Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Historia Lisey

Tłumaczenie: Tomasz Wilusz
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
6,56 (2353 ocen i 258 opinii) Zobacz oceny
10
167
9
231
8
332
7
549
6
436
5
323
4
118
3
131
2
32
1
35
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Lisey`s Story
data wydania
ISBN
9788376489346
liczba stron
536
słowa kluczowe
powieśc, groza, pisarz, śmierć, mrok
język
polski
dodała
dona

Krwawa i baśniowa love story Minęły dwa lata od śmierci Scotta, męża Lisey Debusher Landon. Spędzili razem 25 lat we wspaniałym związku, który spajało głębokie, chwilami wręcz przerażająco intymne uczucie. Scott był sławnym, nagradzanym pisarzem, autorem bestsellerów, ale i bardzo skomplikowanym człowiekiem. Zanim się pobrali, Lisey dowiedziała się od ukochanego o krwawych źródłach jego...

Krwawa i baśniowa love story

Minęły dwa lata od śmierci Scotta, męża Lisey Debusher Landon. Spędzili razem 25 lat we wspaniałym związku, który spajało głębokie, chwilami wręcz przerażająco intymne uczucie. Scott był sławnym, nagradzanym pisarzem, autorem bestsellerów, ale i bardzo skomplikowanym człowiekiem. Zanim się pobrali, Lisey dowiedziała się od ukochanego o krwawych źródłach jego twórczości. Później zrozumiała, że było takie miejsce, do którego Scott zawsze wracał - miejsce przerażające i zarazem kojące, które mogło pochłonąć go żywcem lub obdarować pomysłami i myślami, po to, by miał siłę dalej żyć. Teraz nadszedł czas, by Lisey stawiła czoło demonom Scotta, czas by udała się do Boo`ya Moon. To, co wydaje się początkowo tylko porządkowaniem dokumentów po zmarłym mężu przez wdowę, staje się podróżą w głąb mroku, w którym przebywał za życia Scott Landon.

„Historia Lisey” jest bez wątpienia najbardziej osobistą i szczerą powieścią Stephena Kinga. Sam autor mówi o książce: „jest o miłości, małżeństwie, więzach krwi i szaleństwie”.

„Historia Lisey” to książka znakomita. King nigdy jeszcze tak szczerze i tak osobiście nie pisał o miłości.
Wojciech Orliński, Gazeta Wyborcza

 

źródło opisu: Prószyński i S-ka, 2009

źródło okładki: http://www.proszynski.pl/Historia_Lisey-p-30891-.html

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1329

Ja smerdolę, co za książka... Takie smerdolnięcie w świadomość, że dogłębnie wgryzie się w wasz umysł. Ale do jasnej ciasnej, czyż nie po to..., ja, Ty i cała reszta czytamy książki...? Chyba lepiej jak treść przeniknie i tak smerdolnie nas w myśli, że przez jakiś czas ciężko będzie je pozbierać do kupy, niż żeby przeczytać tak ooo, z lekkim przymrużeniem oka, na odczepnego,od niechcenia, tak aby tylko delikatnie nas pogłaskało..., aby tylko statystycznie odfajkować kolejną przeczytaną książkę. Treść musi w nas uderzyć, powinno nami wstrząsnąć, poruszyć świadomość w taki sposób, aby pamięć znalazła dla niej odpowiednio ważne miejsce.
Wolicie smerdolnięcie? Czy żeby ktoś was pogłaskał literacko?
...odpowiedzcie sobie sami...:P

Większość małżeństw bądź innych długodystansowych relacji ma własny kod szyfrów ( a cała reszta wyznaje zasadę, że milczenie jest złotem, a mowa i zawarte w niej słowa parzą i paraliżują jednocześnie...). Wracając do tych komunikujących się otóż, to ich specjalny język komunikacji, znany tylko i wyłącznie im samym, a kto usłyszy coś z tej mowy, niech się domyśla, bo prawdy raczej nie pozna...
"Historia Lisey" pozwala nam poznać małżeństwo jedyne w swoim rodzaju... Pod względem abstrakcji i malowniczości w wymyślonych słowach, zwrotach biją wszelkie rekordy. Gdyby chcieli, mogliby nawet wydać swój własny słownik o przykładowym tytule "Lisey i Scott - zaszyfrowany słownik małżeński". Na każdej stronie można znaleźć, neologizmy, literackie smaczki typu...
...
...smerdolony, świrolot, zlewoświniak, złamazia, krwawy baf, przypiekarnik, telewszy, duperszwancy, czachotłuk, ...- chcecie dowiedzieć się, co oznaczają, macie ochotę poznać ich więcej, sięgnijcie po książkę, nic trudnego. Tylko w tym wypadku zaspokoicie swoją ciekawość.


