Dołącz do nas! To proste.
» Własna biblioteczka
» System rekomendacji
» Zobacz, co czytają znajomi
» 100 tys. zarejestrowanych użytkowników
» 139 tys. książek
» Ponad 229 tys. recenzji
Stwórz własną internetową biblioteczkę,
pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!

To

Autor:

więcej informacji
tłumaczenie: Robert Lipski
tytuł oryginału: It
wydawnictwo: Zysk i S-ka
data wydania: 2003 (data przybliżona)
ISBN: 83-7298-374-7
liczba stron: 1214
słowa kluczowe: powieść, zbrodnia, gwałt, dzieci
język: polski
typ: papier
dodał: dona
8.25 (68 ocen i 9 opinii)

Derry w stanie Maine, miejsce ledwie widoczne na mapie. Dochodzi tu do wyjątkowej eskalacji zbrodni, okrutnych morderstw, gwałtów i tajemniczych wypadków. W kanałach miasteczka zalęgło się To. Bliżej... Derry w stanie Maine, miejsce ledwie widoczne na mapie. Dochodzi tu do wyjątkowej eskalacji zbrodni, okrutnych morderstw, gwałtów i tajemniczych wypadków. W kanałach miasteczka zalęgło się To. Bliżej nieokreślone, przybiera najróżniejsze postacie – klauna, ogromnego ptaszyska, głosu w rurach. Poluje na dzieci. Tylko dzieci potrafią To dostrzec. I dlatego właśnie one stają do walki z potworem. Mija dwadzieścia kilka lat i To powraca. Dzieci są już dorosłymi, ale muszą odnaleźć w sobie dziecięcą wiarę, lojalność i odwagę, by skutecznie stawić mu czoła. pokaż więcej.



Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Moja ocena:
loading
Opinie znajomych
Sprawdź czy twoi znajomi napisali opinie lub dodali książkę do biblioteczki. Zaloguj się
Dyskusje o książce


Opinie czytelników
Przeczytana: 2001 rok

Nie jestem wielkim fanem horrorów, ale nie czytałem lepszej książki z tego gatunku. Pomimo ponad 1000 stron czyta się jednym tchem. Akcja porywa i trzyma w napięciu do samego końca. Dobrze rozbudowane wątki poboczne. Polecam wszystkim, którzy mają chęć na prostą i przyjemną rozrywkę na pożądnym poziomie.


Przeczytana: 22 maja, 2010

"To" jest w dużej części zbudowane na najstarszej i najbardziej skutecznej sztuczce horrorów: straszne straszy bardziej. Długo nie wiemy, co właściwie pojawia się w amerykańskim miasteczku Derry - czy jest to duch, demon, coś jeszcze gorszego? I na tym "To" bardzo zyskuje - pierwsza część, będąca retrospekcją, jest w istocie straszna, a czytelnik ogląda się przez ramię, bojąc się, czy nie stoi za nim upiornie uśmiechnięty klown.
Druga część tej powieści jest niestety dużo nudniejsza - tytułowe To nabiera bardziej realnego kształtu i nie straszy już tak bardzo. Według mnie ten fakt wynika z tego, że przez większą realność czy może fizyczność Tego, paradoksalnie To traci na prawdziwości. Przynajmniej mnie było już dużo ciężej uwierzyć w książkowe wydarzenia. Stawały się faktycznie bardziej książkowe niż rzeczywiste.
Jeszcze w trakcie czytania byłam pewna, że "To" dostanie trzy gwiazdki, ale im głębiej zanurzałam się w tę długą, bo ponad tysiącstronnicową powieść, tym bardziej byłam przekonana, że niestety poza te trzy gwiazdki się nie wybije. Z dużym zaskoczeniem po skończeniu książki stwierdziłam, że dorzucę jeszcze jedną gwiazdkę.
Za co? Za to, po czym jak najbardziej subiektywnie poznaję, że książka była dobra. Za żal, że się skończyła. Zawsze, gdy kończę książkę, film czy serial, które mi się podobały, czuję żal, że rozstaję się z jego bohaterami, których polubiłam, z którymi się zżyłam - i ciężko mi przychodzi zostawienie ich. To uczucie towarzyszyło mi przy czytaniu ostatniego akapitu "Tego". I dlatego, mimo chwilowych dłużyzn, mimo rozczarowań z powodu przegadanej drugiej części książki, z czystym sumieniem mogę ją określić jako "bardzo dobrą".


