Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Kretochłony

Tłumaczenie: Stefan Baranowski
Cykl: Tytus Crow (tom 1)
Wydawnictwo: vis-a-vis/Etiuda
5,89 (76 ocen i 9 opinii) Zobacz oceny
10
3
9
1
8
8
7
20
6
13
5
17
4
4
3
7
2
2
1
1
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Burrowers beneath
data wydania
ISBN
8389640430
liczba stron
182
słowa kluczowe
kretochłony brian lumley
język
polski
dodał
Serafin

W pierwszym tomie cyklu Tytus Crow staje przed groźbą, która zawisła nad Ziemią i stawia pod znakiem zapytania podstawy dominacji człowieka na zamieszkanej przez niego planecie; potwornością, która próbuje zawładnąć nim samym!

Dwaj ludzie znają straszną tajemnicę i samotnie muszą stawić opór podziemnym okropnościom...

 

źródło opisu: [Vis-a-vis Etiuda, 2005]

Brak materiałów.
książek: 288
Barcki | 2011-11-23
Na półkach: Przeczytane

Czyta się przyjemnie, ale za co niektóre autorskie pomysły, tudzież próby „modernizacji” mitów Cthulhu, należą się Lumleyowi baty. Najbardziej boli fakt, że w lovecraftowską mitologię wsiąkł moralny dualizm, za czym idzie podział bóstw na dobre i złe (choć z tego co mi wiadomo, nie jest to innowacja które wyszła bezpośrednio od Lumleya, bodajże Derleth wyskoczył z nią pierwszy, aczkolwiek fakt, że Lumley też ją kultywuje czyni go współwinnym). U Lovecrafta potwory urzekały amoralnością, faktem iż same w sobie stanowią prawa kosmosu i ludzkie pojęcie dobra i zła jest im obce i mu nie podlegają. U Lumleya Wielcy Przedwieczni zostali zdegradowani do roli złych „upadłych aniołów”, które mają jakby mniej do powiedzenia niż u Lovecrafta. Wydarzenia przedstawione w „Kretochłonach” sugerują, że przed bóstwami można nie tylko się bronić (co w zasadzie było też do pewnego stopnia dopuszczalne w twórczości samego Cienia z Providence), ale wręcz sukcesywnie je zwalczać. Taka pętla na szyi to dla Lumleya jednak za mało, postanawia zacisnąć ją jeszcze mocniej, stwierdzając że taki Azathoth czy Nyarlathotep to nic innego jak bezosobowe zjawiska fizyczne, zaś ich rzekoma osobowość i kształt to jeno metafora. Sama fabuła i klimat mają więcej wspólnego z „Facetami w czerni” niźli z Lovecraftem. Bolączka Lumleya w wydaniu lovecraftowskim polega w głównej mierze na tym, że rezygnuje on z idei bezbronności bohatera wobec sił wszechświata, proponuje zaś fabułę pełną akcji rodem z filmów sci-fi a jego bohaterowie cieszą się zbyt dużym znaczeniem i możliwościami. U Lumleya szala zwycięstwa przechyla się znacznie na korzyść rasy ludzkiej, co redukuje poczucie grozy, jako że lovecraftowskie diabły okazują się nie takie straszne, jak je sam Lovecraft malował. Do tego dochodzą irytująco infantylne relacje Tytus-de Marigny, które przypominają układ „pan i jego giermek”: ten pierwszy, jako bohater główny, jest moralnie i intelektualnie wypolerowany na błysk, podczas gdy ten drugi jest w niego zapatrzony jak w ruską ikonę. Reasumując, „Kretochłony” potrafią zabawić, czyta się je szybko i przyjemnie, ale pod warunkiem, że Lumleya nie mierzymy tą samą miarą co Lovecrafta, bo to jednak twórczość, która plasuje się parę szczebli niżej, bardziej powszechna i przystępna.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Fastlane Milionera

Książkę przeczytałem jakiś czas temu, niesiony potrzebą rozwinięcia swojego intelektu w sprawach finansowych, biznesowych, o których pojęcia bladego w...

zgłoś błąd zgłoś błąd