Empire V

Tłumaczenie: Ewa Rojewska-Olejarczuk
Seria: Don Kichot i Sancho Pansa
Wydawnictwo: W.A.B.
6,82 (247 ocen i 16 opinii) Zobacz oceny
10
10
9
26
8
52
7
66
6
52
5
22
4
3
3
11
2
1
1
4
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Ampire V
data wydania
ISBN
9788374143950
liczba stron
440
słowa kluczowe
literatura rosyjska
język
polski
dodał
norcast

Młody nieudacznik, Roma Szurkin, odpowiada na ogłoszenie prasowe, obiecujące mu sukces życiowy, i trafia do bractwa wampirów. Przechodzi szkolenie, podczas którego poznaje historię bractwa i dowiaduje się, kto rzeczywiście rządzi światem. Społeczność wampirów stworzyła wielka nietoperzyca Isztar. Jej poddani wyhodowali rasę ludzką, która dostarcza im pokarmu. Pomiędzy wampirami a ludźmi jest...

Młody nieudacznik, Roma Szurkin, odpowiada na ogłoszenie prasowe, obiecujące mu sukces życiowy, i trafia do bractwa wampirów. Przechodzi szkolenie, podczas którego poznaje historię bractwa i dowiaduje się, kto rzeczywiście rządzi światem.

Społeczność wampirów stworzyła wielka nietoperzyca Isztar. Jej poddani wyhodowali rasę ludzką, która dostarcza im pokarmu. Pomiędzy wampirami a ludźmi jest jeszcze grupa Chaldejczyków - to oni kryli się niegdyś w czołgach, a obecnie w limuzynach z zaciemnionymi szybami. Już niebawem na gruzach poprzednich epok, w następstwie całkowitego przeobrażenia rosyjskiego społeczeństwa, wyrośnie nowe, piąte imperium. Jakie ono będzie?


W najnowszej powieści Pielewin drąży tematy podejmowane już w poprzednich utworach - w życiu wszystko jest względne, a ludzie podlegają nieustannej manipulacji. Autor pozostaje prorokiem i kronikarzem nowej ery. Sięga po charakterystyczne dla siebie środki: miesza rozmaite wierzenia - teozofię, okultyzm, buddyzm, mitologię babilońską - i znajduje dla nich niespodziewane zastosowanie we współczesności. Powstała powieść niezwykle pielewinowska, a jednocześnie ciągle zaskakująca szaleństwem pomysłów, wizją, kunsztem literackim i zaraźliwym humorem.

 

źródło opisu: http://www.gwfoksal.pl/ksiazki/empire-v-1.html

źródło okładki: http://www.gwfoksal.pl/ksiazki/empire-v-1.html

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 121
Blackie | 2013-10-02
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Some dance to remember, some dance to forget

To było jakieś sześć lat temu. Siedząc przy piwku z dobrym znajomym z uczelni, dowiedziałem się, że oto do czynienia mamy z najlepszym pisarzem dzisiejszych czasów. Oczywiście nie chodziło o mojego druha, a o pewnego niepokornego twórcę z kraju Dostojewskiego i Sorokina. Wiktor Pielewin, wróg numer jeden prokremlowskiego establishmentu i moskiewskich środowisk poddańczo patriotycznych, obiekt kultu i licznych kontrowersji. Jego książki tłumaczone są na wiele języków, a w samej Mateczce Rosji wpisywane na wszelakie indeksy dzieł niemalże-zakazanych. Tam też pierwodruki znikają w tajemniczych okolicznościach (tak było w przypadku niniejszej powieści). Być może cała ta nagonka będzie mało zrozumiała dla nas, ludzi żyjących od jakiegoś czasu w, jak by na to nie patrzeć, innych realiach, jednak wcale nie przeszkadza to w odbiorze prozy Pielewina. Zapewne bez skojarzeń skierowanych w stronę kremlowskich elit i rosyjskiej rzeczywistości, jego słowa nabierają nowego sensu, bo przefiltrowane są przez zupełnie inne sito myślowe. Zapewne tak właśnie jest.
No to jak czytać Pielewina nie będąc Rosjaninem i niezbyt wiedząc "o co kaman"? No cóż, po prostu czytać. Przecież od lat robi to już cały świat.