Przeczytana: 15 sierpnia, 2011

Gdy jest się dzieckiem wszystko jest inne. Bardziej przerażające. Zgaszone światło lampki przy łóżku. Ono zawsze powodowało, że pojawiały się potwory. Uchylone drzwi od szafy, choć mógłbyś przysiąc, że jeszcze przed sekundą były domknięte. Gałęzie poruszane za oknem przybierały kształty długorękich upiorów, które stukały w szybę puk puk puk, rzucając cienie na podłogi oświetlane blaskiem księżyca. Może to jednak nie nasze otoczenie bardziej nas przerażało, ale my widzieliśmy więcej. Czy zło pisane krwią, której nikt inny nie widzi, naprawdę istnieje? Czy odnajdziemy w sobie siłę, by je zwalczyć? By znowu pokonać TO?

Bill, Stan, Mike, Richie, Beverly, Eddie i Ben, a po drugiej stronie Derry i To. Miasto zaczyna napawać lękiem niejednego mieszkańca. Brutalne morderstwa, gwałty, nierozwiązane sprawy sprzed lat, które zdają się powracać. Choć już raz To zostało pokonane, nie umarło. Siedmioro śmiałków przysięgło, że jeśli znowu się pojawi, powrócą. Choć przeszłość została wyparta z ich umysłów, muszą ją przywrócić, przypomnieć sobie, czym jest To i jak je zwalczyć. Czy własne lęki im nie przeszkodzą? Czy po tylu latach znów będą potrafili połączyć swoje siły, zaufać sobie i walczyć o siebie i ratunek dla Derry? Przed nimi wielki sprawdzian, który ma znów wydobyć z nich dziecięcy zapał, wiarę i upór, by ostatecznie pokonać To.

Nie wiem, jak to możliwe. Czytacie książkę, która zajmuje was czytaniem na kilka dni. Ponad tysiąc stron odkrywania najgłębiej skrywanych leków i mrocznych zakamarków z przeszłości. A kiedy już zrozumiesz, gdzie czai się zło, zaczynasz omijać wszystkie kanały w swoim mieście i bać się wejść do łazienki, aby nic nie przemówiło do ciebie z rur. Wyobraź sobie moją konsternację, gdy po pierwszych kilku rozdziałach, gdzie obraz clowna był najmocniej uwydatniony, w mieście zauważyłam czerwony balon, pałętający się samotnie po ziemi. Zupełnie taki sam, jaki w swych dłoniach trzymało To.

Do walki z Tym staje siódemka młodych ludzi. Bo choć spotykają się po tylu latach, muszą powrócić do tego, co było. Ich umysły wciąż są młode, wciąż są tak samo wspaniałe i lojalne wobec pozostałych. Każdy z nich ma swoje lęki z przeszłości, które teraz ich doganiają. Każdy z nich ma tajemnice z teraz, o których nie potrafi mówić głośno. Przez to dla każdego z nich To przybiera inną postać. Niezwykłe połączenie kilku umysłów, których wytrwałość i nadzieja, że Derry jeszcze może się otrząsnąć z koszmaru, który dręczył je przez tyle lat i wciąż do niego powracał. Jeżeli chcielibyśmy mieć kogoś u swego boku, walcząc ze złem, to tylko tę siódemkę. Z nimi wszystko wydawało się prostsze, a przede wszystkim możliwe.

To zajmuje czas na długo. To jednak pierwsza tak gruba książka, którą przeczytałam z własnej chęci, nie martwiąc się o to, że nie zdołam się z nią uporać. Tutaj historia nas pochłania. Zdaje się, że To jest obok nas, że zaraz pochwyci nas swoimi łapami, że pojawi się przed nami w najbardziej przerażającym nas kształcie. Tutaj idziemy razem z bohaterami ramię w ramię kanałami, by zgładzić To, by uratować Derry. Tutaj jesteśmy częścią całej historii i naprawdę To jest także naszym bezimiennym koszmarem.

Stephen King w swoim najdoskonalszym wydaniu. Nie sposób odmówić mu talentu do budowania grozy. Najwspanialsze w jego dziełach jest to, że wydobywa strach z nas samych, dociera w zakamarki umysłów i zaszczepia w nas coś, co nie pozwala przejść bez emocji ulicami miasta czy spać spokojnie. Horror, który u niego jest zawsze niekonwencjonalny, mistrzowsko zbudowany, dokładnie opisany i pochłaniający na wiele dni poprzez czytanie, a potem kolejne dni na odkrywanie własnego strachu, zła, które też zdaje się czaić gdzieś obok nas.

