Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Światła pochylenie

Wydawnictwo: Initium
6,98 (741 ocen i 140 opinii) Zobacz oceny
10
54
9
105
8
105
7
223
6
113
5
84
4
32
3
14
2
8
1
3
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
A Certain Slant of Light
data wydania
ISBN
978-83-927322-4-2
liczba stron
232
słowa kluczowe
powieść, duchy,
język
polski

"Ktoś na mnie patrzył. To dość niezwykłe uczucie, kiedy jest się martwym..." Duch Helen przebywał właśnie w klasie angielskiego szkoły średniej, kiedy to poczuła - po raz pierwszy od 130 lat patrzyły na nią ludzkie oczy. Oczy należące do chłopca, który aż do tej chwili niczym szczególnym się nie wyróżniał. Równocześnie przerażona i zaintrygowana Helen zaczyna czuć, że coś ją do niego...

"Ktoś na mnie patrzył. To dość niezwykłe uczucie, kiedy jest się martwym..." Duch Helen przebywał właśnie w klasie angielskiego szkoły średniej, kiedy to poczuła - po raz pierwszy od 130 lat patrzyły na nią ludzkie oczy. Oczy należące do chłopca, który aż do tej chwili niczym szczególnym się nie wyróżniał. Równocześnie przerażona i zaintrygowana Helen zaczyna czuć, że coś ją do niego przyciąga. Fakt, że on przebywa w ciele, a ona nie, stanowi dla nich pierwsze wyzwanie. Walcząc o znalezienie drogi do bycia razem, odkrywają sekrety swojej własnej przeszłości jak również szczegóły z życia młodych ludzi, których ciała przejęli.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 786
Jane Rachel | 2013-01-13
Przeczytana: 13 stycznia 2013

Mija sto trzydzieści lat od kiedy Helen umarła. Od tego czasu tuła się po Ziemi jako duch. Podczas swojej samotnej egzystencji była związana z wieloma gospodarzami, którzy stanowili dla dziewczyny ratunek od bram Piekła, choć wcale nie zdawali sobie sprawy z jej obecności. Blisko półtora wieku milczenia sprawia, że Helen zapomina jak to jest rozmawiać z człowiekiem, dopóki ktoś jej nie zauważa. Aby było ciekawiej owym „podglądaczem” jest zwykły chłopiec – żaden mag, wróżka czy medium. Ponure życie ducha odmienia się, gdy James wyznaje Helen swoją tajemnice i daje dziewczynie promyk nadziei. Czy powrót na ziemię w ludzkim ciele jest rzeczą możliwą?
Od jakiegoś czasu interesowała mnie ta pozycja, dlatego kiedy miałam możliwość przeczytania jej, nie czekałam ani chwili dłużej. Powieść pani Whitcomb z opisu wydawała mi się ciekawa. Jak duch i człowiek mogą się w sobie zakochać? Przecież duch nie potrafi wziąć niczego do ręki, dotknąć czegokolwiek, przenika przez ściany, różne przedmioty… A jednak jest pewien sposób na bycie razem.

„Biblioteka pachnie starymi książkami, tysiącem skórzanych drzwi do innych światów. Słyszę ciszę niczym umysł Boga. Czuję czyjąś obecność na pustym krześle obok. Bibliotekarz patrzy na mnie podejrzliwie. Biblioteka to święte miejsce, a ja siedzę ze świętym patronem czytelników. Pulsująca bogini światła przenika przeze mnie niczym od razu zapomniana chwila wieczności. Nie ma jej.”
(str. 46)

Na starcie książka od razu mnie wciągnęła. Helen przybliża nam początki swojego życia po śmierci – opowiada o pierwszym gospodarzu, kim był, co robił, jak związała się z nim i kiedy musiała od niego odejść. Przyznam szczerze, że pomysł z gospodarzami był całkiem dobry, chociaż później stał się ułatwieniem dla głównych bohaterów. Gdyby autorka inaczej rozegrała niektóre momenty, sądzę, że całość wyglądałaby trochę ciekawiej. Sama Helen jest niezwykle barwną postacią. Na początku wydawało mi się bardzo dziwne to, że najnormalniej w świecie jest zakochana w swoim tymczasowym gospodarzu, lecz kiedy do gry wchodzi James pan Brown odchodzi w zapomnienie. O właśnie, James – autorka niezbyt skupiła się na tej postaci, a szkoda. Zmarnowała całkiem ciekawego bohatera na rzecz kilku mniej ważnych w postaci, tym bardziej, że James wraz z Helen odgrywają główne role.

