Rzecz o mych smutnych dziwkach

Tłumaczenie: Carlos Marrodán Casas
Wydawnictwo: Muza
6,19 (2331 ocen i 138 opinii) Zobacz oceny
10
69
9
122
8
226
7
592
6
602
5
441
4
111
3
118
2
31
1
19
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Memoria de mis putas tristes
data wydania
ISBN
8372001316
liczba stron
112
słowa kluczowe
miłość, starość
kategoria
Literatura piękna
język
polski
dodał
norcast

Główny bohater i narrator w jednej osobie - dziennikarz, kiedyś depeszowiec, a w chwili spisywania swej opowieści szacowny jubilat, autor codziennych felietonów i krytyk muzyczny, człowiek żegnający się właściwie z życiem - dostaje szansę spełnienia swego erotycznego i niemoralnego kaprysu, szalonej nocy miłosnej z nieletnią dziewicą. Niezaspokojona chętka wprowadza w jego dość nudne, szare,...

Główny bohater i narrator w jednej osobie - dziennikarz, kiedyś depeszowiec, a w chwili spisywania swej opowieści szacowny jubilat, autor codziennych felietonów i krytyk muzyczny, człowiek żegnający się właściwie z życiem - dostaje szansę spełnienia swego erotycznego i niemoralnego kaprysu, szalonej nocy miłosnej z nieletnią dziewicą. Niezaspokojona chętka wprowadza w jego dość nudne, szare, ustabilizowane, emeryckie życie niepokój, który okazuje się pierwszą w jego życiu, i niewątpliwie ostatnią, młodzieńczą miłością.
Proza z najlepszego Marquezowskiego pieca, powierzchownie bardzo stateczna, ale mnóstwo w niej odniesień do innych jego powieści, mnóstwo niezwykłych zdań, no i przesłanie jak z telenoweli: miłość zawsze cię dopadnie, bo jest silniejsza od życia.

Powieść Garcii Marqueza to skromna elegia o późnej miłości, a nie swawolny przewodnik po zamtuzach, o czym mam nadzieję przekonają się ci czytelnicy, którzy będą mieli odwagę po tę książkę sięgnąć. Tłumaczowi pozostaje jedynie wierzyć, że być może nadejdzie czas, gdy „Rzecz o mych smutnych kurwach” będzie mogła pod tym właśnie tytułem się ukazać.

Carlos Marrodán Casas

 

źródło opisu: Muza, 2008

źródło okładki: zdjęcie autorskie

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 4850
orchisss | 2012-08-06
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 06 sierpnia 2012

Moje pierwsze spotkanie z Marquezem nastąpiło w okolicznościach pomaturalnych. Miałam mnóstwo czasu, czytałam wtedy nieprzyzwoite ilości książek, głównie dzieła wielkie i klasyczne. "Sto lat samotności" sprawiło, że literatura i samo czytanie nabrało innego wymiaru. Odkrycie realizmu magicznego w literaturze to dla mnie kamień milowy w karierze mola książkowego. Kolejne spotkanie odbyło się w ramach przygotowania do ekranizacji - zmierzyłam się wtedy z "Miłością w czasach zarazy". Znowu zostałam oczarowana, wchłonięta przez TEN świat. O Kolumbii i Marquezie miałam okazję posłuchać, poczytać więcej dzięki poznaniu Ewy Kulak, Polki mieszkającej w Bogocie. Macondo trafiło wtedy na listę "must see". Może to nieco przykre, że Marqueza czytam, kiedy zamierzam obejrzeć ekranizację jego powieści. Mimo tego, że ekranizacje są przeważnie mocno średnie, a i sam pisarz nie jest do nich nastawiony zbyt optymistycznie. Niemniej - przyszedł czas na "Rzecz o mych smutnych dziwkach", najnowszą i prawdopodobnie ostatnią jego powieść.

Dziwek przez te nieco ponad sto stron przewija się całkiem sporo. Główny bohater obwinia je, nieco ironicznie, o swój stan cywilny. Dzień dziewięćdziesiątych urodzin postanawia uczcić w niebagatelny sposób, gdyż udaje się do swojego ulubionego burdelu, gdzie zamierza posmakować cnoty nieletniej. Pomysł ryzykowny, lubieżny, może nieco szokujący, ale myli się ten, kto spodziewa się czegoś niesmacznego w prozie Marqueza. Erotyki nie brakuje, jednak wszystko w wyważonych, dalekich od dewiacji proporcjach. Nasz bohater - szanowany felietonista lokalnego dziennika, zakochuje się bowiem w czternastolatce. Nie dość, że platonicznie, to na dodatek prawdopodobnie pierwszy raz w życiu.