Jeżeli pragniecie horroru, który przeniesie się do waszych domów, który niemalże zalęgnie się w waszym świecie, sięgnijcie po To. Może pojawić się u was tak jak w Derry - bezimienne i przerażające...


Przeczytana: 2009 rok

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Przez wielu uznawana za najlepsze dzieło Stephena Kinga i kluczowe w jego twórczości z czym mogę się w pełni zgodzić. Moje zdanie podzielą osoby, które lubią dokładne opisy i długie wywody pisarza bo tego w książce nie brakuje - w sumie książka liczy 1102 strony.
Sama fabuła - niepowtarzalna i jedyna w swoim rodzaju, długie wątki nie pozwalają zgubić się w akcji jak i w tym "kto jest kim" jeśli chodzi o bohaterów.


Przeczytana: 21 kwietnia, 2011

Nie bez powodu ta książka plasuje się w czołówce dokonań Kinga przez wielu jego czytelników. Może nie jest to mój numer jeden, ale pozycję tą oceniam bardzo wysoko.
Klimat lat pięćdziesiątych, dziecięca przyjaźń, wakacyjne zabawy.
Książka o dorastaniu, o tym momencie gdy uświadamiasz sobie, że nie wszystko będzie takie łatwe, że istnieją problemy którym niełatwo stawić czoła. Pojawiają się rozterki, pierwsze dojrzałe myśli i pierwszy olbrzymi strach z którym należy się zmierzyć, a nie uciekać.
Te części traktujące o dzieciństwie podobały mi się najbardziej. Nie było w nich zbędnych historii. Natomiast gdy akcja przenosiła się w lata osiemdziesiąte zapał nieco spadał. Tutaj były momenty, że się nudziłam i mi się dłużyło.

O jednym muszę wspomnieć: postacie głównych bohaterów jak i drugoplanowych zostały rewelacyjnie nakreślone. Każda na swój sposób charakterystyczna. Chociaż wydawało mi się, że Stan i Mike nie pasowali do końca do całej grupy... Wydaje mi się, jakby King ich nieco zaniedbał i możliwe, że był to zabieg celowy.

Uwielbiam Richiego!!! Po prostu ileż ja razy się śmiałam z tego gościa jak czytałam. Jedna z lepszych postaci - zyskała moją duuuużą sympatię.
Gawędziarstwo Kinga w tym przypadku rzadko kiedy mi przeszkadzało. Uważam, że poza kilkoma bzdurami pod koniec wszystko jest na miejscu.

Przyczepię się do zakończenia, ale tylko troszkę. Mnie ono nie przekonało. Takie nieco mdłe było i chaotyczne.

Mimo powyższych dwóch kwestii książkę oceniam bardzo wysoko i sam fakt, że odczuwałam swego rodzaju żal i pustkę, gdy ją skończyłam mówi wiele za siebie.

Będę polecała, choć nie wszystkim. Na pewno nie tym, którzy lubią szybką akcję i konkrety - choć moim zdaniem nie wiedzą co tracą :)


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 06 lipca, 2010

Geniusz w najczystszej postaci. Opowieść, podczas której, każdy znajdzie coś, czego będzie się bał. King wyciąga wszystkie nasze słabości na wierzch: czy to straszny klown, ogromny ptak, głos w rurach, trędowaci, wilkołaki, krew, rekiny i inne ciekawe stworzonka mrożące krew w żyłach. Można przypomnieć sobie czasy dzieciństwa i lęków. Czytając można złapać parę kryzysów, kiedy ma się ochotę odłożyć na półkę i nigdy więcej nie otwierać, ale nie warto, trzeba brnąć dalej przez ponad 1000 stron, bo zakończenie- choć zaskakujące- pozostaje długo w pamięci. Zdecydowanie polecam ;)


Na półkach: Przeczytane

Najlepsza książka jaką do tej pory przeczytałam. Coś niesamowitego. Ogólnie trudno mnie czymś przestraszyć i zaskoczyć ale 'TO' czytałam z duszą na ramieniu, pełna obaw o losy bohaterów. Zjawiskowo przerażająca! Ta książka zostanie w mojej pamięci na zawsze. Nawet nie wiem kiedy minęło te 1000 stron. Z pewnością jeszcze do niej powrócę. POLECAM! Prawdziwe masterpiece!


Przeczytana: 12 lipca, 2011

Zaskakująca książka z bohaterami z krwi i kości. Majstersztyk!

