Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Zgłosuj na książki roku 2017

Gra szklanych paciorków: próba opisu życia magistra ludi Józefa Knechta wraz z jego spuścizną pisarską

Tłumaczenie: Maria Kurecka
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
7,57 (438 ocen i 33 opinie) Zobacz oceny
10
66
9
85
8
77
7
104
6
60
5
24
4
7
3
10
2
2
1
3
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Das Glasperlenspiel
data wydania
ISBN
83-06-02773-6
liczba stron
670
kategoria
Literatura piękna
język
polski

Ostatnia powieść Hessego to suma jego doświadczeń i symboliczny obraz epoki. Autor przenosi nas w utopijną prowincję, gdzie świecki zakon intelektualistów uprawia grę szklanych paciorków - sztukę, która jest syntezą dokonań całej kultury. Razem z narratorem, odtwarzającym biografię Józefa Knechta, śledzimy losy głównego bohatera powieści, jego drogę do tytułu mistrza gry i późniejszą ucieczkę...

Ostatnia powieść Hessego to suma jego doświadczeń i symboliczny obraz epoki. Autor przenosi nas w utopijną prowincję, gdzie świecki zakon intelektualistów uprawia grę szklanych paciorków - sztukę, która jest syntezą dokonań całej kultury. Razem z narratorem, odtwarzającym biografię Józefa Knechta, śledzimy losy głównego bohatera powieści, jego drogę do tytułu mistrza gry i późniejszą ucieczkę ze wspólnoty graczy. Losy Knechta są niepokojącym i zastanawiającym symbolem: skłaniają do namysłu nad tym, czy sztuka i życie duchowe mają wpływ na losy świata i czy jest do pokonania przepaść dzieląca twory umysłu od przyziemnej rzeczywistości. Hesse unika jednoznacznej odpowiedzi na te pytania, które pozostają otwarte tak samo jak forma tej książki, w ciekawy sposób poszerzonej o wiersze i przypowieści.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 694
Orzeł | 2013-04-30
Przeczytana: 2011 rok

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

„Gdy zacząłem pisać bzdury
Wszedłem do literatury”

J. Sztaudynger

Czym się różni intelektualista od przeciętnego człowieka? Tym, że przeciętny człowiek, gdy nie ma nic do powiedzenia w jakiejś kwestii, przyznaje to bez ogródek lub przynajmniej wstydliwie milczy. Intelektualista zaczyna zaś wówczas tworzyć. Tak też właśnie powstawać musiała „Gra szklanych paciorków”, książka uznawana za opus magnum Hermana Hesse.

To książka kuriozum. Przerażająco monotematyczna i utopijna, bo skoncentrowana na jednym tylko, całkowicie nierealnym zagadnieniu – możliwości wyhodowania elitarnej kasty naukowców - mędrców, w oderwaniu od bieżącego życia uprawiających naukę dla nauki. Przerażająco wyabstrahowana, bo umieszczona w nieokreślonej przyszłości w wymyślonej przez autora „prowincji pedagogicznej” – Kastalii. Straszliwie enigmatyczna, bo na czym polegać ma tytułowa gra, autor nie raczy nas informować. Zdradzająca pretensje do patetycznej rozprawy filozoficznej, a w gruncie rzeczy nie mówiąca czytelnikowi nic odkrywczego, za to podsuwająca mu pod nos garść prawd banalnych w sposób nader skomplikowany. Wreszcie, książka pozbawiona w warstwie literackiej wartości estetycznych.

Książka, która, jak ktoś tu trafnie zauważył, opiewa ideał nauki i oświecenia, nie zawiera bodaj jednego celnego, intrygującego spostrzeżenia na temat życia. Zamiast bowiem opisać, dajmy na to, codzienny trud garncarza, wolał Hesse wystrzelić swój umysł gdzieś na orbitę intelektualnej abstrakcji, by z wyżyn bombardować prostaczków takimi oto na przykład mętnymi przez swą wieloznaczność mądrościami: „Nie należy tedy oczekiwać od nas pełnej historii i teorii gry szklanych paciorków, godniejsi bowiem i zręczniejsi od nas autorzy nie sprostaliby takiemu zadaniu”. Brzmi całkiem rozsądnie. Albo takimi oto: „choć bowiem dla ludzi lekkomyślnych mniejszą poniekąd odpowiedzialność i trudność oznacza przedstawienie słowami rzeczy nieistniejących niż istniejących, jednak dla pobożnego a sumiennego dziejopisa rzecz ma się zgoła przeciwnie: nic trudniejszego nad ukazanie w słowach, jednocześnie przecie nic konieczniejszego nad ukazanie ludziom pewnych rzeczy, których istnienie ani daje się udowodnić, ani jest możliwe, które wszelako właśnie wskutek tego, iż ludzie pobożni a sumienni jako istniejące je traktują, przybliżone zostają o krok do bytu i możliwości swych narodzin”. Ludzi zachwycającym się tym stylem pisania, uprzejmie proszę o wskazanie różnicy semantycznej pomiędzy „nie daje się udowodnić” a „nie jest możliwe udowodnić”, ponieważ mnie z moją chłopską logiką wychodzi, że wielki pisarz bez sensu się powtarza, no chyba żeby przyjąć, że to pierwsze odnosi się do obecnych możliwości nauki, a to drugie do możliwości udowodnienia w ogóle, tyle że z samego tekstu to w żaden sposób nie wynika. Chciałbym też dowiedzieć się, jaka jest różnica (naturalnie w znaczeniu alegorycznym) pomiędzy bytem a narodzinami, to znaczy, czy może istnieć byt, który wcześniej nie istniał, bez swych w pewnym momencie „narodzin”. „Sumienny a pobożny dziejopis” ani myśli się jednak poddawać, przynajmniej dopóki nie zrobi wam z mózgu totalnej sieczki, dlatego w innym miejscu powieści kontynuuje bez żenady: „On inną poszedł drogą, a raczej go nią poprowadzono, teraz chodziło jedynie o to, aby tą wskazaną mu drogą iść prosto i wiernie, nie porównując jej z drogami innych.” To w końcu poszedł, poprowadzono go czy mu wskazano tą drogę, bo przyznaje się bez bicia, nie rozumiem? I tak szczerze, z ręką na sercu, czy nie jest przypadkiem tak, że Hesse zyskał miano wielkiego intelektualisty wskutek umiejętności totalnego komplikowania prawd banalnych, rozdęcia prostych spostrzeżeń do rangi wieloznacznych prawd filozoficznych, dzięki faktowi, że jego zapętlone wynurzenia, z trudem poddające się regułom logiki oraz przejrzyste i poetyckie niczym rozporządzenie Unii Europejskiej w sprawie wielkości jajka kurzego, dają się interpretować tak, siak lub jeszcze inaczej?

