7,02 (354 ocen i 39 opinii) Zobacz oceny
10
19
9
37
8
66
7
119
6
63
5
34
4
8
3
6
2
1
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Dead zone
data wydania
ISBN
8373378707
liczba stron
528
słowa kluczowe
powieść, nauczyciel, dar, wypadek
język
polski
dodała
dona

Młody nauczyciel angielskiego Johnny Smith uważa się za człowieka szczęśliwego. Ma ukochaną dziewczynę, jest lubiany przez uczniów i jest przekonany, że w życiu nie spotka go nic złego. Jednak pewnego dnia w wyniku groźnego wypadku samochodowego zapada w śpiączkę. Kiedy budzi się po prawie pięciu latach, z niepokojem odkrywa w sobie niezwykły dar - widzi przeszłość i przyszłość innych ludzi....

Młody nauczyciel angielskiego Johnny Smith uważa się za człowieka szczęśliwego. Ma ukochaną dziewczynę, jest lubiany przez uczniów i jest przekonany, że w życiu nie spotka go nic złego. Jednak pewnego dnia w wyniku groźnego wypadku samochodowego zapada w śpiączkę. Kiedy budzi się po prawie pięciu latach, z niepokojem odkrywa w sobie niezwykły dar - widzi przeszłość i przyszłość innych ludzi. Johnny potrafi przewidzieć dosłownie wszystko, niekiedy więcej, niżby sobie życzył... Niezwykły talent staje się dla niego przekleństwem...

 

źródło opisu: Prószyński i S-ka, 2004

źródło okładki: http://www.proszynski.pl/Martwa_strefa-p-3806-.html

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 954
K-czyta | 2015-08-22
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: sierpień 2015

Takiego Stephena Kinga lubię – skupionego na psychologicznej stronie bohaterów, wnikającego głęboko w ich umysły i dającego czytelnikowi okazję do odkrywania kolejnych prawd o człowieku jako takim. „Martwa strefa” pod tym względem przypomina po trosze „Misery”, „Lśnienie”, „Dolores Claiborne” i „Historię Lisey”, mimo że fabularnie nie jest podobna do żadnego z wspomnianych tytułów. I chociaż pojawiały się w tej historii elementy, które można było poprowadzić nieco inaczej, to nie zmienia to faktu, że czułam się w czasie czytania jakbym przeniosła się w lata siedemdziesiąte XX wieku i poznawała losy osób, które przestały być tylko nazwiskami zapisanymi na kartach książki – Stephen King z powodzeniem je ożywił.

Johny Smith właściwie zapomniał o wydarzeniu, które miało miejsce, gdy był jeszcze dzieckiem. Upadek na lodzie, uderzenie w głowę oraz późniejsze przeczucia zepchnął gdzieś do podświadomości i zostało tylko dziwne wrażenie, że coś ważnego może mu umyka. Minęły lata, a on jako młody mężczyzna, spełniający się w roli nauczyciela, myśli raczej o randce z Sarą – koleżanką z pracy, którą od jakiegoś czasu darzy coraz silniejszym uczuciem. Wspólny wieczór na jarmarku może nie zapadłby mu tak mocno w pamięć, gdyby nie duża wygrana w kole fortuny (Johny po prostu wiedział na jakie liczby stawiać), zatrucie Sary hot-dogiem i fakt, że musiało minąć prawie pięć lat, by zobaczyli się znowu. Mężczyzna wracając do domu uległ poważnemu wypadkowi samochodowemu, zapadł w śpiączkę i właściwie prawie nikt nie sądził, że jeszcze się obudzi. Gdy to wreszcie nastąpiło, jego dar (a właściwie przekleństwo) widzenia losów innych ludzi zaczął mieć znacznie większą siłę niż dawniej.

Obawiałam się, że fabuła mająca w sobie elementy paranormalne niekoniecznie do mnie przemówi, bo zdecydowanie lepiej odnajduje się w historiach bardziej przyziemnych. Na szczęście „Martwa strefa” jest tak mocno osadzona w rzeczywistości, jak tylko się da, a niecodzienne umiejętności głównego bohatera jakoś zupełnie w tym nie przeszkadzają. Stephen King posiada zresztą ogromnie cenną umiejętność kreowania każdego, nawet pozornie niewiele znaczącego, wydarzenia w taki sposób, że mam wrażenie bycia w tym miejscu i czasie, które opisuje. Widzę opisywane przez autora miejsca i niemal namacalnie czuję czy to szalejący akurat wiatr, czy nierówności podłoża. Niby błahe rzeczy, ale dzięki takim szczegółom buduje się klimat i wciąga czytelnika w historię, której ma on stać się częścią. Co ważne, Stephen King robi to wszystko na tyle sensownie, że nigdy nie pojawiło się we mnie poczucie, że ten czy inny opis można by z powodzeniem wyrzucić – tu wszystko jest na swoim miejscu i ma znaczenie.