Mało kto prowadzi narrację w taki sposób jak Marquez. Jego pisanie jest jak letnie popołudnie - duszne, leniwe, powodujące lekki, niemal erotyczny dreszczyk. Uwodzi, oblepia, nie pozwala się oderwać. Emocje oddawane są z wdziękiem, liczne dygresje i retrospekcje dodają pikanterii. Staruszek wspomina swoje hulaszcze życie, od dwunastego roku wypełnione prostytutkami i cielesnością niewymagającą zaangażowania emocjonalnego. Jest w tym wspominaniu spora doza nostalgii - świat wygląda teraz inaczej, pędzi przed siebie, brakuje w nim kolonialnego przepychu i dystynkcji. Swoją tęsknotę za starymi, lepszymi czasami wyraża w felietonach traktowanych przez czytelników niczym świętość - są odczytywane z pietyzmem na antenie radia, szeroko komentowane w masowo nadsyłanych przez wielbicieli listach. Starszy, uroczy w swojej nieporadności pan, nie ma nic wspólnego z wyobrażeniem o lubieżnym starcu, fundującym sobie gorszącą rozrywkę. Jego historia miłosna wzrusza i rozckliwia.

Delikatność, niepewność, niewprawność - tak kocha się po raz pierwszy. Miłość opisana banalnie, na granicy kiczu - jednak takie właśnie jest to uczucie. Skontrastowanie obrazu dziewięćdziesięciolatka zakochanego niczym młodziak z dwunastolatkiem regularnie korzystającym z usług prostytutek, doprawione autoironią, przepełnione dystansem wobec własnych ułomności - to tworzy magię tej powieści. Marquez jest dla mnie mistrzem pierwszych zdań. Bank rozbił w "Stu latach samotności", jednak i tutaj zaczyna się mocno: "W roku mych dziewięćdziesiątych urodzin chciałem sprawić sobie w prezencie szaloną noc miłosną z nieletnią dziewicą." Obserwując jego zaloty, urządzanie pokoju schadzek na kształt zwykłego, niemal małżeńskiego pokoju, dbałość o swoją kochankę - nie sposób nie poczuć tęsknoty za pierwszym zakochaniem.

Starość w powieści jest pokazana zupełnie inaczej, niż chociażby w "Wieku żelaza" J. M. Coetzeego. Nie jest to być może oda pochwalna ku czci frywolnego staruszka, ale jesień życia pokazana jest pogodnie, optymistycznie. Morał jest oczywisty: nigdy nie jest późno na miłość, czy spełnienie swoich pragnień. Typowe dla osób w podeszłym wieku wspominanie i rozpamiętywanie jest tutaj sprowadzone do ciepłych i nasyconych emocjami opowieści z przeszłości. Jesteśmy na tyle starzy, na ile się czujemy i Marquez udowadnia to na przykładzie bohatera powieści.

Prosta historia jest tak naprawdę wariacją na temat poprzednich dzieł Marqueza. Przecież, jeśli mnie pamięć nie myli, również Florentino Ariza z "Miłości w czasach zarazy" prowadził, podobnie jak "nasz staruszek" spis kobiet, z którymi sypiał w ciągu życia ( i liczba była równie imponująca). Duszny, nieco oniryczny klimat panujący w literaturze iberoamerykańskiej to coś, co mnie w niej uwodzi. Lubię takie pisanie, odpręża mnie i uspokaja. A Marquez udowodnił mi kolejny raz, że powinnam czytać go więcej i częściej. Polecam i jednocześnie wzbraniam się przed obejrzeniem ekranizacji, bo nie wyobrażam sobie w jaki sposób można chociażby spróbować przenieść ten klimat na ekran. Boję się i nie chcę się rozczarować.

Opinia została wcześniej opublikowana na moim blogu http://bazgradelko.pl

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Dom Węży

Z deszczu pod wielgachną rynnę... To idealne określenie tego, co przeżyła Alicja. Od lat maltretowana psychicznie i poniżana przez męża - byłego polic...

zgłoś błąd zgłoś błąd