Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Cztery miłości

Tłumaczenie: Piotr Szymczak
Wydawnictwo: Media Rodzina
7,42 (286 ocen i 27 opinii) Zobacz oceny
10
24
9
43
8
70
7
87
6
36
5
14
4
8
3
2
2
0
1
2
Darmowe dodatki Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Four Loves
data wydania
ISBN
9788372784018
liczba stron
174
kategoria
Inne
język
polski
dodał
Franciszek

W kolejnym tomie esejów Clive Staples Lewis (1893-1963), pisarz, filozof, wykładowca uniwersytecki, autor słynnych "Opowieści z Narnii", wyróżnia cztery rodzaje miłości: przywiązanie, przyjaźń, miłość erotyczną i Caritas, która jako miłość Boga i bliźniego jest z nich najważniejsza. Lewis pokazuje, jak płynne są granice między poszczególnymi rodzajami miłości - jedna może przechodzić w drugą...

W kolejnym tomie esejów Clive Staples Lewis (1893-1963), pisarz, filozof, wykładowca uniwersytecki, autor słynnych "Opowieści z Narnii", wyróżnia cztery rodzaje miłości: przywiązanie, przyjaźń, miłość erotyczną i Caritas, która jako miłość Boga i bliźniego jest z nich najważniejsza.

Lewis pokazuje, jak płynne są granice między poszczególnymi rodzajami miłości - jedna może przechodzić w drugą tak, abyśmy w rezultacie lepiej mogli zrozumieć, kim i po co jesteśmy.

Prowokująca, oryginalna opowieść o tym, czym jest prawdziwa Miłość.

 

pokaż więcej

książek: 196

http://zakurzone-stronice.blogspot.com/2015/08/wszystkie-odcienie-miosci-recenzja.html

Kiedy coś staje się przereklamowane i powszechne, traci na swojej wartości. To, co dla wybranych, jest wyrafinowane, tajemnicze, nieskalane. Tłum zwykłych ludzi emocjonuje się kubkiem ze znanym dziełem sztuki, bogaty koneser w klimatyzowanym wnętrzu swojej willi kontempluje tajemniczy uśmiech pięknej Madonny Rafaela. Ktoś słucha Bethoveena z płyt czy jeszcze gramofonu, a ktoś inny podziwia słynne Dla Elizy (a właściwie Dla Teresy) grane przez pozytywkę, z obracającą się wewnątrz parą młodą. Ale nie chodzi mi tu wyłącznie o kulturę, rzeczy materialne. Często bywa tak, że popkulturalne, strywializowane stają się nasze uczucia, myśli, pojęcia; świadczy to też o coraz węższym zakresie słów używanych przez ludzi. Czasami zamiast nie lubię, mówimy nienawidzę. Nienawidzę tej zupy. Nienawidzę tego filmu. Nienawidzę tego miejsca. Tak samo – a może jeszcze gorzej – jest ze słowem kocham. Ba! Ze wszystkim, co dotyczy miłości, w popkulturze coraz bardziej trywialnej i kiczowatej. Każda dziewczynka, nawet pięcioletnia, ma w swojej szafie bluzkę z napisem LOVE. Napis ów pojawia się na niemal każdej chińskiej zabawce, łącznie z różowymi, jakby nadmuchanymi serduszkami. Fani stylistyki gotyckiej produkują obrazki z płaczącymi po stracie ukochanego anielicami, czarnymi łzami i serduszkami, niekoniecznie różowymi, ale zawsze. Większość piosenkarzy, piosenkarek, songwriterów, frontmanów i kompozytorów komponuje słowa o miłości, rozstaniu, szczęściu, jakby inne tematy nie istniały. Żeby robili to jeszcze w sposób ciekawy, kreatywny. Tyle że kreatywność objawia się najczęściej czysto pornograficznymi teledyskami, o prostackich tekstach. Milczeniem pomijam wszelkie gimnazjalistki, które chodzą z chłopakami tylko dla statusu na Facebooku (już o tych, które sobie go wymyślają, nie wspominam). Miłość wobec tego jest wszędzie. To dlaczego nie jesteśmy w stanie zrozumieć Hymnu do Miłości św. Pawła, ani istoty uczucia Romea i Julii?