Mimo 1215 stron, które czytałam około trzech tygodni ani razu nie pomyślałam o porzuceniu lektury. Tutaj King dostaje ode mnie wieeelkiego plusa. Jestem pewna, że zapamiętam ją na dłużej i być może kiedyś powrócę. Ponieważ niesamowicie zżyłam się z jej bohaterami z żalem odkładam TO na biblioteczną półkę.

Książka napisana świetnym stylem i przystępnym językiem. Akcja toczy się równym, w miarę szybkim rytmem, ale pod koniec przyspiesza roztaczając wokoło atmosferę niepewności. Następnie zwalnia do spokojnej opowieści, ale zaskoczenia nie brakuje. Nie możesz wiedzieć co będzie dalej. King zaskakuje pomysłem i bardzo realistycznym przedstawieniem zarówno wydarzeń jak i postaci. Bohaterowie są wyraziści i prawdopodobni. Długie, drobiazgowe opisy - z początku wydające się zbędne - wprowadzają nas w życie postaci, które zaczyna przypominać koszmar.

Wydarzenia toczą się równocześnie w 1958r. i 1984r w małym angielskim miasteczku Derry. Bill, Eddie, Richie, Stan, Mike i Beverly – grupa siedmiorga dzieciaków - usiłują pokonać TO. Po latach - na mocy przysięgi - wracają do Derry i chcą zrobić to samo. Niestety ich liczba uległa zmianie. Jest ich sześcioro. Przybywają bez Stana. Udaje im się. Zabijają TO. Nie brakuje ofiar. Eddie umiera podczas walki. Ich krąg zmniejsza się do czterech osób, ale moc wciąż jest taka sama.

Derry nie wyróżnia się niczym poza zbrodniami. Ich brutalność przekracza wszelkie granice. Trupy pozbawione rąk, nóg, głów… znajdujemy na każdym kroku. TO poznajemy pod różnymi postaciami. To co zobaczymy zależy do tego, co budzi w nas strach. Trędowaci, wilkołaki, klowny, wielkie ptaki… King w doskonały sposób ukazuje wszystkie strachy dzieciństwa, które po latach prześladują dorosłych.

Wracając do bohaterów chciałbym aby niektóre wątki były bardziej rozwinięte. Miło byłoby je przeczytać.

TO to nie tylko świetny horror, ale także znakomita powieść psychologiczna sięgająca do ludzkiej podświadomości i wyobraźni.

Nie bałam się ani razu, ale to nie wpływa na moją opinię o tej książce.

Chylę czoła Stephenowi za takie dzieło.


Przeczytana: 25 grudnia, 2011

“TO” jest powieścią, której nigdy nie zapomnę. Po pierwsze dlatego, że książka autentycznie straszy. Po drugie dlatego, że King (znowu) pokazuje bohaterów tak wspaniale skonstruowanych, że poznawanie ich historii jest (przeważnie) bardzo zajmujące. Po trzecie - nigdy nie zapomnę “TEGO” z powodu rozczarowania, jakie przeżyłem gdy skończyłem 2/3 książki i zacząłem zbliżać się do końca.

Akcja książki dzieje się w słynnym już, fikcyjnym miasteczku Derry w stanie Maine. Tu warto dodać, że w zasadzie “TO” jest matką wszystkich książek o Derry, warto się z “TYM” zapoznać przed sięgnięciem po kolejne, z tą miejscowością mające wiele wspólnego, jak chociażby Bezsenność, Łowca snów czy nawet najnowszą Dallas ‘63. W każdej z nich mniej lub bardziej akcja nawiązuje do wydarzeń znanych z “TEGO”. Nigdy w stopniu nie pozwalającym na dobrą zabawę, ale zabawa będzie jeszcze lepsza, gdy dowiemy się co też działo się w 1958 roku dokładnie, skąd się wzięła powódź w latach osiemdziesiątych i tak dalej. Dodamy sobie w ten sposób klimatu.

“TO” opowiada o grupie przyjaciół, którzy pod koniec lat sześdziesiątych ledwo co przekroczyli dziesiąty rok życia. Mamy tu do czynienia z ciekawostką w sposobie prezentacji akcji - równolegle obserwujemy wydarzenia z 1958 roku oraz z 1985, kiedy ci sami bohaterowie ponownie, po latach zawitali do Derry. Znowu w celu zmierzenia się z “TYM”. Wydarzenia się przeplatają, często jeden rozdział przechodzi w kolejny, lecz rozgrywający się ćwierć wieku wcześniej (bądź później).

