Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Apokryf Agłai

Seria: Z zegarkiem
Wydawnictwo: W.A.B.
6,86 (242 ocen i 36 opinii) Zobacz oceny
10
6
9
24
8
48
7
83
6
44
5
22
4
5
3
7
2
2
1
1
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
8388221477
liczba stron
376
słowa kluczowe
androidy, cyborgi, romans
kategoria
Literatura piękna
język
polski
dodał
Maeg

Godna XXI wieku książka w książce, zapraszająca czytelnika do gry. Pierwsza i główna jej część błyskotliwie przenosi nas z jednej sfery rzeczywistości - lub nierzeczywistości - do drugiej. Ciekawie opowiedziany dramat obyczajowy w realiach wczesnych lat dziewięćdziesiątych przeistacza się z wolna w szaloną love story. Lecz wkrótce, ku swemu zaskoczeniu, czytelnik odnajduje się w świecie...

Godna XXI wieku książka w książce, zapraszająca czytelnika do gry. Pierwsza i główna jej część błyskotliwie przenosi nas z jednej sfery rzeczywistości - lub nierzeczywistości - do drugiej. Ciekawie opowiedziany dramat obyczajowy w realiach wczesnych lat dziewięćdziesiątych przeistacza się z wolna w szaloną love story. Lecz wkrótce, ku swemu zaskoczeniu, czytelnik odnajduje się w świecie science-fiction, zaludnionym robotami pracującymi dla KGB - najprawdziwsza fantastyka z wątkiem szpiegowskim. Epilog pozwala spojrzeć na sprawy z zewnątrz: poznajemy rzekomego autora tej powieści i dzieje nieszczęśliwych jej inspiratorów - także niestety wplątanych w cybernetyczne machinacje KGB.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 467
Karina | 2011-09-17
Na półkach: Przeczytane

Nie sposób na dwóch stronach maszynopisu oddać całej istoty „Apokryfu Agłai”. To trzeba jasno powiedzieć, zanim powie się coś więcej. I niech to będzie dla czytelnika pierwszą intrygującą pobudką do sięgnięcia po tę książkę, być może – co niebywałe w dziedzinie literatury – najlepszym sposobem rozszyfrowania niezwykle skomplikowanej struktury tautologicznej, jaką stworzył Jerzy Sosnowski.
Recenzja nigdy nie zdoła pomieścić natury tej książki, tak jak biała farba nigdy nie zdoła oddać istoty czerni lub błękitu. O ile słowa, wskazując na coś, nazywają nieprecyzyjnie, o tyle nieprecyzyjność ta będzie tutaj podniesiona do potęgi z powodu nieadekwatności gatunku tekstu krytycznego do złożonej natury recenzowanej powieści. Tym niemniej spróbujmy „zamknąć” „Apokryf…” w recenzenckiej klatce dwóch stron A4.
By w pełni oddać książce Sosnowskiego aksjologiczną sprawiedliwość, zastanówmy się najpierw, jaką powieścią jest „Apokryf Agłai”? Albo jakiego typu powieści mamy w nim najwięcej? Powieści fantasty? Powieści obyczajowej? Czy może romansu? Jak zdefiniować coś, co zaczyna się, jak powieść obyczajowa, następnie przechodzi w romans, by wreszcie przejść w a la lemowską fantastykę. W trzecim rozdziale okaże się niespodziewanie, że jest „Apokryf…” powieścią w powieści. Ale tak naprawdę na końcu – w czwartej części – będzie „Apokryf…” powieścią oparta na faktach. Ludzie, zwariować można! Kogoś, kto ma słabe nerwy, ten literacki kameleon może wyprowadzić z równowagi. Dla kogoś, kto lubi takie droczenie się książki z czytelnikiem, może stać się jego ulubionym, literackim zwierzątkiem. Tyle na temat formy.
O czymże jest? Kobiety powiedzą, że o miłości. Ja dookreślę: o miłości nie z tego świata. Mężczyźni powiedzą, że o prowadzonym przez KGB niezwykle interesującym eksperymencie naukowym. Tutaj nie potrafię dookreślić. Dziecko powiedziałoby, ze „Apoklyf…” jest o lobotach, któle, jak staną obok człowieka, to się nie pozna, któly jest lobotem, a któly człowiekiem, choć dzieciom poniżej piętnastego roku życia lepiej „Apokryfu…” nie dawać do ręki, wszak książka – wtedy gdy jest romansem – obfituje w pikantne szczegóły. Zatem recepcja w tym przypadku ściśle zależy od płuci i wieku czytelnika. (Niewątpliwie panie feministki miały by tutaj sporo do powiedzenia…) Bardzo ścisły to związek, gdyż w fabule tego literackiego kameleona można znaleźć wiele rozmaitych wątków i elementów budujących tę niesamowicie skomplikowaną konstrukcje świata przedstawionego. Można dostać szału z dezorientacji, ale można też świetnie się bawić. Zatem do płuci i wieku dodałabym jeszcze usposobienie czytelnika. O czymże zatem jest „Apokryf…”? Zdaje się, że kameleon do każdego mówi o czym innym. Ale co mówi naprawdę, czyli co przez tę książkę mówi/chce powiedzieć Sosnowski?
Zmienna i skomplikowana natura powieści-kameleona nie polega na chaotyczności. To byłoby zbyt proste. Tutaj istnieją pewne elementy spajające jej cztery części w całość, wszak i kameleon, choć zmienny wobec świata, musi posiadać wewnętrzny szkielet, by swą zmienność jako formę i treść-ciało zachować. Czytelniku, przed Tobą egzamin z lektury wnikliwej, zadaniem jednym z trudniejszych dotarcie aż do anatomii tej powieści.
Podczas egzaminu kameleon zada ci szereg trudnych pytać, wszak „Apokryf…” niewątpliwie zmusza do refleksji. I podług swej zmiennej natury, dla każdego z nas przygotował inny zestaw z pytaniami. Na przykład mnie kazał się zastanowić nad życiem Adama Kleszczewskiego – świetnie rokującego na przyszłość pianisty – po rozstaniu z Lilką, która okazała się robotem skonstruowanym, a następnie wykorzystanym przez KGB do pewnego naukowego eksperymentu. Pytanie wykroczyło poza kontekst powieści, tym samym ulegając uogólnieniu. Oto ono: jak wygląda życie psychiczne człowieka w momencie, kiedy cud, który mu się przydarzył, już przeminął, a człowiek ten właśnie uzmysłowił sobie, iż ten cud, którego nigdzie indziej nie było jak tylko w jego imaginacji, już nie wróci nawet w postaci wcześniejszego urojenia?
Czymże się staniesz po tej lekturze, mój drogi?
Reasumując: książkę serdecznie polecam. Proszę również spodziewać się ode mnie długiego szkicu w tej sprawie. Zamierzam przyjrzeć się bliżej powieści-kameleonowi, gdyż w literaturze wydaje się zjawiskiem nader rzadko spotykanym.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Ostatnie dziecko

Robert Stern jest wziętym prawnikiem, na prośbę swojej byłej spotyka się z dziesięcioletnim chłopcem. Okazuje się, że chłopiec chce zatrudnić Roberta...

zgłoś błąd zgłoś błąd