Ja zaczynałem od "Małego palca Buddy" i przyznam, że był to dla mnie szok. Stopień zdumienia postępował wraz z każdym kolejnym rozdziałem, stroną, a nawet słowem. W końcu doszło do tego, że zacząłem sobie zadawać pytanie, czy do czynienia mam z genialnym literackim kalamburem, którego rozwiązanie przekracza możliwości mojego umysłu, czy po prostu ktoś tu robi ze mnie durnia? A może to sam autor jest totalnym świrem? Myślę, że danie, które w menu literackiej jadłodajni figuruje pod nazwą "Proza Wiktora Pielewina", przyrządzone jest z wszystkich tych składników... ze zdecydowaną przewagą pierwszego. Pielewin jest szalenie mądrym gościem!

Autor "Empire V" jest tak bezczelny jak tylko może być. Nie liczy się z zasadami (nie pytajcie jakimi, sami sprawdźcie), ani z czytelnikiem. Wciąga nas w szalenie interesującą historię po to, by ostatecznie nas wykpić, skłonić do utraty wiary we własny intelekt. Niejednokrotnie podczas lektury "Empire V" (jak i każdej innej książki tego autora), poczujemy się jak kretyni. Bo Pielewin to cholernie inteligentny typ, który używa swojego umysłu przebiegle i bezwzględnie, jako niezwykle skutecznej broni. Jest psychopatą, który kierując się ku swej prawdziwej ofierze, nie szczędzi nikogo. Być może do czynienia mamy z jedną z najtęższych głów w świecie literatury współczesnej. Wyposażony w szatańskie poczucie humoru, zupełnie pozbawiony hamulców, Pielewin szydzi z każdego i nad wieloma ma przewagę.

Tym razem na warsztat wzięte zostały Wampiry. Nie myślcie jednak, że te mityczne istoty uniknęły ostrego pióra Pielewina. Ono zadziałało tutaj niczym skalpel twórczego chirurga plastycznego. Zapomnijcie o romantycznym wizerunku „nieumarłego”! Pielewin to nie Anne Rice! Takich krwiopijców jeszcze nie znacie! Mało tego, w wizji rosyjskiej gwiazdy literatury (chyba można tak o nim mówić?), pojęcie „krwiopijca” w odniesieniu do rasy nosferatu, używane jest zarówno dosłownie, jak i w znaczeniu metaforycznym! Przewrotność Pielewina nie zna granic.

Nawet image wampira uległ totalnej dekonstrukcji. Brak w "Empire V" mrocznych istot w długich czarnych płaszczach, ulizanych lowelasów, którzy niezbyt zdają sobie sprawę, co to znaczy być passe. Odrzucie marzenia o krwiożerczych dzieciach nocy rodem z "Miasteczka Salem" Stephena Kinga! Według Pielewina Wampiry to grupa obrzydliwie bogatych, zblazowanych i lekko skretyniałych ekscentryków. Władza została im dana tak dawno, że nic nie jest stanie nią zachwiać. Nie mają naturalnego, ani sztucznego wroga, kreują rzeczywistość niczym "Matrix" braci Wachowskich. Wiedzą wszystko o każdym z nas i są w stanie pokierować życiem twoim, moim a nawet tego pana, którego ponoć wybraliśmy, by sprawował władzę i reprezentował nasz kraj. On, tak jak my, wytwarza bablos i nic nie jest w stanie zmienić jego losu. Po prostu, "nie nada".
Człowiek w świecie przedstawionym przez Pielewina znajduje się w bardzo paskudnej sytuacji, choć z drugiej strony, jego szczęście w tym, że nie zdaje sobie z tego nawet sprawy.