Podaruję sobie próby określenia bez spoilerowania TEGO. Zaznaczę jedynie, że TO bywa przerażające, szczególnie gdy czytelnik spróbuje odnaleźć siebie samego z czasów, gdy sam miał lat jedenaście czy coś koło tego. King nazywany jest Mistrzem nie bez powodu, więc umieszczenie siebie samego wśród bohaterów jest banalnie proste, a lektura natychmiast robi się klaustrofobiczna, klimat jest potwornie ciężki, a wydarzenia tu opisane są autentycznie straszne.

Sytuacja zachwytu nad “TYM” trwała do połowy powieści. Potem nagle do głosu doszedł ten King, którego znam z m.in. Bastionu czy “Łowcy snów” - zacząłem cierpieć na nadmiar informacji o postaciach. Lektura zaczęła się dłużyć, była wręcz nudna. Autor oddala moment, w którym czas na konfrontację czy wyjaśnienia, bawiąc się kolejnymi przetasowaniami w przeszłości i teraźniejszości, odkrywając coraz to nowsze karty wydarzeń, niestety coraz słabsze, coraz bardziej psujące historię. Ale najgorsze dopiero przed nami, bowiem na sam koniec powieści przychodzi ten King, którego pamiętamy zLśnienia i Ręki mistrza, lecz w “TYM” jest jeszcze bardziej destruktywny. To, co prezentuje na końcu, sposób, którym wyjaśnia istotę TEGO jest tragiczny. Dla mnie wręcz nie do przyjęcia. Zakończenie “TEGO” to prawdopodobnie największe literackie rozczarowanie, jakie przeżyłem w życiu. Nigdy bym się nie spodziewał, że autor może aż tak odlecieć w swojej wyobraźni, by z realnej grozy zrobić równie autentyczną groteskę, a przez zupełnie zbędne dodanie elementów “kosmicznych” kompletnie zniszczyć wspaniałe dzieło, jakim książka była przez pierwsze 2/3 swojej objętości. To, co King tu przygotował jest po prostu trudne do opisania, w głowie się nie mieści, jak mógł tak zepsuć coś, co zdawało się być tak dobre.

Trudno wystawić ocenę wyrażoną cyfrą. Jest to książka jednocześnie genialna i beznadziejna, w której to, co najbardziej w Kingu lubię spotyka się z tym, czego w Jego prozie nienawidzę. Przekolorowane zakończenie, gigantyczny fajerwerk, którego nawet hollywood by nie zaakceptowało, uderza o wiele bardziej niż w “Lśnieniu”, bowiem “TO” jest też od “Lśnienia” o wiele bardziej wciągające, ale i przerażające. Zatem jednoznacznej oceny książki nie będzie, bowiem zasługuje ona zarówno na 9/10, jak i na 1/10.


Przeczytana: 20 lutego, 2011

Czego baliście się jako dzieci? Ptaka bądź rur odpływowych, chociaż nie macie pojęcia, dlaczego miałyby was przerażać? A może klauna, który, zamiast rozśmieszyć, wywołał odrazę i przerażenie? Wilkołaka, którego widzieliście w kinie? Cokolwiek to było, pamiętacie na pewno do dziś. Coś, co spędzało wam sen z powiek i wybijało z głowy pomysły takie jak nocny biwak w ogrodzie kolegi czy samotne spacery po lesie. Co byście zrobili, gdyby wasz strach ucieleśnił się, gdy byliście dziećmi, a potem wrócił wiele lat później, chociaż wy straciliście już całą dziecięcą siłę? Ucieklibyście? A może spróbowalibyście ponownie pokonać To?

Siedmioro dorosłych pochodzących z Derry w stanie Maine stanęło przed takim właśnie problemem. Gdy byli dziećmi, stali się świadkami serii morderstw, dokonywanych przez tajemnicze To. Trudno określić, czym właściwie ono jest. Dla każdego z nich objawiało się pod inną postacią, jednak Temu zawsze niezmiennie towarzyszyło dławiące, paniczne przerażenie. Dwadzieścia kilka lat temu udało im się je pokonać. Teraz ponownie muszą zdobyć się na odwagę, którą wówczas mieli.

