Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Wybór Zofii

Tłumaczenie: Zbigniew Batko
Seria: Biblioteka Bestsellerów
Wydawnictwo: Muza
7,76 (422 ocen i 48 opinii) Zobacz oceny
10
56
9
100
8
99
7
94
6
36
5
20
4
2
3
13
2
1
1
1
Darmowe dodatki Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Sophie's Choice
data wydania
ISBN
83-7200-890-6
liczba stron
680
kategoria
Literatura piękna
język
polski
dodała
farfallam

Wybór Zofii to dramat związku dwojga bohaterów, ludzi opętanych przeszłością i starających się uciec przed nią w miłość. Ale miłość jest tu tak samo bezwzględna i okrutna jak życie, miłość nie tylko nie jest ocaleniem, ale skazuje na śmierć. Bohaterowie Styrona osobno mieli szansę, we dwoje mogą tylko umrzeć, zanim jednak dojdzie do podwójnego samobójstwa, autor przeprowadzi nas przez mekę...

Wybór Zofii to dramat związku dwojga bohaterów, ludzi opętanych przeszłością i starających się uciec przed nią w miłość. Ale miłość jest tu tak samo bezwzględna i okrutna jak życie, miłość nie tylko nie jest ocaleniem, ale skazuje na śmierć.
Bohaterowie Styrona osobno mieli szansę, we dwoje mogą tylko umrzeć, zanim jednak dojdzie do podwójnego samobójstwa, autor przeprowadzi nas przez mekę życia bohaterów i mękę ich miłość.

 

pokaż więcej

książek: 836
Andrew Vysotsky | 2012-04-13
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 13 kwietnia 2012

William Styron
Wybór Zofii
(oryg. Sophie’s Choice)
przekład Zbigniew Batko

Nazwisko autora i tytuł powieści, jakkolwiek głośne w świecie, nie tylko świecie literatury i filmu*, było mi dotąd kompletnie nieznane. Po tę książkę sięgnąłem z premedytacją. Znajoma wykorzystała ją do pracy o obrazie II Wojny Światowej w literaturze i chciałem się przekonać, czy jest to pozycja wartościowa, czy też, jak niektóre inne książki z tego stosika, który posłużył za materiał źródłowy, wręcz przeciwnie.

Czy powieść o tak pachnącym tanim romansidłem tytule może być warta przeczytania i czy może być o wojnie? Otóż tak. Może być mocna, pełna głębi trudnych do przebycia i wymagająca od czytelnika otwartości umysłu, odwagi do zmierzenia się ze stereotypami i odmiennymi od naszych poglądami.

Przed rozpoczęciem lektury nie czytałem niczego o autorze ani jego twórczości. Świadomie zabrałem się do niej nieskażony opiniami innych; uzbrojony jedynie w zdolność myślenia i własne doświadczenie życiowe. Po jej zakończeniu sięgnąłem po recenzje i niejednokrotnie doznałem szoku. Czyżbym czytał co innego?!? Odpowiedź znalazłem w jednej z recenzji i pozwolę sobie przytoczyć z niej cytat, gdyż on wszystko wyjaśnia:

„Niestety, nieco się zawiodłam. Wątek oświęcimski, który tak bardzo lubię i... na który tak bardzo tutaj liczyłam, jest zaledwie jednym z wielu (...)”**

Kuriozalny sposób oceniania literatury; za dobrą powieść uważać taką, której autor przewidział interesującą nas tematykę oraz nasze poglądy i tylko do nich się ograniczył. To tak jakby Chopinowi zarzucać, że za mało w nim jazzu! Lubienie zaś tematyki oświęcimskiej?!? To pachnie zboczeniem. Rozumiem zainteresowanie, ale lubowanie się w Oświęcimiu? Aż mnie zatkało!

Trudno docenić książkę, jeśli się w niej szuka tego, co się chce znaleźć, a nie tego, co autor w niej zawarł! Jeśli nie szuka się nowych punktów widzenia, nowych koncepcji, tylko powtórzenia tego, co się już zna, lub co się komuś wydaje, iż zna.