*******

Wszystkim nam się wydaje, że mamy całe mnóstwo czasu, że ze wszystkim zdążymy, każdy cel i marzenie wcześniej zaplanowane, zrealizujemy. Planujemy, myślimy o przyszłości, ciągle ścigamy się z czasem, lekceważąc go i ignorując. Chcemy go w sprytny sposób przechytrzyć. Ale to szczwany lis, on tylko stwarza pozory, pozwala nam uwierzyć w tą naszą własną bajeczkę.
...mamy swój własny świat, bliskich, ludzi dla nas ważnych i trwamy tak w tej naszej wymyślonej bajce, w której rzadko kiedy spodziewamy się czarnego scenariusza. Większość myśli tylko o szczęśliwym zakończeniu. Stąd tak wielka popularność filmów z "happy endem" u schyłku historii.
I gdy ta nasza bajka toczy się swoim dotychczasowym tempem, bez żadnych negatywnych przesłanek, że cokolwiek złego się wydarzy, "ZŁO" staje na naszej drodze i zjada nas tak nieoczekiwanie, jak wilk Czerwonego kapturka. Ta niewinna istotka też sobie szła przez ciemny, mroczny, groźny i niebezpieczny las, patrząc na niego przez różowe okulary...
Wówczas tak jak Lisey straciła swojego Scotta, drugą połówkę pomarańczy, część swojej duszy, tak i ktoś traci kogoś równie ważnego. Wtedy samotność chętnie do siebie zaprasza, daje gwarancję przytulenia, zakątka, w którym na spokojnie będzie sobie można zapłakać. Człowiek stanie się odizolowany, wyobcowany, będzie mógł utonąć w swym smutku i rozpaczy. Lecz co z tego, skoro większość nie potrafi sobie z tą pustką poradzić, a na samą myśl o niej drżą, jakby to był ich najciemniejszy mrok...
Dla mnie samotność ( choć może nie znam jej od każdej strony ) nie jest niczym strasznym. Na razie mam bliskich, rodziców, dziadków, siostrę i przyszłość, w której mam ich, a nie mam swojej pokrewnej duszy. Nie wydaje mi się ta moja samotność narazie niczym strasznym. Świat zupełnie już dzisiaj zwariował, a dziewczyny z coraz większą mocą pozbywają się wartości, które dla mnie osobiście są ważne. Dlatego wolę swoją samotność z bliskimi, niż byle jaką, udawaną, odegraną, wymuszoną miłość. Może kiedyś odpokutuje za te słowa, za tą nonaszalancję i być może znienawidzę samotność, gdy poznam ją od innej strony... Wszystko się może przecież zdarzyć. Bo przecież nie znam życia w "podwójkę" i ciężko mi się wypowiedzieć, co by było, gdyby ta "podwójka" rozpadła się na połowę.
Dzięki tej książce, mogłem choć trochę się o tym przekonać. Bo z jej wnętrza wyziera straszny ból po stracie, strach przed samotnością. W trzewiach tej powieści ukrywa się jedno wielkie, bolesne pożegnanie z kimś, kto był dla kogoś częścią duszy...

"Leżała bardzo długo, wspominając pewien upalny sierpniowy dzień w Nashville i myśląc - nie po raz pierwszy - że życie w pojedynkę po tak długim życiu w podwójkę to jedno gumno. Można by pomyśleć, że po dwóch latach człowiek już się przestaje temu tak dziwować, ale nie, czas najwyraźniej nie zdziałał nic, tylko stępił najbardziej tnące ostrze rozpaczy, która teraz raczej szarpała. Bo nic nie było po staremu. Ani na zewnątrz, ani wewnątrz, nie dla niej. Leżąc w łóżku, które kiedyś mieściło dwa ciała, Lisey myślała, że samotność nigdy nie jest bardziej samotna niż wtedy, kiedy człowiek się budzi i uświadamia sobie, że ma cały dom dla siebie. Że jedyne żywe stworzenia to ty i myszy w ścianach." ( str. 24 )

******
Macie swojego długaśnika?? Heh, wcale nie muszę zadawać tego pytania. Nawet nie wiem po co je zadałem. Bez potrzeby! Każdy ma, bez wyjątku, a jeśli się nie przyznaje bądź zaprzecza, to robi to z bardzo poważnych, dla niego samego, przyczyn. Możliwe, że ten długaśnik jest tak przerażający, że sama myśl o nim paraliżuje kogoś strachem. A niekiedy ten długaśnik symbolizuje coś wstydliwego, coś uwłaczającego, spuszczającego na samo dno człowieczeństwa!