Akcja w „Martwej strefie” nie biegnie jednotorowo – z jednej strony mamy bowiem Johny’ego i jego zmagania, by wrócić do zdrowia i zmierzyć się z faktem, że przez kilka lat jego śpiączki naprawdę sporo się zmieniło, a z drugiej działającego w Castle Rock mordercę okrzykniętego Dusicielem czy rozpychającego się łokciami na scenie politycznej Grega Stillsona. Oczywiście nietrudno się domyślić, że te początkowo odrębne wątki prędzej czy później jakoś wpłyną na głównego bohatera, ale nie przeszkadza to zupełnie z napięciem śledzić kolejne wydarzenia.

Przyznam, że w przypadku zabójstw spodziewałam się (swoją drogą jak bardzo trzeba uważać na słowa, by nie zdradzić zbyt wiele, znacie to?) nieco innego nawet nie tyle rozwiązania, co momentu, kiedy ono nastąpi. Natomiast polityczna otoczka – akcja dzieje się bowiem w konkretnych czasach, a nie swoistej próżni – nie każdemu może się wydawać interesująca, ale tak naprawdę nabiera ona znaczenia dopiero w dosyć odległej części powieści. Być może pełniejsza znajomość amerykańskich realiów tamtych lat pozwoliłaby lepiej odczytywać niektóre nawiązania, ale Stephen King przedstawia wszystko na tyle zrozumiale, że nie czułam się jakoś oderwana od prezentowanej rzeczywistości. Poza tym to nie polityka odgrywa tu pierwsze skrzypce, ale jak to często u amerykańskiego pisarza bywa - ludzkie słabości. Autor pokazuje, że każdy ma w sobie coś zarówno z Doktora Jekylla jak i Mr. Hyde’a. A gdy ta ciemna strona osobowości bierze górę, wówczas okazuje się jak wiele okrucieństwa może tkwić w człowieku.

Najlepiej siłą rzeczy poznajemy Johny’ego, ale tak naprawdę Stephen King nikogo nie traktuje po macoszemu. Sara musi pogodzić się z tym, że jej życie potoczyło się zupełnie inaczej niż wyobrażała to sobie w dniu jarmarku przed laty; Vera od czasu wypadku samochodowego syna jeszcze mocniej zwróciła się ku religii, niebezpiecznie zbliżając się z każdym dniem ku fanatyzmowi; Herb – ojciec Johny’ego od razu wzbudza sympatię, bo cokolwiek, by się nie działo jest pełen wsparcia i zrozumienia. Oczywiście czasami trudno zachować spokój, ale jego zachowanie wydaje się tym bardziej autentyczne, gdy nie zawsze trzyma nerwy czy myśli w ryzach.

„Martwa strefa” powinna spodobać się tym, którzy (czy to u Stephena Kinga, czy ogólnie) cenią porządnie skonstruowane portrety psychologiczne, historie osadzone w konkretnej, sprawnie uchwyconej, rzeczywistości i nie przeszkadza im, że nie każdy rozdział obfituje w nagłe zwroty akcji (chociaż i tak dzieje się całkiem sporo). W powieści można się poza tym spodziewać kilku istotnych moralnych dylematów i pytań na które brakuje prostej i jednoznacznej odpowiedzi. Może niekoniecznie wybrałabym ten tytuł na pierwsze spotkanie z autorem (tu bezpieczniejsze wydaje się jednak „Lśnienie” czy „Misery”), ale znając już trochę Stephena Kinga muszę stwierdzić, że to było bardzo udane spotkanie.

http://k-recenzjeksiazek.blogspot.com/2015/08/zycie-koem-fortuny-sie-toczy-stephen.html

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Abubaka

Książkę nabyłem w serwisie aukcyjnym za 6, 90 zł. w stanie idealnym (cena z okładki 35), w zestawie z brelokiem do kluczy - t.j. brelok był po pr...

zgłoś błąd zgłoś błąd