Wybór Zofii to prawdziwe arcydzieło, ale niestety przez to właśnie, i przez skomplikowane, przenikające się nawzajem tematy, które podejmuje, jest trudny w odbiorze, o czym już wcześniej zresztą nadmieniłem.

O czym jest ta książka? To historia trójkąta potężnych uczuć, który uwięził w tragicznym przeznaczeniu Zofię - Polkę, która przeżyła Oświęcim, Natana – chorego psychicznie Amerykanina, w dodatku narkomana i Żyda z obsesją na punkcie holocaustu oraz początkującego pisarza z Białego Południa o ksywce Stingo, który jest jednocześnie narratorem. Trójkąty w związkach międzyludzkich nie są dobrze rokującym rozwiązaniem, ale namiętności, które łączą te dramatis personae prowadzą do szekspirowskiego wręcz tragizmu. Nawet gdyby autor tylko na tym poprzestał, stworzyłby dzieło warte polecenia.

Wybór Zofii jest solidnym kawałkiem dobrego stylu literackiego – prozy, którą bym określił amerykańską wersją Sienkiewicza; długie, niejednokrotnie wielokrotnie złożone wypowiedzi, dygresje, obszerne fragmenty liryczne podjęte równie doskonale, co obrazowe opisy i momenty wartkiej akcji. Zwłaszcza pierwsza część powieści, to prawdziwa zabawa słowami. Istna żonglerka tymi cegiełkami, z których buduje się literaturę. W dalszej części lektury ciężar tematu, nie tylko dramatu rozgrywającego się między głównymi postaciami tu i dzisiaj, ale przede wszystkim przywoływanej w retrospektywie historii okupowanej Warszawy, Oświęcimia i zagłady Żydów, każe nam zamknąć oczy na uroki warsztatu pisarza i skoncentrować się na treści. Treści, która wielu oburza, a dla wielu pozostaje niezrozumiała.

W wielu recenzjach, nawet zawodowych krytyków, stwierdza się, iż dzieje Zofii w okupowanej Polsce, zakończone wywózką do obozu koncentracyjnego i jej przeżyciami w tym przedsionku piekła, pokazują zmianę normalnych Niemców w fanatyków i sadystów. To absolutna nieprawda i nie wiem skąd się wziął ten odgrzewany przez kopiuj-wklej mit. Wielką wartością książki Styrona jest to, iż wprost i bez żadnych ogródek pokazuje, że to nie nienawiść i zaślepienie, a bezduszny rachunek ekonomiczny stworzył największe zło. Nie neguje faktu, iż druga wojna, jak każda wojna, była rajem dla wszelkiej maści degeneratów, ale podkreśla, iż Oświęcim i inne podobne miejsca, przez wielu określane jako gorsze od piekła samego, nie były wytworem sadystów, a powstały w umysłach urzędników i przez nich zostały stworzone jako logiczny środek do wykonania powierzonych im zadań. Nie byli panami życia i śmierci, ale księgowymi decydującymi o kolejnych kolumnach cyferek, które z jednego konta należy przenieść na inne. Nie bez kozery kilkakrotnie przewija się w powieści (a została ona opublikowana w roku 1979) nazwa koncernu IG Farben*** jako zakulisowego sprawcy całego szaleństwa masowej eksterminacji. Sprawcy, który do samego końca Rzeszy dyskretnie sterował kanałami śmierci stosownie do swych zapotrzebowań. Bardzo łatwo nam uwierzyć, że do stworzenia obozów koncentracyjnych zdolni są tylko dewianci. Takie przekonanie jest wygodne i bezpieczne. Niestety, co podkreśla Styron, prawda jest dużo bardziej przerażająca. Do tego zdolny jest każdy, jeśli uwierzy, że tak trzeba, że to należy do jego obowiązków. Nie bez kozery wielu zbrodniarzy wojennych to ludzie inteligentni, umiłowani ojcowie rodzin i ukochani tatusiowie dzieci. Nie przypadkiem Niemcy nie są wynalazcami obozów koncentracyjnych czy mydła z ludzi. Oni po prostu, zgodnie ze swą narodową dokładnością, wykonali to samo, co inni przed nimi i po nich, tylko na większą skalę i w sposób bardziej maszynowy, taśmowy i zbiurokratyzowany. Nie bez pomocy innych, choćby IBM, która dla obozów koncentracyjnych zapewniała wsparcie informatyczne, ale to już całkiem inna historia, za którą stoją wielkie pieniądze.