"On znowu wyda ten odgłos, tylko głośniej, a na jakimś innym świecie długaśnik, ten pan bezsennych nocy, odwróci swój niewysłowiony głodny łeb. A chwilę później, w tym świecie, Scott Landon tak zupełnie zwyczajnie zadygocze na asfalcie i umrze. Na akcie zgonu znajdzie się coś normalnego, ale ona będzie wiedziała: mroczne stworzenie wreszcie go dostrzegło, przyszło po niego i zjadło żywcem." ( str. 62 - 63 )

NICZYM SERIAL Z NETFLIXU - prowincjonalne miasteczko, magia lat 80, pewna grupka dzieciaków i tajemnicze, mroczne i przerażające sytuacje, wydarzenie, które tworzą zbiór okoliczność wprost z naszych najgorszych koszmarów.
...choć podobieństwo fabularne "Historii Lisey i tego serialu jest znikome, praktycznie żadne, to łączy je pewien element nadający jednemu i drugiemu mroku, napięcia i refleksji nad tym, co by było gdyby to wszystko było możliwe...
--- czy nasza rzeczywistość jest jedyną rzeczywistością? A co jeśli nie? A gdyby gdzieś za zasłoną naszej rzeczywistości ukrywała się inna albo inne, rozmieszczone w czasie i przestrzeni? My ludzie jako cała cywilizacja jesteśmy za mali, by posiąść pewność, by potwierdzić to wszystko dowodami, pewnikami. Są zwolennicy istnienia mnóstwa rzeczywistości, ale to zaledwie jedna z wielu teorii, która dzieli opinie całego świata...
W "Historii Lisey" i w tym serialu za zasłoną prawdziwej rzeczywistości ukrywa się inna, mroczna, przeraźliwa do szpiku kości, aż włos jeży się na całym ciele...Odnosząc ten element tylko do książki chciałbym dodać, że to między innymi jego obecność w powieści skutkuje tym, że tak ciężko przebrnąć przez treść tej książki. Wielu czytelników zwróciło na to właśnie uwagę, narzekając na to, że męczy, przytłacza, że jest zbyt ciężka. Faktycznie, muszę potwierdzić, że niesie ona ze sobą owe obciążenie, ale to czyni tę książkę jedyną w swoim rodzaju. By zasłużyć na coś dobrego, trzeba się trochę namęczyć. Podobnie jest z książkami, żeby wypełnić świadomość czymś wartościowym, co odciśnie się w jakiś sposób w naszej pamięci, myślach, trzeba się czasem trochę namęczyć. Nic nie przychodzi łatwo.
Prawdziwa rzeczywistość z książki miesza się z tą mroczną rzeczywistością. To utrudnia czytelnikowi skupienie uwagi, rozprasza jego koncentrację, sprawiając, że traci rozeznanie, wybija się z rytmu. Do tego cała książka jest naładowana bogactwem neologizmów, nasycona emocjonalnością, wyjątkową w tym przypadku szczerością samego Kinga.
TO WSZYSTKO CZYNI TĘ KSIĄŻKĘ TRUDNĄ, ALE ZA TO, JAK WIELKA BIJE Z NIEJ WARTOŚĆ...- za okładką tej powieści ukrywa się niezwykle wartościowa treść, bardzo bliska sercu i duszy samego czarodzieja z Maine...