Osobiście jestem zwolenniczką narracji trzecioosobowej. Książki pisane w pierwszej osobie również lubię, ale tylko wtedy, gdy autorka wykazuje się świetnym, ciekawym stylem, a nie jedynie oryginalnym pomysłem. Musi również zaskakiwać i tworzyć napięcie, a także zachęcić czytelnika do kontynuowania podróży z jej powieścią. Pani Laurze Whitcomb nie mam nic do zarzucenia. Jak na autorkę posługującą się pierwszoosobową narracją uważam, że nie wykazała się niczym szczególnym, lecz za to nie dołączyła do grona tych powieściopisarek, które tworzą tylko po to, aby coś wydać. Czytając "Światła pochylenie" czułam, że włożyła do tej książki swoje serce oraz poświęcenie, chociaż na pierwszy rzut oka tego nie widać. Na początku myślałam: „Taka tam książka o miłości”, ale po kilkunastu stronach właśnie ta „taka tam książka” zmieniła się we wciągającą powieść o samotności, wybaczaniu, pierwszym prawdziwym zakochaniu i o poświęcaniu się dla ukochanych ludzi. Styl autorki jest bardzo dobry. Pisze lekko i ciekawie, książkę czyta się niezwykle przyjemnie, a przede wszystkim – pani Laura potrafi zauroczyć odbiorcę (poznajecie to? „Jeszcze jeden rozdział i kończę!”).
Żałowałam jedynie tego, że autorka nie zdecydowała się na dodatkowe wątki. Przez całą książkę głównym tematem jest zapowiedziana wcześniej miłość dwojga głównych bohaterów, lecz gdyby pani Whitcomb dodała coś innego, odbiegającego od Jamesa oraz Helen z pewnością powieść zyskałaby więcej kolorów. Mnie osobiście brak jakikolwiek innych wątków nie przeszkadzał, bo nastawiłam się na właśnie taką lekturę.
Oprócz niektórych bohaterów "Światła pochylenie" ma jeszcze jeden potężny plus: punkt kulminacyjny oraz samo zakończenie. Nie było to coś w rodzaju „I żyli długo i szczęśliwie” – o nie. Ostatnie strony mają udowodnić czytelnikowi, że miłość faktycznie pokona nawet śmierć.

„Jesteś ukrytym wierszem mego serca. Czytam Cię bez przerwy, uczę się Ciebie na pamięć w każdej chwili naszej rozłąki.”

Powieść pani Whitcomb pozytywnie mnie zaskoczyła. Chciałam przeczytać coś nieskomplikowanego, zwykłą historię o miłość, a otrzymałam jedną z lepszych książek. Bez wątpienia "Światła pochylenie" to dobra pozycja, warta przeczytania. Świat Helen jest inny niż ten dotychczas nam znany z książek o duchach. To nie jest powieść obfitująca w wiele wątków, trzymająca czytelnika w napięciu i nie pozwalająca mu oderwać się od lektury. Jest to historia o zagubionej duszy skazanej na samotność, do której pewnego dnia uśmiecha się szczęście – a raczej chłopiec. "Światła pochylenie" jest książką typowo o miłości i o poszukiwaniu swojego miejsca na Ziemi. Nie znajdziecie tutaj wielu zwrotów akcji. Powieść Laury Whitcomb wcale nie jest skierowana tylko i wyłącznie do młodzieży – bardzo mnie to zaskoczyło! Pomyślałam, że skoro głównym tematem jest tutaj miłość, jasne będzie to, że lektura ma na celu zachęcenie nastoletnich czytelników do sięgnięcia po nią. Guzik prawda – Światła pochylenie pasuje zarówno do młodzieży jak i dorosłych. To, że ciało jest młode, nie znaczy, że dusza niedoświadczona.

[http://zanim-zajdzie-slonce.blogspot.com/2013/01/022-laura-whitcomb-swiata-pochylenie.html]

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Magia olewania

Nie lubię tego typu poradników, nie lubię i już. Przydałoby mi się w życiu na pewno więcej umiejętności olewania... ale ten poradnik niczego nie wnió...

zgłoś błąd zgłoś błąd