W Polsce szczególne oburzenie niektórych wywołał fakt, iż w Wyborze Zofii Polacy ratujący Żydów są raczej wyjątkami niż normą, która była w swej masie mniej lub bardziej antysemicka. Nie chcę się wypowiadać tutaj, jak było naprawdę, gdyż to osobny temat. Chodzi o to, by móc drążyć w poszukiwaniu prawdy. By ktoś odmiennie myślący nie był od razu odsądzany od czci i wiary. Niestety, nasz kraj jest od wieków największym na świecie, może poza Koreą Południową, centrum brązownictwa****. Jeśli święty, to nawet zmazy nocne musi mieć z imieniem Pana na ustach i z obrazem Pana przed oczami, jeśli bohater, to taki, co się nie boi niczego i nigdy, nawet największej właśnie popełnionej przez siebie głupoty. Jesteśmy chyba odwrotnym odbiciem USA, gdzie rozdrapywanie ran i dociekanie prawdy trwa w nieskończoność, że znów, po raz kolejny, przypomnę choćby moje ulubione bliźniacze filmy Clinta Eastwooda o Pacyfiku*****. Pojawiają się, co prawda, od jakiegoś czasu nawet dość liczne polskie książki dociekające prawdy, również stricte historyczne, ale nie czarujmy się – stereotypów nie zmienią, zwłaszcza wobec nikłej powszechności czytelnictwa w narodzie. Nie budzą nawet burz podobnych do Wyboru Zofii. Ta ostatnia zagroziła naszej wizji historii, gdyż przyszła z etykietką kontrowersyjnego bestsellera zza oceanu, a film na jej podstawie jako oscarowy raczej w zapomnienie też nie pójdzie. Wobec potencjalnego szerszego odzewu w świadomości społecznej trzeba było więc powieść oprotestować. Moim zdaniem absolutnie niesłusznie.

Jak długo będzie to nasze brązownictwo trwało? Kiedy w końcu w filmie, jedynej formie przekazu o naprawdę masowej sile oddziaływania, dowiemy się, iż ktoś z wielkich naszej historii nie był pomnikiem za życia? Kiedy w końcu przestaniemy unisono wołać, że antysemityzm jest u nas w zaniku? Pierwsze jaskółki nadziei widzę, jak choćby świetny obraz W ciemności Agnieszki Holland. Miejmy nadzieję, że to początek trwałego trendu.

Wielką moc w Wyborze Zofii ma seksualizm bohaterów. Ilość miejsca poświęconego fizycznej miłości i dosłowność opisów miejscami ocierałaby się o pornografię, gdyby nie była częścią większej całości, gdyby z niej nie wynikała i w sposób wręcz doskonały jej nie uzupełniała. Wielu krytykuje tak odważne ujęcie tematu, ale uważam, iż jest to zdecydowanie bardziej prawdziwe, niż dominujący w literaturze schemat eunuchowatych postaci, które myślą o wszystkim, tylko nie o seksie. Po wielu lekturach miałem wrażenie, że ludzie rozmnażają się chyba przez pączkowanie. Na szczęście proza Styrona nie z tych.