A WSZELKIE NISKIE OCENY, NIEPOCHLEBNE OPINIE W ZDECYDOWANEJ WIĘKSZOŚCI WYNIKAJĄ Z NIEZROZUMIENIA TREŚCI. TYM ŻE WŁAŚNIE TE OSOBY NIE POSTARAŁY SIĘ O WŁAŚCIWE SKUPIENIE, KONCETRACJĘ *** CZĘŚĆ TEGO ROZPROSZENIE MOŻE WYNIKAĆ Z NIEZNAJOMOŚCI OGÓLNEJ TWÓRCZOŚCI SAMEGO PISARZA I TEGO CO W TYCH KSIĄŻKACH O SOBIE OPOWIADA
***
KRYTYKA BARDZO CZĘSTO POWIĄZANA JEST Z NIEWIEDZĄ I UBYTKIEM MERYTORYCZNYCH INFORMACJI.
...
SAM SIEBIE NIE UWAŻAM ZA WIELKIEGO INTELETKUALISTĘ, WOBEC TEGO NIECH NIKT MI NIE ZARZUCA ZAROZUMIALSTWA. NA SWÓJ WŁASNY SPOSÓB STARAM SIĘ ROZUMIEĆ WSZYSTKO CO MNIE OTACZA. DLACZEGO DOSTRZEGAM W TEJ KSIĄŻCE TAKĄ WARTOŚĆ, TAK WIELE ŻYCIOWYCH REFELKSJI, PRZEKAZU ZŁOTYCH MYŚLI...A NAJWIĘKSI KRYTYCY NIE DOKOŃCA?? NIE MAM ZIELONEGO POJĘCIA. PO PROSTU UWAŻAM, ŻE PRZECZYTANIE TEJ KSIĄŻKI ZE ZROZUMIENIEM NIE JEST ŻADNYM MOUNT EVERESTEM, ANI ŻADNYM KAMIENIEM MILOWYM. NIC TRUDNEGO, WYSTARCZY SPOJRZEĆ NA NIĄ Z ODPOWIEDNIEJ PERSPEKTYWY
***
WYDAJE MI SIĘ, ŻE CONIEKTÓRZY LENIWIE PRZECZYTALI TĘ KSIĄŻKĘ WPLĄTUJĄC W TO WSZYSTKO MNIEJSZĄ BĄDŹ WIĘKSZĄ DAWKĘ OBOJĘTNOŚCI...NIE PRZYŁOŻYLI SIĘ JEDNYM SŁOWEM MÓWIĄC, CZYTAJĄC NA ODWAL, NIE WIDZĄC W NIEJ NIC WYJĄTKOWEGO.
...
BY KSIĄŻKA DAŁA CZYTELNIKOWI COŚ OD SIEBIE, BY SPEŁNIŁA SWOJĄ ROLĘ, BY OTOCZYŁA GO MAGIĄ, EMOCJAMI I ZAWARTĄ W NIEJ PRAWDĄ, PRZESŁANIEM, ON JEJ RÓWNIEŻ POWINIEN POŚWIĘCIĆ NALEŻYTĄ UWAGĘ, ODDAĆ SIEBIE SAMEGO NA TEN CZAS, KIEDY BIERZE JĄ DO RĘKI, PRZEKŁADAJĄC KARTKI, KARMIĄC SIĘ SŁOWAMI. A WTEDY, GDY FIZYCZNIE KSIĄŻKA TA BĘDZIE DALEKO OD NIEGO, STANIE SIĘ CZĘŚCIĄ JEGO ŚWIADOMOŚCI I W JEGO PAMIĘCI BĘDZIE NA WYCIĄGNIĘCIA RĘKI...

"HISTORIA LISEY" STAŁA SIĘ BLISKĄ CZĘŚCIĄ MOJEJ ŚWIADOMOŚCI, PODOBNIE JAK WIĘKSZOŚĆ JEGO KSIĄŻEK...!!!

"- Ale jeśli każda książka jest małym światełkiem - a tak sądzę, muszę tak sądzić, nawet jeśli to wieśniactwo, bo przecież sam piszę, no nie - to każda biblioteka jest fantastycznym, odlotowym, wiecznie płonącym ogniskiem, wokół którego dziesięć tysięcy ludzi może stanąć i ogrzać się o każdej porze dnia i nocy." ( str. 49 )
....
"Tutaj spluwamy niepamięci w pysk i kopiemy ignorancję w starą pomarszczoną dupę." ( str. 49 )

Spluńcie niepamięci w pysk, kopnijcie ignorancję w starą pomarszczoną dupę i ogrzejcie w jednym z pokoi, który na szyldzie ma tytuł " Historia Lisey" i tworzy zbiór jednej, wielkiej kingowskiej biblioteki. W każdym pokoju się ogrzejecie moca i ogniem, żarem i piekłem jego słów... Zapewniam was będzie wam bardzo ciepło...:)

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Exodus

Tak trudno ocenić tę powieść. Niby jest tu wiele: różne miejsca w Europie, miłość, tragedia rodzinna, media społecznościowe, uzależnienie od gadżetów...

zgłoś błąd zgłoś błąd