obie straciły najważniejszą dla nich osobę.

Julia pragnie poinformować Connora wszelkimi sposobami o śmierci swojego najlepszego przyjaciela, ale żadna instytucja, która mogłaby mieć z nim do czynienia, nie ma z nim kontaktu. Tak też Connor przez ponad 7 lat, odkąd ostatni raz widział swoją prawdziwą córeczkę, żyje w jednej, wielkiej nieświadomości. On podbija Australię, Azję Południowo – Wschodnią, przepływa Ocean Indyjski, dociera do Indii, ale kończy swoją podróż w ciągnącej go ku sobie Afryce. Tam tez wykonuje niebezpieczną pracę foto-reportażysty, gdzie uwiecznia codzienne piekło ludzi, sam zmagając się z wewnętrznymi demonami. Bo kiedy ostatni raz widział Amy, małego szkraba po chrzcie, zrozumiał, że nie ma już dla niego miejsca w życiu zarówno Julii, ale też Amy. Czuł się odrzucony, zbrukany, był na niepewnym, a grząskim gruncie. To była kłopotliwa sytuacja już od samego początku, kiedy po raz pierwszy na oczy ujrzał w pełnej krasie Julię. Później już było coraz gorzej. Czuł się tym drugim, niekochanym, pogubionym, a podróż miała mu pomóc oczyścić wnętrze. Z trudem nieposkromionym. Jedna z jego towarzyszek z pracy powiedziała mu nawet, że przypomina zwierciadło własnego smutku. Przelała się wówczas szala goryczy.. Connor stopniowo zaczął zmieniać się wewnętrznie. Postanowił odłożyć aparat, na którym uwiecznia smutek, gorycz, pustkę, ostatnie tchnienie mieszkańców, a zwłaszcza młodych, porwanych, wykorzystywanych do zabijania dzieci. Postanawia zawalczyć o jego prawa, podejmuje się różnych akcji, wysyła apele, osobiście próbuje coś wskórać o przywódców i niezwykle niebezpiecznie kończą się jego miłosierne próby głównie z powodu jego nieposkromionego buntu, niezrozumiałej idei i odwagi ze strony władz, wojskowych i z braku znajomości języka miejscowych. Przez to nie raz prześlizgnął się tuż obok śmierci. Ale to duchowa obecność Julii wzbudzała w nim nieustająco nadzieję. Myślał o niej cały czas, nawet o małej Amy, o której niewiele wiedział, od czasu, kiedy ostatni raz się spotkali..

Po drugiej stronie świata, Julia stara się stanąć na nogi. Udaje się jej pojednać z ojcem, który niespodziewanie po latach nieporozumienia i milczenia odwiedza swoją córkę w Montanie. Okazuje się, że głównym motywem spotkania jest czyhająca śmierć na mężczyznę, zmagającym się z rakiem skóry. Jest to kolejny cios dla młodej wdowy, ale jest wdzięczna ojcu za odwagę. Wybacza mu te puste, pełne cierpienia lata. Amy jest zachwycona dziadkiem i ze wzajemnością. Na dodatek przychodzi do Julii list ze słowami od samego Edwarda, który przeprasza, dziękuje Julii za wszystko, co dla niego dobrego zrobiła, dziękuje mu za nieustanną miłość, za dziecko. Kończąc list zwraca uwagę na to, że od samego początku, będąc już na lotnisku zauważył, że między jego żoną, a przyjacielem pojawiła się tajemnicza nić nieporozumienia, jaka nigdy pomiędzy nim dwojgiem nie zaistniała. Bo choć stracił wzrok, widział więcej aniżeli by pragnął, wystarczająco miał za sobą wiele obserwacji sprzed wypadku, ale już ucząc się na nowo żyć, miał wyostrzone zmysły. Ostatnie słowa listu kończą się błogosławieństwem oraz życzeniem wszystkiego najlepszego, szczęścia, licząc, że Julia kiedyś połączy się z Connorom. Owy list staje się więc oficjalnym pożegnaniem męża.

Julia zmienia się. Nabiera odwagi, angażuje się w porządkowanie rzeczy po zmarłym mężu. Postanawia coś zmienić, wprowadzić jakiś dobry, znaczący akcent w swoim życiu. I robi to poprzez złożenie propozycji swojej córeczce odnośnie wyjazdu do Afryki, gdzie dziewczynka mogłaby się uczyć, przyjąć tradycje i wartości tamtejszych mieszkańców, a ona sama nauczałaby osierocone, porzucone dzieci Domu Pani Anielskiej utrzymywanym m. in przez samego Connora, ale wówczas Julia nie miała o tym pojęcia. Dziewczynka ku zaskoczeniu matki wyraża aprobatę na czekające je zmiany..

Kobietki szybko przystosowują się do codziennego życia w ośrodku. Julia realizuje się w tym, co najlepiej jej wychodzi, córka zaś zaprzyjaźnia się z dziećmi. Mimo toczących się wokół konfliktów, ośrodek w dalszym ciągu funkcjonuje w miarę sprawnie. Julia w wolnych chwilach pozwala sobie na przywołanie wielu wspomnień począwszy od śmierci jej podopiecznej Skye, wyznań i rozmów z Connorem, małżeństwa z Edem, jej ukochanej córeczki. Jednakże tęsknota za kochankiem jest druzgocąca, co też wprawia w głęboki smutek kobietę, starającą się o to, aby na jej twarzy w stosunku do innych gościł uśmiech..