Stephen King dobrym pisarzem jest. Jak dobrym, mówi się różnie, ale z pewnością umie tworzyć historie wraz z pełnym wyposażeniem. Co więcej, umie też oddziaływać swoim tekstem na czytelnika – ta sztuka rzadko któremu autorowi się udaje. Tym razem King postanowił odwołać się do uczucia, które siedzi w nas najgłębiej: do strachu. Konkretniej rzecz ujmując, do strachu z dzieciństwa. Podczas lektury pytałam kilka osób, czy boją się klaunów, ponieważ sama nawet nie bywałam w cyrkach, więc jegomoście z pudrem na twarzy i pomarańczowymi pomponami przy kostiumie nie wydawali mi się straszni. Ponad połowowa moich rozmówców żywo potwierdziła. Zapytałam: ale co właściwie jest w tym klaunie takiego przerażającego? Nie umieli odpowiedzieć. I to jest właśnie sedno sprawy. Dzieci boją się, chociaż nie wiedzą czego, nie mają podstaw. Pokonanie strachu jest największym zwycięstwem, jakie można odnieść, mając dziesięć lat. Dorośli z kolei wszystkie swoje strachy racjonalnie wyjaśniają. Zamiast duchów boją się nowotworu albo Urzędu Skarbowego. King rozłożył uczucie przerażenia w obydwu przypadkach na czynniki pierwsze i pokazał je czytelnikowi od góry do dołu, mówiąc: sam dotknij, zobacz, jak to działa. Czytelnik wyciąga więc rękę, dotyka, nieznacznie blednie... a potem, odkładając książkę na szafkę nocną czuje silny niepokój, bo z okładki w drapieżnym uśmiechu wykrzywia się do niego wychylający się z kanałów klaun. (Z autopsji. Mnie ten obrazek naprawdę niepokoi).

Siłą tej książki jest nie tylko sam strach we wszystkich tego słowa znaczeniach i przejawach, ale także złożoność całej historii. Podczas lektury poznajemy od podszewki bohaterów, a także ich rodzinne miasteczko, Derry, wraz ze wszystkimi jego urokami i brudami. Jest ono opisane tak dokładnie, że mamy wrażenie, iż miejsce to istnieje naprawdę, a King pełni tylko rolę autora szczegółowego reportażu. Równocześnie obserwujemy mieszkańców Derry, z których najważniejsza jest oczywiście owa siódemka dzieci. Jak na tak dużą liczbę głównych bohaterów, King wykreował ich naprawdę po mistrzowsku, starannie, różnorodnie i z klasą właściwą świetnemu pisarzowi. Bill jest nieco melancholijnym przywódcą całej grupki; Richie – mój faworyt – pełni rolę dyżurnego wesołka; Ben jest wyposażony w doskonały zmysł architektoniczny oraz spory brzuch; Eddiego matka wychowuje na rasowego hipochondryka; Stan pełni rolę najdojrzalszego i, co za tym idzie, najbardziej racjonalnego z nich, ale nie zawsze wychodzi mu to na dobre; Mike musi radzić sobie z kłopotami związanymi z kolorem jego skóry; Beverly stara się nie nienawidzić swego ojca, który bardzo się o nią martwi, a zmartwienie to okazuje w dość osobliwy sposób. Każde z nich ma własne problemy, marzenia, radości, smutki i strachy, które ich połączyły. I muszą pozostać razem, by pokonać...

....To. Klaun, wielkie ptaszysko, wilkołak, gigantyczna gałka oczna, trędowaty, głos w rurach. Do wyboru, do koloru. Jeśli nie wiesz, czego się boisz najbardziej, To ci pokaże. Ma tak wiele oblicz, jak wiele twarzy ma ludzki – dziecięcy – strach. Która jest najstraszniejsza z nich? Myślę, że klaun Pennywise. On bije na głowę niemal wszystkie literackie czarne charaktery, z jakimi dotąd się spotkałam. Z początku uśmiecha się, podaje pęk balonów, opowiada kawał, zaprasza do wspólnej zabawy, a potem nagle łapie za nadgarstek i ściąga do kanałów. Bo tam na dole wszystko unosi się w powietrzu, tam na dole wszyscy pływamy, a ty zaraz do nas dołączysz, ty też będziesz pływał...

Czy „To” jest najstraszniejszą książką Kinga? Nie wiem. Dla mnie, osoby stojącej już ponad dzieciństwem, ale nadal poniżej dorosłości, tak. Lekturę musiałam dzielić na części, które odgradzały od siebie całe miesiące. Nie byłam w stanie przeczytać jej jednym ciągiem. Nadrabiałam to jednak faktem, iż książkę brałam do ręki między północą a czwartą nad ranem. To jest opowieść, którą należy poznać w samotności, po ciemku, sam na sam z wymalowanym na okładce klaunem. Jako podsumowanie przyznam jeszcze, że ostatnio zorientowałam się, iż obok drogi, którą niemal od dziesięciu lat przemierzam co rano, znajduje się wylot rury kanału. I wiecie co? Chyba zmienię trasę.