Autor jest znany przede wszystkim ze swojego cyklu dla młodszych czytelników, Opowieści z Narnii. O ile cykl jest czytany i bardzo lubiany, to pisarzu wiemy już mniej – a jest to postać bardzo ciekawa. Przyjaciel Mistrza Tolkiena, nawrócony właśnie przez niego na chrześcijaństwo, filozof i wykładowca, ale przede wszystkim sympatyczny i mądry człowiek, taki, jakich teraz boleśnie brakuje. Czytając jego książki – tak jak jego przyjaciela – wyczuwam niezwykły umysł i starą, dobrą skromność i szlachetność jaką teraz można spotkać już rzadko, bo jeśli gdzieś ją znajdziemy, to najczęściej jest produktem na sprzedaż. Zawsze go lubiłam i bardzo ceniłam, jednak odnoszę wrażenie, że na jego eseje nie starczyłoby mi czasu i chęci – nawet kiedy muszę zostać w domu, a jedyną szansą rozrywki jest wieś, gdzie czas płynie jeszcze wolniej – zwykle książek do czytania mam wiele, a do kupienia więcej i wątpię, czy znalazłoby się tam miejsce dla tej pozycji chociaż w pierwszej dziesiątce. Skutecznie zachęciło mnie kiedyś – wiem, to trochę dziwne – przeczytanie fragmentu w szkolnym podręczniku do religii. Nie spotkałam jeszcze dobrego katechety czy księdza, toteż właściwie tamten podręcznik był tylko pobieżnie przejrzany (w przeciwieństwie do chowanej pod ławką książki), ale ów fragment przypadkiem – a może nie? – został przeze mnie zapamiętany i poszukałam książkę z której pochodził. Całość wtedy niezbyt mnie zaciekawiła, może z powodu okładki, ale pozycja została mi w pamięci i – kiedy miałam możliwość ją przeczytać – zrobiłam to z wielką radością, po cichu licząc na ciekawą, odmienną od wszystkiego, co czytałam dotychczas, lekturę.

Pisarz zaczyna od rzeczy najbardziej pospolitych – od słowa lubić i pnie się coraz wyżej, pięknie mówiąc o miłości do zwierząt, przyjaźni (dziś również przereklamowanej), miłości erotycznej i tej największej: miłości do Boga, uczuciu dziwnym, niezgłębionym. Robi to lekko, jeden temat jakby wynika z drugiego i prosto, ani na chwilę nie popada w dygresje czy nachalne moralizowanie. Wręcz przeciwnie – jak na myśliciela przystało, stara się być bezstronny, obiektywny, nawet w pięknym rozdziale o przyjaźni pokazuje wady tego rodzaju miłości. Gubi się nieco przy miłości erotycznej, jednak słusznie zauważa, że związkowi nie wystarczy do egzystencji sama miłość i z gracją obala wszystkie argumenty. Książka kończy się akcentem graniczącym z metafizyką, wyższą szkołą jazdy nawet dla zawodowych filozofów i teologów, pozostawiając czytelnika z ciekawymi refleksjami i pytaniami na które – niestety! – każdy musi sobie odpowiedzieć.

Zadaniem każdego filozofa, wydaje mi się, jest interpretacja otaczającej nas rzeczywistości i problemów z jakimi musimy się zmierzyć, jest więc bardzo bliska każdemu człowiekowi. Przynajmniej takiemu, który kimkolwiek miał pytania i problemy natury egzystencjalnej czy moralnej, który czuje, że w życiu chodzi o coś więcej niż jedzenie, picie, czytanie i spotykanie się drugimi ludźmi; o coś więcej niż codzienną egzystencję. Pytania takie zwykle mają drugie dno, znacznie bardziej niepokojące. Pytając się, co jest złem, tak naprawdę zaczynamy zastanawiać się nad tym, czy zło w ogóle istnieje. Tak samo jest z miłością. Bo jeśli jest tylko koktajlem hormonów, wyższą formą naturalnego sposobu na zachowanie ciągłości gatunku? A przyjaźń, w dobie Facebooka i braku jakichś sprecyzowanych zainteresowań u coraz większej ilości osób, przestarzała i nudna? A miłość do Boga (cóż, mam świadomość, że ateistów to nie dotyczy, ale myślę, że większość osób była bierzmowana i tak dalej, więc miała jakąś styczność z religią katolicką czy jakimś innym odłamem chrześcijaństwa bądź jakiejkolwiek duchowości)? Książka uświadamia nam więc, że odpowiedzi są tak blisko nas, że aż ich nie widzimy, jednocześnie obalając wydumane teoryjki i frazesy, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni. Autor robi to w sposób odpowiednio poważny i zgodny ze wszystkimi regułami logiki, a swoje wywody popiera obrazowymi przykładami, tak, że nawet czytelnik niewyrobiony w tego typu lekturach z pewnością zrozumie, co pisarz miał na myśli, a i trudno nie zgodzić się z większością postawionych tez – rozwinięcia potrzebują jedynie te z rozdziału o miłości erotycznej, który został napisany, powiedziałby kto, w sposób naiwny i staroświecki, a przede wszystkim dość ogólnikowy i z tym ostatnim muszę się, niestety, zgodzić. Każdy przecież przyzna, że miłość erotyczna jest tą najbardziej powszechną i problematyczną, więc trzeźwy, niezwykle trafny osąd Autora przydałby się każdemu, szczególnie że dzisiejszy świat bardzo łatwo potrafi poplątać człowiekowi w głowie. To chyba jeden z niewielu minusów książki, nikły przy ilości trafnych spostrzeżeń i myślowych perełek, które chciałoby się zanotować albo zgłębić, czy chociażby przekazać komuś innemu, może przekazując mu ważną prawdę, której nie dostrzegał i która sprawi, że życie będzie lepsze. Piękne jest też to, że czytając uważnie, powoli – książka przecież gruba nie jest – odkryje się wiele odcieni i rodzajów miłości, których istnienia wcześniej nie podejrzewaliśmy, jak na przykład przywiązanie, które pisarz dzieli na dwa rodzaje, patriotyzm czy pięknie opisana przyjaźń – co jeszcze raz powtarzam, bo jestem nim oczarowana - gdzie Autor w zgrabny sposób rozwiązuje mój odwieczny problem z ludźmi, którzy prawdziwą, męską przyjaźń nazywają homoseksualizmem. Myślę także, że ostatni rozdział o ostatniej z miłości, dotyczący miłości do Boga, caritas, powinien doczekać się rozwinięcia w osobnym eseju, jako że to temat bardziej karkołomny niż miłość erotyczna, tudzież spędzający sen z powiek takim osobistościom jak św. Augustyn czy św. Tomasz z Akwinu.