Connor, gdzieś niedaleko ośrodka toczy batalię o własne życie, kiedy zostaje wtrącony do więzienia za próbę wykupienia wolności małych chłopców. Dzięki pomocy strażnika oraz jednego z chłopców, który uwierzył w informację o życiu jego brata bliźniaka, Thomasa, Connor postanawia odnaleźć Julię i Amy. Nie robiłby tego, gdyby nie telefon jego matki, która powiedziała o słówko za dużo. Życie Connora po raz kolejny staje na szali. Za wszelką cenę stawia na pierwszym miejscu odnalezienie Amy i jej matki. Widzi szansę w spotkaniu, w rozmowie. Żałuje, że nie zainteresował się ich życiem ani faktem, że jego przyjaciel najbliższy od dawna nie żyje i nawet nie zatelefonował, nic. Popełnił błąd, ale czuje, wie, że chce to wszystko jakoś odkręcić, naprawić i w końcu otwarcie wyznać swoje uczucia. Życie w Afryce wiele go nauczyło, Connor już nie był tym nieco frywolnym mężczyzną kochającym dzikie przygody i adrenalinę. Wiele uwiecznił na zdjęciach, zobaczył, powziął się wyzwań o uratowanie dzieci. Może to wszystko było przykrywką i próbą zapomnienia o kochanej przez niego kobiecie? Nie spekuluję.
Connor wyrusza więc w niebezpieczną przeprawę do ukochanej. Nie groźne są mu oddziały wojsk ani ostrzeliwania - ma jeden cel, do którego dąży i już nic, żaden ostrzał nie jest mu groźny.. Jest już tak blisko kobiety, prawie że na wyciągnięcie ręki. Już chwila…

Piękne zaskoczenie, wzruszające, pełne łez i radości. Kochankowie wpadają na siebie w głębokim i gorącym uścisku. Tych dwoje ma sobie tak wiele do powiedzenia, nie brakuje im sił ani odwagi. Tyle się działo, wiele niedobrego to przede wszystkim. A teraz spotykają się. Już nie ma tylko domysłów, rozmyślań. Connor i Julia mają siebie, nie muszą niczego przed sobą ukrywać, mogą razem pracować nad tym, co nigdy wcześniej nie zostało im podarowane..

Edward nie był niczyją przykrywką. Julia kochała swojego męża bardzo mocno, w żadnym razie nie poświęciła siebie ani łączącego ich uczucia w imię krzywdy, jaka spotkała mężczyznę na całe życie. Byli szczęśliwi na swój sposób. Odkrywali siebie, uczucie na nowo, kiedy musieli zmierzyć się z nowym wymiarem ich rzeczywistości. Edward pragnął wszystkiego co najlepsze dla swojej żony, podziwiał ją, zawsze stawał po jej drodze, choć nie raz mieli za sobą pewne spięcia, bo przecież bywały cięższe dla nich chwile. Byli dobrym, przykładnym dla wielu małżeństwem. Stąd dla Julii wielkim zaskoczeniem okazało się wyznanie męża w liście odnośnie odkrycia łączącego jej uczucia z najlepszym przyjacielem. Nie robił oto wcześniej żadnych awantur, ani ona nie okazywała względności w stosunku do Connora. Mimo ciągot do przyjaciela, była wobec męża lojalna i nie można było jej tego zarzucić. Urodziła mu wspaniałe, utalentowane i kochane dziecko, ale nie dane mu było poznać przemiany obu najważniejszych dla nich kobiet, a wyjazd ten okazał się przełomowy, pomógł zmienić myślenie o przeszłości, skierował ku przebaczaniu, ale też wierze w spełnienie marzeń.

Można tutaj zarzucić Connorowi i Julii bezczelne i niewłaściwie skrywanie się z uczuciem, ale jak wspomniałam, kochankowie nadto nie ujawniali się z tym, jedynie przeżywali wszelkie odczucia w sobie. Było to zarówno krzywdzące dla nich samych, ale też dla Edwarda, który mógł się poczuwać jako piąte koło u wozu, uciążliwe ze względu na jego ułomność. Ale lojalność, wierność dla najważniejszej dla nich osoby okazała się silniejsza. Potrafili odrzucić uczucie na cześć miłości, jaką oboje mocno darzyli Edwarda.

Los złączył ponownie kochanków. Po wielu ciężkich perturbacjach. Nieustająco byli myślami ku sobie, tak blisko, że aż na wyciągnięcie ręki. Ale może potrzebne były te wcześniejsze wydarzenia, aby wiele kwestii sobie uświadomić, choć wiele różnie się kończyło, jedna była niepodważalnie stała i niezmienna. Oboje siebie kochali. I z miłości do Edwarda oraz Amy potrafili odrzucić to co najpiękniejsze i najlepsze. Miłość po raz kolejny gości w powieściach, jest takim tematem tabu, można o nim rozprawiać godzinami, po prostu nieustannie w różnych odcieniach, barwach, kontrastach i obliczach. Bowiem miłość jak się okazuje nie jedno ma imię i nie zawsze jest słodka niczym wata cukrowa, jak to w życiu prawdziwym bywa, i swój gorzki smaczek ma.

Przeczytajcie. Sporo zawirowań, wątków, które mogą wprowadzić w niemałe zażenowanie, lekkie zdenerwowanie, czy nawet irytacje, ale dla samego dobrego i to nawet bardzo sympatycznego zakończenia powieści, po prostu warto nieco się poszarpać.

Za to polubiłam tę powieść, że nie mówi o banialukach, banałach, czymś prostym, a opisuje prawdę, jak najbardziej prawdziwe oblicze człowieka, który jest kruchy i słaby przede wszystkim względem swoich uczuć, emocji i siebie.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Wilk

Niestety nie urzekła mnie ta książka. Wiem, że jest to dobra literatura, że odnaleziona po latach, że język piękny, temat poważny (wtedy), że Marek Hł...

zgłoś błąd zgłoś błąd