Głównym bohaterem "Empire V" jest totalny everyman, ktoś jaki ja, czy ty. Roma Sztorkin nie ma złudzeń co do otaczającego go świata, wie gdzie jego miejsce i bynajmniej nie jest z tego zadowolony, lecz po prostu pogodzony z faktem przynależności do nic nieznaczącej szarej masy. No i nagle, ni z tego, ni z owego, trafia mu się jedyna w swoim rodzaju szansa, która może raz na zawsze odmienić jego beznadziejne życie. Co robi wtedy Sztorkin? Dokładnie to co zrobiłbym ja, czy ty: patrząc wstecz i analizując wszystko to, czego dokonał do tej pory i mógłby dokonać w przyszłości, będąc wciąż tym kim był, przyjmuje ofertę tajemniczego mężczyzny w masce… Chociaż właściwie, czy miał on jakikolwiek wybór?
Roma stopniowo dowiaduje się, że wszystko co do tej pory wiedział, w co nie miał najmniejszych wątpliwości, przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Był to tylko sen małpy. Bo inaczej Panowie Naszego Losu o nas nie mówią… Od jednego z mentorów Romy, który wprowadza chłopaka w arkana wampirzych zwyczajów dowiadujemy się, że „Życie urządzone jest tak, że człowiek umrze z głodu, jeśli zacznie dążyć do czegokolwiek poza pieniędzmi (…) Życie jest tak urządzone, że może on otrzymywać trochę pieniędzy do własnego użytku, kiedy wyprodukuje ich znacznie więcej dla kogoś innego”… Hm, czyż to nie prawdziwe?

To taki trochę "Matrix", choć można odnieść wrażenie, że Pielewin zgrywa się z nadętej i arcypoważnej wizji braci Wachowskich. Docelowo jednak ostrze pióra rosyjskiego kontestatora wymierzone jest w rządzące Rosją elity, oligarchów, władzę.
Jak już wspomniałem, wampiry, choć posiadają nieograniczone, boskie zwierzchnictwo nad całym światem, żyją w nieco skostniałym status quo. Na swoje odwieczne rytuały i obowiązki, choć przecież tak im niezbędne, patrzą nie bez ironii i lekkiego znudzenia. Za woalką powagi kryje się już od dawna, coraz trudniej ukrywana drwina. Nieograniczona wiedza upoważnia ich do wyrażania cynicznych sądów, z którymi nie można polemizować. Tak jak ten o miłości i kobietach: „Kochamy nie tych, którzy zrobili dla nas coś dobrego. Kochamy tych, dla których coś dobrego zrobiliśmy my sami. I im więcej dobrego im zrobiliśmy, tym więcej chcemy zrobić jeszcze. Jest to prawo psychologii. Kobieta już od wielu tysiącleci z powodzeniem na nim pasożytuje (…). Chodzi o inwestycję”.
U Pielewina wampiry to władcy marionetek, królowie życia, filozofowie, hulaki, a zarazem coś w rodzaju najsilniejszej we wszechświecie mafii. Do wiedzy o ich istnieniu i wpływie na cały świat dopuszczają tylko tych, którzy mają z kolei wpływ na życie każdego everymana… No ale cóż z tego, skoro traktują ich z równie wielką ironią i pogardą, jak każdego szarego ludka.
Gorzkie, ale przezabawne. Tak jak i cała powieść, w której pierwszym odruchem jest rozbawienie, kolejnym refleksja a następnym smutny wniosek…

Na okładce każdej kolejnej książki Wiktora Pielewina powinno widnieć wyraźne ostrzeżenie: „Nie dla osób bez dystansu do siebie i świata”. A może nawet „Nie dla idiotów”.
Pielewin wypracował swój styl, który dla jednych może być czymś niezwykle fascynującym, powiewem świeżego powietrza w świecie literatury, a drugich może szczerze irytować. Nie ma na to rady, proza tego faceta musi wywoływać tylko skrajne emocje. Albo zostajesz kumplem Pielewina, z którym wychyliłbyś kilka kielichów, albo wracasz do literatury bezpiecznej, wygodnej, jasnej i przejrzystej. Albo rollercoaster, albo karuzela z konikami. Wybór należy do ciebie.

Wyzwijcie mnie od profanów, ale przeczytawszy którąś z kolei książkę Wiktora Pielewina stwierdzam, że oto Rosjanie mają swojego nowego Bułhakowa.

A co z odpowiedzią na pytanie, czy Wiktor Pielewin to obecnie najlepszy pisarz dzisiejszych czasów? Cóż, zapewne znajduje się w ścisłej czołówce.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Bosko nieidealna. Kreuj lepsze jutro

Książka, na którą czekałam bardzo niecierpliwie :) Przeczytałam książkę Jowita Trzaska - Bosko nieidealna i siedzę nad pustą kartką. Od dwóch godzin n...

zgłoś błąd zgłoś błąd