Autor – jak pisałam wyżej – pisze językiem prostym, przystępnym, bardzo obrazowym i lekkim, bez moralizatorskiego wydźwięku. Całość ma ton wywodu, może trochę i wykładu, we fragmentach czuć ciepły humor pisarza i wyrozumiałość dla czytelnika; wbrew pozorom nie udaje też kogoś lepszego, mądrzejszego – czasami nawet z siebie żartuje. Czytając czasem trudno jest się nie uśmiechnąć, jako że tematy poważne wymagają dystansu i żartu nawet, a każda sprawa, czasem z dbałości, żeby Autor został dobrze zrozumiany, czasem by czytelnik dobrze wszystko zrozumiał, została opisana szczegółowo i wyczerpująco, poparta przykładami i analogiami. Całość skłania, wręcz prowokuje do refleksji, zmusza do przefiltrowania naszych wartości i życia przez ukazane sylwetki miłości, obdziera z wielu złudzeń, a wszystko w doskonałym, wirtuozersko lekkim stylu. I choć czyta się wolno – jeśli chce się wszystko zrozumieć – to z pewnością bardzo przyjemnie, przyjemniej niż niejedną powieść, może tak samo dobrze jak Opowieści z Narni w wieku ośmiu lat, co, choć tematyka i wydanie skrajnie różne, przywołuje wiele pięknych wspomnień z dzieciństwa i daje kolejny powód, żeby jeszcze kiedyś zajrzeć do tej książki.

Wydanie jest zwykłe. Książka w niestandardowym, małym formacie, z szarą, niepozorną okładką. Już w wydaniu angielskim okładka jest zielona, z drzewem, co jakoś zawsze wiąże się z rozważaniami filozoficznymi i sprawia weselsze wrażenie. Tu mamy fragment jakichś starych drzwi z - być może – średniowiecznego kościoła i tytuł. Gratkę stanowić może tylko imię i nazwisko Autora, będące jego oryginalnym podpisem. Blurb jest biały na czarnym tle, nic ciekawego. Z drugiej strony introligatorskie sztuczki bardzo by mnie denerwowały, a zainteresowani tematyką i tak po pozycję sięgną. Bo wydanie – mimo że niepozorne – z pewnością jest estetyczne: dobry papier, ładna czcionka, połyskująca okładka… Powiedziałabym nawet, że owe drzwi na okładce nadają jej jakiejś elegancji, powagi. Powagi. Szlachetności – to chyba najlepsze określenie.

Nawet dzieci wiedzą, że przy biurku pracuje się najlepiej wtedy, kiedy wszystko jest poukładane, na swoim miejscu. Tak samo w życiu. Kiedy nie brakuje żadnej niezbędnej rzeczy i wszystko jest tam, gdzie powinno być, możemy żyć w zupełnej harmonii i szczęściu, a przynajmniej potrafić przetrwać burze i niepowodzenia – o ile łatwiej jest przezwyciężać problemy, nie czując dysonansów w środku. A miłość – w jakiejkolwiek postaci – jest wciąż obecna w naszym życiu, w nas, w świecie wokół; często jednak sprawia nam ona problem, potrzebujemy uporządkować sobie jakoś hierarchię wartości, znaleźć błąd, który popełniamy. A ciężko jest to zrobić, nie znając istoty miłości, nie wiedząc – albo tylko mgliście podejrzewając – co nią jest, a co nie. Nawet jeśli, to z pewnością taki wyznacznik w dynamicznym, strywializowanym świecie telewizyjnych randek i disco polo, przyda się każdemu, a może ochroni przed jakimś strasznym błędem w tej delikatnej materii. I nie tylko nas – książka z pewnością jest doskonałym pomysłem na spontaniczny prezent dla rodziny i przyjaciół, dzieci i dorosłych. Niech zamiast kolejnego romansu dla nastolatek z trójkącikiem przeczytają o Miłości – a właściwie o Miłościach – tak prostych, bo w pewien sposób pisanych w naszą naturę, ale jednocześnie tak bardzo dalekich.

Tytuł: „Cztery Miłości”
Autor: Clive S. Lewis
Moja ocena: 7,5/10

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Wielka kolekcja bajek o przygodach Maszy i Niedźwiedzia

Nad fenomenem Maszy i Niedźwiedzia zastanawiał się chyba każdy, kto ma w domu dziecko. Maszki zaatakowały nasze dzieci i atakują zewsząd: z tv, z półe...

zgłoś błąd zgłoś błąd