Nie powala na kolana, mówiąc delikatnie, warstwa intelektualna książki. Jak wspomniałem, powieść dotyka zagadnienia istoty samej nauki oraz roli intelektualisty. Powstaje pytanie, dlaczego Hesse, pisarz uchodzący za wybitnego, zdecydował się poświęcić kilkaset stron temu dość w sumie banalnemu zagadnieniu, jakim jest oderwanie naukowców od życia i ich przysłowiowemu już „zamknięciu w wieży z kości słoniowej.”, zagadnieniu, które każdy przeciętnie rozgarnięty nastolatek skwitowałby pytaniem: „a w imię czego?” jeśli nie obojętnym wzruszeniem ramion w ogóle, zanim oczywiście poszedłby grać w piłkę.
Ano dlatego, że na ową utopijną ideę z dużą dozą sympatii zdaje się spoglądać sam autor. Wydaje się, że dobrze by się czuł w tym wyabstrahowanym świecie przerażająco nudnych rozważań egzystencjalno – filozoficznych. Rozważań nad sensem nauki, istotą sedna i duchem praw. Czas wreszcie docenić kuriozalność sytuacji w całej jej krasie. Hesse pisał recenzowaną powieść w 1943 roku, wygnany przez faszystów do neutralnej Szwajcarii. Nieopodal, w ojczyźnie pisarza, z pełną mocą pracowały już kominy krematoryjne Oświęcimia i innych obozów koncentracyjnych, na skalę przemysłową przerabiało się ludzi w mydło, zaś z ludzkich skór wyrabiało się na przykład żyrandole – namacalne dowody, do czego potrafi doprowadzić oderwanie ludzi od ich naturalnych instynktów i najprostszych wartości. Jednak Hessemu nie daje to do myślenia nic a nic. Z wyraźną nostalgią kreuje na kartach książki kolejny utopijny porządek, zaś w osobie Józefa Knechta powołuje do życia emocjonalnego mutanta, którego całe życie sprowadza się do dylematu, czy podoła roli mistrza tytułowej gry, o której nikt, na czele z autorem, nie wie, na czym konkretnie polega. Hołubi w swojej głowie wizję człowieka odczłowieczonego, zajętego jedynie teoretycznymi abstraktami, który w wieku lat nastu, zamiast marzyć o zjedzeniu czekolady, poderwaniu intrygującej kujonki z ławki obok lub przynajmniej kradzieży marchewki ze szkolnego ogródka, woli w przepisowym kontrapoście (naprawdę!) przeprowadzać kilkunastostronicowy przepatetyzowany dialog, naturalnie z innym bardzo mądrym chłopcem. Ano właśnie. Na kartach książki próżno szukać jakiejkolwiek istotnej postaci kobiecej. Wokół sami mądrzy i wzniośli panowie. Troskają się o rozwój młodego geniusza bardzo. Wszyscy razem wzięci oraz każdy z osobna kiszą się w sosie swoich własnych teorii i jest im z tym bardzo dobrze. I naturalnie nie umieją się na nic konkretnego zdecydować.

I tak już będzie do końca. W zdania Hessego trzeba się wgryzać niczym w zeszłoroczne suchary, by łamiąc sobie na nich zęby z mozołem odkrywać ich banalny sens. Nie obchodzi to autora, bowiem uważa, że ma coś ważnego do zakomunikowania. Na końcu zaś dowiadujemy się, że oderwanie człowieka od życia to nie jest najlepszy pomysł. Na szczęście niegroźne, bo przeraźliwie nudne. Po przeczytaniu tej książki dla relaksu zaleca się lekturę książki telefonicznej albo przynajmniej rozkładu jazdy PKP.

W polskim prawie karnym funkcjonuje pojęcie usiłowania nieudolnego. Zachodzi ono, kiedy sprawca nie zdaje sobie sprawy, że popełnienie przestępstwa jest niemożliwe z uwagi na brak przedmiotu nadającego się do popełnienia na nim czynu zabronionego albo zastosowanie sposobu działania nie mogącego doprowadzić do zamierzonego rezultatu. Przykładowo: nie da się zabić człowieka z pistoletu - zabawki. A już w szczególności nie da się zabić z pistoletu - zabawki trupa.
Polskie prawo karne przewiduje możliwość zastosowania nadzwyczajnego złagodzenia kary dla usiłującego nieudolnie. Stąd trzy gwiazdki więcej.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Niebko

Bardzo lubię tego typu książki, to wielowątkowa historia rodziny, w którą można się zagłębić. Na pewno nie jest to książka, którą czyta się z doskoku...

zgłoś błąd zgłoś błąd