Eksterminacja Żydów, wielkie namiętności, potężny pociąg seksualny. Tematy o potężnym ładunku, którym można by obdzielić kilka innych powieści. A jednak pod tymi poruszającymi serce i umysł czytelnika wątkami mamy jeszcze bogactwo szczegółów tła, co także świadczy o klasie autora i jego dzieła. Zofia jako obraz kobiety w typie cierpiętnicy, która czuje się przywiązana do partnera, który ją bije i poniża. Obraz tak powszedni i w naszej codziennej rzeczywistości, gdzie partnerzy alkoholików i alkoholiczek, sadystów, narkomanów i psychicznie chorych nie potrafią im się przeciwstawić. Z różnych powodów trwają przy swych katach zamiast poszukać lepszego jutra gdzie indziej. Ojciec narratora, który stara się jak może, by pomóc synowi. Obraz powojennego (wszak to dopiero rok 1947, a więc przed wielką rewolucją seksualną) społeczeństwa USA; zakompleksionego w sprawach seksualności w sposób dziś prawie dla nas niewyobrażalny. I to, co mnie urzekło – szczególiki w drobiazgach. Stingo, od niedawna bezrobotny i balansujący na skraju biedy, a jednak ma w łazience płyn do płukania zębów, szczoteczkę do zębów o określonej twardości i maszynkę do golenia z wymiennymi ostrzami (oczywiście Schick, a nie Gilette). Ciekawe ilu ludzi w Polsce, choć mają pracę, uważa płyn do płukania jamy ustnej i porządną szczoteczkę za zbytni lub za duży wydatek, choć od czasu, w którym rozgrywa się powieść, minęło sześćdziesiąt pięć lat? Uwielbiam takie smaczki! Pokazują, jak różne są realia w różnych miejscach świata i jak to wszystko zmienia się w czasie. Jak bałamutne są reklamowe hasła i stereotypy.

Wybór Zofii ma wiele innych aspektów, których jeszcze nie wymieniłem, a które łączą się w perfekcyjną całość i sprawiają, iż warto po tę powieść sięgnąć. Właściwie zmierzyć się z nią gdyż, jak już wyżej wspomniałem, nie jest to łatwa i szybka lektura. Nie da nam wiele radości, o rozrywce nie wspominając. Na pewno jednak pozwoli na wiele rzeczy spojrzeć z innego punktu widzenia, wiele innych od nowa przemyśleć. Wzbogaci nas duchowo, jeśli wybaczycie ten patetyczny zwrot. Zdecydowanie i absolutnie polecam


Wasz Andrew



* Pod tym samym tytułem w 1982 roku nakręcono w amerykański dramat w reżyserii Alana J. Pakuli. rolach głównych wystąpili Meryl Streep (Oscar za rolę pierwszoplanową i Złoty Glob dla aktorki dramatycznej), Kevin Kline i Peter MacNicol.
** grzegorzowa (na blogu i na LubimyCzytać.pl)
*** Niedawno pisałem o filmie z odczytu doktora Matthiasa Ratha o IG Farben i jego roli w II Wojnie Światowej oraz holocauście
**** termin ukuty przez Tadeusza Boya-Żeleńskiego, który w swym dziele "Brązownicy", podjął kampanię przeciw tym, którzy przedstawiają nieprawdziwy, przykrojony do swoich potrzeb, czarno-biały obraz historii.
***** lustrzane filmy Clinta Eastwooda z 2006 roku: Letters from Iwo Jima, 2006 (Listy z Iwo Jimy) i Flags of Our Fathers Polskie tytuły: Sztandar chwały lub Gwiaździsty sztandar. Dlaczego takie, a nie Sztandary naszych ojców? To temat na osobne rozważania

opinia zamieszczona (wraz z pominiętymi tu linkami) również na moim blogu

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Felicia zaginęła

Jeśli miałabym powiedzieć za co lubię Jørna Liera Horsta to odpowiedź brzmiałaby: za to że nie jest efekciarzem. Jego książki to proste historie któr...

zgłoś błąd zgłoś błąd