[ http://butelka-rudego.blogspot.com/2011/10/to-stephen-king.html ]


Przeczytana: lipiec, 2010

Mnóstwo długich i szczegółowych opisów lekko mnie zniechęcało. Początkowo ciężko i bardzo wolno czytało mi się tę powieść. Lecz coś mnie jednak zaciekawiło. To niesamowite napięcie. Ta tajemnica. Ten strach. Kiedy ją czytałam, momentami byłam wręcz PRZERAŻONA. Postaci są niezmiernie dokładnie stworzone, z dbałością o każdy szczegół. Bardzo ciekawe jest rozgrywanie się akcji w dwóch czasach - w dzieciństwie i w dorosłości bohaterów. Interesującą budowę ma też moment wchodzenia do kanałów, w którym te dwa czasy się przeplatają i na siebie nakładają. Prawdziwa akcja zajmuje naprawdę niewielką część powieści, jednak warto wytrwać do końca, bo żaden, naprawdę żaden opis nie jest tutaj umieszczony przypadkiem.
PS. A klauny już nigdy nie będą dla mnie takie same. Baloniki też.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 2010 rok

"Babciu TO jest zajebiste!" :D A tak na poważnie jest to absolutny top jeśli chodzi o Kinga i w ogóle w gatunku horroru, dreszczowca i może nawet fantasy... Niesamowita i przerażająca a zarazem bajeczna i z humorem. Przez te ponad tysiąc stron lektury naprawdę można zżyć się z bohaterami i ich szczerze polubić. Polecam nie tylko fanom gatunku, a to dlatego że świetnie została w niej poruszona kwestia dzieciństwa, młodości, późniejszej dorosłości oraz borykania się z przeszłością i własnymi lękami a to wszystko osadzone w pełnym klimatu opisie Ameryki końca lat 50-tych i rodzącego się rock and rolla... Po prostu cudowna powieść :) Przyznam szczerze że pod koniec się wzruszyłem i mało nie uroniłem łezki (co mi się nigdy nie zdarza a już na pewno nie przy horrorach) ...zamierzam przeczytać to za jakieś dwadzieścia lat i powrócić do tej historii tak jak bohaterowie musieli powrócić... Heejhoo Silver! Naprzód!


Na półkach: Przeczytane, Ulubione

Książka o przyjaźni, nie tylko straszy, ale także krzepi. Dobra próba literackiego talentu mistrza horroru, który jest świetnym obserwatorem i kreatorem postaci.


Na półkach: Przeczytane

Nie zawaham się użyć tego słowa. Arcydzieło. Świetny horror, a jednocześnie przejmująca opowieść o dzieciństwie i dorastaniu.


Przeczytana: 08 lipca, 2011

Doskonale zdaję sobie sprawę, jaki błąd robię przy Kingu. Zamiast czytać jego ksiązki od najgorszych, to czytam od najlepszych. Ale mniejsza o to.
To . Wagą tej książki jest to, ze czytałam ją tydzień, albo i dłużej, i ani razu nie pomyślałam o porzuceniu tej lektury.
Derry. Małe miasteczko w Nowej Anglii, nie wyróżniające się absolutnie niczym... Poza wyjątkowo wysoką eskalacją zbrodni, niewyjaśnionych morderstw i zaginień. Akcja dzieje się równoczesnie w roku 1958 i 1984. Ale bohaterowie są ci sami- Bill, Ben, Richie, Eddie, Mike, Stan i Beverly. I TO. To... a może tym, jest po prostu samo Derry? Własciwie, to nie wiadomo, ale książka przynosi nam zadziwiającą odpowiedź na to pytanie.
Trudno się ocenia niemal 1220 stron, ale tu nawet nie chodzi o objętość.Ta książka jest napisana bardzo charakterystycznym stylem Kinga, tempo akcji bardzo mi odpowiadąło- toczyło się niezbyt szybko,tak, że można było sobie wszystko poukładać, ale wystarczająco szybko, żebyśmy nie usnęli.
Nie wiem, czy była potwornie straszna... To nie jest tyle dobry horror, co pokazanie nam wszystkich naszych lęków.Ale tu nie o lęk chodzi, a o to, że można go pokonać. To było wspaniałe- mamy w tej ksiażce czarną noc, krew wypływa z kartek, żegnamy się z niesłusznie zabitymi bohaterami- a jednak z tego wszystkiego wypływa po prostu szaleńcza nadzieja. Że się uda.
Z innych dobrych punktów? Niewątpliwie, bohaterowie. Kocham Kinga za jego bahaterów. Bill, Ben, Richie- niewiarygodni, wspaniali ludzie, z którymi zżywamy sie podaczas lektury, z którymi potrafimy się utozszamiać. Trochę gorzej sprawa ma się ze Stanem, którego rolę nie do końca zauważałam i Mikie'm, ktorego szczerze polubiłam, ale mimo to, wciąż mi nieco umykał. Ale chyba postacią, którą polubiłąm najbardziej, i któa najbardziej mnie zaciekawiła, była
Beverly. Tak naprawdę, to nie potrafię na nią nie patrzeć przez pryzmat tego, co kazała chłopcom sobie zrobić w kanałach, w 58. To było... no, nie powiem, nieco mnie zamurowało. Bardzo żałuję, że King nie rozwinął nieco jej motywów i skutków tego czyny, bo byłoby ciekawie o tym przeczytać. Tak czy inaczej, piękna Bev, która potrzebowała brutala,żeby czuć, że żyje, była chyba jedn za najbardziej prawdopodobnych postaci. Takie kobiety spotyka się na ulicy, słysząc ichj krzyki zamykamy okna. Na tym to polega.
No i To. Nie wiem, co ja bym zobaczyła, patrząc na Pennywise'a. Chyba wielkiego rekina, jak przyjaciel chłopca, którego poznał dorosły Bill. A może cos innego ? Trudno stwierdzić. Nie wiem , czy maiałabynm dość odwagi, by się Temu przeciwstawić. To nie wymagało normalnej odwagi, a szaleńczej wiary, na którą niewielu oprócz dzieci może sie zdobyć.
Podsumowujac- polecam To, z całego serca. Bo może cię zdziwić, jak bardzo wciagnie cię ta książka. To nie jest lekka lektura ale przeczytanie i zrozumienie jej wymaga właśnie tego rodzaju odwagii, który niewątpliwie przyda nam się w życiu.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Bałam się tej książki bardzo, aż do momentu, w którym wszystko zaczęło zmierzać ku końcowi. Zakończenie w ogóle mi się nie podobało, ten cały Żółw... Ale clowny do tej pory budzą we mnie lekki niepokój... może nawet dość duży niepokój, książkę naprawdę dobrze się czytało, a końcówkę można jakoś wytrzymać, więc nie jest źle.


Przeczytana: 19 listopada, 2010

Bardzo dobra książka. Na dodatek nie tylko horror ale także przypowieść o tym, jak to co spotyka człowieka w dzieciństwie wpływa na jego dorosłość.
"To" jest to.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Wciąga czytelnika już po kilkunastu stronach. Gdy widzę gdzieś jakieś rury, przypomina mi się TO.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Moim zdaniem od tej książki powinno się zacząć przygodę z Kingiem


Na półkach: Przeczytane

Drugie podejście do powieści nasączone strachem sprzed kilkunastu lat.
Wykrzywiona twarz klauna, białka oczu błyskające zza kratki kanału, czyste, głębokie Zło i świadomość tego, że nie Pennywise jest potworem, tylko wszyscy wokół; ojciec mordujący dziecko, banda wyrostków znęcająca się nad klasową fajtłapą...
Nie.
To nie tak.

Wróciłam do tej książki starsza o kilka ładnych doświadczeń i, tak, jest straszna, ale innym przejmująca lękiem.
'Czas jest jak odbicie w wodzie', rzeczy niegdyś ważne zacierają się w pamięci, a cała beztroska i piękno dzieciństwa znikają niczym sen, pozostawiając po sobie bezbrzeżny smutek, smutek tym większy, że wpół tylko świadomy.

Lecz wśród tych łez za minionym, pośród grymasów obrzydzenia i niechęci w obliczu okropieństw, do których zdolny jest człowiek... Wieża. Tak. Jest Wieża.

Nie boję się już Kinga, niczym mnie nie odrzuci; nie odwrócę się od jego wizji i nie zamknę drzwi, bo dziś - z pewnością lepiej niż dawniej - rozumiem, co chce mi powiedzieć.
Miłość to wiara, a wiara to potężna siła, zdolna pokonać wszelki lęk i wszelkie zło.
Kocham Kinga i jego światy, bo odbijają mój własny. Jest tu wiele ciemnych miejsc, są zakurzone kąty, są szafy, do których lepiej nie zaglądać, ale są też okna wpuszczające światło. Światło i Biel.
Mam to, wiem, że to mam.

Ale to zawsze milej, kiedy przyjaciel mi o tym przypomina.